Czy ubranie ma znaczenie. Jak ciuchy określają nasz wizerunek?

Mając świadomość związku między naszym wyglądem a samopoczuciem oraz tym, jak jesteśmy odbierani – możemy tworzyć lepsze relacje z samym sobą i innymi. (Fot. iStock)
Mając świadomość związku między naszym wyglądem a samopoczuciem oraz tym, jak jesteśmy odbierani – możemy tworzyć lepsze relacje z samym sobą i innymi. (Fot. iStock)

Strojem wpływamy nie tylko na to, jakie wrażenie robimy na otoczeniu ale też, jak siebie wyróżniamy. O tym dlaczego praca nad wizerunkiem i własnym stylem jest ważna, w rozmowie z Wiolettą Chrystyną – coachem i kreatorką wizerunku.

Żaden inny element wyglądu nie mówi o nas tak wiele jak strój. Może dlatego, że jako jedyny zależy wyłącznie od naszego wyboru. Każdego dnia, stając przed szafą, decydujemy o tym, jak dziś zaprezentujemy się światu. Czy wtopimy się w tło, czy się z niego wyróżnimy? Co odkryjemy, a co zasłonimy? Postawimy na ekstrawagancję czy na klasykę? Przy czym to wszystko są rzeczy, z których zdajemy sobie sprawę. Ubrania zdradzają jednak o nas o wiele więcej i często nawet nie jesteśmy świadomi, jak wiele. Informują o naszym nastroju, o naszym stosunku do siebie samych, o naszym charakterze, guście, o naszych zwyczajach, także o statusie społecznym. Pokazują nawet, czy jesteśmy gotowi na nowy związek, czy raczej szukamy przelotnego flirtu.

O czym świadczy nasz styl, nasz sposób ubierania się?
Wizerunek, styl jest po prostu przedłużeniem naszego „ja”. Pokazaniem tego, co gra w naszym wnętrzu.

I możemy to pokazać poprzez kolor, fakturę czy krój ubrania?
Te wszystkie elementy wiele o nas mówią, o tym, co nam się podoba, co jest dla nas ważne. Ale najpierw trzeba to wiedzieć, nie tylko kierować się najnowszymi trendami.

Kiedy pracowałam jako kreator wizerunku, zauważyłam, że kobiety, które do mnie przychodziły, w większości nie wiedziały, jaki jest ich styl, co do nich pasuje, co lubią, jak chciałyby się ubierać. Najczęściej mówiły: „Chcę wyglądać jak…” I tu zwykle padało nazwisko Małgorzaty Sochy lub Małgorzaty Kożuchowskiej. W sumie dobrze, że wiedziały chociaż, czyj styl im się podoba. Ale to niewiele mówiło o nich samych. Dopiero kiedy zaczęłam pytać, skąd pochodzą, co lubią, jak wygląda ich życie, jakie mają marzenia – wyłaniał się ich pełen obraz. I zwykle dochodziłyśmy do tego, że nawet jeśli wiedziały, jak chcą się ubierać, to brakowało im do tego odwagi. Kiedy podczas wspólnych zakupów podsuwałam pewne propozycje, na początku je odrzucały. Mówiłam wtedy: „Dobrze, odłóżmy je na bok, zacznijmy od czegoś bardziej komfortowego”. Ale w miarę, jak czuły się bardziej bezpiecznie, przymierzały też zaproponowane przeze mnie stroje. Robiłam im wtedy zdjęcie i radziłam, by zamiast w lustro patrzyły właśnie na nie.

Dlaczego?
W lustro patrzymy codziennie i zwykle z góry wiemy, co w nim zobaczymy, patrzymy na siebie przez stały filtr. Jeśli uważamy, że jesteśmy za grube – takie siebie w nim ujrzymy. Jeśli uważamy, że mamy krótkie nogi – też je zobaczymy w lustrze. Inaczej jest ze zdjęciem – tu mamy wrażenie, że patrzymy na siebie z dystansem, jak na obcą osobę. Kiedy pokazywałam moim klientkom, jak wyglądają na zdjęciach, bardzo im się podobało to, co widziały. Zawsze mówię, żeby nie kupować ubrań od razu, tylko zrobić sobie zdjęcia, iść do domu, przyjrzeć się im jeszcze raz i jeśli nadal nam się podobają – wrócić po daną rzecz. Dlatego wiele kobiet pisało do mnie, że wróciły do sklepów, kupiły ubrania, które im proponowałam, założyły je raz i… więcej nie miały odwagi.

Nie miały odwagi, by…
By zaakceptować siebie w całości, ze swoimi wadami, ale i ze swoimi atutami. To zresztą naturalne, wszyscy w jakimś stopniu boimy się pokazać światu prawdę o sobie, eksponować swoje najpiękniejsze cechy (poprzez dekolt, krótką spódnicę czy przylegające do ciała fasony). Boimy się zwracać na siebie uwagę, boimy się opinii innych.

Zastanawiała się pani, dlaczego tak wiele kobiet korzysta z porad stylisty, poddaje się różnym metamorfozom, ale zmienia się na chwilę i potem znowu wraca do dawnych nawyków? Często dzieje się tak, bo za zmianą zewnętrzną nie podąża wewnętrzna. Dlatego żeby pomóc zmienić się danej osobie – a tak naprawdę nie zmienić, tylko dotrzeć do prawdziwego „ja” – nie można jej tylko inaczej ubrać, trzeba zacząć od pracy wewnętrznej. Wygląd jedynie odzwierciedla to, co mamy w środku.

Kobieta akceptująca siebie i własne ciało w naturalny sposób podkreśla swoją kobiecość, nie chowa się za zbyt dużymi, oversize’owymi ubraniami, tylko eksponuje sylwetkę. Ale też nie ściska się za małymi rozmiarami, nie zawiązuje na szyi ciasno chustki, nie wbija w za małe buty. Wiele osób kryje się pod kolorem.

Co to znaczy?
Kolory, które do nas pasują, wcale nie muszą być mocne i intensywne, one mają wydobywać urodę i charakterystykę – nie tłumić nas, nie dominować. W odpowiednich kolorach jaśniejemy – nasze oczy błyszczą, nasze usta są intensywniejsze, nasza skóra się wygładza, jak po magicznym liftingu. To naprawdę tak działa. Tymczasem wiele Polek, które mają zwykle dość subtelny, słowiański typ urody, wybiera zbyt silne, dominujące barwy. A przecież nie chodzi o to, by ktoś nam powiedział: „Masz piękną sukienkę”, tylko: „Pięknie wyglądasz”.

Warto w ogóle słuchać opinii innych?
Warto patrzeć, jakie wrażenie robimy na innych. Jest takie ćwiczenie, które każdy może teraz sam wykonać. Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że idziemy ulicą i nagle widzimy naprzeciwko dziewczynę ubraną w zwiewną, kolorową sukienkę. Jakie emocje w nas wzbudza? Zapamiętajmy je. A teraz wyobraźmy sobie, że idziemy dalej i widzimy dziewczynę ubraną od stóp do głów na czarno. Co czujemy? Zapamiętajmy to. To, jak się ubieramy, wpływa nie tylko na nas, ale i na innych. Wywołuje w nich emocje – i my te emocje od nich zbieramy. Dlatego tym bardziej ważne jest, jaki komunikat wysyłamy światu.

Ale często jest tak, że ktoś bliski, na przykład mama, mówi nam od dziecka: „Dobrze ci w stonowanych kolorach”, „Nie maluj oczu i zwiąż włosy” – wyrastamy wtedy w przekonaniu co do własnego wyglądu, które nie do końca jest nasze. Często nie jesteśmy w stanie oddzielić go od własnego „ja”. Kiedyś pracowałam z kobietą o bardzo zgrabnej, proporcjonalnej sylwetce, która za żadne skarby nie chciała założyć ołówkowej spódnicy. Długo rozmawiałyśmy i okazało się, że kiedy miała 18 lat, ojciec powiedział jej, że jest już za stara na krótkie spódniczki, że to bezwstydne pokazywać kolana. Takie przekonania zapisują się w nas czasem na lata, blokując przed odsłanianiem czy podkreślaniem określonych części ciała. Na szczęście są też przekonania, które nas budują.

Wcześniej zajmowała się pani kreowaniem wizerunku, teraz łączy pani pracę nad wizerunkiem z coachingiem?
Tak, jednym z obszarów, którymi się zajmuję, jest coaching koherentny, łączący kompetencje coachingu z budową wizerunku osobistego. Pracuję z wartościami, przekonaniami, ale też z ego, z oddechem, z wizualizacjami, z kontaktem z własnym sercem…

Praca nad wizerunkiem i własnym stylem to coraz częstszy element coachingu. (Fot. iStock)
Praca nad wizerunkiem i własnym stylem to coraz częstszy element coachingu. (Fot. iStock)

Dla wielu osób to może być zaskoczenie: co mają wartości do ołówkowej spódnicy?
Otóż bardzo wiele. Jeżeli nie znamy swoich wartości, nie znany siebie. Słuchamy tego, co mówią inni, a nie wsłuchujemy się w siebie. Nie wiemy, co nami kieruje, dlaczego wybieramy taką pracę, a nie inną, taki samochód, a nie inny, takiego partnera, taką przyjaciółkę. Wartości to bardzo szerokie pojęcie, ale też mogące pomieścić wiele jakości i istotnych dla nas rzeczy: rodzinę, miłość, piękno, rozwój osobisty.

Jak dochodzi pani z klientami do tego, jakie są ich wartości?
Są narzędzia, które w tym pomagają. Zwykle ludziom jest bardzo trudno nazwać swoje wartości, dlatego wykorzystuje się często listę około 50 wartości i prosi się, by drogą eliminacji wybrać te najważniejsze. Ja jednak od zawsze uważałam, że wartości powinniśmy określać sami, dlatego posługuję się metodą zaczerpniętą od jednego z moich nauczycieli. Polega ona na tym, że wybieramy pięć rzeczy, które lubimy robić, i poprzez nie docieramy do tego, jakie stoją za nimi wartości. To niekiedy długotrwały proces, ale przynosi zaskakujące wyniki. Potem sprawdzamy, na ile te wartości są zaopiekowane u danej osoby, czy podąża ona za nimi w swoim życiu. Bo wartości domagają się realizowania.

Jak wiedza o wartościach przekłada się na sposób ubierania?

Chodzi o proces utożsamienia się ze sobą i swoimi wartościami. Osoba, która utożsamia się ze sobą, zmienia się w bardzo widoczny sposób. Poznaje siebie nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie. To widać po sposobie, w jaki chodzi, w jaki się wita, w jaki mówi, w jaki się ubiera i jak jest odbierana przez otoczenie. Świadomie wybiera z własnej szafy rzeczy oraz dodatki, które do niej pasują, którymi chce podkreślić swoje piękno i swój styl.

Osoby osadzone w sobie zwykle mają o wiele mniejszą szafę, ale za to są w niej tylko te ubrania, które naprawdę lubią, w których czują się dobrze i które do nich pasują. Nie zakładają rzeczy przypadkowych, kupionych tylko dlatego, że są modne. One poprzez ubrania celebrują swoje ciało. Czują siebie, wiedzą, czego chcą i przez to emanują swoją prawdą. Tak się rodzi coś, co nazywa się marką osobistą. I w tym momencie wiem, że trzeba zakończyć coaching, bo została osiągnięta harmonia.