fbpx

Dlaczego kobiety tkwią w związkach przemocowych?

Dlaczego kobiety tkwią w związkach przemocowych?
Nie jest żadnym odkryciem, że w relacji przemocowej ofiara powiela stary, dobrze jej znany schemat, w którym ktoś inny – mąż, znajomy, przyjaciółka, szef czy partner – staje się ważniejszy od niej samej. (Fot. iStock)

Niczego nie zauważyłaś? Jak można być z kimś, kto krzywdzi? – pytają koleżanki, a często i my sami, kiedy słyszymy o kobietach tkwiących w złych relacjach. Ano można, jeśli czujesz, że nie masz wyboru. Tak samo jak czułaś to jako dziecko. W dodatku przemoc psychiczna sączy się niczym trucizna, niezauważalnie, powolutku – paraliżując zdrowy osąd sytuacji. 

Wszystkie ofiary mają ze sobą coś wspólnego – jakiś rodzaj gorączkowej ekscytacji, gdy opowiadają swoje historie. Łzy, żal, że nikt nie rozumie, co im się przytrafiło. Złość – że człowiek który im coś takiego zrobił nie poniósł żadnej kary…” – pisze Renata Kim w swojej najnowszej książce ,,Dlaczego nikt nie widzi, że umieram. Historie ofiar przemocy psychicznej”. Najgorsze w przemocy psychicznej jest właśnie owo poczucie niezrozumienia i samotność. I nadzieja, że gdzieś jest ktoś, kto spokojnie wysłucha, bez oceniania, bez komentarza: ,,Nie zauważyłaś, że on cię wykorzystuje?” albo: ,,Skoro byłaś z nim tak długo, to może sama tego chciałaś?”. Widziała, wiedziała, dość szybko zorientowała się, że to drań, oszust, manipulant, który ją i jej uczucia ma gdzieś, bo liczy się tylko on, jego, dla niego, o nim… I co z tego? Głowa mówiła, krzyczała: „Nie bądź głupia, rzuć go”, a brzuch wołał: „Daj mu jeszcze szansę, ostatnią, zaufaj mu jeszcze raz, on jedyny obiecywał ci miłość”. Właśnie ten głód bezwarunkowej akceptacji, uwagi, zainteresowania i miłości wepchnął ją w ramiona narcystycznego, toksycznego i przemocowego kochanka, ale i szefa, przyjaciółki – każdego, kto zauważył, popatrzył głęboko w oczy, wziął za rękę, wysłuchał, docenił, pochwalił… A potem wykorzystał, poniżył, zranił do żywego.
Właśnie w tym momencie ofiary przemocy po raz pierwszy przychodzą do terapeuty.

Dam ci wszystko, czego nie dostałaś

„W jego oczach czuła się najpiękniejsza, najmądrzejsza, a kiedy ją upokarzał, płakała, ale czekała, że znowu będzie dla niego ta naj…, nie potrafiła żyć bez niego” – pisze o jednej ze swoich bohaterek Renata Kim. To samo mogłaby powiedzieć o sobie Krysia. Chciał mieć z nią dziecko, tak twierdził, a kiedy zaszła w ciążę, powiedział, że lepiej będzie dla nich (do dziś nie wie, kogo miał na myśli), jeśli przekona męża, że to jego. Nie mogła tego zrobić, z mężem nie sypiała, odkąd nawiązała romans, ale coś musiała mu powiedzieć. Najpierw jednak czekała, aż on – kochanek się zadeklaruje, przecież mówił o dziecku, obiecywał, że odejdzie od żony. Mąż powiedział, że wychowa jak swoje, pod warunkiem że dziecko nigdy się nie dowie, że nie jest jego ojcem. Kiedy synek miał cztery lata, po raz drugi zaszła w ciążę z kochankiem, a on po raz drugi się ucieszył, ale kiedy zaczęła krwawić, nie miał czasu pojechać z nią do lekarza, był bardzo zajęty, a w końcu ciąża to nie choroba. W taksówce dostała krwotoku, to były bliźniaki. Przychodziła na sesje przez rok i ciągle pytała: „Myślisz, że mamy jeszcze jakieś szanse? A może jeśli ja się zmienię, to…”.

Matka Krysi była piękna. Zaszła w ciążę z kolegą ze szkoły, miała 17 lat. Ucieszyła się, kiedy urodziła córkę. Gdy dziewczynka miała dwa lata, babcia, która się nią głównie zajmowała, zmarła. Od tego momentu matka stroiła ją jak lalkę, a potem sadzała przed lustrem i powtarzała: „Dlaczego odziedziczyłaś urodę po nim, a nie po mnie?”, często mówiła też, że powinna ją oddać zaraz po porodzie i że to wszystko przez jej matkę, która aborcji zrobić nie pozwoliła, a potem nagle zostawiła ją samą z bachorem.

Krysia dokładnie pamięta ten dzień, kiedy pierwszy raz się spotkali. On popatrzył jej prosto w oczy i powiedział: „Jaka ty jesteś piękna”.

„Karmi jego głodne ego – zachwyca się nim, zapewnia o miłości, rzuca wszystko, kiedy jest mu potrzebna, obsypuje prezencikami – jej główne zadanie i cel: sprawić, by czuł się przy niej pewnie i bezpiecznie, żeby był silny…” – kolejny cytat z książki.

Ojciec Ani był silny, bardzo. Sadzał ją sobie na kolanach i mówił: „Jesteś moją małą księżniczką”. A potem nagle pewnego dnia miał udar i… poddał się, nie chciał walczyć, zaległ z pilotem przed telewizorem i patrzył na nią takim niewidzącym wzrokiem.

Kiedy przyszła do mnie po raz pierwszy, płakała i pytała, jak on mógł jej to zrobić, dlaczego nie chce się leczyć. Mimo że od udaru minęło już 20 lat. Na razie ratuje innych mężczyzn, tych wszystkich, co to najpierw uwodzą, zabiegają, starają się, mówią, że jest silna, a potem… W tym momencie wersje scenariusza nieco się różnią: ten pierwszy – żonaty, wykorzystał i porzucił, a potem wrócił po kilkunastu latach i powiedział: „Proponuję ci romans i nic więcej”. Drugi nazywał to przyjaźnią z bonusem, trzeci nosił na rękach, nawet obraz dla niej namalował, a potem powiedział, że nie jest gotowy na związek. Kiedy zapytała, czy ma na niego czekać, wzruszył ramionami: „Jak chcesz”. Nie czekała, ale po jakimś czasie on sobie o niej przypomniał, zupełnie jakby na chwilę odłożył ją na półkę i sięgnął, bo była mu potrzebna.

„Wiem, że daję za dużo, że nie dbam o swoje potrzeby, że…” – powtarza to w kółko, a kiedy pytam, czy ciągle jeszcze chce uratować ojca – uśmiecha się smutno.

„Znajomi dziwili się, dlaczego z nim jest, nie chcieli już słuchać jej opowieści, może nawet za plecami się z niej śmiali” – to o innej bohaterce Renaty Kim. Ale mogłoby być o Iwonie. Jej terapeutka groziła, że zrezygnuje, jeśli ona nie zrezygnuje z romansu z tym mężczyzną. Matka Iwony była chora psychicznie, twierdziła, że nie pamięta, kto jest ojcem dziewczynki. Za to często powtarzała, że z pewnością był sk… A kiedy córka chowała jedzenie, żeby w nocy się nie objadała i nie robiła pod siebie – krzyczała, że skończy na ulicy, bo żaden jej nie zechce.

Na pierwszej sesji pokazała mi SMS-y od kochanka, zagroził, że jeśli przestanie mu przesyłać swoje nagie zdjęcia, zerwie z nią. Nigdy jej nawet nie przytulił, nie doszło do żadnej intymności. Za to było dużo słów; najpierw często mówił, że jest wyjątkowa i że ją kocha tak jak nikogo, ale nie pójdzie z nią do łóżka, bo nie chce zniszczyć tej magicznej relacji. A potem mówił, że jest nic niewartą suką i że kijem by jej nie tknął… „Tylko nie każ mi z nim zerwać, bo nie jestem w stanie” – powtarzała przez rok na każdej sesji.

Kat i ofiara

Gdy ofiara przemocy psychicznej po raz pierwszy pojawia się w gabinecie terapeuty, rzadko kiedy jest gotowa do rozstania z katem albo kolejny raz od niego odeszła i trzyma się „ostatkiem sił”, żeby nie wrócić. Zawsze prędzej czy później wraca, bo on nie pozwoli tak łatwo odejść. Za bardzo jej potrzebuje, no i wie, co dla niej najlepsze. „Wierzysz, że on naprawdę mnie kocha, tylko boi się bliskości/ unika intymności/ już tyle razy był odrzucony?” – pytają. Ofiary przemocy są zwykle doskonale wyedukowane w psychologicznej terminologii. Naprawdę chcą zrozumieć, o co tu chodzi, dlaczego zgadzają się na przemoc, dlaczego ta chora relacja wciąga jak bagno. Pierwsze kilka sesji to tysiące pytań i ten pełen nadziei wzrok, że znam na nie odpowiedź. Przy okazji opowiadania po raz setny swojej historii wylewają z siebie tysiące sprzecznych emocji. A ja cierpliwie słucham i czekam, jak ten dobry rodzic, który nie ocenia, nie krytykuje, nie daje rad, bo taka jest moja rola.

„Wiem, że powinnam z nim zerwać”, „Naprawdę go zostawię, już prawie jestem gotowa”, „Jakie to szczęście, że mnie nie oceniasz” – mówią, a potem pewnego dnia wypadają z terapii, bo dostały to, czego najbardziej potrzebowały: wysłuchania i obniżenia napięcia. Znów są silne i gotowe, żeby przyjmować ciosy. Rozumiem to, nie oceniam, to element procesu wychodzenia z uzależnienia. Jeden ze znajomych terapeutów powtarzał zawsze: ,,jeszcze delikwent nie wypił swojego, jeszcze musi dopić, ale wróci jak mu się przeleje”. Wracają, kiedy sięgną dna. Może będzie to choroba psychosomatyczna albo próba samobójcza, strata pieniędzy, dzieci, pracy czy przyjaciół – coś wystarczająco mocnego, żeby już nie dało się udawać, że wszystko jest w porządku. Wracają i płaczą, nie mają siły snuć w nieskończoność historii o tym, co on zrobił, jak zrobił i pytać dlaczego. Gdy wypłaczą już wszystkie łzy, są gotowe, by słuchać, więc mówię: opowiadam, przytaczam wyniki badań, rozrysowuję zależności, tłumaczę mechanizmy…

Dlaczego ja?

To bardzo ważne pytanie. Jeśli ofiara przemocy je sobie zadaje, prawdopodobnie jest już na tym etapie, że ma odwagę skonfrontować się ze swoimi uczuciami i poczuć zależność pomiędzy tym, co czuje obecnie a co czuła jako dziecko. Nie jest żadnym odkryciem, że w relacji przemocowej ofiara powiela stary, dobrze jej znany schemat, w którym ktoś inny – mąż, znajomy, przyjaciółka, szef czy partner – staje się ważniejszy od niej samej. Przecież doskonale to zna z dzieciństwa: warunkowa miłość, warunkowa akceptacja, warunkowa uwaga – na to wszystko musiała (i wydaje jej się, że nadal musi) zasłużyć. Jeśli zasłuży, to dostanie, a potem straci, żeby chcieć zasłużyć jeszcze bardziej. Tak właśnie ten cykl przebiega: kat daje i zabiera, a ofiara odchodzi i wraca – i ona musi dokładnie to poczuć. Poczuć tę nadzieję, że tym razem będzie inaczej, bo on się zmieni albo ona tyle dała, że na pewno zasłużyła na więcej. Poczuć to rozczarowanie i rozpacz, że znowu straciła coś, co było dla niej tak bardzo ważne.

W książce Renaty Kim najbardziej poruszyła mnie jedna z kobiet, która do dziś spłaca kredyt za iPhone’a. Kupiła go dla niego, bo o takim marzył. Od wielu tygodni nie są już razem, a jej co miesiąc ściągają z konta kolejną ratę kredytu. Pomyślałam, że tak naprawdę ona wciąż łudzi się, że ten rytuał ich łączy…

Ten moment, w którym podejmiesz świadomą decyzję że chcesz się ratować, to pierwszy dzień zdrowienia. Czujesz, że będzie bardzo trudno, ale wiesz, że nie ma innego wyjścia. Musisz poczuć całą sobą, że tego chcesz i że dasz radę, nawet jeśli on, gdy tylko wyczuje pismo nosem, stanie się wyjątkowo miły, kochający, zabiegający, będzie padał na kolana i prośbą albo groźbą próbował cię przywołać. „Tygodniami kontakt był intensywny, a potem on nagle znikał. Klasyczna gra w przyciąganie i odpychanie, która jest jednym z najskuteczniejszych mechanizmów manipulacji, silnie wiążącym” – pisze Renata Kim. Doskonale to znasz. Wiem, że to bardzo boli, ale to są właśnie te najważniejsze uczucia, które nosisz w sobie, zamrożone od lat. ,,A może tym razem tata naprawdę pojawi się na moich urodzinach?”, „A może tym razem mama pochwali mój rysunek?”. Od lat nosiłaś w sercu tę nadzieję, wnosisz ją do dorosłego życia, ukrywasz w brzuchu, tuż obok głodu miłości. Aż wreszcie pojawia się on i zauważa, chwali, patrzy prosto w oczy, kiedy do ciebie mówi. Nie robi rozczarowanej miny i jest taki cudowny. Do czasu. Znów znika, ale i znów się pojawia. Doskonale potrafi rozszyfrować twój głód: miłości, uwagi, zachwytu, wysłuchania. Wie, że będziesz jeść z ręki każdego, kto ci powie: „Tylko ja wiem, kochanie, czego potrzebujesz, co będzie dla ciebie najlepsze, tylko mi zaufaj”.

Już wiesz, dlaczego ty? Jeśli tak, to teraz poczuj to wszystko: rozpacz na przemian z nadzieją porzuconego czy zawiedzionego dziecka. Ten ból, choć może wydawać się straszny, nie zrobi ci krzywdy. Z każdym wydechem będzie go coraz mniej i mniej…

I jeszcze jedna rzecz, jeśli po jakimś czasie po rozstaniu poczujesz chęć, żeby się zemścić, nie rób tego, to kolejny etap gry. On się tym nie przejmie, za to z przyjemnością po raz kolejny wciągnie cię w cykl unikanie–przyciąganie. Wiej, kochana, gdzie pieprz rośnie. Dasz radę.

Ewa Klepacka-Gryz – psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet terapiavia.com
Polecamy jej najnowszą książkę. 

Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze