fbpx

Droga do samodoskonalenia – umowy Tolteków

samodoskonalenie
123rf.com

Na ścieżce życia zawieramy sami ze sobą różne umowy, czasem nie zdając sobie z tego sprawy. Niektóre pomagają lepiej żyć, inne – niekoniecznie. Poznaj umowy Tolteków i odmień swoje życie.
Kim byli Toltekowie? Według antropologów to starożytny lud, żyjący na obszarze dzisiejszego południowo-centralnego Meksyku. Samo słowo Toltec oznacza tyle, co „artysta, mistrz”, przy czym w kręgach, które pielęgnują dziś opisywane nauki, przyjmuje się, że polem tej artystycznej działalności jest życie.

Wiedza Tolteków ma pomagać w samodoskonaleniu – w kształtowaniu życia, w uczynieniu z niego dzieła sztuki. Przez tysiące lat była utrzymywana w ścisłej tajemnicy – dbano, by nie trafiła w niepowołane ręce. Dziś jednym z najbardziej oddanych jej propagatorów jest Meksykanin Don Miguel Ruiz, autor m.in. książki „Cztery umowy”. Wychował się w rodzinie uzdrowicieli i szamanów, sam wybrał podobną, a jednak nieco inną drogę – został chirurgiem. Dzień przewartościowań przyszedł w 1970 roku – zaśnięcie za kierownicą, wypadek, opuszczenie ciała… I powrót do życia na nieco innych zasadach. Zgodnie z tradycją kultywowaną przez rodzinę, zgodnie z umowami Tolteków.

Don Miguel Ruiz uważa, że nasze stare umowy są zwykle obezwładniające, oparte na lęku. Pochłaniają mnóstwo energii. Czym są? To inaczej przekonania. Na przykład takie: „Kiedy odmówię, nie będę kochana”, „Jeśli popełnię błąd, zostanę odrzucona”. Umawiamy się sami ze sobą, że to prawda, żyjemy tak, jakby inne opcje nie wchodziły w grę.

Don Miguel Ruiz twierdzi, że życie zgodnie z toltecką tradycją pomaga zmienić cały wcześniejszy system własnych umów. To, czego uczą Toltekowie, wydaje się proste, oczywiste. A jednak na co dzień rzadko odwołujemy się do ich mądrości. Czasem podstawowe prawdy przepadają gdzieś w meandrach umysłu, przysłonięte bardziej skomplikowanymi teoriami. Niedocenione. Więc po kolei.

Umowa pierwsza

W jej centrum jest słowo. Dokładne jej brzmienie to: „Szanuj swoje słowo”. Według autora „Czterech umów” ta umowa jest najważniejsza. A jednocześnie najtrudniej jej dotrzymać. Słowo to nie tylko dźwięk, znak graficzny. Również dar, siła. Posługując się nim, wyrażasz swoją moc twórczą, to, co myślisz, czujesz, kim jesteś. Masz do dyspozycji magiczne narzędzie – zapewnia Don Miguel Ruiz. – I tylko od ciebie zależy, jaka będzie jakość tej magii, co zasiejesz… Może będzie to lęk, może surowa ocena. Załóżmy, że przyglądasz się komuś i stwierdzasz, że jest na coś chory. Albo uznajesz kogoś za głupiego, brzydkiego. Ta osoba wierzy w to – dopóki nie zerwie narzuconej jej umowy. Wmówić coś komuś, to jakby rzucić na niego klątwę, urok – twierdzi Ruiz.

A co mówisz o sobie? Jakich określeń używasz, żeby siebie opisać? Jak często obwiniasz siebie, krytykujesz, piętnujesz? Czy w tym sensie rzeczywiście szanujesz swoje słowo? Czy szanujesz siebie? Wierzysz w to, co mówią o tobie inni?

Ruiz podaje przykład dziewczyny, która lubiła śpiewać. Pewnego dnia jej matka wróciła zmęczona do domu, z okropnym bólem głowy. Śpiew córki sprawił, że ból się nasilił, więc wykrzyknęła w końcu ze złością: „Zamknij się! Co za okropny, nieznośny głos!”. Dziewczyna zawarła ze sobą umowę: przestała śpiewać, stała się nieśmiała, nawet mówienie przychodziło jej z trudem. Jej głos był w porządku, ale uznała, że – by być kochaną i akceptowaną – powinna ograniczyć jego użycie, „siedzieć cicho”. Tak może być z każdą opinią, w którą uwierzymy, tak może działać słowo. Stąd apel, żeby je szanować. By mówić sobie i innym dobre rzeczy.

W skrócie pierwsza umowa mogłaby brzmieć: „Szanuj swoje słowo. Bądź uczciwy w tym, co mówisz. Mów tylko to, co naprawdę myślisz. Unikaj słów, które by ci szkodziły i nie obmawiaj innych. Używaj siły swego słowa tylko dla dobra prawdy i miłości”.

Umowa druga

Kolejne umowy wynikają z pierwszej. Druga z nich brzmi: „Nie bierz niczego do siebie”. Powraca tu kwestia cudzych osądów – choćby dotyczących naszego wyglądu czy inteligencji. Don Miguel Ruiz twierdzi wręcz: „kiedy ktoś nazywa cię głupim, ma tak naprawdę na myśli siebie”. Odbierasz to osobiście, ponieważ zgadzasz się z tą opinią. To, co mówią czy robią ludzie, wynika z umów, jakie zawarli w swoich umysłach. „Cokolwiek myślisz, cokolwiek czujesz, to twój problem, nie mój” – mówi Ruiz. I zapewnia, że jednakowo traktuje obelgi, jak i komplementy czy słowa uwielbienia. Pułapką, w którą często wpadamy, jest coś, co autor „Czterech umów” nazywa „poczuciem ważności”. To rodzaj egocentryzmu, założenie, że wszystko dzieje się z naszego powodu.

„Branie do siebie” prowadzi do urazy, zamykania się, obrażania. Mówimy komuś: „ranisz mnie”, tymczasem zwykle nie chodzi o tę osobę, tylko o rany, które już w nas były i których ta osoba dotknęła. Tworzymy w głowie obrazy, może cały film – jesteśmy jego reżyserem, producentem i głównym bohaterem. Inni to tylko aktorzy drugoplanowi, może nawet statyści…

Kwintesencja drugiej umowy to: „Nie bierz niczego do siebie. Cokolwiek inni robią, nie robią tego z twego powodu. To, co mówią i robią, jest wyłącznie projekcją ich własnej rzeczywistości, ich własnych snów. Kiedy uniezależnisz się od opinii i poczynań innych ludzi, przestaniesz niepotrzebnie cierpieć”.

Umowa trzecia

Nie zakładaj niczego z góry. Ta umowa dotyczy różnych hipotez, założeń, oczekiwań. Wszystkie nasze dramaty życiowe rodzą się z takich założeń i z brania wszystkiego do siebie – twierdzi Don Miguel Ruiz. Jak to się odbywa? Przyjmujemy jakieś założenie, wierzymy w jego słuszność i bronimy go do upadłego. Próbujemy udowodnić własne racje i błędy innych. Sęk w tym, że nie sprawdzamy, nie pytamy, nie wychodzimy poza przyjęte scenariusze. Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są – tylko takimi, jakie chcemy je widzieć. Takie fałszywe założenia prowadzą do rozczarowań, cierpień.

Zwykle dotyczy to relacji z innymi ludźmi. Na przykład czyjś uśmiech interpretujesz jako zachętę do romansu, zaczynasz snuć fantazje… Albo zakładasz, że twój partner czy przyjaciel wie, czego od niego oczekujesz, jak ma się zachować w określonej sytuacji. Krzyczysz: „Powinieneś był wiedzieć!”. Tak założyłaś. Zdaniem Ruiza to szukanie kłopotów, cierpienie na własne życzenie. Jak tego uniknąć? Pytaj. Proś o to, czego chcesz, pamiętając, że każdy ma prawo odpowiedzieć zarówno „tak”, jak i „nie”. Ty też, oczywiście!

Trzecia umowa mówi: „Nie zakładaj niczego z góry. Znajdź w sobie odwagę zadawania pytań i otwartego wypowiadania rzeczywistych pragnień. Wyrażaj własne myśli tak jasno, jak to tylko jest możliwe, a unikniesz nieporozumień, smutków i dramatów”.

Umowa czwarta

Czwarta umowa zaleca: „Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz”. I wbrew pozorom nie jest to maksymalistyczne podejście. Tak, staraj się, jak możesz – ani więcej, ani mniej. Mierz siły na zamiary. Szanuj swoją energię życiową. Jeśli się przepracowujesz, wyniszczasz organizm, szkodzisz sobie. Ale kiedy za bardzo sobie odpuszczasz, narażasz się na poczucie winy i frustrację.

Don Miguel Ruiz podaje przykład człowieka, który chciał uwolnić się od cierpienia poprzez medytację. Udał się więc do buddyjskiej świątyni, by zapytać mistrza, kiedy osiągnie swój cel, jeśli będzie medytował przez cztery godziny dziennie. Odpowiedź brzmiała: „Za dziesięć lat”. Był więc gotów oddawać się medytacji osiem godzin dziennie, ale mistrz ocenił, że wtedy na rezultaty będzie musiał poczekać 20 lat. Powód? „Nie jesteś tu po to, by poświęcić swoją radość, a tym bardziej życie. Jesteś po to, by żyć, być szczęśliwym, by kochać”. Jeśli możemy wypełnić zadanie w ciągu dwóch godzin, nie ma potrzeby wydłużać tego czasu w oczekiwaniu na wyższą nagrodę lub z powodu poczucia winy, że coś mogłoby nam przyjść zbyt łatwo. „Starać się” nie znaczy „męczyć się”. To znaczy robić swoje – tak, by mieć poczucie satysfakcji i by cieszyć się życiem.

Treść czwartej umowy można ująć następująco: „Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz. Czynienie wszystkiego jak najlepiej jest uzależnione od twoich możliwości w danej sytuacji, nie jest czymś stałym, zmienia się z dnia na dzień, co innego oznacza, gdy jesteś chora i co innego, gdy jesteś zdrowa. Jednak w każdych okolicznościach po prostu staraj się na tyle, na ile cię stać, a unikniesz wyrzutów sumienia, poczucia winy i żalu”.

Umowa piąta

Tu też kluczową rolę odgrywa słowo. Ta umowa to niejako „wartość dodana”. To jakby autor uznał, że pierwsza książka jej nie udźwignie, że będzie potrzebowała osobnego omówienia, dodatkowych autorów (syn Miguela Ruiza, Jose i wydawca, Janet Mills). Treść może zaskakiwać: „Bądź sceptyczny, ale naucz się słuchać”. Autorzy sugerują wręcz, że większość tego, co słyszymy, nie jest prawdą. Każdy człowiek posługuje się językiem symboli, tworzy własny system znaczeń, przedstawia własną perspektywę… Symbole są umowne, nie są więc prawdą. Ujmując to inaczej: każdy przekaz słowny zniekształcony jest przez przekonania.

Nie chodzi, oczywiście, o to, by uznawać innych ludzi za kłamców raczej za artystów tworzących własną opowieść. Jak wiadomo, każdy artysta żyje we własnym świecie, który uważa za prawdziwy. Wierzy w niego. Ty nie musisz. Co nie znaczy, że masz podważać czyjąś „prawdę”, wyrażać własne zdanie, zgadzać się lub oponować. Dlatego słuchaj. Nie mniej ważny od dystansu jest szacunek dla słów innych, ich opowieści. Ich punktu widzenia, ich sztuki. Zauważ, że ta sama historia opowiedziana przez różne osoby zawsze brzmi inaczej… Twoja też przepuszczona jest przez pewne filtry. Dlatego nie wierz nawet sobie! Nie wierz w to, czego się dotychczas nauczyłaś, zachowaj otwartość, to da ci wielką przewagę – zapewniają autorzy „Piątej umowy”. Ta umowa opiera się na mocy zwątpienia. Wykorzystuje je do wydobycia prawdy. Wychodzisz poza symbole, formy, bierzesz odpowiedzialność za to, co mówisz i co słyszysz. Podpisujesz się?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>