fbpx

Jak przeżyć stratę bliskiej osoby?

strata bliskiej osoby
123rf.com

Czy zauważyliście, że im bardziej cywilizowane społeczeństwo, tym bardziej ludzie wstydzą się swoich łez? Gdyby ktoś z całkiem odmiennej kultury chciał opisać naszą ceremonię pogrzebową, opisałby grupę bardzo smutnych osób ze spuszczonymi głowami, które wiele energii wkładają w to, aby zamaskować emocje. Czy takie przeżywanie żałoby jest dobre dla nas?
W Internecie znajdziecie wiele porad typu „Jak powstrzymać płacz na pogrzebie”. Ci, którym się to nie udaje, ronią łzy ukradkowo, zakładają ciemne okulary, udają, że coś wpadło im do oka, słowem – traktują okazanie żalu jak wstydliwe, publiczne rozklejanie się. A z drugiej strony podchodzimy bardzo restrykcyjnie do zewnętrznych oznak żałoby. Gdy ktoś (według społecznych standardów) zbyt szybko zapomina o zmarłym, chodzi w kolorowych ubraniach, nawiązuje nowy związek lub wygląda na wyluzowanego i radosnego, zarzuca mu się powierzchowność, brak uczuć wyższych. To ogromny paradoks współczesnej kultury.

A oto inny obrazek. Istnieją społeczeństwa, w których żałobnicy nie kryją swojego smutku i do woli zalewają się łzami. Nie czują zażenowania z powodu zaczerwienionych oczu, nie próbują ukradkiem ocierać łez. Ta wspólna celebracja jest czymś oczywistym. Po kilku dniach nieskrępowanego wyrażania emocji, przychodzi spokój, pojawia się uśmiech. Życie toczy się dalej.

Przyjmuje się, że żałoba trwa średnio około roku i ma swój przewidywalny cykl. Najpierw pojawia się szok i negacja, potem pozory spokoju i opanowania, następnie bunt, złość i w końcu pustka. Osobie, która doświadczyła straty, doradza się, jak radzić sobie z bólem. Część tych rad polega na szukaniu antidotum, ucieczce od ponurych myśli, a czasem nawet przepisuje się receptę. Czy takie podejście jest zgodne z konstrukcją człowieka?

Na początku września gościłam słynnego nowozelandzkiego psychologa Colina P. Sissona, autora światowego bestselleru „Wewnętrzne Przebudzenie”. Uczestniczyłam też w prowadzonych przez niego warsztatach „Mistrzostwo Siebie”. Były to zajęcia dla tych, którzy pragną poczuć swą moc wynikającą z autentycznego przeżywania, chcą być obecni w swoim życiu zamiast przed nim uciekać.

Rozmawialiśmy o rozstaniach. O tym, że jeśli kochamy prawdziwie i kogoś, i siebie, i jeśli przeżywamy życie takim, jakim ono jest, a nie „siedzimy we własnej głowie”, filtrując rzeczywistość przez system własnych przekonań i uprzedzeń – jesteśmy gotowi pozwolić odejść tym, których kochamy. Miłość jest naszą preferencją nie uzależnieniem. Ten rodzaj miłości pozwala powiedzieć komuś: „Kocham cię i chciałbym, abyśmy byli razem. Jeśli jednak musisz odejść, rozumiem”. To miłość a nie poczucie własności.

Ktoś z sali zapytał o rozstania, będące wynikiem śmierci. „Jak wtedy pożegnać ukochaną osobę? Jak się z nią rozstać najlepiej”.

– Znam ten stan – odpowiedział Colin. – Przeżyłem nagłą, nieoczekiwaną śmierć brata. Zginął w wypadku, gdy ja prowadziłem w seminarium w Moskwie. Mój o 6 lat starszy brat był mi bardzo bliski, był moim bohaterem z dzieciństwa. Czułem się z nim związany jeszcze mocniej niż z rodzicami. Znalazłem się w totalnej rozsypce, byłem zrozpaczony. Lecz choć przebywałem daleko od domu, postanowiłem dopuścić do siebie te wszystkie emocje, które się pojawiły. Nie chciałem ich od siebie odsuwać. Chciałem być w pełni obecny w swojej żałobie.

Usiadłem, zacząłem głęboko oddychać*. Pozwalałem sobie czuć to wszystko, co do mnie przychodziło. Rozpacz, strach, zagubienie, poczucie straty… Niczemu nie zaprzeczałem, nie poprawiałem sobie samopoczucia uciekaniem od nich. Powtarzałem takie sesje obecności.

Po siedmiu dniach poczułem, że te wszystkie uczucia, którym dałem przestrzeń, zintegrowały się**. Od tej pory mój żal zamienił się w głęboką wdzięczność za to, że mogłem być z moim bratem przez tyle lat, że miałem go, że był. Mogłem już wspominać jego postać i nasze wspólne przeżycia z uśmiechem i tym właśnie poczuciem wdzięczności.

*Oddech jest przyzwoleniem na odczuwanie. Małe dzieci mają płynny oddech, podobnie jak osoba pogrążona w głębokim śnie. Ale oddech ludzi dorosłych w czasie dziennej aktywności jest zazwyczaj zupełnie inny. Między wdechami – wydechami (i odwrotnie), tworzą się mikropauzy, które służą utrzymywaniu naszych emocji pod kontrolą. Uczucia, których nie chcemy czuć, takie jak złość, żal, smutek, zostają w ten sposób powstrzymywane. Nie służy to naszemu zdrowiu i w konsekwencji prowadzi do wielu cywilizacyjnych chorób – depresji oraz chorób układu krążenia.

Kiedy zaczynamy głęboko oddychać, nie robiąc przerw między wdechami – wydechami (i odwrotnie), pozwalamy przypłynąć zablokowanym emocjom. Jest to podstawowy mechanizm wykorzystywany w sesjach oddechowych.

** Integracja oznacza, że emocje zmieniły się w konstruktywną, wspierającą energię.

Jeśli doświadczyłeś straty, przyjmij wszystkie uczucia i emocje, jakie jej towarzyszą. Nie uciekaj przed nimi w aktywność, która ma Ci pomóc w nieodczuwaniu. Kiedy nie uciekamy ani w przeszłość, aby coś rozpamiętywać, ani w przyszłość, aby dokądś się spieszyć – jesteśmy w chwili obecnej, jedynej, którą naprawdę mamy.

Oto pomocne ćwiczenie, które zajmuje niewiele dłużej niż minutę. Pozwoli Ci skontaktować się ze sobą na głębszym emocjonalnie poziomie. Sprawi, że będziesz „tu i teraz”.

  • Usiądź prosto i weź kilka świadomych głębokich oddechów. Skup się na nich, poczuj, jak powietrze wypełnia Twoje płuca. Nie rób przerw między wdechami – wydechami (i odwrotnie). Niech twój oddech przypomina płynną sinusoidę.
  • Przez kilkanaście sekund skup się na swojej fizycznej obecności. Poczuj swoje ciało. Zwykle go nie odczuwasz, chyba że poprzez energię bólu. Teraz pozwól niech przypłyną do Ciebie zmysłowe wrażenia. Dotyk tkanin, w które jesteś ubrany, bicie serca, pulsowanie krwi.
  • Potem przenieść uwagę na swoje myśli i „przypatrz” się im. Popatrz na nie tak jak na przejeżdżające pociągi w Twojej głowie. Nie daj się im zabierać. Jeśli trudno Ci skupić myśli, to prawdopodobnie właśnie o tym myślisz.
  • Po kilkunastu sekundach przenieść uwagę na swoje emocje. Poczuj je i oddychaj nimi tak, jakby były zawieszone w powietrzu. Jeśli czujesz smutek, wyobraź sobie, że nabierasz go w płuca. Nie odpychaj go, by poczuć się lepiej. Nie odrzucaj. Powiedz w myślach – pozwalam sobie czuć się w ten sposób.

Powtarzaj to ćwiczenie jak najczęściej. Może sprawić, że nieoczekiwanie poczujesz w sobie moc. Jest to moc bycia obecnym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>