fbpx

Ograniczenie wolności w pandemii to szansa na spokój i zmianę

Ograniczenie wolności w pandemii to szansa na spokój i zmianę
Gdy się pojawiają granice to człowiek zaczyna funkcjonować paradoksalnie spokojniej. Bo granice nakreślają mu jakiś sposób postępowania. (Fot. iStock)

Każda wewnętrzna metamorfoza wynika z wolności. Tylko jak się zmieniać, kiedy nasza wolność jest teraz ograniczona? Gdy jesteśmy zamknięci w domach i w swoich głowach? Według Tomasza Srebnickiego takie ramy paradoksalnie mogą być dla nas dobre, bo nakreślają nam sposób postępowania.

Można powiedzieć, że pandemia koronawirusa to czas próby, ale i zadumy dla wielu z nas. Co pojawiło się w panu?
Zaduma nad tym, jak łatwo człowiek ucieka od wolności. Jak szybko zgadza się na różnego rodzaju obostrzenia, jak łatwo poddaje się reżimowi autorytetów, a w tym wypadku władzy, no i jak łatwo jest przestraszyć ludzi. Jednak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla tak abstrakcyjnej rzeczy, jaką jest bezpieczeństwo. Oczywiście koronawirus sam w sobie nie jest abstrakcyjny, bo ma śmiertelność na poziomie 3 proc. Jednak kiedy człowiek łatwo ucieka od wolności, zawsze mnie to niepokoi. Nie mam na myśli tego, że ludzie powinni bagatelizować zagrożenie czy wychodzić masowo na ulice, ale chciałbym, by dostrzegli, jak bardzo są podatni na sterowanie strachem.

Wolność stała się teraz niejednoznacznym pojęciem. Jedni się oburzają na patrole kontrolujące kwarantanny, inni na tych, którzy te kwarantanny łamią. Czy nasza wolność może zagrażać wolności drugiego człowieka?
Znowu odpowiem na dość abstrakcyjnym poziomie – nie mylmy wolności z demokracją lub jeszcze dalej z anarchią. Wolność to stan ducha, którego podstawową komponentą jest odpowiedzialność i przezorność – dlatego tak często od niej uciekamy. W przypadku zagrożenia śmiercią człowiek wolny – czyli odpowiedzialny i przezorny – zastosuje środki chroniące jego i jego rodzinę, a zatem podda się kwarantannie. Człowiek zależny czy niewolny będzie walczył z systemem, któremu wcześniej tak chętnie oddawał odpowiedzialność, dlatego że jego forma – w tym przypadku nakaz kwarantanny – przestała mu odpowiadać. Logiczne zatem jest, że ten, który tę odpowiedzialność za człowieka przejął, musi ją egzekwować poprzez policję czy inne środki tzw. kontroli czy przymusu.

Wielu z nas mniej lub bardziej dobrowolnie zostało w domu i ku swojemu zaskoczeniu zdało sobie sprawę, że można pewne rzeczy zawiesić na kołku i że może z tego wyniknąć wiele dobrego. Więcej czasu dla siebie i dla rodziny, mniejsza konsumpcja, mniejsze zanieczyszczenie środowiska. W ograniczeniach można dostrzec szansę?
Na poziomie indywidualnym – tak, to może być szansa dla wielu. Pandemia przypadła u nas akurat na okres Wielkiego Postu, który tradycyjnie był okazją do refleksji nad wieloma rzeczami. Ale czy przemyślenia, jakie w tym czasie staną się naszym udziałem, zostaną aktualne na czas po pandemii? Stare wzorce myślenia są jednak mniej wymagające. Sądzę, że będziemy do nich wracać, bo zmiana zawsze jest związana z trudem, no i właśnie z wolnością. Człowiek, który myśli, staje się wolny, a kiedy staje się wolny, zaczyna się bać. W związku z tym chce uciec od wolności, czyli nie myśleć. Dlatego bardzo dobrze, że mamy teraz taki czas, w którym pomyśleć możemy.

Część od tego pewnie ucieknie, część skorzysta. I może rzeczywiście coś w sobie zmieni.
Można to zobaczyć w jeszcze innym kontekście – kontekście granic. Gdy się pojawiają granice, i to zarówno fizyczne, jak i duchowe – to człowiek zaczyna funkcjonować paradoksalnie spokojniej. Bo granice nakreślają mu jakiś sposób postępowania. I jeśli nie może ich nieustannie przekraczać, czyli na przykład kupować sobie dwudziestej sukienki, bo sklep jest zamknięty – musi odnaleźć wartość w starej kiecce. A to już wymaga procesu myślowego i zatrzymania się nad samym sobą. Spojrzenia na siebie w starej kiecce w nowy sposób.

Ale nie mam złudzeń, że odmieni nas to jako społeczeństwo. Skoro po śmierci papieża i po katastrofie smoleńskiej nie zmieniliśmy się, to po koronawirusie też się nie zmienimy. Zatem nie wróżę jakiejś wielkiej odmiany dzięki zarazie. Ale liczę na to, że indywidualnie sobie kilka rzeczy przemyślimy i dobrze, że sytuacja zewnętrzna nas do tego zmusiła. Pewnie parę osób ze zdziwieniem zauważyło, że ma żonę, męża, że dziecko jest już w czwartej klasie. I może się z tego naprawdę ucieszyło.

Dr n. med Tomasz Srebnicki certyfikowany psychoteraputa poznawczo-behawioralny, ekspert magazynu „Sens”.

Niezwykły rodzic
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>