fbpx

Przemoc wobec siebie

Przemoc wobec siebie
fot.123rf

Joanna Szpak-Ostachowska: Wiem, że mi to szkodzi, a robię to. Wiem, co mi pomaga, ale tego nie robię. To jest przemoc wobec siebie. Aleksandra Künstler: Jak łatwo uwierzyć, że to, co złe, bolesne, jest dla nas dobre! Agnieszka Czapczyńska: Pytam kobiety, czy lubią swoje ciało. Nie lubią. Czy jest jakaś część ciała, która im się podoba? No, może paznokcie. O kondycji psychicznej współczesnych kobiet mówią kobiece przewodniczki.
Kobieta rodzi dziecko. To mocne, kluczowe kobiece doświadczenie konfrontuje z tymi obszarami w nas, których wcześniej nie byłyśmy świadome.

Joanna: Doświadczenie macierzyństwa odkrywa być może po raz pierwszy w sposób tak spektakularny, jak bardzo spuścizna gorszości, stawiania siebie na dalszej pozycji, jest ciągle żywa.

Aleksandra: Przez pierwsze miesiące to nowe doświadczenie, nowe życie w sposób naturalny kobietę zasila. Symbioza z dzieckiem trwa średnio pół roku. Później wewnętrzny barometr mówi: „Już mam dosyć, przyszedł nowy etap”. Jednak ten głos jest przytłumiony, bo nie można, bo będziesz złą matką. Cena tego wyparcia jest wysoka; frustracja, żal, wściekłość, nastroje depresyjne. Kobieta odkrywa, że znajduje się w izolacji, odcięta od ludzi, od innych kobiet, od wspólnoty, społeczności. Partner pracuje, wyjeżdża na narty, wychodzi na tenisa.

Joanna: Na spotkaniach kręgów matek, które prowadzimy z Olą, kobiety mówią o ogromnym zmęczeniu, o tym, jak fatalnie się czują. Piękne, mądre, wykształcone, fantastyczne kobiety, żony, matki mówią, jak źle traktują siebie na podstawowym poziomie – jedzenia, spania. Dla dziecka wszystko musi być najlepsze, domowe, wyszukane, a ja zjem kanapkę z żółtym serem kupioną w sklepie po drodze, resztki, okruchy. Mówią o wstydzie z tym związanym. No bo jak się przyznać, że przez kilka miesięcy nie zjadłam ciepłej zupy. Bardzo mnie to porusza, bo też tak robiłam. Czasem przychodzi otrzeźwienie: na gazie zupa dla dzieci z drogich ekologicznych warzyw, po które jechałam przez pół miasta, a ja jestem głodna. I do głowy mi nie przyjdzie, że ta zupa jest też dla mnie. Albo przysiadanie na kancie krzesełka, gdy cała rodzina siedzi wygodnie przy stole.

Aleksandra: Usuwam się w cień, przestaję o sobie myśleć, niemal przestaję istnieć, oddychać. Pozwalam na niedocenianie mojej roli, nieszanowanie potrzeb. Gdy dziecko podrasta, kobieta mogłaby zrobić coś, co ją nakarmi, zasili. Jednak już siebie porzuciła, przyzwyczaiła się, że jest na ostatnim planie. Na zajęcia z jogi, które prowadzę, przychodzą matki, które wychowały dwoje, troje dzieci, ze zniszczonymi kręgosłupami; czują, że je coś boli, ale nie dają sobie prawa do tego, żeby wyjść same dla siebie na spacer, na basen, poćwiczyć.

Joanna: Wyspać się, odpocząć. To jest poziom przetrwania. W takim stanie trudno myśleć o zaspokojeniu potrzeb wyższego rzędu, jak potrzeba miłości, bezpieczeństwa, duchowości, wspólnoty, rozwoju, radości, harmonii.

Agnieszka: W grupach, które prowadzę, pytam kobiety, czy lubią swoje ciało. Nie lubią. Czy jest jakaś część ciała, która im się podoba? No, może paznokcie. Cały system przekonań, który mamy o swoim ciele, jest przemocowy. Patrzymy na siebie jak oprawca. Wszystko do poprawki. Ta przemoc się rozwija w miarę, jak my się zmieniamy. Przejawia się w tym obszarze, który właśnie teraz jest dla nas ważny. Pracuję z kobietami młodymi, w średnim wieku i starszymi. 20-latki, piękne jak kwitnące kwiaty jabłoni, mówią, że są grube, brzydkie i beznadziejne. 30-latki z doktoratami, studiami podyplomowymi i znajomością trzech języków twierdzą, że są mało profesjonalne. Żony, matki i kochanki wiadomo: daleko do ideału, bo nie robią tego, tego i jeszcze tego. Ostatnio 70-latka ważąca 50 kilogramów powiedziała mi, że jest gruba!

Staramy się dobrze wyglądać, być dobre, kochające – to pozytywna intencja kobiecych działań.

Joanna: Słyszymy, jak kobiety ze ściśniętym gardłem mówią na przykład o ekologicznym odżywianiu czy o rodzicielstwie bliskości. To, co miało być karmiące i dobre, przemienia się w udrękę. W rodzicielstwie bliskości chodzi o to, by dzieci nie były wychowywane w chłodzie i w dystansie, tylko w bliskości. To idea bardzo mi bliska, ale każdą ideę można wykorzystać przeciwko sobie, jeżeli wewnętrzny oprawca ma nad nami władzę. To, co dobre, zmienia się wtedy w bezwzględny przymus. Oddajesz się dziecku bez reszty. I w końcu padasz udręczona tą bliskością i miłością. I to nie dotyczy tylko macierzyństwa; ten mechanizm zatracenia praktykujemy w pracy, w innych związkach, w relacji ze sobą.

Aleksandra: Okazuje się, że bardzo trudno usiąść z rodziną i powiedzieć: „Jest mi ciężko, nie daję rady”. Kobiety mówią, że gdy zaczynają takie rozmowy w swoich domach, od razu płaczą. Zdarza się, że głos skargi mężczyzna słyszy pierwszy raz. Dopiero wtedy orientuje się, że jest jakaś potrzeba, jakaś prośba.

Joanna: Stawiamy sobie ogromne wymagania bycia na pełnych obrotach we wszystkich sferach życia. Teraz trzeba być superzadbaną mamą, szczęśliwą kobietą w szczęśliwym związku, mieć superfajną pracę, w której się spełniam. Jeśli się nie spełniam, to niech przynajmniej ta praca będzie dobrze płatna. Jeśli to się nie udaje, oceniam siebie bezwzględnie, zachowuję się wobec siebie agresywnie.

Agnieszka: Wewnętrzny sprawca przemocy nie mówi, że 90 procent rzeczy zrobiłaś dobrze, a pozostałe dziesięć to pole do rozwoju. Skupia się wyłącznie na tych dziesięciu procentach. I już nie widać, ile rzeczy się udało, już nie mogę siebie cenić, lubić. Nieważne, że napisałam dobry projekt, ważne, że zapomniałam wpisać jeden wniosek. Ten głos zahacza o konkret, o coś małego, odrobinę prawdy, uczepia się tej odrobiny i wyolbrzymia ją do niebotycznych rozmiarów. Trudno go rozpoznać, ponieważ wewnętrzna przemoc odbywa się na nieświadomym poziomie. Ale czujemy ją w ciele, które nagle zaczyna słabnąć, energia zjeżdża w dół.

Joanna: Można powiedzieć, że to banały. Gdy jednak żywe kobiety pokazują nam ten banał, to jest przejmujące. Mówią ze łzami w oczach: „Tu się nie wyrabiam, tam się nie wyrabiam, a powinnam!”. Jaka rozpacz się uruchamia! Jakie poczucie winy!

Aleksandra: Wewnętrzny sprawca przemocy przekonuje, że nie mogę powiedzieć „nie”, nie mogę odmówić dziecku, partnerowi. „On ma pasje, projekty, jest wielki”. Więc ona w imię bycia dobrą dla niego, dla siebie jest totalną zołzą, odmówiła sobie wszystkiego, przewraca się ze zmęczenia. Mówi: „Ja mam w domu tortury: nie mogę się wyspać, nie jem prawie nic cały dzień, czasem nawet wysikać się nie mam czasu”.

Joanna: Kobiety nie chcą być zołzami, złymi żonami, partnerkami, ale tłumienie swoich potrzeb powoduje, że stają się takimi. Mówią: „Nie mogę siebie słuchać! Zrzędzę, marudzę, wrzeszczę, wyzywam, nie szanuję partnera, wściekam się na dzieci. Robię awanturę o niewyrzucone śmieci!”. Przemoc słowna, której dokonuję na rodzinie, to sygnał, że zaniedbuję siebie, że coś mnie boli, ale nie dopuszczam tego do głosu. To się przenosi na relację z partnerem. W związku nie ma seksu, bliskości, zostaje przepychanka. Miało być tak cudownie, a co się porobiło. Kobiety obwiniają siebie, mówią sobie w duchu bardzo złe rzeczy: „Jesteś głupia, nieodpowiedzialna, szybciej, nie nadajesz się, coś z tobą nie tak”. A potem zamiast odpocząć, patrzą w telewizor albo w komputer i jedzą cukierki. I czują się jeszcze gorzej.

Agnieszka: W kulturze, w której żyjemy, zawsze jesteśmy niewystarczająco dobre, więc nie możemy o sobie dobrze myśleć. Umieramy z tym. Na starość zaczynasz czuć się jeszcze gorzej, bo jesteś stara, słabiej słyszysz, nie ogarniasz komputera. To w równym stopniu dotyczy mężczyzn. Mężczyźni niszczą siebie skuteczniej niż kobiety, umierają kilka lat wcześniej niż my. Scenariusz bycia mężczyzną i kobietą w naszej kulturze jest przemocowy, bo oparty na przymusach, osądach, porównaniach, presji. My musimy odciąć się od naszej siły, asertywności, złości, mocy, ran. Mężczyźni – od własnej delikatności, wrażliwości, emocjonalności, bezsilności, zależności. Czytałam niedawno ciekawe badania dotyczące nastolatków. To jest grupa podwyższonego ryzyka autoagresji, samobójstw. Jedna z teorii mówi, że jest to związane z wchodzeniem do klatki bycia mężczyzną i kobietą. Młody człowiek, żeby się dopasować, musi przyswoić zestaw przemocowych przekonań, zabić kawałek siebie: stać się męskim, czyli twardym, nieokazującym bólu i słabości mężczyzną, podległą kobietą.

„Muszę”, „powinnam”, „trzeba” i „należy” zamieniamy na „chcę”, „wybieram”, „decyduję się”, „działam”. To ciągle niełatwy dla kobiet proces.

Aleksandra: Na przykład kobieta rodzi pierwsze dziecko w niesprzyjającym, zimnym otoczeniu. Ciało mówi jej: „To nie jest dobre miejsce, ci ludzie mnie przerażają”. Doświadcza bólu, przemocy, a jednak z drugim dzieckiem idzie do tego samego szpitala. Dlaczego sobie to robimy? Przecież są miejsca, gdzie można urodzić spokojnie, z poczuciem bezpieczeństwa, z poszanowaniem intymności, gdzie nikt cię nie oszukuje, nie krzyczy, słucha, pyta o zgodę. Wystarczy wcześniej o to zadbać, przygotować się, zrobić rozeznanie. Świadoma kobieta, która szanuje siebie, ufa sobie i nie stosuje na sobie przemocy, może odmówić przemocowych szpitalnych procedur i zabiegów.

Joanna: Nikt nas nie uczył, że trzeba o siebie dbać, że to ważne. Że idziemy spać po to, aby ciało było zdrowe i szczęśliwe. Jemy po to, by karmić siebie najlepszą energią. Cieszymy się, aby się rozluźnić. Raczej słyszałyśmy: „Śpij, bo musisz, jedz, bo musisz”. Ja mówię sobie i swoim dzieciom, że zasypianie jest dobre, jedzenie jest dobre, to jest cudowny potencjał.

Aleksandra: Chodzi o zasilanie siebie na bieżąco: wiem, co mnie karmi, i robię to. Lubię tańczyć, więc tańczę, zamiast mówić, że muszę kiedyś pójść potańczyć. Lubię przyrodę, więc jadę do lasu. Czuję, że ciało domaga się ruchu, więc ćwiczę. I tak dalej. Nie trzeba jechać na koniec świata, tylko już teraz przez najbliższe pół godziny zadbać o siebie. Jestem tak samo ważna jak każdy członek mojej rodziny. Jestem ważna dla siebie. Jestem ważna dla wszystkich i wszyscy są ważni dla mnie.

Joanna: Zrobię sobie zupę – to jest przejaw miłości do siebie. Znajdę czas i energię, żeby zaplanować, co kupić, pójdę po warzywa do sklepu, obiorę je, wrzucę do garnka, ugotuję i zjem. I wpiszę w rodzinny grafik dni, kiedy na przykład biegam lub robię coś dla siebie. Mam dla siebie pół godziny – bez obowiązków, dzieci, siatek. Zwykłe bieganie staje się ozdrowieńczym procesem; przychodzi świadomość, że jestem dla siebie ważna, totalne wzruszenie. Wszystkie wiemy, co nas zasila: aktywność fizyczna, spacer, śmiech, zabawa, dobry czas w dobrym towarzystwie. To są rzeczy proste, dostępne i możliwe.

Agnieszka: Bardzo pomaga świadomość, że doświadczamy kulturowej przemocy, że nie tylko my, ale wszyscy ludzie się z tym borykają. Ta historia nigdy się nie skończy, dopóki nie zakończymy jej w swojej głowie.

Joanna: Byłam wstrząśnięta, gdy przeczytałam swoje pamiętniki z młodości. Czytając, miałam wrażenie, że podłączyłam sobie kroplówkę z toksyną. Nigdy nikomu nie powiedziałabym takich złych słów, jak wtedy sobie. Spaliłam te pamiętniki.

Aleksandra: Długo byłam w związku z kimś, kto mnie nie kochał. Kilka razy dostałam informację: „Już cię nie chcę, będę cię ranić”. Brnęłam, jak ślepa: „Kocham cię, rań mnie dalej!”. On w końcu na szczęście zerwał ten związek. Jak łatwo uwierzyć, że to, co złe i bolesne, jest dla nas dobre.

Agnieszka: Czasem borykam się z tym, że jestem niewystarczająco dobrą matką dla mojego 16-letniego syna. Na wiele jego wyborów nie mam wpływu, jednak nie straciłam z nim więzi, ma we mnie oparcie. Wybieram przekonanie, że jestem wystarczająco dobrą matką. Mój krytyk od lat usiłuje mi udowodnić, że za mało umiem. Radzę sobie w ten sposób, że bardzo realnie rozwijam się zawodowo i zdobywam nowe kompetencje. Ale robię to z przekonaniem: „Wiem już bardzo dużo”. A wtedy każda nowa rzecz, której się uczę, to przyjemność, a nie przymus.

Każda podróż zaczyna się od małego kroku, a potem następnego i następnego. Jak wyjść z opresji wobec siebie?

Joanna: Na spotkaniach z kobietami zachęcamy je, żeby poczuły zołzę w sobie. Jeśli pozwolą sobie świadomie poczuć złość, a nie ją stłumić, bardzo szybko wychodzą na prostą. Zaczynają szanować swoje potrzeby, prosić o pomoc.

Agnieszka: Tak, najpierw uczucia: jak się czuję? Potem odkrywamy przekonania, ponieważ uczucia powiązane są z tym, co o sobie myślimy. W końcu docieramy do takiego miejsca w sobie, gdzie widzimy, że wewnętrzny cenzorski głos jest tylko jedną z możliwych prawd na nasz temat, choć wierzymy, że jedyną i ostateczną. Pojawia się świadek, który obserwuje ten głos. Możemy się zdystansować; zauważamy, że mamy możliwość wyboru, która czyni nas wolnymi.

Aleksandra: W kręgach matek praktykujemy docenianie siebie. Trzeba siebie doceniać za wszystko! Za to, że karmimy piersią, wstajemy w nocy do dziecka, gotujemy, staramy się, odwozimy do przedszkola, tulimy, wspieramy, pokazujemy świat. To, co robimy, to bardzo, bardzo dużo.

Agnieszka: Ważna jest łagodność i wyrozumiałość dla siebie; uczę się nowych przekonań, zachowań, zbieram informacje, doświadczenia. Robię pierwsze kroki jak dziecko. Jest we mnie kochająca matka, która to dziecko asekuruje. Ważne jest przebywanie w przestrzeni kochających i wzmacniających nas ludzi. Jednak wiem, że jeśli nie zmienię przekonań o sobie, nie będę w stanie przyjąć pozytywnych wzmocnień od innych. Nie uwierzę im. To równoległy proces: zmiana własnych przekonań i wychodzenie do życzliwych ludzi. Gdy zaczynam siebie kochać i szanować, w końcu dochodzę do wniosku, że jestem, kim jestem. Mogę widzieć, że w moim życiu jest jeszcze wiele obszarów do rozwoju. I zawsze tak będzie. Jednak to miejsce, w którym jestem teraz, jest doskonałe, i cieszę się, że w nim jestem. Życie to cudowna przygoda.

Joanna Szpak-Ostachowska – wraz z Aleksandrą Künstler prowadzi kręgi matek i warsztaty dla kobiet „Wioska Kobiet”. Dziennikarka, autorka bloga: mamawcentrum.blogspot.com

Aleksandra Künstler – psycholożka, joginka, doula, instruktorka szkoły rodzenia.

Agnieszka Czapczyńska – psychoterapeutka, arteterapeutka, superwizorka przeciwdziałania przemocy w rodzinie Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Współtworzy warszawską fundację Nowy Świat Kobiet (www.nowyswiatkobiet.pl).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze