fbpx

Metoda Somatic Experiencing – co warto o niej wiedzieć?

Metoda Somatic Experiencing - co warto o niej wiedzieć?
Symbolem Somatic Experiencing stał się skaczący tygrys. (Fot. iStock)

Somatic Experiencing dąży do odtworzenia naturalnych odruchów, które zostały zablokowane przez traumatyczne wydarzenie. Jak przekonuje Monika Jędrowska, która praktykuje tę metodę, odpuszczają wtedy natrętne myśli i wrogie przekonania. Wzrasta tolerancja i wdzięczność.

Symbolem Somatic Experiencing stał się skaczący tygrys. Dlaczego?
Wizerunek tygrysa odnosi się do pracy z jedną z pierwszych pacjentek twórcy tego nurtu, psychologa Petera Levine’a w latach 60. XX wieku. Kobieta cierpiała na szereg dolegliwości fizycznych, takich jak migreny, bóle mięśni czy intensywne napady paniki, które uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie. Podczas pierwszego spotkania Levine zaobserwował u niej bardzo silne pobudzenie i intensywną pracę serca. Zaproponował więc jakąś formę relaksacji. W efekcie pobudzenie zmalało, ale potem ponownie bardzo gwałtownie wzrosło. W jednym z wywiadów Levine śmiał się, że powiedział wtedy najgłupszą rzecz, jaką można rzucić w takim momencie: „musisz się uspokoić”. Serce pacjentki zaczęło bić wolniej, aż do momentu, w którym ona znieruchomiała, zbladła i doświadczyła intensywnego lęku, bliskiego odczuciu śmierci. Levine’owi pojawił się wtedy przed oczami obraz skradającego się tygrysa (tytuł jego pierwszej książki brzmi „Walking with the tiger”) i obraz ten wykorzystał w terapii. Poprosił kobietę, żeby wyobraziła sobie tygrysa, przed którym musi uciekać. Jej ciało zaczęło się trząść i drżeć, a nogi przygotowywać się do ucieczki. Po 40 minutach fal drżenia, zmian temperatury i wreszcie po głębokim oddechu z wnętrza organizmu – powiedziała, że najpierw myślała, że naprawdę umrze, ale kiedy wyobraziła sobie tygrysa i zaczęła uciekać, poczuła przypływ siły, jakiej nie czuła nigdy wcześniej. Wtedy również przypomniała sobie, że jako czterolatka przeszła operację, do której została uśpiona eterem, była unieruchomiona i przerażona. Przez lata pozostawała w tamtym stanie zamrożenia, co uniemożliwiało jej normalne funkcjonowanie. Podczas sesji mogła doświadczyć energii umożliwiającej ucieczkę na fizjologicznym poziomie, domknęła więc odruch zablokowany lata wcześniej. Dzisiaj znamy już założenia teorii poliwagalnej, stworzonej przez Stephena Porgesa, która mówi, że jeśli w obliczu zagrożenia nie możemy skorzystać z systemu zaangażowania społecznego (czyli na przykład wołania o pomoc) ani odruchu walki i ucieczki – nasz organizm przełącza się na najbardziej pierwotny odruch odcięcia lub zastygnięcia w bezruchu, który ma nam ratować życie. No i mamy tygrysa, który zapoczątkował podejście Somatic Experiencing.

Opowiedz więcej o tej metodzie…
Somatic Experiencing została stworzona przez wspomnianego Petera Levine’a w ramach pracy z traumą szokową, wywołaną przez wypadki, wojny czy katastrofy naturalne. Obecnie rozumiemy traumę jako utratę kontaktu i relacji ze sobą, innymi ludźmi oraz światem, która nastąpiła w wyniku doświadczeń tak nagłych i intensywnych, że nie mogły zostać bezpiecznie i zdrowo zintegrowane. Konsekwencją jest utrata zdolności do samoregulacji, ograniczenie poczucia ożywienia oraz zaburzenia tożsamości. Ta dysregulacja układu nerwowego, a co za tym idzie – całego organizmu jest przyczyną zaburzeń psychicznych i emocjonalnych, chorób psychosomatycznych, autoimmunologicznych oraz emocjonalnego cierpienia. Tracimy dostęp do dobrego samopoczucia, odczuwania własnych granic i granic innych w relacjach. Nasze wrodzone zdolności do kontaktu i odczuwania energii życiowej zostają osłabione. Praca z traumą jest pracą nad przywracaniem tych zerwanych więzi. Nazwa „Somatic Experiencing” odnosi się do faktu, że u osób straumatyzowanych objawy somatyczne są bardzo częste. Mówią o utracie kontaktu z ciałem i jego doznaniami, o odcięciu od zmysłów i emocji. Przeżywają siebie tak jakby ich głowa była oddzielona od ciała, mają poczucie izolacji, życia w odrętwieniu i mgle umysłowej albo w nadmiernym pobudzeniu, reaktywności i chaosie. Dzieje się tak dlatego, że nierozwiązana trauma dosłownie utyka w ciele – w mięśniach, stawach, przeponach, powięzi. Przyczyniając się do rozwoju wielu chorób: migren, bólów mięśni i stawów, fibromialgii, kłopotów trawiennych, zespołu jelita drażliwego, astmy czy alergii. Skumulowana i zatrzymana w ciele energia przetrwania jest także źródłem PTSD, uzależnień, zaburzeń depresyjnych i lękowych. W każdym rodzaju traumy dochodzi jednak przede wszystkim do zerwania koordynacji czuciowo-ruchowej. Celem SE jest właśnie dokończenie odruchów, które zostały zablokowane i zamrożone poprzez unieruchomienie albo przytłaczające odczucie strachu.

A jak to wygląda w praktyce?
W trakcie sesji do zablokowanej energii docieramy małymi, możliwymi do przetworzenia krokach. Levine nazywa ten sposób miareczkowaniem. Tym, co odróżnia podejście SE, jest właśnie koncentracja uwagi na ciele. Nie skupiamy się na tym, co ktoś mówi, ale jak to mówi. Pacjenci w bezpiecznej relacji z terapeutą uczą się obserwowania doznań płynących z wnętrza ciała (tzw. interocepcja), napięć w mięśniach, wzorców oddychania czy innych sygnałów z autonomicznego układu nerwowego. Rozwijają tzw. felt sense – świadomość doznań i ruchu w ciele, które jest źródłem witalności i energii. Felt sense tworzy niewerbalną świadomość tego, kim jesteśmy, co pozwala na doświadczanie poczucia bezpieczeństwa w kontakcie ze sobą i z innymi. Oprócz felt sense pacjenci rozwijają też odporność psychiczną (rezyliencję) oraz umiejętność mieszczenia (kontenerowania) pojawiającej się w ciele energii. Cały ten proces przywraca odczuwanie radości i przyjemności związanej z byciem w ruchu, w przepływie, w rytmiczności życia. Znika poczucie izolacji i cierpienie. Celem jest również przywracanie wewnętrznej stabilności.

Przerwanie błędnego koła traumy i przywrócenie przepływu energii biologicznej odbywa się w procesie zwanym przez Levine’a transformacją i renegocjacją.
I właśnie elementem renegocjacji traumy jest wzrastająca rezyliencja pacjenta. Oznacza ona umiejętność elastycznego dostosowywania się do zmian, wzrastającą ciekawość siebie i innych, kreatywność i zdolności adaptacyjne. Rezyliencja kształtuje się u dzieci w kontakcie z uważnymi, dostrojonymi opiekunami i jest kombinacją zaspokajania potrzeb i stawiania wyzwań. Podobnie jest w kontakcie z praktykiem SE, czyli takim opiekunem, który akceptuje, wspiera, pomaga mierzyć się z wyzwaniami, zachęca do bycia naszym najlepszym „ja”. Terapeuta synchronizuje się też z pacjentami poprzez ton głosu, postawę ciała, ruch czy terapeutyczny dotyk.

Porozmawiajmy jeszcze o stosowanych w SE technikach. Słyszałem o tzw. pendulacji, czyli ruchu wahadłowym. Tego terminu używa Peter Levine na określenie naturalnego naprzemiennego ruchu pomiędzy przeciwstawnymi siłami w ciele: ściskającą i rozszerzającą.
W SE podążamy za szczegółami zmysłowymi. Jeśli ktoś na przykład utknął w reakcji lęku po doświadczeniach przemocy, nadużycia, opuszczenia czy nagłego wypadku – to oprócz pracy z przekonaniami obserwujemy, kiedy blokują się jego stawy w kolanach, jak napina się jego przepona czy zaciska gardło… Zaczynamy śledzić te doznania i równocześnie pendulujemy, czyli przenosimy wahadłowo świadomości do miejsc, gdzie nie ma zacisku, skurczu, ale jest przepływ, mrowienie albo przynajmniej neutralność. W ten sposób zapraszamy mózg do rozpoznawania tych miejsc jako bezpiecznych. Zwiększa to naszą rezyliencję oraz odczuwanie ciała jako bezpiecznego kontenera dla naszych emocji, wspomnień i zgromadzonej energii. Ciało nieustannie nam coś komunikuje i podczas sesji uczymy się tego języka. To jest bardzo subtelny, choć intensywny proces. Korzystamy też z innych ćwiczeń, które angażują system mięśniowy – nie są to jednak ćwiczenia znane z siłowni. Pracujemy z oddechem, budzimy system haptyczny, czyli czuciowy, oraz przywracamy równowagę i płynności ruchu. Na dalszych etapach pracy terapeuta może proponować pracę z terapeutycznym dotykiem, który wspomaga ciało w odzyskiwaniu równowagi.

Levine twierdzi, ze traumatyczne wspomnienia są trwałe. Nazywa je „śladami przytłaczających doświadczeń z przeszłości, głęboko wrytymi w umysł, ciało i psychikę cierpiącej osoby”. Dodaje, że te bolesne, zamrożone ślady nie są podatne na zmianę. Jak zatem można sobie z nimi poradzić?
Nie możemy poradzić sobie z traumą, jeśli będziemy tylko o niej opowiadać. Nie oznacza to, że ludzie nie potrafią mówić o swoich tragediach. Tyle że zwykle przeżywa- ją wtedy na nowo lęk, wściekłość, bezsilność, chęć do walki i ucieczki albo zamrażają się w ruchu. Opowieści te nie mogą też oddać wewnętrznej jakości tamtych doświadczeń, bo trauma dezorganizuje procesy logicznego myślenia, w tym kompetencje językowe. Wprowadza
chaos i rozłączenie. A gdy nie ma słów, doświadczenia zapisują się w obrazach, dźwiękach, zapachach i wrażeniach dotykowych oraz w strukturach i narządach ciała. Wszystkie te elementy mogą być niepowiązane ze sobą albo przeciwnie – zaciśnięte w całość. Aby lepiej to zrozumieć, możemy odnieść się do prac naukowych na temat różnic w pracy lewej i prawej półkuli. Obie półkule mówią różnymi językami. Prawa jest intuicyjna, emocjonalna, wzrokowa, przestrzenna i dotykowa, a lewa – analityczna, sekwencyjna, językowa. Lewa opowiada, a prawa przekazuje doświadczenie i porozumiewa się za pomocą mimiki, ruchu, dźwięku, ekspresji emocji, śpiewu i tańca. Lewa półkula przetwarza ślady przeszłości poprzez fakty i język zdarzeń. Prawa przechowuje pamięć doznań, dotyku, zapachów, dźwięków. Dlatego właśnie bez względu na rozmiar wglądu i zrozumienia – traumy nie da się rozwiązać drogą analizy. Samo uświadomienie nie zmieni tego odczucia. Tym, co pomaga uwalniać się od traumatycznych śladów, jest dostrzeżenie, poczucie i nazywanie swoich wewnętrznych odczuć. Jeśli się tego nie nauczymy, nie możemy włączyć się w nurt życia „tu i teraz” – wciąż pozostajemy w „tam i wtedy”.

W jaki więc sposób najskuteczniej uporać się z traumatycznym przeżyciem?
To zależy od rodzaju traumy, naszej życiowej sytuacji i systemu wsparcia społecznego. Inaczej pracuje się z traumą rozwojową, a inaczej z szokową czy transgeneracyjną. Jest już kilka dostępnych metod, takich jak Somatic Experiencing, EMDR czy neurofeedback. Wiemy też, jak bardzo w procesie zdrowienia może pomóc joga, medytacja, wschodnie sztuki walki, tańce i śpiewy w kręgach, ale też teatr. Jesteśmy biologicznie powołani do interakcji z innymi, potrzebujemy być częścią grupy, plemienia, a nawiązywanie kontaktu z innymi pozwala nam odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa. Podsumowując, przez ruch, dotyk, rozwijanie świadomości doznań płynących z wnętrza ciała, a także przez taniec, śpiew czy zabawę stawiamy pierwsze kroki dozmiany samopoczucia i oswajania tego, co się w nas dzieje. Trauma zamraża przepływ siły życia, która jest obecna w każdym organizmie. W obcowaniu z tą siłą jest coś duchowego. Dla mnie niezwykle piękne i wzruszające jest towarzyszenie ludziom w odzyskiwaniu kontaktu ze sobą i z własnym sercem. W ponownym połączeniu się z życiem.

Monika Jędrowska, psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, praktyk Somatic Experencing i Soma Embodiment. Prowadzi psychoterapię indywidualną, grupową oraz superwizję. Przyjmuje w Ośrodku Psychoterapii i Rozwoju Osobitego OPIRO.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze