fbpx

Soul coaching a kariera

Soul coaching a kariera
fot.123rf

Coaching kojarzy się z karierą. Daje narzędzia, dzięki którym wyznaczamy i osiągamy cele. Dusza to zupełnie inna sfera. Czy da się połączyć te dwa obszary? Soul coaching właśnie to robi. Jak? Z Celestyną Osiak rozmawia Tatiana Cichocka.
Na czym polega coaching duszy?

Coaching jest procesem, w którym nawiązujemy kontakt ze sobą i odpowiadamy na ważne pytania, dzięki czemu wyznaczamy cele i sposoby ich osiągnięcia. W soul coachingu robimy to samo, tyle że nawiązujemy połączenie z naszym najgłębszym „ja” – sięgamy bezpośrednio do odpowiedzi płynących z duszy.

A zwykle skąd one płyną?

Z różnych części nas samych, najczęściej z umysłu. Prowadzimy w głowie skomplikowany dialog, słyszymy różne „głosy”, które mówią nam, co mamy robić albo czego nie chcemy. Często są to rzeczy sprzeczne, z czym wiążą się emocje; łatwo się w tym pogubić. Bywa, że przez to nie umiemy podjąć nawet prostych decyzji. W soul coachingu uczymy się rozróżniać, skąd pochodzi dana odpowiedź, i stosujemy techniki, które pozwalają wejść w siebie na tyle głęboko, by skontaktować się z sercem, które jest siedzibą duszy.

Dusza mieszka w sercu?

To teza twórczyni soul coachingu, amerykańskiej terapeutki, Denise Linn. Doszła do tego na podstawie własnych doświadczeń. Ta niezwykła kobieta miała naprawdę traumatyczne dzieciństwo, była bita, molestowana, jako 17-latka została postrzelona przez seryjnego mordercę. Wtedy zaczęła poszukiwać prawdy u wszystkich możliwych guru, szamanów, uzdrowicieli. Podróżowała po świecie, wiele lat mieszkała w klasztorach. W końcu zaczęła prowadzić warsztaty związane z rozwojem duchowym. Wydawało się, że znalazła swoją ścieżkę, uleczyła przeszłość. Jednak w wieku 50 lat zachorowała na raka. I dopiero pracując z tą chorobą, uświadomiła sobie, że całe życie tak naprawdę szukała siebie, lecz zawsze poza sobą. Myślała, że ktoś inny odpowie jej na ważne pytania. Dopiero rak pomógł jej skontaktować się bezpośrednio z własnym wnętrzem, duszą. Wtedy dostała przekaz: „Serce to siedziba duszy, słuchaj głosu serca. Nie musisz nigdzie podróżować, nikogo pytać, wszystkie odpowiedzi są w tobie”. Wyleczyła się z raka i stworzyła metodę, która pomaga kontaktować się z sobą, docierać do głosu serca, by móc żyć w zgodzie z własną duszą i z jej wewnętrzną prawdą serca.

Jak się to robi?

To wbrew pozorom nie jest skomplikowane. Na przykład podczas medytacji czy wizualizacji kładziemy rękę na sercu i zadajemy sobie pytanie: „Moja kochana duszo, jaką masz dla mnie informację na dany temat?”. I odpowiedzi przychodzą.

Tak po prostu?

Wiele osób tak reaguje: „Jak to?! Tak łatwo można się skontaktować z własną duszą?”. To dlatego, że zwykle słuchamy odpowiedzi z umysłu, a on lubi wszystko komplikować. Według niego coś, co łatwo przychodzi, nie ma wartości. Z kolei im bardziej coś jest niezrozumiałe, trudno dostępne, przeintelektualizowane albo naukowe, mające pretensje do tak zwanej mądrości, tym lepiej. Z tym przekonaniem trzeba się rozprawić na wstępie, jeśli się chce wejść na poziom serca. Bo jego odpowiedzi bywają oczywiste, nieskomplikowane. Co nie znaczy, że łatwe do przyjęcia.

Bywają wręcz za proste. Pierwszy raz spróbowałam i usłyszałam: „Odpocznij”.

Łatwo pomyśleć, że to nie jest ważny przekaz, prawda? Co to za rada: „Odpocznij”? My tu chcemy usłyszeć coś fundamentalnego, na temat sensu życia, powołania… No, ale serce nie sługa. Często daje odpowiedzi dotyczące tu i teraz: „Poleż sobie dzień w łóżku, jesteś wyczerpana”. A człowiek nienawykły do słuchania siebie się zżyma: „Jak to?! No dobrze, ale jak już poleżę, to co dalej?”. Dalej dopiero zapytasz: „Co dalej?”. To nie jest łatwe. A jednak, gdy zaczynamy słuchać tych odpowiedzi, wcielać je w życie, wszystko się zmienia. Ja tak właśnie znalazłam soul coaching. Całe życie poszukiwałam. Od 18. roku życia jeździłam od warsztatu do warsztatu. Cztery lata temu zostałam coachem, zadowolona, że znalazłam swoją misję. Szybko jednak okazało się, że ten coaching nie do końca spełnia moje oczekiwania. Pamiętam wieczór, kiedy oglądałam film, którego bohater wykonuje pracę absolutnie zgodną z jego powołaniem. Jest powszechnie doceniany, świetnie zarabia, realizuje się w tym, co robi. Doświadcza spełnienia i po prostu szczęścia. Wezbrała we mnie fala frustracji. Wstałam od komputera i zawołałam w niebo, wkurzona, przyznaję: „Co ja muszę jeszcze zrobić, żeby w końcu znaleźć moją misję życiową?”. Pojawiła mi się w głowie myśl: „Nic nie musisz robić. Wystarczy poprosić”. Kiedy to usłyszałam, padł na mnie blady strach. Jeśli wystarczy poprosić, to znaczy, że to się może spełnić. I to teraz! I co wtedy? Ale że mam za sobą przeszłość kaskaderską, przypomniałam sobie moje wyzwania i lęki, które dzięki nim pokonywałam. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam: „OK, proszę zatem”.

Następna myśl, jaka mi się pojawiła, to nazwa „soul coaching”. Nie miałam pojęcia, co to takiego, wpisałam do wyszukiwarki, wyskoczyła strona Denise Linn, zobaczyłam, że można się zapisać na kurs certyfikacyjny. Napisałam e-maila, w ciągu 15 minut dostałam odpowiedź, że właśnie zwolniło się miejsce, więc mogą mnie przyjąć. I tak zaczęła się moja przygoda z soul coachingiem, który pokochałam całą sobą.

Skąd wiadomo, że to mówi dusza, a nie jakiś inny głos w nas?

By odpowiedzieć na to pytanie, opowiem o 28-dniowym programie soulcoachingowym, który powstał właśnie po to, by nas tego nauczyć. Jego podstawą jest uporządkowanie naszego świata. Denise Linn mówi dużo o tym, że żyjemy w ciągłym chaosie i szumie informacyjnym. Mamy więc bałagan w sobie i wokół siebie. Na poziomie mentalnym – natłok myśli, przekonań, nakazów, pomysłów na siebie, na poziomie emocjonalnym – problemy ze sobą i w relacjach, na duchowym – nie wiemy, w co wierzymy, jaki sens ma to, co robimy, kim jesteśmy, co jest ważne. Wreszcie na poziomie fizycznym, czyli w naszym ciele, gdyż karmimy się niezdrowym jedzeniem i używkami, oraz wokół siebie – w łazience, w pokoju, na biurku, w samochodzie. W takich warunkach ciężko usłyszeć przekaz z duszy. Ona potrzebuje ciszy, przestrzeni. Dlatego pierwsze, co musimy zrobić, to wszystkie te poziomy trochę oczyścić. To zresztą zawsze dobrze robi: jeśli chcemy zacząć nowy projekt, dobrze jest pracować przy uporządkowanym biurku, na którym stoją kwiaty, a pokój jest przewietrzony i odkurzony. To się wydaje banalne, ale tego punktu programu nie da się pominąć. Żeby usłyszeć głos duszy, trzeba zrobić na to miejsce.

No dobrze, a jak już posprzątam, to co dalej?

Podczas miesiąca trwania programu każdy dzień zaczynamy od wizualizacji, która kieruje nas do wnętrza. Czyli zanim rzucimy się w wir pracy, spotkań, zadań, kontaktujemy się ze sobą. Codziennie jest inny temat przewodni, mamy do przeczytania lekcję, są zadania do wykonania. Zadajemy sobie podstawowe pytania, typu: „Kim jestem? Po co jestem?”. Używamy też systemu tak zwanych szlachetnych pytań. Czyli takich, które nie tylko pomagają nam dojść do jakiegoś rozwiązania, ale też mają na celu wzmacnianie nas, docenianie siebie. Na przykład: „Co mogłabym zrobić, żeby doświadczać więcej radości w życiu? Jak mogę dawać sobie jeszcze więcej miłości?”. Program podzielony jest na cztery tygodnie, każdym rządzi inny żywioł: tydzień powietrza – mentalny, wody – emocjonalny, ognia – duchowy, ziemi – fizyczny. To ważne o tyle, że dusza otwiera się poprzez kontakt z naturą. A więc uczymy się nawiązywać ten kontakt poprzez aspekty natury.

Czyli?

Czujemy powietrze na skórze, widzimy, jak liście tańczą na wietrze, uczymy się to zauważać. Bierzemy kąpiel czy idziemy do sauny – doświadczamy żywiołu wody. Zapalamy świece czy kominek – obcujemy z żywiołem ognia. Chodzimy po trawie czy sadzimy kwiaty w donicy – kontaktujemy się z ziemią. Jesteśmy częścią natury, nawet w mieście.

Wzięłam udział w pani programie i zauważyłam, że po tak przeżytym miesiącu przestawiłam się na inny sposób funkcjonowania. Zwolniłam, zaczęłam bardziej smakować życie.

Program uczy zadawania sobie pytań i słuchania odpowiedzi. Dzięki temu przestajemy żyć jedynie tak zwaną bieżączką, zaczynamy mieć kontakt z tym, co dla nas naprawdę ważne, i na te właśnie rzeczy robimy w życiu miejsce. A to od razu daje nam więcej radości, czujemy, że życie nabiera sensu, celu. Zaczynamy siebie doceniać.

W soul coachingu ważna jest jeszcze jedna zasada: „bądź łagodna dla siebie”. Denise Linn twierdzi, że człowiek najlepiej się uczy i rozwija poprzez radość. Tym mnie ujęła najbardziej. To w naszej kulturze rewolucyjne podejście. W Polsce panuje kult cierpienia, ciężkości, męczeństwa. A ona swoim życiem daje świadectwo temu, że można mimo traum rozwijać się poprzez zadowolenie i szczęście. Że trudne momenty da się przekuć w coś dobrego. I być łagodną dla siebie. Mówię o tym szczególnie w kontekście kobiet. Uczono nas: „wymagaj od siebie, służ innym, poświęcaj się, ustępuj”. Trudno sprostać takiej wizji, więc ciągle się za coś biczujemy. A tu? Chwal siebie, akceptuj, kochaj, bądź dla siebie łagodna. Doceniaj to, co zrobiłaś, odpuść sobie to, czego nie zrobiłaś.

W filozofii soul coachingu jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś. Nic specjalnego nie musisz robić, by to osiągnąć. Poprzez kontakt z duszą odkrywasz swoją autentyczną jaźń – to, kim naprawdę jesteś. Właśnie dlatego to takie ważne, byśmy słuchały głosu serca. Tych zewnętrznych wymagań jest nieskończenie wiele, nigdy dość. Skupiając się na zewnętrznych przepisach na szczęście, można oszaleć. Dopiero w kontakcie z własną duszą można się dowiedzieć, o co nam – i tylko nam – w życiu chodzi, i co nas naprawdę spełnia.

W zasadzie odpowiedziała pani na moje kolejne pytanie, dlaczego przekazy z duszy są ważniejsze.

Dodam, że przekazy z duszy są ważniejsze również dlatego, że umysł ma naturę zachciankową. Zaspokojenie zachcianki daje satysfakcję, ale jest to satysfakcja chwilowa. Zaspokojenie pragnienia duszy to spełnienie. Jest czymś transformującym, karmiącym, głębokim. I nie chodzi o to, że zachcianka jest zła, a spełnienie dobre. To jest po prostu inna jakość.

Jako coach biznesowy będę też broniła umysłu. Mówię często: „Słuchaj pragnień serca i używaj umysłu do realizacji tego, co usłyszysz”. Serce i umysł w harmonii to najlepsze połączenie. Ale zawsze zaczynaj od serca, które jest siedliskiem twojej duszy, gdyż tylko tam odnajdziesz prawdziwe, głębokie spełnienie i ukojenie.

Celestyna Osiak, certyfikowany soul coach i business coach dla kobiet przedsiębiorczych, jej motto to: „Pokochaj siebie i prosperuj”, www.celestyna.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze