Zmęczenie macierzyństwem – jak sobie z nim radzić?

"Nienawidzę bycia matką..." - dlaczego jest tak dużo "wypalonych matek"?
Ilustracja: Agata Nowicka

Nienawidzę bycia matką, mam dość dziecka. Takie stwierdzenia wydają się w Polsce nie do pomyślenia. Bo matka Polka jest tylko jedna: kochająca, dźwigająca ciężar macierzyństwa z pokorą i poczuciem misji. Czyżby? Ostatnie międzynarodowe badania pokazują coś innego: jesteśmy w czołówce krajów o najwyższym poziomie wypalenia rodzicielskiego.

Z Kasią, 29 lat, księgową, mamą dwuletniego Antosia, spotykam się w parku w samo południe. Rozmawiamy, spacerując, żeby Antoś się nie obudził. Usypianie go to gehenna, zasypia tylko w wózku i samochodzie. Przez pierwsze osiem miesięcy na okrągło płakał. Potem okazał się dzieckiem nadzwyczaj ruchliwym. Od kiedy zaczął chodzić, nie można spuścić go z oka. A Kasia cały dzień jest z nim sama. Mąż w pracy, grubo ponad osiem godzin dziennie, bo właśnie awansował. Rodzice i teściowie mieszkają daleko.

– Czasem jestem tak zmęczona, że mam ochotę wyjść z domu i nie wracać. Zresztą raz tak zrobiłam. Mały darł się i darł, miał wtedy niecałe pół roku, położyłam go do łóżeczka i wyszłam przed blok. Obleciałam dookoła dwa razy i tak się przestraszyłam tego, co zrobiłam, że nie czekając na windę, wbiegłam na piąte piętro. Długo nie mogłam ochłonąć. Właściwie do tej pory nie mogę, bo myśli, żeby wyjść z domu i nie wracać, żeby rzucić wszystko w cholerę, wracają jak bumerang. Może nie nadaję się na matkę?

Za duży wysiłek, za małe zasoby

W psychologii coraz więcej mówi się ostatnio o wypaleniu rodzicielskim i zmęczeniu macierzyństwem.

– Pojęcie to jest czymś totalnie nowym – zauważa dr Dorota Szczygieł, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. – O wypaleniu mówiło się od lat 70. tylko w kontekście pracy zawodowej. Zresztą Światowa Organizacja Zdrowia uznała właśnie wypalenie zawodowe za jednostkę chorobową, w 2022 roku znajdzie się ono w rejestrze chorób. I, co interesujące, to właśnie od badań nad wypaleniem zawodowym wzięło się zainteresowanie wypaleniem rodzicielskim i zmęczonymi matkami.

Dlatego dla zrozumienia wypalenia rodzicielskiego konieczne jest wyjaśnienie, na czym polega to zawodowe. Czołowa badaczka wypalenia zawodowego Christina Maslach wyróżniła trzy jego elementy. Pierwszy: wyczerpanie emocjonalne i fizyczne. Czyli stan, kiedy człowiekowi na samą myśl o pracy nie chce się wstać z łóżka. Reakcją na zmęczenie jest depersonalizacja (oderwanie od podopiecznych i traktowanie ich z dystansem). Maslach początkowo badała zawody polegające na pomaganiu innym, na przykład pielęgniarki. I co się okazało? Kiedy pielęgniarka ma za duże obciążenie w pracy w stosunku do zasobów, jakie posiada, odcina się od podopiecznych. Mówi na przykład: „Tabletki na salę 18, pod okno”, zamiast: „dla pacjenta Kowalskiego”. To jej sposób na ochronę siebie i unikanie dalszego zaangażowania w sprawy pacjentów. Ale jednocześnie powód złego samopoczucia, bo zdaje sobie sprawę, że postępuje sprzecznie z dotychczasowymi ideałami. To z kolei sprawia, że cierpi z powodu obniżonego poczucia własnej wartości i kompetencji (trzeci element wypalenia). Badania pokazały, że wypalenie dotyka nie tylko osób, których praca polega na pomaganiu innym, ale że każdy może się wypalić. By można było uznać, że to wypalenie, a nie depresja, trzeba zbadać, czy ktoś nie cierpi na zaburzenia nastroju.

– Syndrom wypalenia (i zawodowego, i rodzicielskiego) wynika z chronicznego, przedłużającego się stresu, z którym sobie nie radzimy – wyjaśnia dr Dorota Szczygieł. – Czyli inaczej mówiąc, wypalenie to stan nadmiernego obciążenia, większego niż nasze możliwości. Jeżeli trwa długo, może prowadzić do objawów takich, jak: bezsenność, apatia, choroby somatyczne. I jeszcze jedna ważna cecha wypalenia: może pojawić się w każdym obszarze, który nadaje sens życiu człowieka. Bo żeby się wypalić, to trzeba się zapalić, czyli zaangażować. A rodzice z całą pewnością są zaangażowani w swoją rolę.

Zosie samosie

Agnieszka, 32 lata, mama niespełna trzyletniej Klary, menedżerka w firmie kosmetycznej, na urlopie wychowawczym. Samotna. Próba posłania Klary do żłobka skończyła się fiaskiem – córka non stop chorowała. Opiekunka nie wchodzi w grę. Może zrobić dziecku krzywdę. Kasia wie, co mówi, bo obserwuje na spacerach nianie z dziećmi i włos jeży jej się na głowie, jak są nieodpowiedzialne. Ale nadal szuka. Na pomoc dziadków nie może liczyć, bo pracują.

– Jestem kompletnie bezsilna, nie mam pomysłu, co robić. Chciałabym bardzo wrócić do pracy, bo czuję, że coś ważnego mi ucieka, i to momentami jest tak silne pragnienie, że gotowa jestem zatrudnić pierwszą lepszą nianię. Ale z drugiej strony – nie umiałabym funkcjonować w pracy bez pewności, że córce nie dzieje się krzywda. Niby siedzę w domu, a jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Nie wiem, jak długo wytrwam.

Psycholożka Katarzyna Półtorak od lat pracuje z matkami (w ramach projektu „Mama ma moc!” – mamamamoc.pl oraz indywidualnie, w programach wspierających i rozwojowych online).

– Kiedy w gabinecie terapeutycznym słyszę o ich wyczerpaniu fizycznym i psychicznym, rezygnacji z życia, braku motywacji do rozwoju, trudnościach w pogodzeniu obowiązków rodzinnych i zawodowych, poczuciu winy, że sobie nie radzą, to bardzo mi to przypomina wypalenie zawodowe. Gdybyśmy zamiast „pracownik” wstawili „matka”, nie byłoby żadnej różnicy.

Choć pojęcie wypalenia rodzicielskiego pojawiało się w latach 80. w Stanach (dotyczyło rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, w Polsce badano rodziców dzieci z autyzmem), to dopiero niedawno, bo w 2015 roku, prof. Isabelle Roskam i prof. Moïra Mikolajczak z Uniwersytetu w Louvain w Belgii rozpoczęły pierwsze na taką skalę badania nad tym syndromem. W Polsce zajmowały się nimi prof. Anna Brytek-Matera z Uniwersytetu Wrocławskiego i dr Dorota Szczygieł z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

Badano rodziców (62 proc. stanowiły matki) w 45 krajach na wszystkich kontynentach świata. I – co ważne – tym samym narzędziem pomiaru, czyli kwestionariuszem zawierającym 23 stwierdzenia typu: „Czuję się całkowicie wyczerpana rolą rodzica”. Badany zaznaczał, czy zdarza mu się tak myśleć kilka razy dziennie, raz na tydzień, miesiąc, rok, nigdy. Uznano, że odpowiedź na wszystkie stwierdzenia: „Co najmniej raz w tygodniu”, to wskaźnik wypalenia. Okazało się, że w Polsce ten wskaźnik oscyluje wokół 8 proc., czyli na stu rodziców ośmiu jest wypalonych (większość to matki), co plasuje nas w pierwszej trójce, obok Stanów i Belgii.

"Nienawidzę bycia matką..." - dlaczego jest tak dużo "wypalonych matek"?
Ilustracja: Agata Nowicka

Dzieci czasem dają w kość? Dają!

Jakie są przyczyny wypalenia i zmęczenia macierzyństwem?

– Ważnymi komponentami wypalenia są: przeinwestowanie w rolę rodzica, przytłaczające poczucie odpowiedzialności za dziecko i perfekcjonizm – mówi dr Dorota Szczygieł. – W rezultacie matki przechodzą stopniowo od zaangażowania w rodzicielstwo do zmęczonymi mamami. Duży wpływ na stan przytłoczenia ma presja, żeby być supermatką, żeby robić wszystko na sto procent, na czas, idealnie. Ta presja jest silnie internalizowana (uwewnętrzniona).

Ciekawych danych dostarcza badanie przeprowadzone w Portugalii. Polegało ono na przeanalizowaniu stron internetowych dedykowanych matkom: szeroko dostępnych i zamkniętych. Analizowano, jakimi emocjami dzielą się matki, mówiąc o swoich doświadczeniach związanych z macierzyństwem. Okazało się, że na stronach otwartych matki pisały, że czują się wspaniale, a macierzyństwo odmieniło ich życie na lepsze. Natomiast na zamkniętych przyznawały się do złości, przeciążenia, ubolewały, że nie mają czasu dla siebie, na kino, rozrywki. Czyli oficjalnie pisały to, czego się od nich oczekuje, natomiast prywatnie – szczerze opisywały swoje odczucia.

Dr Dorota Szczygieł podkreśla, że wypalenie nie znaczy, że się dziecka nie kocha. Zmęczona i wypalona matka kocha dziecko, ale cierpi właśnie dlatego, że je kocha i że czuje się z tego powodu przeciążona. Bo jak można być przeciążonym, skoro kocha się dziecko? Obwinia się więc: „Widocznie jestem niedobrą matką”. Gdyby zdiagnozowano u niej wypalenie zawodowe, mogłaby odejść z pracy albo wziąć urlop, zwolnienie. A od macierzyństwa zwolnić się nie da. Ktoś trafnie napisał na blogu, że rodzice dzielą się na takich, którzy przyznają się, że dzieci dają im w kość, i na takich, którzy się do tego nie przyznają. Okazuje się, że już samo przyznanie się pomaga.

Z badań wynika, że wypalenie rodzicielskie w dużym stopniu zależy od inteligencji emocjonalnej, czyli umiejętności radzenia sobie z emocjami. Im wyższa inteligencja emocjonalna, tym niższe wypalenie rodzicielskie. Więcej jest wypalonych matek młodszych, wielodzietnych, mieszkanek dużych miast. Natomiast wypalenie nie ma związku z ich wykształceniem ani z faktem, czy mają tak zwane trudne dziecko.

– Trudne dziecko wpływa na wypalenie tylko u rodziców o słabych kompetencjach emocjonalnych i rodzicielskich – zauważa dr Dorota Szczygieł.

Psychologowie zgodnie podkreślają, że ważnym czynnikiem wywołującym syndrom wypalenia jest brak wsparcia ze strony partnera (partnerki) i rodziny. Przy czym chodzi o realne wsparcie, czyli o to, ile pomocy ktoś jest w stanie przyjąć. Bo niektóre kobiety przyjmują za punkt honoru, że ze wszystkim sobie same poradzą. Takie zosie samosie.

Autorzy badania zastanawiali się także, czy istnieje związek między wypaleniem a zaniedbaniami wobec dzieci i stosowaniem wobec nich przemocy takiej, jak szarpanie, krzyki. Okazało się, że ten związek istnieje także w Polsce. Mechanizm jest z grubsza następujący: matka jest wykończona, ma wszystkiego dosyć, czasami więc krzyknie, da klapsa, potem czuje z tego powodu wstyd, obawy przed osądzeniem, jest zestresowana, więc krzyknie, i tak w koło Macieju.

Dr Dorota Szczygieł zwraca uwagę na konsekwencje społeczne tego zjawiska: – Zmeczone matki przejawiają eskapistyczne myśli, powtarzają: „Wyjadę i nie wrócę”. Są podatne na konflikty, częściej zaniedbują dzieci. A także, co pokazują fińskie badania, mają mniejszą chęć do prokreacji. Istnieje więc dużo powodów, dla których warto o tym problemie mówić.

Prośmy o pomoc

Barbara, 45 lat, nauczycielka polskiego, mama trzech synów: 11-, dziewięcio- i czterolatka. Jej dzień jest perfekcyjnie zaplanowany: rano odwozi najmłodszego syna do przedszkola, mąż podrzuca starszych do szkoły. Po pracy zakupy, odbieranie dzieci (mąż, właściciel sklepu sportowego, wraca wieczorem), obiad, rozwożenie synów na zajęcia dodatkowe, potem ich przywożenie. I jednym okiem doglądanie lekcji ze starszymi, drugim okiem – młodszego. Jednocześnie przygotowywanie obiadu na następny dzień, a jak dzieci zasną – sprawdzanie klasówek, zeszytów. W szkole jest profesjonalna, dobrze przygotowana do lekcji, uważna, sprawiedliwa, cierpliwa, nie podnosi głosu. A w domu?

– Czasem nie wytrzymuję i krzyczę, zdarza mi się szarpnąć synów, parę razy dałam młodszemu klapsa. Łapię się na tym, że mam dość własnych dzieci! Najchętniej wysłałabym je na jakieś kolonie, gdzie nie byłoby zasięgu, żeby nie wydzwaniały. Takie myśli nachodzą mnie codziennie. Czy to normalne? Nienawidzę siebie z tego powodu.

Czy da się temu zapobiec?

Katarzyna Półtorak podkreśla, że dobrze jest „złapać” wypalenie w odpowiednim momencie, kiedy pojawiają się pierwsze objawy.

– Zauważyłam, że jak kobiety opisują mi swoje problemy, a ja je nazywam, to już sam ten fakt bardzo im pomaga. Zaczynają rozumieć, że to, co im doskwiera, nie jest jakąś ich fanaberią, którą trzeba przetrwać, tylko że to problem, z którym można sobie poradzić. I w dodatku powszechny. Bo kobiety mają poczucie, że dotyka on tylko je. Po rozmowie ze mną czują ulgę z dwóch powodów: bo inne kobiety też takie stany przeżywają, ale również dlatego, że sobie uświadomiły, że praca w domu może prowadzić do wyczerpania. I że to nie tak jak w przekazie rodzinnym, społecznym: rodzi się dziecko i na mamę spływają umiejętności macierzyńskie – wyjaśnia psycholożka.

Psychologowie podkreślają, że najważniejsze, co może uchronić matki przed wypaleniem, to udzielanie im wsparcia, zadbanie o przyjazną im wioskę. Mimo że współcześni młodzi ojcowie angażują się w opiekę nad dziećmi, to większość matek uważa, że są niezastąpione. Myślą, że skoro ich mama i babcia poradziły sobie w trudnych warunkach, to one też muszą dać radę. Są przy tym przekonane, że radzenie sobie oznacza radzenie sobie samej.

Katarzyna Półtorak: – Kiedy tłumaczę mamom, że poradzić sobie to czasem znaczy poprosić o pomoc, są zdziwione. Powtarzam: „Często najodważniejszą rzeczą, jaką można zrobić, to powiedzieć: »Pomóż mi«. Prosząc o pomoc, nie pokazuje się słabości ani tego, że się odpuszcza czy przegrywa. W ten sposób udowadniamy jedynie, że nam zależy i że nie chcemy się poddać. Zwrócenie się o pomoc jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy zmęczona mama zostaje cały dzień z dzieckiem sama, kiedy rodzina jest daleko, a koleżanki zajęte. Kiedyś w domach wielopokoleniowych zawsze ktoś mógł spojrzeć na dziecko. Teraz oprócz tego, że matki nie mają wsparcia, to jeszcze często czują się samotne.

"Nienawidzę bycia matką..." - dlaczego jest tak dużo "wypalonych matek"?
Ilustracja: Agata Nowicka

Bądźmy życzliwe dla siebie

Dr Dorota Szczygieł przypomina, że wypalonym pracownikom zaleca się czas dla siebie, na przykład między 17 a 18.

– To dobre zalecenie także dla zmęczonych dziećmi matek: pamiętać o sobie, swoich pasjach. W Belgii funkcjonują grupy wsparcia – gdy rodzice czują się wypaleni, mogą liczyć na wieloraką pomoc: w rozwoju kompetencji emocjonalnych, organizacyjnych. Jak słusznie zauważył brytyjski psychoanalityk i pediatra Donald Winnicott, idealne matki nie istnieją, są natomiast te wystarczająco dobre. One cieszą się czasem spędzonym z dziećmi. Tymczasem w badaniach nad wypaleniem rodzicielskim wyszło, że rodzicom zależy głównie na tym, żeby przygotować dzieci do dorosłego życia.

Katarzyna Półtorak apeluje do matek: – Bądźcie dla siebie wyrozumiałe.

Bo matki Polki są na ogół wobec siebie bardzo krytyczne. Wstydzą się tego, że zdarza im się zrobić coś, czego w ich mniemaniu nie powinny robić, na przykład dla świętego spokoju włączyć bajkę. Albo nie zrobić tego, co powinny, na przykład nie ugotować obiadu, tylko nakarmić takim ze słoiczka.

– Matki bardzo przeżywają to, że czasem krzykną na dziecko. Tłumaczę im, skąd to się bierze: bo nie otrzymują wsparcia i z nikim o tym nie rozmawiają. A wiedzę na temat macierzyństwa czerpią z podretuszowanego obrazu matki w mediach społecznościowych. Przeglądają Facebooka i myślą: „Coś jest ze mną nie tak, skoro wszyscy sobie radzą, tylko ja nie”. Media społecznościowe nie są same w sobie przyczyną wypalenia rodzicielskiego, ale czynnikiem ten stan pogłębiającym. Zauważyłam, że kobiety zamiast wewnętrznego przyjaciela mają w sobie wewnętrznego krytyka, który wytyka wszystko, co niezgodne z przekazami rodzinnymi, z tym, jak same były wychowywane – mówi Katarzyna Półtorak.

Zdaniem psycholożki dobrze byłoby się skupić na tym, co dla mnie jako mamy ważne. Bo kiedy robię to, co uważam za swoje, a ktoś próbuje powiedzieć mi coś innego, to jestem w stanie łatwiej się przed tym obronić.

– Dajmy sobie prawo do błędów – apeluje Katarzyna Półtorak. – Pamiętajmy, że na pewne rzeczy mamy wpływ, a na inne nie. Że niektóre strategie mogą działać w jakiejś rodzinie, a w naszej nie. A to dlatego, że nie są zgodne z naszym temperamentem, naszymi przekonaniami dotyczącymi macierzyństwa czy życia w ogóle. Matkom podróżniczkom na przykład zależy na tym, żeby dzieci połknęły bakcyla podróżowania i dorastały w pewnym środowisku kulturowym, a dla innych matek liczy się to, żeby ich dzieci codziennie bezpiecznie lądowały w tym samym łóżeczku. I to też jest OK.

Psycholożka powtarza matkom, żeby uczyły się wybierać. Ale żeby też wiedziały, że każdą decyzję (oprócz tej o urodzeniu dziecka) można zmienić.

– To dla zmęczonych matek nowość, gdy słyszą, że nie muszą być konsekwentne za wszelką cenę. I że dzieciom też służy dostosowywanie się do zmiennych warunków. Gdy to sobie uświadamiają, zmniejsza się ich stres. A mniejszy stres to mniejsze zagrożenie wypaleniem. Niezwykle istotne jest też to, żeby doceniać wysiłki matek. Kiedy rodzi się dziecko, to wszyscy pytają: „Jak maleństwo? Czy dobrze śpi, je? Co mu kupić?”. Mało kto pyta, w czym pomóc matce. Tak naprawdę chodzi o to, żeby ktoś powiedział po prostu: „Jesteś fajną mamą”. Kiedy mówię matkom, że dobrze sobie radzą, to one są wzruszone, bo nikt im tego nie powiedział. Kondycja dzieci zależy od obojga rodziców. Ale jak matka jest wypalona, to cała rodzina nie działa.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>