fbpx

Miłość w biegu

Miłość w biegu
123rf.com

Miłość jest sztuką i jeżeli chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w taki sam sposób jak wówczas, gdy chcemy się nauczyć jakiejkolwiek sztuki, opanować teorię i praktykę. Te słowa Ericha Fromma doskonale nadają się także jako motto współczesnego, zagonionego codziennością człowieka – mówi psychoterapeuta Krzysztof Korona.
Gdy małżeństwo nam się sypie, seks godzi, łagodzi i pozwala przetrwać kryzysy.

W Starachowicach, gdzie mieszkam, prowadzono badania, z których wynika, że na 100 zawieranych małżeństw rozpada się 80. W całej Polsce jest pewnie podobnie. Oto nagle jesteśmy w czołówce Europy, a przed nami są chyba tylko Włochy.

Katolickie kraje. Ciebie to dziwi?

Mnie już mało co dziwi. Jestem terapeutą od ’80 roku, obliczyłem, że liczba ludzi, jakich poznałem na terapiach indywidualnych, w grupach, korespondencyjnie, podczas rozmów w telefonach zaufania, na castingach do programów telewizyjnych i na biznesowych szkoleniach, to około 100 tysięcy. To był przekrój społeczny, od osób z marginesu do celebrytów, ludzi mediów, pracowników wielkich korporacji czy bywalców ośrodków wellness.

I wszyscy ci ludzie uprawiają seks. Ale przecież wiele zmieniło się od początków twojej kariery doradcy. Powszechna jest komórka, e-mail, czas stał się pieniądzem, zaczął się wielki wyścig i bieg.

Seks „na stojąco” jest wyjściem, ale o tym później. Mamy więc coraz mniej czasu na seks i na miłość. One karmią się sobą nawzajem, ale źle znoszą pośpiech. W mojej klasie był kałamarz, uczyłem się kaligrafii, używając stalówki. Potem skończyłem 16 lat, ale czas nadal płynął jakby niespiesznie. Aby napisać list do dziewczyny, potrzebowałem kartki papieru. Zamykało się kopertę, należało polizać znaczek. Potem było długie oczekiwanie.

Teraz klika się, i już.

Za szybko, dlatego ludzie są niedouczeni i „niedomyślani”. Niemal wszyscy moi klienci borykają się z problemem, który nazywam „przedwczesnym wytryskiem wyobraźni”. W ich rozmowach uderza, że tak mało mają do powiedzenia. W związkach brakuje im autentycznych treści, wydarzeń, dramatów: nie wysłała mi SMS-a, nie zastałam go na Sympatii… A co to znaczy? Żyjemy w schizofrenicznym świecie, w którym JA REALNE przeplata się z JA WIRTUALNYM. Obok imienia mamy swój nick. Jak w necie ktoś go „dotknie”, cierpimy tak samo, jakby nam napluto w twarz. Słowa mieszają się, tracą znaczenie, szczególnie te wielkie – mówi się „kocham”, ale co to takiego? To się tak łatwo pisze, klik i leci, gdzie się chce. Ilość czasu spędzanego w Internecie, niszcząca praca powodują, że na budowanie relacji nie ma czasu. Używając nadal komputerowego języka, można powiedzieć, że kiedy następuje w końcu spotkanie w realu, mężczyzna nie potrafi obsługiwać kobiecego programu i na odwrót. Nie ma dzisiaj czasu na rozmowę i na uczestniczenie we wspólnych wydarzeniach, które dają szansę na realne poznanie. A nie da się przeskoczyć pewnych etapów, gdyż mimo badań psychiatrów, psychologów i seksuologów nadal nie wiemy, jak uczyć ludzi tworzenia udanego związku. Dzisiaj szuka się recepty na wszystko, wszędzie są poradniki, testy, ale nic nie zastąpi realnego doświadczenia.

Żyjemy w czasach triumfu psychologii i ujawniania tego, co ukryte. Seks już jest pokazywany w całej swej nagości, znamy każdy jego zakamarek. Tyle było kiedyś niewiedzy i zakłamania. Prawda nas nie wyzwala?

Słowa, wiedza mogą leczyć, ale też szkodzić. Moje badania w 1979 roku dotyczyły związku pomiędzy wiedzą z zakresu seksuologii a stopniem przeżywanej satysfakcji seksualnej. Stwierdziłem, że zbyt duża wiedza, tak samo jak jej brak, potrafi zabijać związek i prowadzić do obniżenia satysfakcji. Moje doświadczenia jako terapeuty pracującego z problemem katastrof emocjonalnych w związkach, dramatem dzieci rozwodzących się rodziców mówią, że mężczyzna i kobieta, podejmując decyzję o byciu razem, chyba nie powinni kierować się miłością.

Okropne jest to, co mówisz. Ale przecież dokładnie tak przed wiekami pisał Michel de Montaigne w swych „Próbach”. By stworzyć stały związek, potrzebny jest rozsądek, miłość go zabija. Kpiłem z niego, że taki mądry, a niemądry, a teraz czasami myślę, że miał trochę racji.

Bo stan zakochania, mówiąc językiem psychiatrii, to syndrom amorosum – swoisty stan psychofizjologicznej psychozy. Jedna myśl przysłania ci inne, myślisz wyłącznie na temat obiektu swoich uniesień, zaczynają się komplikacje w sferze psychicznej – dekoncentracja uwagi, człowiek nie jest w stanie wykonywać prac intelektualnych, odsuwa cele życiowe, które przed zakochaniem były tak ważne. Zanika krytycyzm.

W języku potocznym mawia się, że miłość jest ślepa.

Nic dziwnego, że wady partnera zaczynamy widzieć dopiero po latach. Mam wiele dowodów na to, że właśnie związki zawarte na chłodno, oparte na układach koleżeńskich seksualnie atrakcyjnych dla siebie partnerów są w stanie przetrwać sytuacje kryzysowe. Ludzie nie biorą pod uwagę w chwili zawierania związku konieczności kompromisów, perspektywy rozczarowań i cierpienia. Trafne decyzje, też małżeńskie, podejmuje się w sposób odpowiedzialny. W związku kluczem do sukcesu jest odpowiedzialność. Kiedy mówisz „tak” przed ołtarzem, dopowiedz sobie w myślach: „Jestem gotów także na cierpienie dla ciebie”. Taka postawa nie ma nic wspólnego ani z masochizmem, ani z akceptacją przemocy. To otwartość na rezygnację z własnych przyjemności w imię rodziny. Często motywacją przemocy jest zmuszanie partnera, by zmienił się w taki sposób, by nam było dobrze, przyjemnie i wygodnie, także w seksie. To dlatego kochanie się „w biegu” czy „na stojąco” jest ryzykowne. Trafniejsze na przyszłość mogą być decyzje oparte nie na zasadzie egzaltowanej miłości, ale – odpowiedzialności. Nawet jeśli zakochałeś się w młodej, pięknej kobiecie, dzisiaj jest cudowna, ale jutro może być…

…upiorem.

Tak, i to niekoniecznie dlatego, że miała zawsze zły charakter, ale los sprawił, że zachorowała, stała się inna, czas i sytuacja nas zmieniają. Jak sobie radzić, gdy skazani jesteśmy na bieg? Szybki seks może być udany, ale zwykle potrzebuje celebracji, a więc spokoju i czasu. Nasza cywilizacja gdzieś gna. Nie ma rady, uczmy się uprawiać seks, korzystając z jej zdobyczy: z komórki, Skype’a, kamery w laptopie. Budowanie intymnej relacji w XXI wieku to także cyberseks uprawiany z kochaną żoną, która musiała za pracą wyjechać na koniec Europy. Wielu moich klientów prowadzi firmy rodzinne. Wspólne przebywanie w pracy i domu, związany z tym stres zagrażają wypaleniem miłości. Mądre pary inwestują w podtrzymywanie intymnej więzi, np. tylko we dwoje wyjeżdżają na weekend do hotelu.

Ci, którzy szukają innych rozrywek, np. z wymianą partnerów, wpadają w pułapkę uzależnienia się od zmian i gadżetów. Zaczynają się problemy ze zdrowiem seksualnym. Później nie jest już łatwo wrócić do sypialni i uprawiać seks tylko we dwójkę. Już nie jesteśmy zdolni, by inaczej funkcjonować. Jeżeli zaczynamy korzystać z „mocnych atrakcji”, np. prostytutek, okazuje się, że już nie potrafimy inaczej przeżywać seksualnej satysfakcji. A przecież to wyobraźnia najgłębiej nas stymuluje. Im bardziej dbamy o swe reakcje emocjonalne, tym bardziej budujemy to wszystko, co wiąże się z napięciem, oczekiwaniem, z zagadkowym myśleniem. To właśnie daje szansę, by atrakcyjność związku była odnawiana.

Przejdźmy w końcu do seksu „na stojąco”. Kojarzy mi się z pośpiechem. A mało co ma tak fatalną opinię, jak zbyt szybki koniec.

U ludzi, gdyż u zwierząt to wielka zaleta. Powód, dla którego goryl, miś czy inne zwierzątko ma wytrysk po kilku sekundach od wprowadzenia członka do pochwy, jest zrozumiały. Zwierzątka w trakcie pieszczot są bezbronne i narażone na zjedzenie przez pierwszego lepszego mięsożercę. Preferują więc seks bezpieczny, czyli krótki. Mimo że współczesnemu facetowi atak tygrysa raczej nie grozi, atawistyczna reakcja przyspieszająca ejakulację pozostała.

Jeżeli mężczyzna najczęściej słyszy w podsumowaniu: „znowu się pospieszyłeś, kochanie!”, to ma problem bez względu na to, czy kończy jeszcze przed przyjęciem wygodnej pozycji, czy zmienia pozycję, bo jest mu niewygodnie. Krótko mówiąc, zbyt szybki wytrysk nasienia jest w cywilizowanych społecznościach traktowany jako dowód seksualnej ułomności mężczyzny i brak panowania nad sobą.

Ale cała nasza cywilizacja każe raczej być szybkim, inaczej zje nas nowy drapieżnik – brak czasu. A brak czasu i spokoju staje się seksualnym problemem naszych czasów. I chyba nadal nie do końca rozumiem ideę twego seksu „na stojąco”.

Miłość jest sztuką i jeżeli chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w taki sam sposób jak wówczas, gdy chcemy się nauczyć jakiejkolwiek sztuki – opanować teorię i praktykę. Te słowa Ericha Fromma doskonale nadają się także jako motto współczesnego, zagonionego codziennością człowieka. Czasy kaligrafowania listów miłosnych minęły. I dobrze. Uczmy się wykorzystywać urządzenia przyspieszające przekaz informacji, także w budowaniu relacji intymnych. Miłość „na stojąco” jest faktem. By nie popełniać błędów, nauczmy się na początek koncentracji. Bez opanowania tej sztuki żadna nauka nie jest możliwa.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>