Zakochanie – czym jest i po co się przydarza?

Zakochanie - czym jest i po co się przydarza?
123rf.com

Jak żyć, jak kochać – tego się uczymy, wchodząc relacje z drugim człowiekiem. A zaczynają się one w radosnym uniesieniu, naiwnym zapatrzeniu. Czyli w zakochaniu. Wokół tego zjawiska powstało wiele teorii.
Jedna z definicji zakochania, cytowana za książką Martina Rogersa „Uzdrowić miłość” brzmi: „Zakochanie nie jest autentyczną formą miłości, ponieważ nie jest aktem całkowicie wolnej woli czy wolnego wyboru. Jest bodźcem dla zachowania gatunku, ale nie jest aktem nakierowanym na jego rozwój czy duchowy wzrost. Jest jednak bliskie miłości, ponieważ służy nawiązaniu międzyosobowych więzi, z których może zrodzić się prawdziwa miłość”. Inna jest taka: „Zakochanie jest czymś, co uderza w nas jak światłość i dlatego tak bardzo przypomina przeżycie mistyczne. W istocie nie wiemy, jak ludzie doświadczają obydwu tych rzeczywistości, tak samo jak nie wiadomo dlaczego one zachodzą. Jeśli ktoś jest tak szczęśliwy, że doświadcza ich obydwu, to odwrócenie od nich oznaczałoby wzgardę dla życia”.

Teoria koktajlu miłości utrzymuje, że zakochanie jest jak wypicie substancji chemicznej, w skład której wchodzą społeczne uwarunkowania. Jest to uczucie, które zdarza nam kilka, a nawet więcej razy w życiu. W chwili, gdy patrzymy w oczy ukochanego, chemiczne substancje takie jak dopamina, fenyletamina i oksytocyna, biorą w nas górę i sterują naszym zachowaniem. Rozum ustępuje miejsca chemii. Naukowcy dowodzą, że władza tej chemii może trwać od sześciu miesięcy do sześciu lat. Zakochanie to intensywna relacja, dająca zakochanym złudzenie wieczności tego stanu, pełni, trwania „najszczęśliwszych dni w życiu”.

Elementy, które sprzyjają zakochaniu to: siła podniecenia, uczuciowe uniesienie, cechy ukochanego.Przy pierwszym zafascynowaniu ogromną rolę wydają się odgrywać podobieństwa. Ostanie badania przytoczone przez Martina Rogersa wykazują, że właśnie podobieństwa wydają się istotnym czynnikiem, który powoduje wzajemne zainteresowanie i ułatwia rozwój związku. Zakochani wskazują na podobieństwa swoich rodzin, osobistych cech, sposobów myślenia, celów, zainteresowań, sposobów spędzania wolnego czasu. Jednak, skoro można się zakochać, to i odkochać też się można. Po pewnym czasie zakochanie zaczyna nieuchronnie słabnąć i wtedy nadchodzi czas na prawdziwe tworzenie związku. Psychologia nazywa ten proces „dyscypliną miłości”. Pary zderzają się wtedy albo z rzeczywistością budowania miłości i wzajemnej relacji, albo dochodzi do zerwania. Ludzie przekonują się, czy jest dla nich dość łatwe być razem i budować związek, czy też nie. Na tym etapie miłość staje się codziennością. Według Martina Rogersa, kanadyjskiego psychologa zajmującego się terapią małżeńską i rodzinną, ważniejsze od siły i czasu trwania zakochania jest to czy po latach wspólnej miłości i wspólnego życia polubisz swojego partnera.

Bez względu na to jak wspaniałe jest uczucie zakochania, by związek trwał i rozwijał się, potrzeba czegoś więcej. To budowanie miłości i tworzenie więzi. Od zakochania trzeba przejść do opowiedzenia się za miłością. Martin Rogers dowodzi, że miłość jest rodzajem psychozy, która ujawnia się, gdy przychodzi okazja wypełnienia się naszego życia. Gdy się zakochujemy, staramy się przyciągnąć partnera o określonych cechach. Szukamy dokładnie takich cech, które mogą ukoić nierozwiązane problemy czy zranienia naszego dzieciństwa. Szukamy wypełnienia tych naszych niezaspokojonych potrzeb przez naszego partnera, najczęściej na poziomie nieświadomości. Partnerzy działają jakby „w zmowie”, aby odtworzyć schematy zachowań w swoich dotychczasowych bliskich więziach rodzinnych. Cechy, które na początku przyciągnęły partnerów do siebie, mogą zamienić się w sedno ich problemów, kiedy kończy się zakochanie. Rogers nazywa ten proces tańcem zranień. Podaje przykłady, z jakimi zetknął się w swojej pracy w klinice, a które wskazują na przystawalność początkowej fascynacji i tkwiącego w nas wcześniej zranienia. I tak początkowe zauroczenie mężczyzną, który był taki towarzyski i świetnie umiał się bawić, zamienia się w krytykę kogoś, kto jako dziecko nie miał żadnych obowiązków i był rozpieszczany przez matkę. Albo fascynacja kobietą, która zawsze była pomocna i umiała wszystko doskonale zorganizować, przechodzi w określanie jej jako kogoś, kto jako dziecko był nadmiernie odpowiedzialny, bo musiał opiekować się młodszym rodzeństwem.

Kompulsywny proces zakochania pozostanie dla nas całkowicie niezrozumiały, jeśli nie sięgniemy do przeszłości i nie przyjrzymy się naszym obecnym cechom jako trwającym w nas skutkom dzieciństwa. Na to wpadł już Freud, który zauważył, że kobieta zakochuje się w mężczyźnie podobnym do ojca albo będącym jego przeciwieństwem. A mężczyzna wybiera sobie kobietę przypominająca mu matkę. W pierwszym porywie uczucia szukamy partnera, który potrafi mówić, że zaradzi temu nieznanemu i znanemu bólowi, którego doświadczamy na skutek doświadczanych w dzieciństwie zranień. Jednym z celów relacji miłości jest uświadomienie sobie swoich zranień, aby następnie rozpocząć proces uzdrowienia. Nazywa się to „świadomym małżeństwem”.

Jutro druga część artykułu – Zakochanie i co dalej?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze