fbpx

Piersi są przede wszystkim dla samej kobiety

Piersi są przede wszystkim dla samej kobiety
Piersi – symbol kobiecości, erotyczne i matczyne. (Fot. iStock)

Budzą emocje: ekscytację, dumę, frustrację, pożądanie… Piersi – symbol kobiecości, erotyczne i matczyne zarazem. Nauczycielka tantry, Alicja Sonia Bednarek podpowiada, jak otworzyć się na płynącą z nich energię.

Z jednej strony reklamy epatują nagimi biustami, z drugiej – widok karmiącej kobiety budzi zgorszenie, a media społecznościowe banują zdjęcia z widocznym sutkiem…
W naszym świecie panuje dychotomia i zwykle postrzegamy piersi albo w kategoriach erotycznych, albo rodzicielskich. A wbrew temu, czego się nas uczy, piersi nie są tylko dla kogoś: dla dziecka czy ukochanego. W pierwszej kolejności są dla samej kobiety. Według tantry to właśnie one odżywiają nas energią, którą później możemy dzielić się z innymi. Jest coś bardzo intymnego w naszym kontakcie z piersiami, które są najwrażliwszą częścią kobiecego ciała. Za ich pośrednictwem jesteśmy w stanie usłyszeć głos swojego wnętrza, poczuć pulsujące w nich odżywienie i spokój.

Nie wydaje mi się, żebyśmy to współcześnie potrafiły… Statystyki mówią, że aż 70 proc. kobiet jest niezadowolonych z wyglądu swoich piersi.
Kiedy w tantrze uczymy się intymnego kontaktu z piersiami, ocena, osąd, krytyka, oczekiwania i przekonania – schodzą na dalszy plan, bo jesteśmy w innej warstwie komunikacji, tej delikatniejszej, subtelniejszej i bardziej otwartej. Nie da się jednak ukryć, że dla wielu kobiet piersi są powodem zarówno do dumy, jak i frustracji. I to już od momentu, kiedy zaczynają rosnąć, w okresie dojrzewania. Upoetyzowane i niewybrednie komentowane… Portal erotycznej intymności… Wyraz miłości matczynej… Publiczne, uprzedmiotowione narzędzie sprzedaży i reklamy… w dodatku o ściśle określonym wyglądzie i kształcie. Tymczasem kiedy kobiety odsłaniają przed sobą piersi, pojawia się zdziwienie: jakie one są różne! Warto to wiedzieć. Dzięki temu przestajemy żyć w przekonaniu, że wszystkie kobiety mają idealne piersi, tylko ja nie. To samo w sobie jest już bardzo uzdrawiające.

Wydaje mi się, że trochę inaczej postrzegamy piersi w zależności od płci. Według badań tylko 25 proc. kobiet i już 40 proc. mężczyzn – preferuje duże piersi.
Bywa, że kobiety z dużymi piersiami obawiają się, że mężczyzna wybrał je właśnie ze względu na rozmiar biustu. Jeśli jesteśmy w relacji miłosnej, wystarczy mu o tym powiedzieć. Partner, dla którego ważna jest jakość tej relacji, na pewno weźmie to pod uwagę. Wtedy będzie mógł piękniej nam towarzyszyć w przyjmowaniu ich i kochaniu takimi jakie są, w miłosnych pieszczotach czy w dedykowanej im praktyce.

Na czym ona polega?
Na przykład można oddechem wsiąknąć mocniej w swoje wnętrze i położyć obie dłonie na piersiach. Kiedy poczujemy, że jesteśmy gotowe, pozwalamy piersiom „mówić” naszymi ustami, zaczynając od słów „My, twoje piersi, chcemy… tęsknimy za… potrzebujemy” – koniecznie w liczbie mnogiej. Taka praktyka będzie miała jeszcze większą moc w towarzystwie ukochanej osoby czy bliskiej kobiety, która bez komentowania, weryfikowania czy dopytywania będzie nam towarzyszyła w tym procesie. Jeśli robimy ją w parze, w drugiej części praktyki mówi druga osoba – najpiękniejszymi słowami celebrując nasze piersi, a my je przyjmujemy.

Sama polubiłam swoje piersi dopiero przy obecnym partnerze, którego zdaniem są „śliczne”. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy takie określenie, ale postanowiłam się z nim zgodzić. W jaki sposób mężczyzna może obudzić kobietę na piękno jej piersi?
Nawet najbardziej zakochany, namiętny mężczyzna nie sprawi, że pokochamy swoje piersi, jeśli same nie będziemy na to gotowe. Oczywiście, jego towarzyszenie w tym procesie na najpiękniejsze sposoby jest niezwykle ważne, cenne i wspierające. Ale to nie on mówi to wewnętrzne „tak” na otwarcie się na swoje ciało, seksualność i piękno, tylko kobieta. Przyjmujmy uwielbienie od mężczyzny, ale nie odejmujmy sobie mocy i sprawczości w kontaktach z własnym ciałem.

By mieć „idealne” piersi, nierzadko poddajemy je bolesnym zabiegom, operacjom powiększania lub zmniejszania. Czy to wpływa jakoś na naszą energię?
Każda ingerencja wpływa na piersi, zmienia połączenia nerwowe, a to zawsze będzie miało wpływ na ich energię, która dalej jest i płynie, ale nieco zmieniona. Poza wyjątkowymi sytuacjami, na przykład kiedy operacja oferuje odzyskanie piersi usuniętych w wyniku choroby, wyczuwam tu ogromną tęsknotę za połączeniem ze źródłem swojej kobiecości, realizowaną zewnętrznymi metodami. Nie zajmowałybyśmy się tym na tak wymyślne sposoby, nie decydowały na tak ingerujące w ciało zabiegi, gdybyśmy nie czuły, że jest w nich coś dla nas niezwykle istotnego, że piersi to dar, przejście do jakiejś tajemnicy kobiecości. Ale żadna operacja, przeprowadzona w celu spełnienia jakiegoś kanonu piękna, nie pomoże, jeśli nie spróbujemy nawiązać z piersiami głębszego kontaktu.

A jak w takim razie choroby piersi, których skutkiem jest mastektomia, wpływają na kobiecą seksualność?
W naszej kulturze piersi, oprócz erotyki i macierzyństwa, kojarzą się z chorobą. Ich dotykanie często sklejone jest z lękiem, ponieważ to na tym obszarze najczęściej kobiety zapadają na raka. Jednak choć po mastektomii cieleśnie nie mamy już piersi, energetycznie one wciąż istnieją. Bardzo wzruszyła mnie informacja, że kobiety po mastektomii nadal mogą energetycznie odczuwać swoje piersi, a nawet – wraz z partnerem – je pieścić. Można też na to spojrzeć szerzej. Jeśli jesteśmy w kontakcie ze swoimi piersiami, możemy reagować na energetyczny dotyk drugiej osoby nawet na odległość. To nie są żadne czary-mary, po prostu gdy pogłębiamy odczuwanie świata ciałem, otwieramy siebie także na świat energii.

Dlaczego więc tak wiele kobiet nie lubi dotykania piersi podczas zbliżenia seksualnego?
Piersi są tą częścią kobiecego ciała, która zaciera różnicę między miłością erotyczną a bezwarunkową, co samo w sobie może budzić dyskomfort, zwłaszcza u kobiet karmiących. Są też najsubtelniejszą częścią naszego ciała i jednocześnie bramą do kobiecego serca. A to w nim są zmagazynowane wszystkie nasze miłosne doświadczenia, także te bolesne. Dotykając piersi, dotykamy tych historii. Ale także codziennych napięć, znieczuleń, stresu. Stąd nawet podczas czułego dotykania mogą pojawiać się takie odczucia, jak złość, rozdrażnienie, ból, chęć wycofania, łzy, a nawet lekkie mdłości. Wtedy warto pozwolić sobie poczuć to, co się pojawia, i z czułością objąć siebie taką, jaką jesteśmy. I w swoim rytmie, ponownie przyjmować ulubiony dotyk. Sama kiedyś uważałam, że nie mam wrażliwych piersi, jakby były zamknięte. Wystarczyło jednak znaleźć jedno miejsce, które było czułe na pewien rodzaj dotyku, by pod jego wpływem całe zaczęły się otwierać, rozpuszczać, zupełnie tak jak kostka cukru w szklance wody.

Mam poczucie, że nasz kontakt z piersiami może zakłócać czysta fizjologia. Moje piersi na tydzień przed okresem stają się obolałe i obrzęknięte, nie mieszczą się w staniku, jest mi z nimi niewygodnie…
Są podejścia, które twierdzą, że PMS nie leży w naturze kobiecego ciała. A jednak tak wiele z nas go odczuwa. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach w większości doświadczamy zbyt wiele bodźców, by je na bieżąco przetwarzać i wracać do stanu rozluźnienia. Żyjemy w stanie permanentnego stresu, co objawia się w funkcjonowaniu naszego ciała, także w napięciach, które gromadzą się w piersiach. Również emocje, których nie udało nam się na bieżąco przeżyć, przybierają na sile tuż przed miesiączką. Dlatego warto uczyć się bycia z energią swoich emocji, a więc sposobów, które pomagają nam świadomie nawigować ich energią – zamiast ją tłumić. A jeśli chodzi o bolesność piersi, najlepszym naturalnym remedium jest masaż. Najprostszy oferuje tradycja tao. Masujemy obie piersi jednocześnie, 36 razy okrężnymi ruchami – na zewnątrz, potem do wewnątrz, znów na zewnątrz i ostatni raz do wewnątrz. Jeśli w piersiach czujemy napięcie, kończymy masaż dodatkowymi kilkoma ruchami na zewnątrz. W skróconej wersji można wykonać dziewięć powtórzeń. To dosyć techniczna metoda, ale jeśli potraktujemy ją jako wyraz miłości do siebie, dla rozkwitu naszych piersi, ich piękna, zdrowia i rozluźnienia – efekty mogą być niesamowite. Ten masaż pobudza przepływ limfy, która odprowadza zanieczyszczenia z piersi. Dodatkowo, odżywiamy łono, rozluźniamy je, dzięki czemu PMS zdecydowanie łagodnieje. Warto wprowadzić taki masaż do codziennych rytuałów dbania o siebie i wykonywać go na przykład pięć razy w tygodniu. W efekcie bardzo szybko, z miesiąca na miesiąc, będziemy umiały same sobie przynieść ulgę. A nasze piersi będą bardziej żywe, jędrne i pulsujące magnetyczną i miłosną energią.

Alicja Sonia Bednarek, jogini i propagatorka kobiecej świadomości. Prowadzi warsztaty głównie dla kobiet inspirowane tradycją tantry. Autorka ebooka „Piersi Bogini”, do bezpłatnego pobrania na shaktionline.pl/inspiracje-bogini-dostep.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze