1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

Tantra, czyli równość. Rozmowa z Zosią i Dawidem Rzepeckimi

Zosia i Dawid Rzepeccy, terapeuci zajmujący się związkami i ich intymnym rozwojem. W swojej praktyce czerpią z mądrości Wschodu oraz z nowoczesnych form psychoterapii. (Fot. Ewa Przedpełska)
O tym, jak doświadczyć spotkania z boskością seksu, by wzmocnić swój związek, mówią autorzy warsztatów poświęconych tantrze – Zosia i Dawid Rzepeccy.

Warsztaty tantry kojarzą się z rodzajem wyrafinowanego, bo opatrzonego duchowym komentarzem, swingowania. A czym naprawdę są?
Dawid Rzepecki: Mierzymy się z tym, że czasami ludzie uważają seks tantryczny za orgię. W dodatku większość tantry jest poli­amoryczna. My jednak pracujemy głównie z parami, bo to otwiera przed nami i naszymi kursantami niezwykłe możliwości. Naszą misją jest więc wspieranie par w budowaniu długoterminowych relacji, do czego używamy narzędzi tantry. Ludzie myślą więc, że przychodzą po superseks, a tak naprawdę przychodzą po spotkanie ze sobą. Bo tantra to droga do poszerzania świadomości.

Zosia Rzepecka: Mężczyźni faktycznie często zapraszają na nasze warsztaty partnerki, bo myślą: „Pojedziemy na seks tantryczny, to może żonie będzie się chciało więcej kochać”. Kobiety z kolei przyprowadzają partnerów, gdy chcą, aby ich seks był jakościowo inny. Pary przyjeżdżają więc uprawiać seks, a tymczasem my im dużo mówimy o komunikacji, o czułości. Dlaczego? Po to, aby mogli się ze sobą spotkać, często pierwszy raz, i to zanim wejdą do łóżka. A to warunek zmiany, doświadczenia czegoś więcej w seksie. Pary wyjeżdżają więc z warsztatów z pełnym pakietem tego, co im jest potrzebne, żeby żyć razem długo i szczęśliwie, oraz z nowym spojrzeniem na energię seksualną.

To znacznie więcej, niżby mieli, wyjeżdżając tylko ze wspomnieniem orgii. A jakich narzędzi używacie, aby zmienić spojrzenie na energię seksualną?
Dawid: Zapraszamy uczestników w podróż, bo na jej metaforze oparte są nasze warsztaty. Ja ruszam w nią z mężczyznami, a Zosia – z kobietami. Założeniem niezbędnym w tej podróży jest to, że w każdym z nas mieszka wewnętrzny głos mówiący o energii seksualnej. Ten głos ma swoją podmiotowość i boski aspekt. Podróż z kolei to zbliżanie się do tego głosu, do tajemnicy seksualnej energii, o której mówi. Aby usłyszeć ten głos, mężczyzna musi wyruszyć w podróż na spotkanie z boginią, która mieszka w kobiecie i która wyraża się poprzez seksualność. Początkiem męskiej podróży jest burza mózgów, podczas której wspólnie mamy stworzyć scenariusz spotkania z boginią. Kolejny etap polega na przygotowaniu mężczyzn do tego spotkania, a więc by odczuwali szacunek i pokorę, byli uważni i ciekawi boskiej tajemnicy, która mieszka w kobiecie.

Zanim pójdziemy dalej: w czym tantra upatruje boskość seksualności?
Dawid: Choćby w tym, że energia seksualna jest elementem energii życiowej, skoro służy prokreacji, powstaniu nowego życia, czyli kreacji. Można więc założyć, że jeśli podczas medytacji zanurzamy się w energii seksualnej, to zanurzamy się w źródle kreacji, którą w tantrze pojmujemy jako boskość.
Założenie o świętym aspekcie seksualności daje uczestnikom warsztatów nową perspektywę. Nawet jeśli nie wierzą, że w seksie jest świętość, to skoro przyjechali po to, żeby mieć lepszy seks, mają silną motywację, żeby spróbować czegoś nowego. A jeśli ten punkt widzenia przyjmą, to zrobili pierwszy krok do tego, aby ich podejście do energii seksualnej zmieniło się z przedmiotowego na podmiotowy.

Jak pracujesz z kobietami nad tą zmianą spojrzenia na seksualność?
Zosia: Opowiadam im o naszej joni, czyli kobiecej świętej przestrzeni, miejscu, gdzie mieszka bogini. Wspominam, że u mężczyzny ta przestrzeń to lingam, berło światła. Dzięki tym sanskryckim słowom łatwiej nam rozmawiać. Mówię, że choć może się im wydawać, iż straciły dostęp do tej energii życiowej albo że została im ona odebrana, to tak naprawdę ona jest, dosłownie na wyciągnięcie ręki, w joni. Mogą się więc z nią skontaktować, a to ma ogromne znaczenie, bo tantra pokazuje, jak ważne jest dla kobiet to, żeby poznały świątynię bogini. Zwłaszcza że kobiety często oczekują od mężczyzn, żeby to oni dbali o kobiecą rozkosz. Ale jak to ma się mężczyznom udać, kiedy kobiety same nie wiedzą, co im może dać przyjemność?

Czym poznanie joni różni się od masturbacji?
Zosia: Masturbacja to tylko proste rozładowanie napięcia. Nie ma w nim miejsca na zastanowienie się nad tym, czego tak naprawdę kobieta potrzebuje. W spotkaniu z joni nie chodzi o to, aby się dotykać, tylko o to, aby kobieta skontaktowała się ze sobą, sięgnęła głębiej. Dlatego kobieta kładzie jedną dłoń na joni, a drugą na sercu, aby wejść w stan medytacji i wyobrazić sobie, że w świątyni pod jej palcami mieszka bogini. Wsłuchuje się w to, co bogini chce jej powiedzieć, i w to, co ona sama chciałaby przekazać joni. Może zechce przeprosić ją za to, że jej nie szanowała? A może podziękować za urodzenie dziecka?

Co się dzieje, kiedy kobiety medytują z joni?
Zosia: Milcząc, wchodzą w wewnętrzny monolog. Zdarza się też, że płaczą. A kiedy potem usiądziemy w kręgu, często przyznają, że dotknęły dawnych zranień. Opowiadam im wtedy o bohaterze, który poszukuje tajemnicy i znajduje grotę, gdzie mieszka bogini. Pytam kobiety, co czują, kiedy zidentyfikują się z tą boginią. I dalej: Czego bogini mieszkająca w nich potrzebuje, aby objawić się temu mężczyźnie? Nie zniknąć, ale się z nim spotkać.

Dawid: Ten mężczyzna nie przychodzi z mieczem, żeby siać przemoc, tylko żeby złożyć pełen szacunku pokłon. On już wie, że w tej kobiecie mieszka święta tajemnica. Nawet jeśli kobieta w to wątpi, to jego pokłon pomoże jej doświadczyć tego, że ma w sobie boginię.
Mężczyzna się skłoni i będzie czekał na jej gotowość do spotkania z nim. Będzie czekał w medytacyjnej obecności, bo odrzucił już ego, które miało cel: zdobyć seksualnie boginię. On już wie, że nie o seks tu chodzi.

Skoro nie chodzi o seks, to o co?
Dawid: Mężczyźni myślą, że te przygody prowadzą ich do seksu, i to im daje motywację. Muszą jednak porzucić oczekiwania, bo za nimi idzie presja. A presja jest dla kobiet aseksualna. Przekazuję mężczyznom to, że jak odpuszczą, to stworzą przestrzeń dla partnerki, żeby z własnej woli powiedziała: chcę. A jakość miłosnego spotkania zależy od tego, aby kobieta naprawdę go chciała.

Zosia: Kiedy kobieta czuje, że mężczyzna będzie czekał u wrót groty, aż ona będzie gotowa – nabiera zaufania i czuje się bezpiecznie. A wtedy może otworzyć swoje serce. Sam moment pokłonu często uwalnia trudne emocje, opowieści o tym, jak kobiecie było ciężko, kiedy doświadczyła przemocy czy na przykład straciła ciążę. Z założenia przemawia wtedy przez nią bogini i to dodaje jej śmiałości. Kobieta potrzebuje dotknąć i utulić swoje zranienie, inaczej nie poczuje się bezpieczna w przestrzeni seksualnej. Konieczne jest więc dotknięcie tej rany, opłakanie jej, opowiedzenie partnerowi o bólu i lęku, jaki z niej płynie.

Ale jak mężczyzna zareaguje, słysząc o tym, czego doświadczyła jego partnerka?
Dawid: Jest uprzedzony i przygotowany do tego, że może być piorunochronem dla zranień kobiety. Nie tylko tych, które on sam jej zadał, ale także tych, które zadali jego poprzednicy, a nawet tych, które doświadczyły jej przodkinie. Wie też, że wysłuchanie i przyjęcie ma moc leczącą, uwalniającą – co jest niezwykle ważne, bo kobieta zraniona przez mężczyznę będzie się bała męskiej energii życiowej, nie tylko seksualnej.

Zosia: Doświadczenie przemocy zamyka na bliskość także seksualną. Odcina kobietę od seksualnej mocy. Jej efektem jest skupienie się na tym, jak nie dać się ponownie zranić. Jeśli partner wysłucha i przyjmie bolesne doświadczenie kobiety, niezwykle to ich do siebie zbliży. Zbuduje zaufanie, które przełoży się także na to, że kobieta będzie miała większą śmiałość w seksie i wejdzie w swoją dzikość bez obaw o to, jak zostanie przyjęta i oceniona.

A co mężczyzna napotka w tej podróży?
Zosia: Przygotowuje kobietę do tego, żeby przyjęła pokłon mężczyzny, poczuła, jak wiele jej to daje, jak ten pokłon wspiera ją w tym, aby odnalazła w sobie boginię, poczuła swoją boskość. Przygotowuje ją także do tego, aby dzięki temu doświadczeniu zrozumiała, że mężczyźnie taki pokłon także jest potrzebny. On również ma w sobie aspekt boski, a kobieta może mu pomóc to przyjąć. Dla wielu kobiet jednak pokłon przed lingamem to niezwykle trudne doświadczenie. Seksualność mężczyzny jest dla wielu z nich źródłem opresji albo symbolem mechanicznego seksu.

Dawid: Tantra mówi o równowadze pierwiastka męskiego i kobiecego. A więc tylko wtedy możemy osiągnąć w niej jakieś rezultaty, kiedy uznamy tę równość. Zwłaszcza że w kobiecie tkwi również aspekt męski, a w mężczyźnie kobiecy.
Świętość męskiej energii seksualnej jest chyba tabu, skoro nie wiemy na czym polega?

Dawid: Męska duchowość ujawnia się poprzez otwarcie serca, doświadczenie pełnej empatii. A więc odrzucenie modelu macho, tego, kto albo bierze kobietę, albo ma za zadanie zrobić kobiecie orgazm. A że model macho jest popularny w naszej kulturze, to ci, którzy przyjeżdżają do nas, bo pragną więcej męskości, są zdziwieni, kiedy dowiadują się, że w drodze do niej potrzebują przyjąć, zaakceptować i pogłębić wrażliwość. Przecież nauczeni zostali – przez pornografię i starszych kolegów – czegoś innego.

Zosia: Mężczyzna nie nadużyje kobiety, kiedy ma kontakt ze swoim ciałem, ze swoją wrażliwością. Musi być odcięty od serca, żeby zrobić krzywdę.

Dawid: Ta podróż, którą mężczyźni odbywają na naszych warsztatach, pozwala im odkryć świętość swojej seksualności. Dowiadują się najpierw od swoich kobiet, jak bolesne może być dla nich spotkanie z męskością macho. Odkrywają jednak także i to, ile ich samych kosztowało zamknięcie serca. Dla wielu mężczyzn to druzgoczące doświadczenie, kiedy zrozumieją, że nadużywali także siebie, bo nie mieli kontaktu z tym, co się dzieje w ich głębi. Po takim doświadczeniu stosunek do seksualności nie jest już taki sam.
Dopiero przekroczenie tych progów otwiera mężczyznę na głębsze doświadczenie seksualne. Pokłon kobiecy pomaga odzyskać podmiotowość męskiej seksualności. A wtedy już z miejsca: zatrzymania, szacunku, skupienia i uznania tajemnicy, mężczyźni mogą zrobić kolejny krok, jakim jest choćby masaż partnerki.

A co z orgazmem kobiety, czyli z popularną ideą amerykańskiego seksuologa oddaną w tytule jego książki: „Jej orgazm najpierw”?
Dawid: Dwoje ludzi ma się spotkać, tu i teraz. Wtedy możliwe staje się doświadczenie miłości, która nie jest afektem, zmiennym: kocham/nie kocham. Jest obecnością i spotkaniem. Jeśli celem jest orgazm, to nie ma spotkania. Ale też istotą seksu tantrycznego jest skupienie na tym, co tu i teraz, czyli na tym jednym oddechu, na tym jednym ruchu, na tym jednym bezruchu. Droga jest celem. Tylko wtedy można doświadczyć prawdziwego zjednoczenia.

Kiedy mężczyzna słyszy, że nie musi dać kobiecie orgazmu, czuje ogromną ulgę! W pracy ma masę zadań, masę projektów. Wraca do domu, a tu kolejny projekt: jej orgazm najpierw. Woli pooglądać telewizję i wypić piwo. Kiedy jednak zrzuci z siebie bagaż oczekiwań, kostium supermacho, to może się rozluźnić i otworzyć serce. A męskie serca są olbrzymie, empatyczne. Wtedy dopiero widzi rzeczywistość innymi oczyma. To jest duchowość.

Zofia: Pokłon przed mężczyzną może kobiecie uświadomić, że ona też traktuje go przedmiotowo, że myśli, że on chce tylko wleźć na nią i zleźć, że jej nie widzi! Ale czy ona widzi jego? Kobiety podczas naszych warsztatów także zaczynają dostrzegać, że bywają źródłem cierpienia dla mężczyzn i dla siebie.

Czy po tym wszystkim dochodzi do miłosnego spotkania, które jest jakościowo inne?
Dawid: To wszystko, co robimy na kursie, prowadzi do spotkania cielesnego, które może, ale nie musi być seksualne.
Zofia: Oczywiście, przedstawiamy na naszych warsztatach także różne tantryczne techniki po to, aby seks był dla naszych kursantów czymś więcej niż tylko obcieraniem się o siebie. Jedna z nich to medytacja w bezruchu. Jesteśmy przyzwyczajeni, że seks to ciągły ruch, tymczasem drogą do spotkania na duchowym poziomie bywa jego zatrzymanie.

Czy mitem są opowieści o kosmicznym tantrycznym seksie?
Dawid: Istnieje tantra starożytna, która dysponuje mapą energetyczną ludzkiego ciała i zaawansowanymi technikami umożliwiającymi wizualizację przepływu energii między czakrami. Czakry są jak struny wibrujące na różnych częstotliwościach. Ja i Zosia – gdy chcemy zagrać koncert – musimy być nastrojeni i zestrojeni. Każda struna, czyli każdy czakram, stroimy poprzez wizualizację i oddech. A potem podczas spotkania wyobrażamy sobie, że oddech nie płynie z naszych ust, ale poprzez czakry. W ten sposób wymieniamy się energią pomiędzy naszymi czakrami. Kochamy się energetycznie, osiągając wielokrotne orgazmy, nawet bez kontaktu joni i lingama.

Zofia: W samym seksie tantrycznym możliwe są też orgazmy dolinowe, czyli przychodzące w efekcie rozluźnienia, a nie napięcia, i płynące falami ekstatycznymi z rdzenia kręgowego przez całe ciało. Tantra uczy, jak osiągnąć więcej. Wiem na przykład, że energii nie muszę używać tylko do tego, żeby ruszać się coraz szybciej. Mogę oddychać, kierując energię tak, żeby nie wychodziła tylko poprzez seks, ale dochodziła do serca, płynęła do świadomości. Wtedy rodzi się we mnie poczucie jedności z Dawidem, a potem oboje znikamy i jest już tylko pulsująca energia, która w tej sekundzie rodzi cały wszechświat.

Zosia i Dawid Rzepeccy będą prelegentami tegorocznego Festiwalu Wibracje. Obok nich wystąpi jeszcze 150 prelegentów oraz ponad 50 muzyków; https://wibracje.com.pl/program/

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze