1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Danuta Stenka -Tworzę sobie wyspy spokoju

Danuta Stenka -Tworzę sobie wyspy spokoju

Pokazała wiele twarzy, grając skrajnie różne role. I wiele różnych siebie na rozmaitych etapach życia. Ostatnio dociera do prawdziwej Danki. Danuta Stenka opowiada nam, jak wraca do porzuconych przed laty drogowskazów rodziców, uwalnia się od sytuacji, gdy bywała „popsutą mamą”. I o tym, że możliwe jest bycie żoną z 20-letnim stażem, a przy tym flirciarą.

– Patrząc na różne pani wcielenia, można mieć wątpliwości, że jest jedna Danuta Stenka. Jest?

– O nie! Dotarło to do mnie wiele lat temu. I co ciekawe, wcale nie wtedy, kiedy po raz pierwszy wyfrunęłam z domu do liceum i zamieszkałam w internacie. Stało się to dopiero po maturze i roku pracy w mojej gowidlińskiej podstawówce, kiedy po raz kolejny opuściłam dom i zaczęłam naukę w Studium Aktorskim w Gdańsku. Podczas pierwszych wakacji wpadł do mnie, do Gowidlina, przyjaciel ze studium. Pamiętam, jak któregoś dnia powiedział: „Słuchaj, ty jesteś kompletnie innym człowiekiem tu, w Gowidlinie, a zupełnie innym w Gdańsku”. I rzeczywiście tak było. W Gdańsku pojawił się nowy kolor w moim życiu, dopuściłam do głosu nową siebie.

– Jaką?

– Bardziej otwartą, ciekawą ludzi i świata, a przede wszystkim samej siebie. Pierwsza ja była grzeczną córeczką mamusi i tatusia, która wiedziała, że z dróg przez nich wytyczonych nie należy zbaczać. A ta druga zaczęła badać nieznane rejony. Tamta była uformowana, a ta próbowała rozbić skorupę, która ją ograniczała.

– Było trudno?

– Na początku piekielnie trudno, bo miałam wrażenie, że jestem zdrajczynią własnych rodziców, że robię im krzywdę, że unieważniam całą ich nade mną pracę.

– Czym niby miała pani to unieważniać?

– Tym, że nie trzymam się ich drogowskazów. A do tego jestem oszustką – kiedy tylko znajdowałam się poza zasięgiem ich wzroku i ucha, natychmiast wchodziłam w buty nowej Danki. Najsmutniejsze było to, że przede wszystkim oszukiwałam siebie – żyłam takim życiem, jakiego w danym momencie i miejscu ode mnie oczekiwano. Walczyłam z gębą grzecznej panienki, ale byłam całkowicie bezbronna wobec nowych gąb, które doprawiało mi nowe otoczenie. Nie wiem, nie pamiętam, co sprawiło, że zaczęłam szukać siebie w tym dość bogatym zestawie Danuś na każdą okoliczność. Wydaje mi się, że była to lektura „Przebudzenia” de Mello. I tak krok po kroku, coraz bardziej świadomie, zaczęłam stąpać swoją własną drogą, zaczęłam mówić własnym głosem. Przez długi czas, przyjeżdżając do domu, wolałam raczej nie przyznawać się, że się z czymś nie zgadzam, że myślę inaczej, żeby nie sprawiać rodzicom przykrości, ale już nie przytakiwałam. Aż któregoś dnia tak się zdarzyło – nie pamiętam sytuacji, tylko to uczucie – że zachowałam się po prostu tak, jak czułam, że byłam sobą, tą ze środka, że wyłamałam się z ramek, w których sztucznie tkwiłam oprawiona podług przepisu mamy i taty.

– I świat się nie zawalił.

– Świat się otworzył. Zauważyłam, że jeśli nie próbuję swoim życiem spełniać oczekiwań innych, a nawet jeśli robię coś wbrew oczekiwaniom otoczenia, a jestem w zgodzie ze sobą, nie cierpię, jestem spokojna. A co najciekawsze, po latach drogowskazy rodziców w większości stały się niezwykle cenne. Ale dopiero teraz, kiedy spośród wielu świadomie wybieram właśnie te ich, zaczynają naprawdę działać.

– Jak zareagowali na tę zmianę rodzice?

– Tato zmarł kilka lat temu, a mama przyjmuje mnie taką, jaka jestem. Ani nie próbuje mnie lepić na nowo, ani nie wykazuje obojętności. Jest po prostu matką, która czuje się za mnie i mojego brata odpowiedzialna. I jeśli coś ją niepokoi, mówi o tym. Nie będzie niczego narzucała, domagała się, ale będzie mówiła tak długo, aż ją zrozumiemy, i również słuchała tak długo, aż zrozumie nas. Jakiś czas temu w rozmowie telefonicznej powiedziała, że strasznie się denerwuje z powodu mojej roli w „Fedrze”, że się o mnie boi. Na początku kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi.

– Ale pani wyjaśnienia przekonały mamę.

– Przyznam, że wtedy po raz pierwszy oddałam słuchawkę mężowi. Nie mogłyśmy się zrozumieć. Ale dokończyłyśmy tę rozmowę w czasie wakacji. I cóż się wtedy okazało? Ktoś napisał do mamy anonim, w którym donosił, że wyrządzam tą rolą bardzo wiele zła. I ona zareagowała jak matka, która nie chce, żeby jej dziecko siało zło. Tuż przed przyjazdem na te wakacje wybuchła nowa afera związana ze zdjęciami do filmu „Idealny facet dla mojej dziewczyny” kręconymi w Częstochowie. Zarzucano, że film kala święte miejsce, media katolickie odsądzały twórców od czci i wiary. A mama czyta prasę katolicką, więc się znów zaniepokoiła. Jadąc tam, pomyślałam sobie: nie mam potrzeby się tłumaczyć, nie czuję się winna. Ale odbyłyśmy bardzo ciekawą rozmowę na temat moich wyborów zawodowych, mojej wiary... Chyba po raz pierwszy tak wyraźnie się określiłam, że nie chcę, z wszelkimi konsekwencjami, żyć według tego, „co ludzie powiedzą”. Ta rozmowa uświadomiła mi też, że mama ma piekielnie trudną sytuację, bo i cała wieś, i rodzina czytają kolorowe pisemka i przyjmują za prawdę wszystko, co jest w nich napisane. A ona jest bezbronna, bo wie tyle, co jej powiedzą.

– Na przykład, że ma pani romans.

– Na przykład. W jednym z plotkarskich pism zamieszczono zdjęcie z jakiejś imprezy, na której tańczyłam z pewnym mężczyzną. Komentarz był następujący: Wygląda na to, że małżeństwo się rozsypuje. A to był mój kolega, z którym po prostu uwielbiam tańczyć. Mama nie ma więc łatwo, bo ciocie pytają: „Czy rzeczywiście u nich jest tak źle?”. A jakby tego było mało, przyjechałam do Gowidlina sama z córkami, bo Janusz opiekował się umierającym ojcem, no i na dodatek zapomniałam założyć obrączkę, którą zdjęłam przed spektaklem (śmiech). Mama pozwala mi iść własną drogą, ale do końca życia będzie czuła się odpowiedzialna za to, jakim jestem człowiekiem.

– Gra pani w filmach artystycznych, jest aktorką Teatru Narodowego, widzimy panią też w komediach romantycznych i reklamach. Niekonsekwencja? Przypadek?

– Przypadek też odgrywa dużą rolę, ale chyba najsilniejszym motorem moich decyzji jest szczenięca ciekawość, którą, nie ukrywam, w sobie pielęgnuję. Jestem ciekawska do granic możliwości, zarówno w zawodzie, jak i w życiu. I czasami aż mnie dziwi, że mi jeszcze nie przytrzasnęło paluchów czy nosa na dobre. Im jednak jestem starsza, tym bardziej ufam intuicji. Jeżeli podpowiada mi: „Wejdź w to, nawet gdybyś miała się przewrócić”, to wchodzę.

 
– Intuicja nigdy pani nie zawiodła?

– Śmiem twierdzić, że nigdy. Oczywiście nie zawsze jej podpowiedzi kończyły się oczekiwanym sukcesem, ale jeśli spojrzeć z szerszej perspektywy, porażki okazywały się równie cenne, jeśli nie cenniejsze od zwycięstw. Wszystkie moje decyzje to jedna wielka niewiadoma. Nawet gdy sukces projektu wydaje się pewny, może być pudło. Z wielu projektów chętnie byłabym się wycofała, gdybym mogła. Ale wie pani, kiedy jest naprawdę źle? Nie wtedy, gdy kończę na tarczy po uczciwej walce – wtedy to tylko żal, ale kiedy wbrew mojej intuicji ulegam czyimś namowom, pozwalam się zwieść obietnicami jakichś profitów itp. Wtedy nawet i pozorny sukcesik nie ratuje, czuję, że sama siebie okradłam.

– Co daje pani – poza pieniędzmi – udział w reklamie?

– Lata temu, tuż po przyjeździe do Warszawy, zagrałam w reklamie proszku do prania. To była fajna przygoda, bo zdjęcia mieliśmy w Pradze, a ja zawsze chciałam tam pojechać. I co zabawne, po dwóch latach dostałam propozycję zagrania w Teatrze TV, ponieważ reżyser zapamiętał mnie właśnie z tej reklamy. Kolejna pojawiła się w moim życiu niedawno. Zdjęcia też w Pradze, ale tym razem nie to zapamiętam. Spotkałam wspaniałą ekipę. Przede wszystkim świetnego reżysera (chciałabym go spotkać na planie jakiegoś filmu). Mimo mało skomplikowanego tekstu – który w praniu okazuje się o wiele trudniejszy do uwiarygodnienia niż kwestie w moich sztukach czy filmach – pod względem zawodowym bilans tej pracy uważam za dodatni.

– A co zyskała pani dzięki roli w „Nigdy w życiu!”?

– Odzyskałam kolor, który noszę w sobie na co dzień, a który niewykorzystywany w zawodzie uwiądł. Moja mama po obejrzeniu filmu powiedziała: „No, to jest cała Danka!”. Dzieci stwierdziły: „Mama, nareszcie jesteś sobą”. A tymczasem decydenci nie wierzyli, że się do tej roli nadaję, i nawet nie chcieli mnie zaprosić na zdjęcia próbne. Do ostatniej chwili. Mimo że krytycy życzyli mi, żebym już nigdy w życiu nie musiała brać udziału w takich filmach, ja uważam, że ta rola była mi bardzo potrzebna. Właśnie mnie, aktorce w szufladzie tak zwanych dramatycznych.

– Od 20 lat ma pani męża, a mówi, że jest flirciarą.

– Jestem. Rzeczywiście mam w sobie takiego łobuza i mam szczęście, że moim mężem jest mój mąż, bo on pozwala mi być taką, jaka jestem. Nie tłamsi mnie i nie zmusza do grania roli dobrej żony wbrew mojej naturze, czyli nie broni mi rozwinąć od czasu do czasu pawiego ogona. On po prostu wie, że moja energia musi znaleźć ujście, że muszę wystrzelać te naboje. Ktoś mnie kiedyś zapytał: „Mąż to pewnie musi trzymać krótko żonę z takim temperamentem?”. Odpowiedziałam: „On mnie w ogóle nie trzyma, w związku z tym ja się z dużą przyjemnością trzymam sama”. Uczę się od niego tolerancji, cierpliwości. To człowiek wymyślony dla mnie. I ja chyba dla niego. Mam nadzieję, że nie jako pokuta (śmiech).

– Mąż nie ma z panią łatwego życia?

– Cała rodzina nie ma ze mną łatwego życia. Ale jest coraz lepiej, bo stając się łaskawsza dla siebie samej, ich też już tak nie zamęczam. Początki musiały być jednak dla nich strasznie trudne, bo byłam ciągle z siebie niezadowolona, a wszystkie żale wylewałam w domu. Tak mniej więcej od trzech lat coraz częściej zdarza mi się zostawiać pracę za drzwiami.

– Co pani w tym pomogło?

– Moje podróżowanie przez życie ze sobą samą. Już potrafię wyważyć, co jest ważne, co mniej. Kiedyś praca to była kwestia życia i śmierci. Od własnej natury nie ucieknę, więc do dzisiaj źle zagrane przedstawienie czy scena wchodzą ze mną do łóżka, rano z nimi wstaję i dopóki nie zmyję tego kolejnym spektaklem czy dniem zdjęciowym, męczę się. Różnica polega na tym, że kiedyś przychodziłam do domu, płakałam, nie mogłam się od tego uwolnić i nawet kiedy działo się coś przyjemnego, to do mnie nie docierało, bo byłam cała przesiąknięta swoim nieszczęściem – taka popsuta mama i żona. Natomiast teraz umiem te czarne myśli ściągnąć do piwnicy, gdzie sobie czekają na wywietrzenie.

– Jest pani od wielu lat wziętą aktorką, a więc żyje w biegu i stresie. Jaka jest cena takiego życia?

– Na przykład kilkuletnia bezsenność. Moja norma to były trzy godziny snu na dobę, ale zdarzała się i godzina. Budziłam się zdenerwowana, bo od rana miałam zajęcia i powinnam być wypoczęta. Przyjaciółka namawiała mnie, żeby pójść do lekarza, a mnie się cały czas wydawało, że sobie poradzę sama. Aż któregoś dnia doszło do tego, że zapomniałam o nagraniu. Dzwoni do mnie moja agentka: Wiesz, że jutro masz nagranie? A ja zazwyczaj odpowiedzialna do bólu odpowiadam: „Nie wiem, zapomniałam i nikt mnie tam nie zaciągnie wołami”, i w płacz. Moja agentka: „Dobrze, odwołam wszystko, ale jutro idziesz do lekarza”. Poszłam. Lekarz stwierdził depresję spowodowaną permanentnym stresem. Leczenie trwało rok, niedawno odstawiłam leki.F

– Zwolniła pani?

– Jeśli spojrzeć w mój kalendarz, to nie. Zajęcia rozmnażają się chyba przez pączkowanie, nie umiem nad tym zapanować. Poza tym czułabym się jak oszustka, gdybym podpisała umowę o pracę, a potem na przykład wymigiwała się od prób. Często też trudno mi powiedzieć „nie”. Wiem, że trzeba wyznaczać granice, nie tylko dla mojego dobra, ale i drugiej strony, bo co z tego, że się na spotkaniu pojawię, skoro jestem na nim ledwo żywa. Mam z tym problem, choć zaczynam już sobie tworzyć moje wyspy spokoju. Dwudniowe, trzydniowe...

– Jako gwiazda może pani przecież dyktować warunki!

– Jako gwiazda nie mogę, bo się nią nie czuję. Natomiast mogę, powinnam i coraz częściej próbuję jako człowiek nie tyle dyktować warunki, co chronić siebie.

– Cały czas tkwią w pani tamte dwie osoby?

– Nazbierało się ich dużo więcej. Na szczęście wynurza głowę z tej gęstwiny ta, która od czasu do czasu dawała o sobie znać, ale dopiero teraz dopomina się o głos. Ta poszukująca harmonii, ta, która z przymrużeniem oka godzi się z upływającym czasem, ta, która nie żywi się zazdrością i w czyimś szczęściu nie doszukuje się własnego niepowodzenia... Lubię tę Dankę Stenkę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).