1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

„Czuję się silna” – podkreśla Natascha Kampusch, ofiara przemocy i „victim blaming”

Natascha Kampusch (Fot. Krestine Havemann Nent Group/ materiały prasowe)
Nauczyłam się, że jeśli chcemy przepracować jakąkolwiek trudną sytuację w życiu, to spoglądanie na nią z pewnego dystansu jest konieczne – mówi Natascha Kampusch. W serialu dokumentalnym „Natascha Kampusch – Całe życie w więzieniu” zwraca uwagę na problem „victim blaming”, czyli obwiniania ofiar o krzywdy, które je spotkały.

Spędziłaś ponad osiem lat w piwnicy, porwana i trzymana przez swojego oprawcę. Pomimo to znalazłaś w sobie siłę, żeby żyć. Od twojej ucieczki minęło prawie 16 lat. Dlaczego zdecydowałaś się wrócić do tego doświadczenia?
Po tym, jak w 2006 roku udało mi się uciec z niewoli, dostałam wiele propozycji, żeby przedstawić swoją historię w filmie. Jednak długo się przed tym wzbraniałam. Przekonała mnie w końcu możliwość zmiany perspektywy – pokazania tego, co ludzie sobie wyobrażają, w kontraście do tego, jak było naprawdę. Potrzebowałam czasu, żeby zacząć traktować to doświadczenie jako wspomnienie z cyklu: „dawno, dawno temu…”. I okazało się, że czas przyniósł mi kolejne życiowe lekcje, warte opowiedzenia. Mówię teraz o zderzeniu z negatywną reakcją ludzi, różnymi teoriami spiskowymi, hejtem i niedowierzaniem w moją wersję wydarzeń.

Czy proces tworzenia tego serialu był dla ciebie w jakimś stopniu terapeutyczny? Pokazujesz m.in. sukienkę, w której zostałaś porwana jako dziecko i której nie wyrzuciłaś do tej pory. Widzimy też rekonstrukcję pięciu metrów kwadratowych ciemnej piwnicy, w której spędziłaś 3096 dni. Jakie emocje się w tobie pojawiały podczas pracy nad tymi scenami? Czego dowiedziałaś się o sobie podczas ich kręcenia?
Pewne rzeczy, które były dla mnie bardzo trudne, faktycznie wróciły, ale pojawiła się też możliwość zobaczenia tego wszystkiego, co przeżyłam, z innej perspektywy, bardziej z zewnątrz. Nabrałam dystansu, który umożliwił mi dostrzeżenie tego, jak bardzo niesprawiedliwe i trudne było to, co mnie spotkało. Ale też, jaką odwagą się wykazałam. W tym sensie to doświadczenie wiele mi dało i jeszcze bardziej mnie wzmocniło.

Jak udało ci się zbudować ten dystans?
Nauczyłam się, że jeśli chcemy przepracować jakąkolwiek trudną sytuację w życiu, to konieczne jest spoglądanie na nią z pewnego dystansu. Inaczej mogłabym tego nie przeżyć. Nigdy nie stałabym się wolnym człowiekiem, tylko nadal byłabym więźniem swojej przeszłości…

Pamiętam, że w medialnych doniesieniach opisujących przypadek twojego porwania pojawiały się informacje o syndromie sztokholmskim. To stan psychiczny, będący reakcją na silny stres, który pojawia się m.in. u ofiar porwania i wyraża się odczuwaniem sympatii do oprawcy. Ty odcinasz się od tego zarówno w książce „3096 dni”, jak i serialu. Profiler kryminalny, który występuje w jednym z odcinków, mówi raczej o „unikalnej strategii przetrwania Nataschy Kampusch”. Bo gdybyś nienawidziła swojego oprawcy i walczyła z nim, nie miałabyś szansy na to, żeby przetrwać.
„Syndrom sztokholmski” to dla mnie jedynie etykieta. Rozumiem, że w społeczeństwie istnieje potrzeba doczepiania takich etykiet, bo dzięki temu możemy coś opisać, wytłumaczyć innym i zwiększać naszą świadomość. Jednak każda ofiara, każda sytuacja i każde porwanie – są inne. Nie powinniśmy wrzucać wszystkiego i wszystkich do jednego worka. Nie jestem zakładniczką w banku, która zakochała się w przetrzymującym ją przestępcy. Nie chcę być tak postrzegana. Mój przypadek jest inny.

Nawiązujesz teraz do tego, że nazwa syndromu wiąże się z napadem na bank Kreditbanken w Sztokholmie w 1973 roku. Termin ten został użyty pierwszy raz przez szwedzkiego kryminologa i psychiatrę Nilsa Bejerota. Napastnicy przetrzymywali zakładników w budynku, do którego nie mogła dostać się policja. Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób jedna z zakładniczek zaręczyła się z porywaczem.
Tak, to właśnie miałam na myśli. Moim zdaniem w ten sposób szukamy usprawiedliwienia dla konkretnej sytuacji. Tymczasem zbrodnia to zbrodnia. Trzeba o tym pamiętać.

Natascha Kampusch (Fot. Krestine Havemann Nent Group/ materiały prasowe)

Serial pokazuje, jak przez ostatnich 15 lat zmagałaś się z pogardliwymi spojrzeniami i protekcjonalnymi komentarzami innych ludzi. Skąd brałaś siłę, by to znieść?
Wydawało mi się, że uciekam do świata, w którym zostanę zrozumiana, a zamiast tego spotkałam się z nienawiścią i dystansem. To było okrutne zderzenie z rzeczywistością. Do dziś nie mogę spokojnie wyjść na ulicę, nie obawiając się krytyki. Świat pozwolił wykiełkować teoriom spiskowym, które zakładają, że mogłam być odpowiedzialna za swoje porwanie, co jest dla mnie bardzo bolesne. Mam nadzieję, że mówiąc o tym, pomogę osobom, które będą narażone na podobne sytuacje. Chciałabym, by spotykały się z większą wyrozumiałością ze strony mediów i opinii publicznej niż ja.

Pytasz, skąd brałam siłę. To był stopniowy proces adaptowania się, krok po kroku, do każdej z tych sytuacji. Zarówno w przypadku porwania, jak i wyjścia na wolność. Myślę, że to trochę jak z porami roku. Teraz mamy wiosnę, po której nastąpi lato. Człowiek potrafi się do tego dostosować. Potrafi się dostosować niemalże do wszystkiego. To jest nasz talent.

Co pomogło ci w tym procesie adaptowania się do trudnych sytuacji?
Umiejętność wsłuchania się w swoją intuicję. A także świadomość tego, jak można zrobić użytek ze swojego mózgu. Co jest w tej sytuacji możliwe? Co się da zrobić? Każdy człowiek ma w sobie jakiś talent, który może wykorzystać, gdy jest trudno. Życie chyba po to właśnie jest i tego nas uczy.

Pomóc może nam wszystko, co tylko uznamy za pomocne. Jednak najważniejsze, by nie zatracać się w oczekiwaniach innych ludzi. To jest ich życie i jeśli chcą, to mogą żyć z taką bądź inną opinią. Ja nie mogę tego zmienić ani kontrolować.

Ludzie chcieli zobaczyć w tobie słabość, tymczasem ty pokazywałaś siłę.
Dlaczego ludziom łatwiej jest zrozumieć moją sytuację, gdy doszukują się we mnie słabości, a nie siły? Ja nie okazałam słabości, starałam się być silna. I myślę, że byłam silniejsza psychicznie niż mój oprawca, w tym miałam nad nim przewagę.

Czy poza wsparciem rodziny doświadczyłaś jakichkolwiek reakcji pozytywnych lub pomocy od innych ludzi? Ktoś wykazał się wobec ciebie empatią w tym trudnym czasie? Pytam, bo serial pokazuje tylko negatywne reakcje i „victim blaming”.
Pamiętam jedno ważne dla mnie spotkanie. Catherine Deneuve, którą spotkałam w Paryżu, powiedziała, że poznanie mnie było dla niej wielkim zaszczytem. Sama uważam, że to był zaszczyt dla mnie, ale w tym momencie, po jej słowach, poczułam się zrozumiana.

Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz: czy otrzymałaś jakąś pomoc psychologiczną?
Pewien psycholog w programie telewizyjnym powiedział coś, co zapamiętam na całe życie i co chciałabym powiedzieć też czytelniczkom. Uświadomił mi, że nie muszę szukać wymówek i usprawiedliwienia dla głupich ludzi. Bo niektórzy są po prostu głupi i ja tego nie zmienię. To jedno zdanie pomogło mi chyba najbardziej… Byłam oczywiście też w tradycyjnej terapii leczenia zespołu stresu pourazowego (PTSD).

Chcę coś wyjaśnić, bo widzę, że wiele osób nadal myli pracę psychoterapeutyczną z psychiatrią, która według mnie stosuje zbyt wąską ocenę przypadku. To bywa problematyczne, szczególnie w tak nietypowych doświadczeniach jak moje. Leki psychotropowe są w mojej ocenie potrzebne ludziom zmagającym się z problemami wynikającymi z zaburzeń funkcjonowania mózgu. Ja miałam robione badania i wszystko było w porządku. Z psychiatrami zetknęłam się, ponieważ prosiła ich o to policja. Mieli przeprowadzić analizę mojego przypadku w związku z tym, co zeznała moja rodzina w 1998 roku, kiedy zostałam porwana. To okazało się dla mnie pomocne w tym sensie, że wcześniej o współudział w porwaniu podejrzewano również moją matkę. Co było oczywiście nieprawdą. Psychiatra to wykluczył.

Niestety, w Austrii ludzie nadal nie potrafią zrozumieć, w jaki sposób działa psychoterapia i postrzegają ją jako leczenie z wykorzystaniem leków połączone z hospitalizacją. Dlatego często mają obawy przed tym, żeby pójść do psychoterapeuty.

Kiedy przyglądałam się tobie w tym serialu, miałam wrażenie że całą sobą, twarzą i ciałem chcesz powiedzieć nam: „Dam radę! Dałam radę!”. Kiedy zostałaś porwana, ważyłaś 42 kilogramy. Po ośmiu latach, kiedy się uwolniłaś, ważyłaś tyle samo. To dla mnie bardzo symboliczne, bo nie rozwinęłaś się i nie wzrosłaś. Ale też nie zniknęłaś! A raczej weszłaś w stan pewnego zamrożenia. Czy nadal w nim jesteś?
Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Dlatego, że to zmienia się u mnie niczym wspomniane pory roku. Kiedy realizuję projekt taki jak ta seria dokumentalna, jestem zupełnie inną osobą niż w życiu prywatnym. Oprócz tego staram się też spotykać innych ludzi z różnymi problemami po to, żeby im pomóc. Czasem się to udaje, czasem nie. Nie wszyscy pozwalają na to, żeby sobie pomóc.

Skąd bierze się dziś twoja siła? Ze zwycięskiej konfrontacji z trudnym doświadczeniem? Czy raczej ze spokoju, z domu i bliskich?
Cisza zawsze była i jest dla mnie miła. W ciszy mam czas na medytację. Spróbuj wejść kiedyś do kościoła, gdy nikogo innego w nim nie ma. Usiądź i popatrz na ołtarz. A jeśli nie jesteś wierząca, to pamiętaj, że medytować możesz również we własnym ogrodzie, patrząc na dom sąsiada. Albo spróbuj pomyśleć, że zabierasz swoją medytację na randkę. W tym sensie, że nazwij ją i pomyśl: „moja ukochana, teraz mam czas tylko dla ciebie”. Ale nie myśl o tym wszystkim, co dla tej randki zostawiasz, nie ma tam miejsca na sprawy domowe – robienie prania zostaje w domu. Mnie to bardzo pomaga. Chyba najbardziej.

Czuję, że jesteś i że chcesz być postrzegana jako silna osoba. Ale co to dla ciebie właściwie znaczy „być silną”?
Silna czuję się za każdym razem, kiedy wiem, że pokonałam jakąś trudną sytuację. Inni ludzie prawdopodobnie silni czują się wtedy, gdy są z siebie zadowoleni albo doświadczą czegoś dobrego czy poradzą sobie w życiu z jakąś sytuacją. A ja czuję tak nawet wtedy, gdy ktoś zrobi mi coś złego, chce mnie zniszczyć lub zepchnąć do swojego poziomu myślenia. Znam ten mechanizm, jestem go świadoma i wiem, że wytrzymam to, a nawet więcej.

W przeszłości nie pozwalano ci na to, żebyś była sobą. W zamknięciu, ale też gdy opowiadałaś światu swoją historię. Jak w tej sytuacji zdefiniować siebie na nowo, znaleźć prawdę o sobie i zacząć być w pełni sobą? Jak złapać ten pierwszy oddech po tak trudnych doświadczeniach?
Większość z nas ma rodziców, którzy mówią do nas i o nas w dzieciństwie różne rzeczy. Wtedy zaczynamy myśleć o sobie: „aha, to jestem właśnie ja”. Później dochodzą do tego przyjaciele, nauczyciele i reszta społeczeństwa, a my zaczynamy wierzyć w to wszystko, co o nas mówią. Widzimy siebie – tak jak widzą nas inni. Dlatego chciałam powiedzieć, szczególnie kobietom, że właśnie tego musimy się w życiu wystrzegać najmocniej. Nawet jeżeli inni ludzie nie będą nas lubić. Najważniejsze, że my lubimy siebie.

Co jest dla ciebie ważne? Za kilka dni obchodzisz 34. urodziny. Czego mogę ci z tej okazji życzyć?
Najbardziej życzę sobie zdrowia – fizycznego i psychicznego. Harmonii w życiu. Może zabrzmi to banalnie, ale to właśnie najprostsze rzeczy dają nam w życiu najwięcej.

Trzyodcinkowy serial dokumentalny „Natascha Kampusch – Całe życie w więzieniu” jest już dostępny na platformie streamingowej Viaplay. Produkcja opowiada o dramacie Nataschy Kampusch, która jako dziecko została porwana i przez osiem i pół roku była więziona przez swojego oprawcę. Serial podejmuje także temat reakcji społeczeństwa, która spotkała ją po odzyskaniu wolności, i próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego była ona tak okrutna.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze