Zapach bywa jak skrót myślowy. Wystarczy jedno muśnięcie powietrza, by nagle znaleźć się w innym czasie i miejscu. Polski perfumiarz Jakub Pietrynka tworzy kompozycje, które są opowieściami o pamięci i krajobrazach – krakowskich plant, polskich lasów. To zapachy, które mają strukturę, ciężar i sens.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/ 2026.
Agata Rucińska: Pamiętasz moment, w którym zrozumiałeś, że masz wyjątkowo czuły węch?
Jakub Pietrynka: To przyszło bardzo wcześnie. Pamiętam sytuacje, kiedy poznawałem jakiś zapach w perfumerii, a później po tygodniach czy miesiącach potrafiłem rozpoznać go na ulicy i dokładnie wiedziałem, gdzie już go czułem. Wtedy nie umiałem tego nazwać ani ukierunkować, ale miałem świadomość, że zapach zostaje ze mną na długo. Dopiero na studiach odkryłem, że istnieją ludzie, którzy myślą o perfumach w podobny sposób.
Trafiłem na fora perfumeryjne, zacząłem czytać, kolekcjonować, porównywać. W pewnym momencie śmiałem się, że jestem perfumoholikiem – miałem zarówno zapachy mainstreamowe, jak i niszowe, ale bardzo szybko zrozumiałem, że najbardziej ciągnie mnie do estetyki retro.
Skąd ta fascynacja przeszłością?
Myślę, że z dzieciństwa. Dużo czasu spędzałem z dziadkiem. Pamiętam jego poranne rytuały: klasyczna maszynka do golenia, pianka, a na koniec woda kolońska. To były zapachy proste, ale bardzo charakterystyczne. Dziś wiem, że to one zbudowały we mnie poczucie bezpieczeństwa i dobry vibe, do którego nieświadomie wracam. Zacząłem interesować się historią perfum, perfumiarzami sprzed dekad, strukturą dawnych kompozycji. Im więcej czytałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to właśnie tam – w zapachach sprzed lat – jest bogactwo, którego często brakuje we współczesnych formułach.
Co masz na myśli, mówiąc „retro”?
Nie chodzi mi o nostalgię sprzed 15 lat. Ja cofam się znacznie dalej – nawet o 100 lat. Fascynują mnie zapachy z okresu mniej więcej od lat 20. do 80. XX wieku. Caron z lat 30., Shalimar, Chanel No. 5, Kouros czy Antaeus. To kompozycje, które miały rozbudowaną strukturę i potrafiły żyć na skórze cały dzień.
Jeśli spojrzymy na dawne formuły, zobaczymy, że składały się ze 100, a czasem nawet 120 składników. Dziś wiele zapachów kończy się na 30, 40 molekułach – głównie syntetycznych. Oczywiście technologia daje ogromne możliwości, ale coś po drodze zostało uproszczone.
Jakub Pietrynka, polski niezależny perfumiarz i twórca niszowej marki JMP Artisan Perfumes. (Fot. Jakub Wojciechowski)
W 2019 roku zakładasz własną markę i wypuszczasz pierwsze zapachy. To odważny krok, bo Polska nie ma perfumiarskiej tradycji. Jaki miałeś pomysł?
Polska nie ma jeszcze dziedzictwa w świecie perfum, nie ma takiej historii czy nurtu, z którego można czerpać. Słyniemy raczej z luksusowej wódki niż z perfum. Historycznie przed wojną było Miraculum, pojedyncze firmy, które tworzyły wody typu Przemysławka, Brutal, Pani Walewska. Mój pomysł był prosty, chciałem wpleść w zapachy własne zainteresowania i jednocześnie przeciwstawić się komercjalizacji niszy. Dziś bardzo często nisza opiera się na estetyce: piękny flakon, ciężka nasadka, efektowny design. Bywa, że to właśnie korek jest najdroższym elementem całości. Mnie interesowało coś innego – zapach jako treść, nie opakowanie.
Pierwsze kompozycje, Endless Forest i Mossy Soil, są bardzo bliskie temu, kim jestem. Nuty drzewne, leśne, delikatny klimat retro. Chciałem połączyć klasyczne struktury z nowoczesnymi molekułami, tworzyć hybrydy: zapachy, które mają korzenie w przeszłości, ale oddychają współczesnością.
Perfumy Kraków JMP Artisan Perfumes czy nowość ExcuseMint (30 ml/499 zł) – z zielonymi akordami liści pomidorasplecionymi z miętą i esencją eukaliptusa – można powąchać m.in. w warszawskiej perfumerii House of Merlo, krakowskiej perfumerii Tiger and Bear oraz w Lulua, również w Krakowie i Katowicach. (Fot. Ewa Płonka)
Często w twoich kompozycjach pojawia się natura. To świadomy wybór?
Bardzo. Jestem absolwentem turystyki i rekreacji, dużo czasu spędzam w górach, w lasach, na południu Polski. Wędrówki, zapach mokrej ziemi, żywicy, igliwia – to dla mnie naturalne źródła inspiracji. Nie tworzę zapachów „o naturze”, tylko raczej próbuję ją przełożyć na język perfum, jak w kompozycji Sandscape, nawiązującej do polskiego bursztynu, który delikatnie, botanicznie różni się od bursztynów z innych stron świata.
Stworzyłeś też zapach inspirowany Krakowem. Jak miasto zamienia się w kompozycję?
Wiele zapachów nosi nazwy miast, ale często to tylko marketingowy gest. Dla mnie Kraków jest bardzo osobisty. Chciałem, żeby ten zapach był wycieczką, dlatego sięgnąłem po klasyczną francuską piramidę szyprową, która z natury jest ewoluująca.Moja historia z Krakowem zaczyna się na Wawelu od bluszczu porastającego mury – stąd zielone, lekko gorzkie otwarcie z bergamotką i pieprzem. Potem są Błonia i świeżo skoszona trawa, konwalia, skóra. Kazimierz przypomina mi zapach garbowanych, rzemieślniczych toreb i bliskość Wisły, dlatego w bazie pojawiają się nuty drzewne i wodne. To zapis wspomnień, ale też sugestia trasy, jaką można przejść.
A trendy? Czy w ogóle mają dla ciebie znaczenie?
Obserwuję je, ale się im nie podporządkowuję. Gourmandy będą z nami jeszcze długo – to zapachy komfortowe, kojące, szczególnie w niespokojnych czasach. Wanilia jest tu dobrym przykładem: to jedna z nut, do których ludzie wracają niezależnie od mody. Daje poczucie ciepła, bezpieczeństwa, ma w sobie coś pierwotnie przyjemnego. Nie trzeba uciekać od składników powszechnie lubianych – kluczowe jest to, jak się je interpretuje. Mam w portfolio zapach oparty na wanilii – w połączeniu z nutami cappuccino, masła, wiśni, jaśminu.
Czytaj także: Pauza w zgiełku codzienności – moda na zapachy z rodziny gourmand
Czy da się nauczyć otwartości na nowe zapachy?
Myślę, że każdy z nas ma pewne zapachowe DNA. Ale warto dawać perfumom czas. Te, które na początku odrzucają, potrafią zaskoczyć po kilku godzinach na skórze. A te, które zachwycają od pierwszego wrażenia, często szybko się nudzą. Najważniejsze to słuchać siebie. Zapach, podobnie jak muzyka czy smak, ma być relacją – czasem wymagającą, ale jeśli się uda, zostaje z nami na długo.