Marihuana lecznicza: czy i kiedy pomaga?

fot. iStock

Przez lata postrzegano je głównie jako narkotyk, dziś interesuje się nimi świat nauki. Czy preparaty na bazie marihuany będą szeroko stosowane jako środek leczniczy? W medycynie wydają się potrzebne, ale czy rzeczywiście nie uzależniają i nie powodują zmian w funkcjonowaniu mózgu.

Polacy są w tej kwestii podzieleni: jedni wytaczają argument, że marihuana jest szkodliwa dla zdrowia i ma właściwości uzależniające, inni, że tzw. medyczna jest bardzo skuteczna choćby w lekoopornych padaczkach dziecięcych i walce z bólem. Jak rozsądzić, kto ma rację?

Moja wewnętrzna marihuana

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto zacząć od bardzo ciekawej informacji – że każdy ma własne, wewnętrzne konopie. Jak to możliwe? Otóż w konopiach kryją się związki zwane kannabinoidami. Należy do nich substancja psychoaktywna THC i to właśnie ona zachęca miłośników chilloutu do sięgania po marychę. – Ale konopie są znacznie bogatsze: występuje w nich ponad 400 innych związków – wyjaśnia prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog, neurobiolog, biochemik. – Dla medycyny najważniejszy jest kannabidiol (CBD), pozbawiony własności psychotropowych, oraz produkt jego rozkładu, kannabinol. Ich zastosowanie ma ogromny potencjał.

Okazuje się, że w układzie nerwowym każdego z nas działa specjalny wrodzony system wrażliwości na kannabinoidy. – Receptory wrażliwe na kannabinol znajdują się w wielu obszarach w mózgu, np. w korze mózgowej, hipokampie, móżdżku i pniu mózgu – tłumaczy prof. Vetulani. Co więcej, ludzki organizm sam produkuje rodzaj „wewnętrznej marihuany”, czyli takie związki, które oddziałują na receptory kannabinoidowe. – Układ endokannabinoidowy zawiaduje wieloma procesami, m.in. aktywnością motoryczną, emocjami, głodem, nastrojem, motywacją. Pobudza też apetyt, znosi lęk i agresję, reguluje odczuwanie bólu i przyjemności, hamuje mdłości i wpływa na układ sercowo-naczyniowy – wylicza prof. Vetulani.

Wpływ kannabinoidów działa jednak w dwie strony: mogą zaburzać pamięć, orientację w przestrzeni i planowanie, spowalniać funkcje motoryczne, zmniejszać motywację do działania oraz wpływać negatywnie na koordynację ruchową. Na szczęście wszystkie te działania występują w łagodniej formie i są przejściowe – mijają po 2–3 godzinach od zażycia marihuany.

W ludzkim DNA można wyodrębnić do 200 genów biorących udział w procesie podatności na działanie kannabinoidów! – Taka liczba genów nie została w nasze DNA wprogramowana tylko po to, żebyśmy mogli od czasu do czasu uwolnić się od trosk, zażywając substancję uznawaną za nielegalną – konkluduje prof. Vetulani. Zastosowanie marihuany medycznej polega na tym, że wyodrębnia się z rośliny substancje, które na nasze receptory działają podobnie jak nasze własne kannabinoidy, i oddziałuje się nimi leczniczo.

Co „maryśka” naprawdę potrafi

Potrafi całkiem sporo! Działa przeciwdrgawkowo, więc wspomaga osoby cierpiące na padaczkę. Jest dla nich często ostatnią deską ratunku, ponieważ są takie rodzaje choroby, które opierają się wszystkim innym rodzajom terapii, ale poddają się działaniu konopi! Tak jest zwłaszcza w przypadku genetycznie uwarunkowanej padaczki wrodzonej, która pierwsze ataki wywołuje już u kilkumiesięcznych dzieci. Rokowania są tak złe, że jednej piątej chorych maluchów nie udaje się uratować. Dzięki marihuanie po kilku tygodniach u małych pacjentów można zaobserwować zmniejszenie liczby ataków z kilkudziesięciu dziennie do 1–2 na tydzień!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »