1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Sen dla pamięci

Sen dla pamięci

123RF.com
123RF.com
Śpisz długo i mocno? To dobrze. Dzięki temu nie tylko będziesz się lepiej czuć, ale i, być może, uchronisz się przed groźną chorobą.

Nie od dziś wiadomo, że odpowiednia ilość snu ma pozytywny wpływ na nasze samopoczucie oraz pamięć. Mamy więcej energii, szybciej się uczymy, łatwiej zapamiętujemy. Ale ostatnie badania uczonych z Nowego Orleanu mówią coś więcej. Okazało się, że jeśli śpimy za mało, w przyszłości mogą pojawić się poważne kłopoty z pamięcią, a nawet choroba Alzheimera.

Kluczowe są płytki amyloidowe, które powodują powstawanie płytek starczych i jednocześnie przyczyniają się do stopniowego zanikania komórek nerwowych. Rezultat: choroba Alzheimera. Badanie wykazało, że u osób, które śpią mało, poziom amyloidu rośnie dużo szybciej. Osoby, które budzą się w nocy po kilka razy, również są znacznie bardziej narażone na powstawanie płytek amyloidowych niż osoby, które śpią nieprzerwanie lub nie pamiętają swoich przebudzeń. Ale liczy się nie tylko długość snu. Ważna jest też jego jakość. Niespokojny, płytki sen nie regeneruje mózgu, tak jak powinien.

Związek między ilością snu a płytkami amyloidowymi bezsprzecznie istnieje, ale cały czas naukowcy starają się wyjaśnić do końca, na czym on polega i jakie może mieć konsekwencje. Dlatego pracują pełną parą, by sprawdzić, czy manipulowanie snem jest w stanie zapobiec chorobie Alzheimera lub chociażby ją spowolnić. To może być przełom, choć pewnie prędko on nie nastąpi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Kolacja na dobry, zimowy sen – 3 przepisy

Przed snem najlepiej postawić na coś ciepłego, gotowanego lub pieczonego. Warto wieczorem spożywać gęste zupy lub kremy warzywne. (Fot. iStock)
Przed snem najlepiej postawić na coś ciepłego, gotowanego lub pieczonego. Warto wieczorem spożywać gęste zupy lub kremy warzywne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Odpowiednio dobrane, do pory dnia i pory roku, posiłki zapewnią nam dużo lepszy sen. Karolina i Maciej Szaciłło, a także eksperci od ajurwedy, dietetyki i fitoterapii, w książce „DobraNoc” dzielą się swoją wiedzą na ten temat. Książka zawiera nie tylko cenne porady, ale również przepisy na smaczne, zdrowe posiłki wspomagające regenerację organizmu podczas snu.

Odpowiednio dobrane, do pory dnia i pory roku, posiłki zapewnią nam dużo lepszy sen. Karolina i Maciej Szaciłło, a także eksperci od ajurwedy, dietetyki i fitoterapii, w książce „DobraNoc” dzielą się swoją wiedzą na ten temat. Książka zawiera nie tylko cenne porady, ale również przepisy na smaczne, zdrowe posiłki wspomagające regenerację organizmu podczas snu.

Poniżej wybrane przepisy na ciepłe, wieczorne dania.

Zupa z „patyczkami”

Porcja dla 3–4 osób Czas przygotowania: ok. 40 minut

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżka dobrej jakości masła sklarowanego (najlepiej domowej roboty)
  • 2 gałązki rozmarynu lub 1 łyżeczka suszonego
  • 1/2 łyżeczki czarnuszki
  • 1 drobno poszatkowana cebula lub 2–3 poszatkowane szalotki
  • 1–2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
  • 200 g pokrojonej w drobną kostkę lub startej na tarce o grubych oczkach włoszczyzny
  • 1,25 l wody
  • 50 g dobrze wypłukanej i namoczonej na minimum 2 godziny czerwonej soczewicy
  • 150 g obranego i pokrojonego w kostkę batata
  • 150 ml przecieru pomidorowego
  • nierafinowana sól do smaku (najlepiej himalajska lub kłodawska)
  • świeżo mielony pieprz do smaku
Do podania:
  • poszatkowana natka pietruszki
  • kromki dobrej jakości żytniego, orkiszowego lub gryczanego chleba na zakwasie
Na rozgrzanym tłuszczu podsmażamy rozmaryn. Gdy wydobędzie się aromat, dodajemy czarnuszkę. Podsmażamy przez chwilę. Dodajemy cebulę/szalotki i czosnek. Podsmażamy przez chwilę i dodajemy włoszczyznę. Dokładnie mieszamy. Przykrywamy i dusimy przez około 5–7 minut. Co jakiś czas mieszamy, aby warzywa się nie przypaliły. Wlewamy wodę i dodajemy soczewicę oraz batata. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy, aż soczewica będzie miękka. Pod koniec gotowania dodajemy przecier. Gotujemy jeszcze przez chwilę i dodajemy sól oraz pieprz do smaku. Podajemy posypane natką pietruszki. Jeśli jesteśmy głodni, podajemy z kromkami dobrej jakości żytniego chleba na zakwasie.

Kanapki z grillowanym tempeh

Porcja dla 3–4 osób Czas przygotowania: ok. 20 minut

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka czerwonego pieprzu
  • 200 g tempeh pokrojonego w plastry o grubości 0,5 cm
  • 2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 2–3 łyżki dobrej jakości sosu sojowego (najlepiej tamari; bez syntetycznego glutaminianu sodu)
  • 1/2 łyżeczki czosnku w proszku
Do podania:
  • kromki dobrej jakości żytniego lub orkiszowego bądź gryczanego chleba na zakwasie
  • rukola
  • plasterki dobrej jakości ogórka kiszonego
Kmin rzymski i pieprz ucieramy w moździerzu. Mieszanką posypujemy kawałki tempeh ułożone na płaskim talerzu. Tempeh podsmażamy z dwóch stron na złoty kolor na rozgrzanej oliwie. Uważamy, aby za bardzo go nie przysmażyć, bo stanie się twardy. Powinien mieć lekko złotą skórkę i miękki środek. Pod koniec smażenia wlewamy sos sojowy. Smażymy jeszcze przez chwilę, aż obtoczy glazurą plastry tempeh. Pod koniec plastry posypujemy czosnkiem w proszku. Podajemy na ciepło z dobrej jakości chlebem na zakwasie, rukolą i plasterkami ogórka kiszonego.

Jak powiedziała Hania w naszej rozmowie, kanapki nie są dobrym pomysłem na kolację. Jednak pełnoziarnisty chleb w poniższym daniu pełni raczej formę dodatku. Główne skrzypce gra bogaty w białko i tryptofan tempeh, rozgrzewająca rukola i ogórki kiszone. Całość wspaniale łączy również ogrzewająca musztarda.

Prosta zupa miso z pieczonym korzeniem pietruszki i dynią hokkaido

Czas przygotowania: ok. 40 minut

Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 250 g obranego korzenia pietruszki pokrojonego w dość cienkie frytki
  • 300 g pokrojonej w łódeczki dyni hokkaido (dyni nie obieramy)
  • 2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki czarnuszki
  • 2–3 szczypty nierafinowanej soli (najlepiej himalajskiej lub kłodawskiej)
Bulion warzywny:
  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 por (biała i jasnozielona część) pokrojony w plasterki
  • 1 łyżka mąki z ciecierzycy
  • 1 litr wody
  • 2 łyżki jasnej pasty miso
  • sos sojowy do smaku (najlepiej tamari; bez syntetycznego glutaminianu sodu)
  • 150–200 g makaronu ryżowego cienkiego (najlepiej z brązowego ryżu) ugotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu
Do podania: poszatkowana natka pietruszki (sporo)

Korzeń pietruszki i dynię hokkaido przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Obtaczamy je w oliwie i przyprawach. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200–22o °C z termoobiegiem. Pieczemy, aż dynia będzie przypieczona i miękka, a z pietruszki zrobią się przypieczone „frytki”. W międzyczasie przygotowujemy bulion z miso: na oliwie podsmażamy pora, aż się zeszkli. Dodajemy mąkę z ciecierzycy. Podsmażamy ją jeszcze przez chwilę. Wlewa - my wodę. Całość doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na mniejszym ogniu przez około 10 minut. Zdejmujemy z gazu. Dodajemy miso i dokładnie mieszamy. Doprawiamy sosem sojowym do smaku. Zupę podajemy z pieczonymi warzywami, makaronem i natką pietruszki.

  1. Materiał partnera

Materac piankowy - tajemnica komfortowego snu

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Jeszcze niedawno wydawało się, że wygodny materac może być wyłącznie sprężynowy, a materace z pianki odkształcają się i szybko nie nadają do użytku. Jednak współczesne materace piankowe stają się synonimem komfortu i doskonale dbają o nasz zdrowy sen.

Wybierając materac do sypialni, niektóre osoby z pewną rezerwą podchodzą do materacy piankowych. Kojarzą je z niewygodą i odkształceniami oraz krótkim okresem użytkowania. Niesłusznie. Współczesne materace piankowe są zaawansowane technologicznie i zapewniają doskonały komfort, uwzględniając nasze preferencje.

Jak zbudowany jest nowoczesny materac piankowy?

W materacach piankowych stosowane są obecnie dwa rodzaje pianek: lateksowa i poliuretanowa. Pozwala to na uzyskanie cech materaca, pożądanych przez użytkowników.

Pianki lateksowe, dzięki swoim właściwościom dobrze odprowadzają wilgoć i ciepło, nie grzeją więc od spodu. Sprawdzają się latem oraz dla osób, które lubią spać na chłodnym materacu.

Dla tych, którzy wolą spać w cieple czy cierpią na słabe krążenie krwi, doskonałe są materace z pianki poliuretanowej - bardzo elastycznej i powodującej odczucie ciepła. Ten rodzaj pianek dzieli się na termoelastyczne i wysokoelastyczne. Różnią się przede wszystkim właściwościami, choć obydwie dobrze dopasowują się do naszego ciała, dając podparcie kręgosłupowi.

Pianka termoelastyczna (zwana inaczej Memory) reaguje na temperaturę ciała człowieka i pod jej wpływem dopasowują się i zapamiętują kształt ciała. Stąd nazwa „Memory”, czyli pamięć.

Materac z pianki wysokoelastycznej dopasowuje się pod wpływem nacisku, ale nie zapamiętuje kształtu ciała. Kiedy wstaniemy, wraca do swojego pierwotnego kształtu, dzięki czemu ten rodzaj pianki chętnie wykorzystywany jest np. w pokojach hotelowych.

Niewątpliwą zaletą materacy piankowych jest ich wysoki poziom elastyczności, umiejętność szybkiego dostosowania do indywidualnego kształtu ciała użytkownika oraz lekkość, która ułatwia transport i swobodne odwracanie materaca na drugą stronę.

Jakie korzyści daje użytkowanie materacy piankowych?

Dobrej jakości materace piankowe zapewnią nam nie tylko relaksujący sen, ale także zadbają o nasze zdrowie. Ich różnorodność pozwala bowiem na dopasowanie materaca dokładnie do naszych potrzeb. Podkreślmy przy tym, że bardzo często czołowi producenci łączą zalety różnych pianek w jednym rodzaju materacy, dzięki czemu spełniają oczekiwania wielu grup użytkowników.

Na przykład materace firmy Hilding Anders - innowacyjnego producenta łóżek i materacy, lidera tej branży, ale też produktów pod markami prywatnymi, takimi jak Ikea, Natura i Galaxy w Agata Meble, Immensity dla BRW czy unikatowych rozwiązań zastosowanych w marce prywatnej Sleepmed, łączą piankę wysokoelastyczną z termoelastyczną lub wysokoelastyczną z lateksową.

Przykładem takiego połączenia pianek jest materac Hilding Rumba, w którym zastosowano profilowaną piankę wysokoelastyczną Velvet Touch (zabezpiecza ciało przed nadmiernym zapadaniem się) oraz termoelastyczną piankę Visco (reaguje na temperaturę ciała i dopasowuje się do jego ułożenia). Ten materac polecany jest szczególnie dla osób, które mają problemy z kręgosłupem.

W materacu Hilding Salsa zastosowano podobne połączenie z termoelastyczną pianką Visco, ale przy użyciu wysokoelastycznej pianki Flexifoam, która zapewnia optymalną sztywność. Dzięki temu uzyskano materac, który przeciwdziała powstawaniu odleżyn - uzyskał status wyrobu medycznego w klasie I.

Materac lateksowy wybierany jest szczególnie chętnie przez alergików. Zapewnia optymalną elastyczność i bardzo dobrą wentylację wkładu. Jego właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne ograniczają możliwość wystąpienia alergii. Co istotne, materac reaguje na ciężar ciała i łatwo dopasowuje się do jego kształtu, ale jest przy tym odporny na odkształcenia.

Te właściwości posiada np. Hilding Melody, który – dzięki 7 strefom twardości - sprawdzi się między innymi w przypadku par, również o dużej różnicy wagowej, osób z problemami kręgosłupa, jak i seniorów. Otwory w poszczególnych strefach zapewniają dobrą wentylację wkładu, natomiast wysoka gęstość lateksu powoduje wytrzymałość, trwałość i optymalną elastyczność. Z tego powodu jest to dobra propozycja również dla osób o podwyższonej wadze, nawet do 140 kg.

Połączeniem pianki wysokoelastycznej i lateksu jest Hilding Boogie. Jego konstrukcję tworzy wyprofilowana w 7 stref twardości pianka wysokoelastyczna, blat antybakteryjnego lateksu oraz lekko chłodząca pianka wysokoelastyczna FloFom. Materac pozwala na dogłębną regenerację ciała, dlatego Boogie jest polecany także osobom prowadzącym aktywny tryb życia, na przykład sportowcom. Pianka ma strukturę otwartokomórkową, co zapewnia przewiewność i wentylację, a więc i odpowiednią higienę snu.

Jak widać, przed kupnem materaca warto przygotować się i przemyśleć, czego potrzebujemy, czy wolimy materac chłodniejszy czy cieplejszy. Zmierzmy też dokładnie łóżko, aby dobrać odpowiedni rozmiar. Nie zapomnijmy o dopasowaniu materaca do naszej wagi (te najbardziej miękkie materace mają symbol H1, najtwardsze H4), ale i tego, czy korzystać z niego będzie jedna, czy wiele osób. Odpowiedni wybór zaprocentuje komfortem naszego snu, zdrowszym kręgosłupem i lepszym samopoczuciem na długie lata.

  1. Zdrowie

Refleksologia – na stres, wyczerpanie i napięcia nerwowe

Dobry refleksolog potrafi, w zależności od sytuacji, odwołać się do odpowiedniej mapy – łączyć techniki, dostosowując się do potrzeb klienta. (fot. iStock)
Dobry refleksolog potrafi, w zależności od sytuacji, odwołać się do odpowiedniej mapy – łączyć techniki, dostosowując się do potrzeb klienta. (fot. iStock)
Ludzkie ciało przypomina wielki atlas świata – pełne jest map, wyznaczających ważne punkty, połączenia komunikacyjne... Refleksolog potrafi je czytać. Wie, który punkt dotknąć, by wywołać pożądane działanie.

Skądś już to znamy – chociażby z akupresury, akupunktury. Czyli z medycyny chińskiej – z jej teorią meridianów (kanałów energetycznych), biegnących przez całe ciało. Kiedy przepływ energii w meridianach zostaje z jakichś powodów zakłócony, tworzą się zastoje energetyczne, będące przyczyną dolegliwości i chorób. Akupresura i akupunktura, polegające na uciskaniu i nakłuwaniu odpowiednich punktów (receptorów) w ciele, pomagają rozbić te zastoje, a tym samym przywrócić sprawne funkcjonowanie organizmu.

Refleksologia działa na podobnej zasadzie – przyjmuje, że narządy wewnętrzne są we wzajemnej komunikacji, że można na nie oddziaływać z zewnątrz. Tyle że tutaj, stymulując receptory (przynajmniej te na twarzy i dłoniach), można wywoływać dużo przyjemniejsze odczucia. Refleksolog Beata Sekuła mówi, że takich punktów na skórze człowiek ma kilkanaście tysięcy (na samej twarzy około sześciuset). Pobudzając je poprzez dotyk, wpływa się na poszczególne części ciała, na organy wewnętrzne. Organizm sam wie, co zrobić z takim bodźcem, jak go wykorzystać. Ty masz się tylko zrelaksować...

Podróż przez kontynenty

W Polsce to stosunkowo młoda metoda. Refleksologia stóp rozwija się u nas od 26 lat, twarzy – od 2003 roku, właśnie za sprawą Beaty Sekuły.

– Kiedy zetknęłam się z refleksologią stóp, tak mnie to wciągnęło, że zaczęłam szukać innych tego rodzaju technik – wspomina. Dotarła w tych poszukiwaniach do Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych. Poznała różne szkoły, podejścia. Różne mapy... Tak naprawdę różnią się między sobą milimetrami, nakładają się na siebie. Autorką pierwszej współczesnej mapy stóp była Amerykanka Eunice Ingham: stworzyła ją 70 lat temu. Nic dziwnego, że Stany Zjednoczone uchodzą za kolebkę dzisiejszej refleksologii. Ale korzenie metody sięgają starożytności – prawdopodobnie znana była w Chinach, Egipcie, Japonii, na Sumatrze... – Niektórzy przyjmują, że wszystko zaczęło się w Chinach, że masaż stóp rozwinął się na bazie akupresury. Nie znaleziono jednak żadnego dowodu na to, że Chińczycy uprawiali refleksologię – mówi Beata Sekuła. Pokazuje zdjęcie płaskorzeźby, datowanej na 2500 rok p.n.e. Rzeźba pochodzi ze starożytnego Egiptu, z grobowca kapłana Słońca Ankhmahore. Przedstawia sytuację przypominającą masaż stóp i rąk. – Chociaż historycy kosmetologii twierdzą, że jest to pierwszy uwieczniony w sztuce manicure i pedicure, refleksolodzy dopatrują się znamion zabiegu leczniczego. Mamy tu dwie osoby o ciemniejszej karnacji, pochodzące z Egiptu północnego, który słynął ze światłych ludzi, dysponujących ogromną wiedzą i wyczuciem. Jedna z tych osób dotyka rąk, druga stóp pacjentów, a ci chwytają się za różne części ciała, co może świadczyć o reakcjach odruchowych organizmu – o tym, że odpowiada on na bodziec. Nikt nie wie, czego dotyczy ten obrazek – my, refleksolodzy, lubimy myśleć, że jest to dowód na stosowanie refleksoterapii rąk i stóp w starożytnym Egipcie.

Podróż przez ciało

Jedno nie ulega dziś wątpliwości: mapy somatotropowe – bo tak się nazywają – występują na całym ciele: na powierzchni ramion, przedramion, ud, podudzi, na brzuchu, plecach, wokół pępka...

Beata Sekuła pracuje ze wszystkimi podstawowymi systemami: ze stopami, uszami, rękami, twarzą. Najczęściej jednak z twarzą.

– Leży ona w bezpośredniej bliskości mózgu, centralnego komputera naszego ciała, więc zabieg jest skuteczniejszy, a jego efekty szybsze – opowiada. – Kiedy pobudzane są stopy czy ręce, impulsy – by trafić do mózgu – muszą przejść przez sploty nerwowe, stawy i często napotykają tam na zaburzenia utrudniające przewodnictwo. Stopy traktuję bardziej jako narzędzie do pracy z „lokalnymi” problemami kończyn: obrzękami, bólem, zaburzeniami krążenia. Chociaż są też sytuacje, w których nie można zastosować refleksologii twarzy, choćby przy trądziku ropnym, stanach zapalnych ucha czy dziąsła – wtedy pracuję ze stopami.

Dobry refleksolog potrafi, w zależności od sytuacji, odwołać się do odpowiedniej mapy – łączyć techniki, dostosowując się do potrzeb klienta. Na przykład zaczyna od twarzy, a potem stymuluje wybrane receptory również na innych częściach ciała. Jest to tzw. refleksologia integracyjna. – Jeżeli ktoś zgłosi się do mnie z bólem kolan, prawdopodobnie, w celu pobudzenia organizmu, zaczęłabym zabieg od refleksologii twarzy, po czym skupiłabym się na punktach refleksologicznych odpowiadających za kolana, leżących na stopach i rękach – wyjaśnia Beata Sekuła. – Natomiast jeśli pacjent przychodzi z powodu nerwicy, pracuję na twarzy, ewentualnie na dłoniach. Stymulacja stóp działa bardzo pobudzająco, dostarcza dużej dawki energii – niezależnie do tego, czy organizm potrzebuje tej energii, czy nie. Osoba z problemami nerwicowymi mogłaby poczuć się po takim zabiegu bardzo rozedrgana.

Upiększyć i uzdrowić

Beata Sekuła zwraca uwagę na jeszcze jedną zaletę refleksologii twarzy, na cenny efekt uboczny – kosmetyczny. W praktyce oznacza to poprawę owalu twarzy, mikrokrążenia, eliminację zastojów, obrzęków limfatycznych, worków pod oczami, szarości cery, drobnych zmarszczek... – Głębokie bruzdy na twarzy mogą wskazywać na poważniejsze zaburzenia w pracy pewnych narządów – podpowiada refleksolog. – Są osoby, znane z życia publicznego, których czoło przecina pośrodku wyraźna, pionowa bruzda. Świadczy ona o poważnym zaburzeniu wątroby i pęcherzyka żółciowego – mówiąc obrazowo, tych ludzi zalewa żółć. Z kolei Sharon Stone – zanim zaczęła „rozprostowywać” twarz – miała na policzkach bruzdy wskazujące na zaburzenia płuc i jelita grubego, prawdopodobnie wynik palenia papierosów.

Oczywiście, nie ma tu sztywnych, matematycznych przełożeń. Refleksolog nie stawia diagnozy fizycznej, co najwyżej energetyczną. – Receptory dają obraz stanu energetycznego człowieka, ale nigdy nie mówię mu, że ma chory jakiś narząd, na przykład serce – od tego jest kardiolog. Refleksolog może powiedzieć, że wyczuł zaburzenie na poziomie meridianu serca, a to dwie różne rzeczy – mówi Beata Sekuła. I podkreśla, że refleksologia jest racjonalna, opiera się na ścisłych zależnościach fizjologicznych. – Bodźce z receptorów płyną do mózgu, on decyduje, gdzie je dalej przesłać. Czasem ktoś niepokoi się, że stymuluję mu żołądek, który już jest „nadczynny”. Ja wysyłam impuls, ale dalej już mózg zadba o to, żeby ten żołądek rzadziej się kurczył i wydzielał mniej soków. Pobudzony bodźcem organizm potrafi uruchomić mechanizmy regulacji i regeneracji, prowadzące do stanu równowagi wewnętrznej, optymalnej dla danej osoby. Bo co innego będzie oznaczała równowaga dla osoby z niewielkimi dolegliwościami, co innego dla tej, która ciężko choruje. Medycyna konwencjonalna zarzuca nam czasem, że polegamy na inteligencji organizmu, że pozwalamy mu decydować o tym, gdzie potrzebuje pobudzenia, a gdzie nie. Organizm naprawdę wyposażony jest w taki samoregulujący komputer, wybiera to, co dla niego najlepsze.

Rozświetlić emocje

– Refleksologia to bardzo precyzyjna technika, ale również sztuka – twierdzi Beata Sekuła, która ma też spore osiągnięcia w pracy z emocjami. – Masaż refleksologiczny może wpływać na łagodzenie pewnych emocji albo odwrotnie: na ich przywracanie. Możemy doprowadzić do bezpiecznego wybrzmienia emocjonalnego, pozwolić na to, żeby coś się skończyło, żeby ciało oczyściło się z tego, co mu nie służy – zapewnia. Czy to znaczy, że można sobie „zamówić” wybraną emocję? – Można „zamówić” i „odmówić”, ale człowiek musi się najpierw przyznać, że jest mu z czymś niewygodnie. Rzadko zdarza się, żeby ktoś powiedział: „jestem bardzo agresywny i chciałbym to wyregulować”. Bo być może bardzo tej agresji potrzebuje, być może po prostu nie ma innej możliwości ekspresji...

Beata Sekuła nie ukrywa, że najczęściej przychodzą do niej ludzie cierpiący z powodu miłości: porzuceni przez partnera, złamani po jego utracie, również śmierci. – Widzę, że przechodzenie przez tego rodzaju sytuacje odbywa się w podobny sposób, niezależnie od tego, czy bliska osoba pozostaje przy życiu, czy je traci. W jednym i w drugim przypadku przeżywa się żałobę.

Okazuje się, że refleksologia twarzy wpływa na pewną, niezwykle ważną dla emocji, strukturę w mózgu – ciało migdałowate.

– Jest ono elementem układu limbicznego, który odpowiada za różnego rodzaju więzi: macierzyńskie, ojcowskie, za przyjaźń, miłość – więc również za ich nadmiar czy brak – tłumaczy Beata Sekuła. – Ciało migdałowate magazynuje emocje, na szczęście możemy je oczyścić, odnaleźć równowagę. Pięknie to widać na obrazach uzyskiwanych dzięki tomografii komputerowej czy rezonansowi magnetycznemu – po regulacji ciało migdałowate i otaczający je obszar zaczynają się świecić...

Dla wszystkich, nie na wszystko

Podczas zabiegu doznania bywają różne: jednym będzie przyjemnie, inni przy tej samej technice mogą odczuwać dyskomfort. – Czasem pojawiają się mdłości, uderzenia gorąca, cierpnięcie rąk i stóp, bulgotanie w żołądku czy w jelitach. Zdarza się, że nagły ból przeszywa kogoś w miejscu, które dawało mu się we znaki wiele lat wcześniej i które formalnie zostało wyleczone. Te objawy są rezultatem tego, że coś się w ciele reguluje.

Beata Sekuła dzieli klientów na dwie podstawowe grupy: „łatwopalnych” i „niełatwopalnych”. – „Łatwopalna” osoba natychmiast reaguje na dotyk, na przykład pyta: „na czym pani pracuje?”. Mówię: „na żołądku”, a ona: „tak, właśnie czuję”. Po czym nagle wstaje, idzie do łazienki i wymiotuje. W ciągu kilkunastoletniej praktyki zdarzyły mi się 2–3 takie przypadki; „niełatwopalny” może nawet zasnąć podczas zabiegu albo stwierdzić: „nie wiem, czy to działa, chodzę, chodzę i nic się dzieje”. Zwykle jest to człowiek zdrowy, więc co niby miałoby się wydarzyć? Skoro nie było wcześniej żadnych dolegliwości, cała rzecz polega na podtrzymaniu energetycznego i fizycznego dobrostanu organizmu.

– Refleksologia jest dla wszystkich, ale to nie oznacza, że jest antidotum na wszystko – zaznacza Beata Sekuła. Poleca ją przede wszystkim jako terapię antystresową. Na przemęczenie fizyczne, psychiczne, stany zwiększonego napięcia nerwowego. Na wyczerpanie pracą, wypalenie zawodowe. – Po zabiegach pojawia się zwiększona odporność na czynniki stresotwórcze – sytuacje, które wcześniej doprowadzały nas do szału, przestają już mieć nad nami władzę. Takie reakcje jak pobudzenie pracy serca, wzrost ciśnienia, ból głowy tracą na sile – mówi terapeutka. Inne wskazania to kłopoty z pamięcią, koncentracją, z przyswajaniem informacji, kojarzeniem. Refleksologia może też wspomagać pracę z nadwagą. – Uwalniające się podczas zabiegu endorfiny wpływają na uczucie satysfakcji, zmniejsza się zapotrzebowanie na słodycze i tłuste pokarmy. To wspiera dietę.

Ważne: utrwalenie bodźców

Zabieg refleksologii twarzy jest głęboko odprężający, wprowadza w stan błogości, rozluźnienia, ale przy stopach jest już inaczej, może pojawić się ból. Tylko że ból w receptorze nie zawsze musi oznaczać zaburzenia w odpowiadającym mu narządzie. – Zawsze będą bolały receptory leżące blisko kości – ze względu na ich silne unerwienie – tłumaczy Beata Sekuła. – Kiedy pojawia się ból, zwalniam ucisk, pozwalam klientowi odetchnąć, żeby uniknąć napięcia w splocie słonecznym. Splot słoneczny to ważny przekaźnik impulsów na drodze do mózgu – jeśli się zaciśnie, mózg zacznie nadawać sygnał: „kończ, bo nie wytrzymam.”

Jeszcze większy ból można odczuwać przy refleksologii narzędziowej. Przybory nie muszą być wyszukane – wystarczy długopis, chińskie pałeczki... Beata Sekuła zapewnia, że posługując się tego rodzaju narzędziami, można w 2–3 minuty uzyskać takie same efekty jak po „pełnowymiarowym” zabiegu przy użyciu palców. Jaki to wymiar?

– Zabieg refleksologiczny nie powinien przekroczyć 40 minut. Mózg ma swoją wydolność, jeżeli go przestymulujemy, to – zamiast uruchomić mechanizmy regeneracji i samoregulacji w organizmie – wywołamy złe samopoczucie. Dojdzie do przesytu, ciało nie przyjmie nowych informacji w sposób konstruktywny, nie przetworzy ich na bodźce terapeutyczne. Niewskazane jest też kumulowanie rozmaitych bodźców: jednego dnia refleksologia, drugiego masaż ciała, trzeciego joga... Można przedawkować – jak ktoś, kto wraca ze SPA z bólem głowy.

Ale faktem jest, że refleksologia działa w seriach – dla skuteczności zabiegów ważne jest, by były wykonywane z dużą regularnością, w niewielkich odstępach czasowych. – To jak z psem Pawłowa – żeby utrwalić bodziec, potrzebne są kolejne powtórki. Nasz organizm chętnie przestawi się na nowy tryb – o ile zechcemy mu w tym pomóc.

Beata Sekuła: refleksolog twarzy, stóp, dłoni, uszu, twórczyni Międzynarodowego Instytutu Refleksologii Twarzy w Warszawie.

Podręczna refleksologia

Objawy zbliżającego się lub już istniejącego przeziębienia, katar, ból zatok, kichanie

Palcem wskazującym pocieraj energicznie pionową linię na środku czoła, od nasady nosa do linii włosów. Powtórz te ruchy 30–40 razy. Następnie, oboma palcami wskazującymi równocześnie, pocieraj miejsca, gdzie boczne krawędzie nosa łączą się z twarzą. Zrób 30–40 energicznych powtórzeń. Teraz, również oboma palcami wskazującymi naraz, pocieraj skórę tuż nad górną wargą. Pracuj w kierunku do środka i na boki, palce miej ułożone równolegle nad wargą. 30–40 powtórzeń, energiczne tempo.

Stosuj tę technikę kilka razy w ciągu dnia. W ten sposób stymulujesz strefy odruchowe zatok czołowych, nosowych i szczękowych.

Trema, lęk, niepokój, pobudzenie nerwowe, zbliżający się wybuch emocjonalny, bezsenność

Punkty pomagające odzyskać równowagę emocjonalną znajdują się w okolicy uszu. Znajdź mniej więcej półcentymetrową pionową linię z przodu ucha (tam gdzie łączy się ono z twarzą). Pocieraj tę linię, po obu stronach twarzy, ok. 15–20 razy.

Punkty uspokajające znajdują się też w dołku za uszami, tuż pod płatkami uszu. Pocieraj je jednocześnie 15–20 razy.

Opisaną technikę stosuj kilka razy dziennie, by złagodzić występujące objawy, lub doraźnie.

  1. Zdrowie

Tężyczka - choroba życia w biegu, napięcia i przerostu ambicji

Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. 
(Fot. iStock)
Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. (Fot. iStock)
Objawy są nieprzyjemne – skurcze mięśni. Bywa, na szczęście rzadko, niebezpieczna, może nawet zagrażać życiu. W dodatku trudno się ją diagnozuje. – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska, zajmująca się tą chorobą.

Kilka lat temu moja przyjaciółka, mieszkająca wtedy w Londynie, zaczęła odczuwać dziwne objawy. Najpierw mrowienie rąk. Potem nóg. Doszły do tego skurcze mięśni. Majka, przestraszona, poszła do lekarza. Ten zaczął przeprowadzać diagnostykę w kierunku stwardnienia rozsianego. Pamiętam, jak dzwoniła do mnie w panice. Na szczęście szybko okazało się, że to nie SM. Więc co? – Wyobraź sobie, mam tężyczkę – powiedziała.

Czym jest ta choroba?

– Właściwie to zespół objawów – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska. – Niecharakterystycznych, z różnych grup. Wynikają z nadpobudliwości błony nerwowo-mięśniowej, a to z kolei powodowane jest różnego rodzaju niedoborami tkankowymi. Głównie niedobory dotyczą magnezu i potasu a także witaminy D – jeżeli mówimy o tężyczce utajonej. Ten zespół objawów jest bardzo uciążliwy. Trzeba szukać, co jest jego źródłem w przypadku konkretnego pacjenta.

Czy łatwo tężyczkę zdiagnozować? – Bardzo trudno, niestety. Bo przyczyn może być dużo. Od psychicznych, psychogennych, poprzez gastrologiczne, endokrynologiczne diabetologiczne, przyjmowane leki, nieprawidłową dietę. Diagnoza nie jest prosta, ale staramy się mieć swoje schematy w diagnostyce, żeby pacjentowi pomóc, żeby znaleźć przyczynę tych dolegliwości – tłumaczy dr Toruńska. – Zwykle na początku rzeczywiście sprawdzamy, czy to nie stwardnienie rozsiane. Robimy rezonans mózgu, żeby je wykluczyć, choć w tej chorobie przebieg jest jednak inny. Tężyczka nie daje objawów konkretnego zespołu neurologicznego, trzeba wykonać podstawowe badania, żeby SM wykluczyć i dalej szukać przyczyny, źródła. Zwykle to źródło znajdujemy.

Mogą to być na przykład choroby tarczycy, nadczynność, niedoczynność, Hashimoto. Choroby przewodu pokarmowego, wszelkiego rodzaju nietolerancje pokarmowe, na gluten, na laktozę. Są pacjenci po zapaleniu błony śluzowej żołądka, tacy, którzy bardzo długo przyjmują inhibitory pompy protonowej (IPP), zaburzające wchłanianie pierwiastków i witamin. Bywa to też niewykryta insulinooporność albo monodiety, często wyniszczające organizm. Także niektóre leki oraz, oczywiście, wszelkie używki.

Zwykle tężyczka sama w sobie nie jest chorobą, a efektem innych chorób. Choć, jak tłumaczy dr Toruńska, jest taka jednostka jak hipomagnezemia rodzinna, gdzie tężyczka jest pierwotna, bo mamy tu jedną przyczynę – genetyczną. Ale to się zdarza niezwykle rzadko.

Tężyczka - do kogo po pomoc

Żeby jeszcze bardziej sprawę skomplikować, trzeba powiedzieć, że tężyczki są dwie: jawna i utajona. Endokrynolodzy zajmują się tężyczką jawną, czyli wapniową, pojawiającą się (oczywiście nie zawsze) po operacjach tarczycy, przytarczyc, przy chorobach tarczycy, kiedy są duże niedobory wapnia. Ta postać tężyczki jest bardziej niebezpieczna, czasami nawet zagrażająca życiu – występują tu bardzo silne skurcze, może – przy gwałtownych spadkach wapnia – dojść do skurczu głośni, utraty przytomności.

Neurolodzy leczą tężyczkę utajoną. Łagodniejszą w przebiegu, choć trudniejszą do wykrycia. Pojawiają się mocne samoistne skurcze mięśni, ale może je wywołać zewnętrzny bodziec. – Choćby hiperwentylacja – czyli szybkie, głębokie oddychanie. Zaburza się wtedy równowaga kwasowo-zasadowa i dochodzi do utraty pierwiastków, głównie magnezu, z tkanek. Każdy mówi: jak się boisz, to głęboko oddychaj. No właśnie nie. Wtedy się pogarsza, zamiast poprawiać – tłumaczy dr Toruńska.

Nieprawidłowe oddychanie może być pogłębiane przez stres. Na początku, kiedy jeszcze nie wiemy, co nam dolega, a objawy są niepokojące, można się porządnie przestraszyć. Czasem pojawiają się bóle w klatce piersiowej, czasem duszności, a razem z tym nakręca się spirala lęku.

Wydawałoby się, że skoro przyczyną tężyczki utajonej są niedobory magnezu, potasu i witamin, wystarczy zrobić badanie krwi, żeby wykryć chorobę.

– Nie jest to takie proste – mówi dr Toruńska. – Ja się zajmuję tężyczką utajoną, tu pacjenci mają zwykle prawidłowy poziom wapnia czy parahormonu, a z kolei niski magnezu czy potasu. Jednak na ogół w badaniu krwi te pierwiastki nie wychodzą nieprawidłowo, bo organizm dąży do homeostazy – krew więc wygląda dobrze, ale kosztem tkanek. Mamy już na szczęście możliwość wykonania badań na poziom magnezu w erytrocytach, to najbardziej wiarygodnie pokazuje, co dzieje się w tkankach, nadal jednak mamy trudności w oznaczeniu poziomu magnezu zjonizowanego, a to jest frakcja aktywna, więc nawet to badanie w erytrocytach jest badaniem tylko pośrednim.

Tymczasem pacjentów z tężyczką przybywa. Z czego to wynika? – Ze stylu życia. Z biegu, pędu, permanentnego braku czasu, braku możliwości czy chęci skomponowania odpowiedniej dla siebie diety – tłumaczy dr Toruńska. – Ludzie się nie badają, mówią, że źle się czują, że mrowienie, skurcze, w reklamach słyszą, że niedobór magnezu, więc łykają suplementy, które nie działają… I kolejny znak naszych czasów, czyli żywność wysokoprzetworzona, z dużą ilością fosforanów, które blokują wchłanialność magnezu. Jest też dużo produktów, które ten magnez wypłukują, a których na co dzień nadużywamy. Kawa, cola, mocna herbata, napoje energetyzujące, alkohol, używki, a nawet niektóre leki. A leki przecież ludzie przyjmują, bo muszą, wszystko to powoduje, że mamy ujemny bilans magnezu czy potasu w organizmie W tkankach.

Oczywiście byłoby idealnie, gdyby pacjenci razem z receptą na leki blokujące wchłanianie magnezu dostawali od lekarza informację, że powinni ten magnez uzupełniać. Jednak dr Katarzyna Toruńska mówi, że tak, niestety, dzieje się rzadko: – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca. Twierdzą, że każdy, kto się zhiperwentyluje i zrobi próbę tężyczkową, ta wyjdzie dodatnia. Co jest nieprawdą. My 20 lat temu też nie wiedzieliśmy, że jak będziemy podawać inhibitory pompy protonowej, żeby pacjent nie krwawił z wrzodów żołądka, to za jakiś czas się okaże, że chory ma niedobory. Nigdzie nie mogliśmy o tym przeczytać, o pewnych lekach uczymy się dopiero na przestrzeni czasu.

Leczenie

To zależy, czy to tężyczka jawna, czy utajona. I jaka jest przyczyna. Oczywiście podstawa to suplementacja, zwykle magnezowo-potasowa. – Niekiedy, jeśli u pacjenta widzimy wysoki poziom lęku czy depresję, włącza się leki antydepresyjne. Jeśli są problemy z tarczycą, chory musi być pod opieką endokrynologa. Przy insulinooporności – diabetologa. Czyli leczenie często musi przebiegać na kilku poziomach. I bardzo ważna jest współpraca między lekarzem a pacjentem – tłumaczy dr Toruńska. – Lekarz nie da pigułek na wszystko. Nie zawsze jest to proste. Jeśli źródłem permanentnego stresu jest nasza praca, idealnie byłoby ją zmienić. Ale na ogół nie jest to możliwe. Na pewno można odstawić używki. I włączyć techniki relaksacyjne. Wyciszenie, joga. Wyłączyć za to nieustanne myślenie o obowiązkach, kłopotach, pracowanie 24 godziny na dobę – nawet jeśli nie siedzimy cały czas przy biurku, to głowa nie odpuszcza. – Mam takich pacjentów – mówi dr Toruńska. – To tylko zwiększa dolegliwości. Nie umiemy dziś radzić sobie ze stresem, odpoczywać, odpuścić sobie. Często nawet urlopu nie potrafimy wykorzystać, w wolnym czasie też nie dajemy sobie taryfy ulgowej. W dodatku pandemia nasiliła tężyczki. I więcej mamy tych świeżo rozpoznawanych, i ci pacjenci, którzy są po diagnozie i regularnie się suplementują, też odczuwają silniejsze dolegliwości.

Jest grupa osób szczególnie narażonych – to ludzie ambitni, trochę neurotycy, perfekcjoniści, osobowość typu A. Często też sportowcy – tu przyczyną jest duży wysiłek fizyczny bez mądrej suplementacji.

– Zawsze staram się szukać przyczyny, jak się nie da, zostaje styl życia. Tu zmiana zależy od nas. Choć nigdy – a szczególnie w  dobie pandemii – nie jest to łatwe. Ale daje efekty, można się pozbyć objawów. To długie leczenie, ale na ogół z sukcesem – mówi dr Katarzyna Toruńska.

  1. Zdrowie

Nagietek i jego lecznicze właściwości

Korony nagietków przez cały dzień zwracają się w stronę słońca, a po zachodzie zamykają. To dlatego w staropolskich zielnikach nazywane były „oblubienicą słoneczną”. Do zielników trafiły jednak nie dla swej urody, a ze względu na właściwości lecznicze. (Fot. iStock)
Korony nagietków przez cały dzień zwracają się w stronę słońca, a po zachodzie zamykają. To dlatego w staropolskich zielnikach nazywane były „oblubienicą słoneczną”. Do zielników trafiły jednak nie dla swej urody, a ze względu na właściwości lecznicze. (Fot. iStock)
Tak zadomowiony dziś w naszych ogródkach nagietek przywędrował do Polski z okolic Morza Śródziemnego. Znany przede wszystkim jako roślina ozdobna, ma także wiele właściwości prozdrowotnych. I to im zawdzięcza popularność w kosmetologii i ziołolecznictwie.

Od ostatnich dni maja aż do późnej jesieni rabaty mienią się pomarańczowymi i pomarańczowozłotymi płatkami nagietków. Te kwiaty są wielkimi amatorami słońca, korony nagietków przez cały dzień zwracają się w jego stronę, a po zachodzie zamykają aż do następnego poranka. To dlatego w staropolskich zielnikach nazywane były „oblubienicą słoneczną”. Do zielników trafiły jednak nie dla swej urody, a ze względu na właściwości lecznicze, opisywane choćby przez Hildegardę z Bingen, autorkę traktatu o leczniczym i szkodliwym działaniu roślin i minerałów z XII wieku.

Kolorowa apteka

Obserwując energetyzujące odcienie nagietków, nietrudno uwierzyć, że ich kwiaty zawierają naturalne barwniki z grupy karotenoidów (w kolorach: żółtym, pomarańczowym, różowym, czerwonym) – przede wszystkim luteinę. Organicznie luteina obecna jest także w plamce żółtej oka i soczewce, gdzie odpowiada m.in. za przeciwdziałanie zaćmie. Problem w tym, że ludzie nie syntetyzują karotenoidów, więc muszą dostarczać je organizmowi w pożywieniu lub preparatach aptecznych – wśród których nie brak i tych z luteiną pozyskiwaną z „oblubienicy słonecznej”.

Także karotenoidom nagietek zawdzięcza działanie gojące. A to dlatego, że przyspieszają one zabliźnianie się ran i wspomagają regenerację komórek. Nic więc dziwnego, że wyciąg z nagietka jest składnikiem maści gojących stosowanych w różnych uszkodzeniach skóry, a także kosmetycznie używanych kremów oraz maseczek.

W nagietku, oprócz karotenoidów, występują również flawonoidy, olejek lotny, związki żywicowe i śluz. Są to substancje aktywne o właściwościach przeciwzapalnych i antybiotycznych. Napar z kwiatów nagietka jest stosowany do przemywania skóry w przypadku trudno gojących się ran, oparzeń, w owrzodzeniach żylakowatych i zastrzale.

W kwiatowym chruśniaku

Nagietki zaczynają kwitnąć ok. 2 miesięcy po zasianiu, a że nie mają wygórowanych wymagań glebowych, samodzielnie się rosiewają i są lubiane przez pszczoły – mogą zdobić nasz ogród aż do pierwszych mrozów.

Wykorzystywane po ususzeniu do robienia leczniczych i kosmetycznych specyfików kwiaty nagietka najlepiej zbierać (bez łodyżek) w pełnym rozkwicie, w słoneczny dzień. W domowych warunkach koszyczki kwiatów można suszyć w temperaturze otoczenia, a po wysuszeniu – przechowywać je w suchych i przewiewnych miejscach, np. wsypując do płóciennych woreczków.

Sprawdzone receptury

Suszone kwiaty nagietka można wykorzystać do przygotowania maseczki do twarzy o działaniu przeciwzapalnym i kojącym czy olejku do masażu skóry suchej, podrażnionej oraz dotkniętej rozstępami. Olejek warto również wsmarować od czasu do czasu w zniszczone końcówki włosów lub skórę głowy.

Olejek nagietkowy – sposób przygotowania

  • wsyp garść suszonych płatków nagietka do słoika lub butelki, a następnie zalej dowolnym olejem roślinnym
  • wymieszaj lekko całą zawartość naczynia i odstaw w nasłonecznione, ciepłe miejsce
  • mieszaj delikatnie raz dziennie
  • po upływie dwóch tygodni przecedź olej przez gazę.
Maseczka nagietkowo-owsiana (polecana do cery trądzikowej) – sposób przygotowania
  • wymieszaj 4 łyżki płatków owsianych z 4 łyżkami suszonych kwiatów nagietka i zalej niewielką ilością ciepłego mleka
  • gdy płatki zmiękną, dodaj łyżkę oliwy lub innego oleju i pół łyżki miodu (pod warunkiem że skóra nie jest przesuszona)
  • nałóż maseczkę na twarz na ok. 10 min (potem możesz rozmasować ją jak peeling).