Częste mycie skraca życie, czyli czy nadmiar higieny szkodzi?

Na skórze bytuje mnóstwo bakterii, które mają do wykonania ważną pracę - dbają by nie starczyło już miejsca na mikroby, które mogłyby jej zaszkodzić. (fot. iStock)

Jeszcze sto lat temu kąpiel należała raczej do egzotycznych nawyków.
Dziś bierzemy prysznic dwa albo trzy razy dziennie. Jesteśmy więc czyści i pachnący, ale czy zdrowsi?

Epidemiolodzy do znudzenia podkreślają, jak ważne jest częste mycie rąk. Kontakt z wodą i mydłem może uchronić bowiem przed inwazją chorobotwórczych mikrobów. – Kiedy wszyscy dookoła kichają i kaszlą, wirusy mają czas żniw – mówi Magdalena Rybner, specjalista medycyny rodzinnej. – Ale żeby mikrob dotarł w gościnne progi naszego organizmu, musi dostać się na błony śluzowe. Okazuje się, że pomagamy mu w tym sami: zainfekowaną wirusami dłonią potrzemy oko, włożymy coś do ust lub dotkniemy nosa i voilà! – zaczyna się wirusowy szturm.

Nie szkodzi, że nie dotykaliśmy bezpośrednio nikogo chorego – zainfekowana osoba sama rozprzestrzeniła już wirusy w naszym otoczeniu. Gdzie na przykład? Nie trzeba szukać daleko: badacze z University of Arizona stwierdzili, że na rączkach wózków w supermarketach znajduje się więcej bakterii niż w toalecie. Znaleźli także odpowiedzialne za infekcje nosa wirusy na powierzchni 63 proc. urządzeń będących na wyposażeniu siłowni i sal do fitnessu. „Journal of Medical Virology” donosi z kolei, że wirusy przeziębienia i grypy mogą przetrwać do 18 godzin na twardych powierzchniach – takich jak… menu w restauracji! Karta dań codziennie przechodzi przez tysiące rąk – ale raczej nie ma zwyczaju jej dezynfekcji. W pracy wirusy czają się na klamkach u drzwi, klawiaturach komputerów, słuchawkach telefonów, guzikach w windzie czy poręczach schodów. Wspomniani już badacze z University of Arizona zrobili pewien eksperyment: umieścili na klamce jednych, choć dość często używanych drzwi pewien nieszkodliwy, ale charakterystyczny wirus. Okazało się, że w ciągu dosłownie kilku godzin można go było znaleźć na włącznikach świateł, biurkach, kubkach do kawy, innych klamkach itp. Straszne, prawda?! Na szczęście badanie pokazało również, że jeśli choć połowa uczestników myła często dłonie albo używała specjalnych żeli (lub chusteczek) dezynfekujących do rąk, rozprzestrzenianie się wirusa spadało o ponad 90 proc.!

– Światowa Organizacja Zdrowia nie na darmo podkreśla, że odpowiednia higiena rąk może zredukować ryzyko zakażenia różnymi typami mikrobów o połowę – podkreśla doktor Rybner.

Ważne mycie dłoni

Nawyk mycia dłoni nie jest jednak wcale tak rozpowszechniony, jak by się mogło wydawać. Statystyki zaskakują: aż 30 proc. przepytanych osób przyznało, że zdarza się im zapomnieć o myciu rąk po opuszczeniu toalety – a kolejne 60 proc., że często po prostu spłukują dłonie wodą, bez użycia środka myjącego. – Sama woda to za mało – uważa Magdalena Rybner. – Mydło jest konieczne. Trzeba też myć dłonie odpowiednio długo.

Pamiętacie Borisa, bohatera Allenowskiego filmu „Co nas kręci, co nas podnieca”? Kiedy mył dłonie, śpiewał trzy razy „Happy birthday!”. Otoczenie śmiało się, biorąc go za nieszkodliwego wariata, ale Boris miał rację! – Powinniśmy myć dłonie przynajmniej przez 20 (a nawet 30) sekund, by naprawdę skutecznie zmyć bakterie i wirusy – podkreśla doktor Rybner. Tyle mniej więcej trwa właśnie odśpiewanie 2–3 kolejek „Happy birthday!”. Aby mycie rąk było naprawdę myciem, trzeba też użyć odpowiedniej ilości wody: jeśli jest jej za mało, nie wyprodukujemy z mydła odpowiednio dużo piany. Nieważne, czy będzie ciepła, czy zimna – sprawdzą się obie, jeśli obficie namydlimy dłonie.

– Myjąc ręce, pamiętajmy o przestrzeniach między palcami – przypomina Magdalena Rybner. – I dokładnie wytrzyjmy je po umyciu. Mokre lub wilgotne dłonie łatwiej przenoszą patogeny.

Antybakteryjne? Lepiej nie!

Nasz lęk przed chorobami i mikrobami wykorzystują producenci różnego rodzaju środków myjących. Okazuje się jednak, że z czystością jak z każdą inną dziedziną – przesada wcale nie jest dobra. Jedną z takich „przesad” są mydła antybakteryjne. – Są potrzebne lekarzom myjącym dłonie przed zabiegiem lub osobom o uszkodzonej skórze, ale nie są przeznaczone do powszechnego stosowania – uważa Magdalena Rybner.

Ludzka skóra, jak każdy żywy organizm, ma własną mikroflorę: bytuje na niej mnóstwo bakterii, które nie robią nam najmniejszej krzywdy. Na każdym centymetrze kwadratowym skóry jest aż 10 tys. „żyjątek”, które tu właśnie powinny być. Kiedy podrapiemy kawałek skóry paznokciami, trafi pod nie aż 50 tys. tych małych sprzymierzeńców. I nie ma w tym nic złego: zaprzyjaźnione bakterie pełnią rolę gospodarza – zamieszkując naszą skórę, dbają, by nie starczyło już miejsca na mikroby, które mogłyby jej zaszkodzić. Mają też do wykonania pozytywną pracę. Przykładowo, jeden z popularnych rezydentów naszej skóry, bakteria Propionibacterium acnes, przepracowuje wydzielane przez łojowe gruczoły sebum i sprawia, że zmienia się ono w środek nawilżający.

Antybakteryjne czy dezynfekcyjne mydełka działają destrukcyjnie: niektóre badania zdają się nawet sugerować, że pozbawiona przyjaznych bakterii skóra nie tylko szybciej łapie infekcje, ale jest też bardziej wystawiona na działanie potencjalnie rakotwórczych czynników.

Czas na prysznic

W dobie wyszukanych kosmetyków zwykłe mydło popadło w niełaskę. Niesłusznie! – To bardzo dobry wynalazek, skutecznie usuwający brud – podkreśla Magdalena Rybner. – Aby jednak nam służyło, wybierajmy takie o dobrym pH – od 5 do 7. Skóra i paznokcie nie lubią odczynu alkalicznego, który uszkadza lipidowy płaszcz skóry. Preferują odczyn lekko kwaśny.

Łatwiej jest ustawić właściwy odczyn w mydłach w płynie niż w mydłach w kostce – te często są bardziej alkaliczne. Dobrze też wybierać kosmetyki, na których lista składników jest jak najkrótsza – wiele z nich może działać alergizująco. I jeszcze jedno: im częściej się myjemy czy kąpiemy, tym łagodniejszych kosmetyków powinniśmy używać. – Jeśli kąpiemy się za często, w dodatku z użyciem środków myjących, możemy uszkodzić płaszcz lipidowy skóry i jej barierę ochronną, wysuszyć ją nadmiernie, podrażnić – mówi doktor Rybner. – Przeciętny mieszczuch powinien umyć się dokładnie, z użyciem mydła, raz dziennie.

Czyli trzeci prysznic w ciągu dnia już tylko czystą wodą – bez płynów, mydeł, żeli; wielogodzinna kąpiel w pianie i płynie do kąpieli wypada z listy upodobań. A jeśli się nam zdarzy, trzeba po niej nawilżyć i natłuścić skórę. Nie musimy wprawdzie kremować dłoni po każdym myciu – ale powinniśmy to robić zawsze po zmywaniu naczyń.