fbpx

Potrzeba czułości

Minął rok. Antoś nadal jest niemowlakiem, ale przestaje być niemową, chociaż to, co mówi, trudno pojąć. Można się jednak domyślić, co by powiedział, gdyby mógł. Byłyby to rozbłyski myśli, fontanny uczuć, mrok i światło mieszałyby się w rwącym słowotoku.

Na razie biega po mieszkaniu na czworakach, przypominając nam, skąd przyszliśmy. Ulubiona zabawa to łapanie równowagi, jakby łapał powietrze. Potem pierwszy samodzielny krok, wzruszająco niepewny. A nabieranie pewności to pierwsze katastrofy i siniaki. Mama jest taka miękka, a świat potrafi być taki twardy.  

Wspomniałem miesiąc temu o empatii – ta umiejętność współczucia i współodczuwania z innymi budowana jest na doświadczeniu i uczuciach. Dlatego tak mocno związana z osobistą sytuacją człowieka. Dotyczy szczególnie, ale nie tylko, stanów nieszczęść. Alkoholika może zrozumieć tylko inny alkoholik, narkomana – narkoman. Ten, kto nigdy nie miał depresji, nie pojmie monstrualnej skali tej przypadłości – jak można tak martwić się bez powodu? 

Mam teraz taki etap w życiu, że świetnie rozumiem, co czują rodzice małych dzieci. A przy okazji nareszcie dojrzałem, by w pełni docenić, jaka to poważna, trudna praca zajmować się dzieckiem i domem. Czas uznać, że wychowanie dziecka to najbardziej odpowiedzialna praca w zestawie prac ludzkich. A jednak nadal uparcie niedoceniana przez państwo, przez mężczyzn, co gorsza, przez nową generację wyzwolonych kobiet.

Nasz synek dostał po nas spuściznę wrażliwości czy nawet nadwrażliwości. Zostałby psychicznie okaleczony, gdyby posłano go do żłobka – to widać jak na dłoni. Myślę, że miałby też silny uraz, gdybyśmy nie uszanowali jego nocnych rozpaczy i nie brali go z łóżeczka do naszego łóżka, by mógł zasnąć w błogim poczuciu bezpieczeństwa. Poczucie odtrącenia, ten podstawowy uraz z dzieciństwa, najmocniej chyba modeluje człowieka, rzeźbiąc czasami zdumiewające figury.

Moja matka w roku 1950 dowiedziała się od lekarki pediatry, że dziecka nie wolno rozpuszczać, szczególnie chłopców trzeba traktować surowo. Lekarka sama tego nie wymyśliła, takie idiotyzmy obowiązywały w ówczesnej pediatrii. Na szczęście babcia, która mną się wtedy zajmowała, brała mnie po kryjomu do łóżka, o co matka miała do niej żal. Po latach skarżyła się, że z babcią był kłopot, gdyż wyznawała XIX-wieczne poglądy na wychowanie. Potem pamiętam, że z łóżka matki byłem wyrzucany. Po takim doświadczeniu nikogo z łóżka już nie potrafię wyrzucić, nawet jeśli brzmi to wieloznacznie.

Wracając do żłobków, dotykamy tu dramatu naszej cywilizacji. Kobiety wyzwolone spod męskiej dominacji wpadają w pułapkę obowiązków ponad siły, rozbudzonych ambicji zawodowych, często surowej konieczności zarabiania. Jak teraz pogodzić to ze standardami, jakie wyznacza obecna wiedza o potrzebach małego dziecka? Jak pogodzić z tym, co sami wiemy i czujemy? Mądrzy i wrażliwi rodzice zaczynają widzieć, że są w pułapce.

Kto podejmie się stwierdzić, które dziecko potrzebuje więcej uwagi, które ocaleje, mając jej mniej? Na wszelki wypadek próbujmy więc chronić przed sobą wszystkie dzieci, dając im jak najwięcej czułości. A już pewne, że najbardziej krzywdzą dzieci ci, którzy je najbardziej kochają, czyli rodzice.