To, co mówisz ma znaczenie

fot.123rf

Pozytywne nastawienie to jedno, drugie – jego odzwierciedlenie w słowach. Wspólnie z psycholog Marleną Kossakowską dociekamy, dlaczego czasem mylnie interpretujemy to, co słyszymy, i czy mówienie dobrze o sobie i innych procentuje.
Obejrzałam w Internecie film: na jednym z warszawskich placów stała młoda dziewczyna z tekturową tablicą, na której napisane było wielkimi literami: JESTEŚ SUPER. Ta dziewczyna pokazywała napis przechodniom i jeszcze na głos powtarzała: „Jesteś super!”.
To niewiarygodne, jak ludzie reagowali – jedni uśmiechali się i szli dalej, inni odwzajemniali komplement, jeszcze inni przytulali się do niej. Słowa mają ogromną moc!

reklama

Słowa znaczą. Za ich pośrednictwem możemy przekazać innym swoje myśli, wrażenia, emocje. Dobre słowa, zwłaszcza te wypowiedziane we właściwym momencie, mogą sprawiać cuda. Wyznanie: „Kocham cię” wywołuje uczucie uniesienia i pociąga za sobą poważne konsekwencje: ci, którzy je wypowiadają, biorą na siebie dużą odpowiedzialność. Słowa przysięgi i obietnic również zobowiązują do konkretnych postaw i działań. Dobre (czyli spełniane i spełnione) obietnice, dobre słowa mają moc uzdrawiania.

Na drugim biegunie są słowa negatywne. O ich wpływie na naszą psychikę mówi eksperyment, jaki przeprowadzono w latach 80. – setki napisów ze słowem WAR (wojna) pojawiły się w jednej z dzielnic dużego miasta. Po paru tygodniach odnotowano zwiększoną ilość zwolnień lekarskich na nerwice, zmniejszoną obecność ludzi po zmroku i nastroje nietolerancji wobec obcych. A wcale nie było realnego zagrożenia wojną…

Słowa potrafią też niszczyć. A my mamy tendencję do odpowiadania, czyli po prostu na nie reagujemy. Przekaz może być symboliczny, ale nawet taki ma konkretne znaczenie, na które reagujemy, bo jesteśmy – na ogół – empatyczni, a nie egocentryczni.

Ale co jest pierwsze – percepcja czy słowa? A może to się miesza? Mówimy to, w co wierzymy, czy wierzymy w to, co mówimy?

Z rozwojowego punktu widzenia, na początku jest percepcja, ona ma miejsce na poziomie psychofizjologicznym, poprzez wszystkie zmysły, które odbierają rzeczywistość. Potem uczymy się słów, które są nierozerwalnie związane z naszym stanem emocjonalnym. Czyli jeśli dziecko po raz pierwszy dostaje do zjedzenia kwaśne jabłuszko i ma na nie reakcję emocjonalną, to rodzic może poprzez słowa nadać tej sytuacji znaczenie – pozytywne (np. „Jabłuszko jest bardzo zdrowe”) bądź negatywne („Jakie to kwaśne”), zwłaszcza gdy doda do przekazu werbalnego komunikat niewerbalny, np. skrzywi się, wyrazi uczucie niesmaku. W ten sposób dziecko uczy się postrzegać jabłko albo jako cenne, choć trochę kwaśne, albo niesmaczne, bo kwaśne. Zatem najpierw jest percepcja, a potem nadanie znaczenia, na które składają się także np. komunikaty kulturowe, geny, czynniki zewnętrzne – ale bardzo dużo zależy później, w dorosłym życiu, od tego, jak my sami widzimy i interpretujemy świat. Nawet jeśli w jakiś sposób zostało nam to już wdrukowane czy zaproponowane.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »