1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Pierwsza krew

Pierwsza krew

Miesiączka nie musi być problemem, bolesną dolegliwością. Może być świętem. W Indiach na cześć dziewcząt, które miesiączkowały po raz pierwszy, organizuje się specjalne uroczystości. Wspólnie ze swoimi matkami, babciami czytają historie różnych kobiet, śpiewają, spożywają posiłek. Młode dziewczyny powinny poczuć, że zaczął się nowy etap w ich życiu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

 

– Jeden z tomów dzieła Marcela Prousta nosi tytuł „W cieniu zakwitających dziewcząt”. Dziś raczej można powiedzieć, że to na zakwitające dziewczęta pada cień: zostawione samym sobie przez zapracowanych rodziców często bywają osamotnione w trudnym okresie dojrzewania...
– Dziś dziewczęta dojrzewają znacznie szybciej. Dzieje się tak za sprawą dwóch czynników. Pierwszy z nich nazwałabym emocjonalnym: powszechny dostęp do Internetu i innych mediów powoduje, że dziewczynki są świadkami życia dorosłych. To zabiera im w pewnym sensie dzieciństwo. Drugi czynnik to ksenohormony, czyli sztuczne hormony, których pełno w mięsie czy spalinach. Przyspieszają one okres pokwitania – pierwsza miesiączka może pojawić się nawet w wieku 9 lat i nie jest to niczym nadzwyczajnym.

– Dziewięciolatka wciąż wydaje się małą dziewczynką.
– Właśnie. Dojrzewa, zaczyna miesiączkować, w jej organizmie zachodzą ogromne zmiany, a wszyscy traktują ją jak małe dziecko. Jako matki musimy być tu bardzo ostrożne i czujne. Szczególnie jeśli naszemu własnemu dojrzewaniu towarzyszyły trudne uczucia. Wiele kobiet mówiło mi, że z okazji pierwszej miesiączki dostawały od matki czy babki siarczysty policzek – taki zwyczaj... Przez podobne zachowania dorosłych wprowadzających nas w świat wytworzyłyśmy sobie naznaczone wstydem przekonania na temat cielesności i seksualności. Niestety, miesiączka traktowana jest wciąż jak temat tabu.

– Trudno zmieniać zbiorową świadomość...
– Ciągle powtarzam, że świadomość jest kluczem do wszystkich zmian, a zmieniając siebie, zmieniamy świat. Jak dowiedziałam się o pierwszej miesiączce? Jakie mam przekonania na jej temat? Czy wstydzę się rozmawiać o swojej menstruacji? Dopiero kiedy uświadomię sobie, jaki mam bagaż doświadczeń, mogę zacząć rozmawiać z córką. I tylko wtedy rozmowa sprawi, że moja córka będzie wolna od poczucia winy i wstydu, i jeśli zostanie w przyszłości matką, swojej córce przekaże wiedzę o miesiączkowaniu bez fałszywych i krzywdzących obciążeń.

– Jak więc można uświadomić swoje dziecko? Proszę o pozytywny przykład.
– Opowiem, jak to wygląda w moim kraju, w Indiach. Pochodzę z Radżastanu i tam mamy taki zwyczaj: każdej wiosny zbierają się te dziewczyny, które w ciągu ostatniego roku miesiączkowały po raz pierwszy. Na ich cześć organizowana jest uroczystość, na poły świecka, na poły religijna, w której oprócz dziewcząt biorą udział dojrzałe kobiety, także te najstarsze. Pierwszego dnia wszystkie pięknie się ubierają, a dom, w którym rzecz się dzieje, zostaje ustrojony kwiatami. Najważniejszą częścią spotkania jest wspólne czytanie historii różnych kobiet, mówiących o różnych aspektach kobiecości, wspólne śpiewanie i wspólny posiłek. Potem dziewczyny przez cały tydzień spotykają się w tym domu na godzinę, czytają i śpiewają. A ostatniego, siódmego dnia, uroczysta ceremonia z pierwszego dnia zostaje powtórzona. Młode dziewczyny mają dość czasu, żeby poczuć, że zaczął się nowy etap w ich życiu.

– Wspaniały przykład.
– Myślę, że można coś podobnego zorganizować u siebie. Z okazji pierwszej miesiączki córki zaprosić zaprzyjaźnione kobiety i przyjaciółki córki i przy kawie powspominać, jak to było z moją pierwszą miesiączką.

– Podejście, jakie pani proponuje, bardzo różni się od tego, jakie znamy: że miesiączka to problem, czas trudny i nieproduktywny.
– Wmawia się nam, że menstruacja to kilka dni w miesiącu, kiedy cierpimy straszne bóle. Że syndrom napięcia przedmiesiączkowe-go (PMS) to typowa dolegliwość każdej kobiety. Prawda jest jednak taka, że nie każda z nas cierpi na PMS i nie każdej menstruacji musi towarzyszyć ból. Fakt – najwięcej energii mamy w okresie od miesiączki do jajeczkowania nazywanym fazą folikularną. Od jajeczkowania do miesiączki, w fazie lutealnej, nasza energia spada, ale zyskujemy wtedy większy dostęp do swoich twórczych mocy, do intuicji. Spodziewając się napięcia przedmiesiączkowego i nie doceniając tego, do czego zyskujemy dostęp, same przyczyniamy się do po-wstania nieprzyjemnych dolegliwości.

– Uważa pani, że cykl miesięczny to najbardziej czuły barometr w ciele każdej kobiety. Używa pani nawet sformułowania „mądrość miesiączki”.
– Tak, jest to jednak barometr lekceważony i niedoceniany. Wszelkie zmiany w diecie, wahania nastrojów, stresy, nawet zmiany pór roku czy stref czasowych wpływają na zmiany w cyklu. To świadczy o tym, jak bardzo bliski jest nasz związek z naturą, jak zsynchroni-zowane z otoczeniem są nasze ciała. Proszę zobaczyć, jak silny jest związek między zmianą faz księżyca a cyklem miesięcznym. Wpływowi księżyca ulegają również oceany. Jesteśmy częścią wszechświata, a nasze ciała raz w miesiącu nam o tym przypominają. Nie umiemy się tym jednak cieszyć, nie doceniamy źródła siły, jakim jest dla nas miesiączka. Powinnyśmy być dumne z tego, że jesteśmy kobietami. Co ciekawe, zauważyłam, że najbardziej z powodu okołomiesiączkowych dolegliwości cierpią te z nas, które nie czują się szczęśliwe, będąc kobietami. Swoim pacjentkom zalecam prowadzenie dziennika, w którym będą zapisywały obserwacje poszczególnych cykli. Badają wtedy swoje samopoczucie psychiczne i fizyczne, a potem – po kilku miesiącach – uważnie się tym zapiskom przyglądają. Nagroda z prowadzenia takich obserwacji jest wielka. Dowiadujemy się, jak doskonale pracują nasze ciała i jak bardzo jesteśmy związane z naszą miesiączką. Czyli z naturą, ze światem. Kiedy pracowałam jako ginekolog w Indiach, wiejskie kobiety żyjące w zgodzie z naturą w większości miesiączkowały zawsze w okolicach nowiu.

– Jak to wytłumaczyć? – Kiedy jest ciemno i brak księżycowego światła, organizm oczyszcza się i pojawia się miesiączka. Podczas pełni kobiety są płodne. Proszę tego nie tłumaczyć dosłownie i nie sądzić, że jeśli nie jesteśmy tak połączone z fazami księżyca, coś z nami nie tak. Na zaburzenia tego cyklu ma wpływ choćby sztuczne światło, stres i sposób odżywiania. Czyli cywilizacja.

 
– Wiele, zwłaszcza młodych, kobiet cierpi na zaburzenia miesiączkowania. Dlaczego?
– Zaburzenia mogą mieć wiele przyczyn: niewłaściwa dieta ze zbyt małą ilością tłuszczu, a zbyt dużą ilością cukru, stresy w rodzinie, w szkole, zaburzenia hormonalne związane z niewłaściwą pracą przysadki mózgowej. Te ostatnie zdarzają się jednak naprawdę rzadko.  Zamiast wsłuchać się z uwagą w ciało i poszukać przyczyn zaburzeń miesiączkowania w życiu emocjonalnym czy też na poziomie innym niż tylko fizyczny, biegniemy do lekarza, który przepisuje hormony. Miesiączki stają się regularne, tyle że prawdziwa przyczyna problemu nie zostaje usunięta.

– Żeby uniknąć bólów menstruacyjnych, też sięgamy po najprostsze rozwiązania – bierzemy leki przeciwbólowe. Można pomóc sobie inaczej?
– Mamy całą gamę niefarmakologicznych rozwiązań. Najważniejsza oczywiście jest zmiana diety. Najbardziej skuteczne jest wyeliminowanie z jadłospisu cukru pod każdą postacią. Doskonałe efekty przynosi także przyjmowanie kwasów tłuszczowych omega-3 (zawartych np.  w tranie) i omega-6 (np. wyciągi z wiesiołka czy ogórecznika). Doraźnie pomagają ciepłe okłady na brzuch i leki homeopatyczne. Po-mocne są również akupunktura i joga.

– Co z pigułkami antykoncepcyjnymi dla młodych dziewcząt?    
– Opowiem o pewnym przypadku. Dziewczyna cierpiąca na zaburzenia miesiączkowania zaczęła przyjmować hormony w wieku 17 lat. Cykl oczywiście się uregulował, tyle tylko że kiedy kilka lat później chciała zajść w ciążę i odstawiła pigułki, okazało się, że nie jajeczkuje. Jej organizm nie miał dość czasu, żeby nauczyć się wszystkich procesów związanych z produkcją komórek jajowych – do przysadki mózgowej nie docierały sygnały potrzebne do tworzenia naturalnego cyklu miesięcznego. Podejrzewam, że wiele problemów współczesnych kobiet związanych z zajściem w ciążę bierze się właśnie ze zbyt wczesnego przyjmowania pigułek antykoncepcyjnych. Po prostu wyręczają organizm w pracy. A wracając do historii pacjentki, o której mówiłam – po długiej rozmowie przyznała, że jej zaburzenia miesiączkowania zaczęły się wtedy, kiedy rozpadało się małżeństwo jej rodziców. Organizm zareagował bardzo silnym stresem na poważne zmiany w jej życiu, co odbiło się na cyklu. Dojrzewające dziewczęta są bardzo wrażliwe i delikatne. Potrzebują od nas ukojenia, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i bezwzględnego wsparcia.

– A jaki wpływ na miesiączkę ma właściwa dieta? O cukrze już rozmawiałyśmy, co z tłuszczami?
– Proszę zobaczyć, jak często nasze córki się odchudzają, pragnąc wyglądać jak gwiazdy filmowe czy modelki. Nie potrafią zaakceptować faktu, że w okresie dojrzewania w sposób naturalny odkłada się tkanka tłuszczowa, a ich ciała nabierają kobiecych, pełnych kształtów. Ze swojego jadłospisu eliminują przede wszystkim tłuszcze. A to wielki błąd. W tłuszczach znajduje się cholesterol niezbędny do dystrybucji hormonów. Kiedy ich zabraknie, cykl miesiączkowy natychmiast się zaburza. W moim kraju młode kobiety składają przysięgę, że raz w tygodniu będą pościły w jakiejś intencji, na przykład żeby w przyszłości mieć dobrego męża albo skończyć wymarzone studia. Całodniowy post raz w tygodniu pomaga im utrzymać dobrą figurę i zdrowie, ale jego celem nie jest zachowanie dobrej sylwetki – poszczącej przyświeca inny cel. Ta dieta ma wymiar duchowy. Jest radosna, a nie pełna poświęceń.

– A kiedy jest czas na pierwszą wizytę u ginekologa?
– Z medycznego punktu widzenia wizyta u ginekologa zalecana jest w przypadku problemów ze zdrowiem albo kiedy dziewczyna zamierza rozpocząć życie seksualne. Dobór odpowiedniego sposobu antykoncepcji jest ogromnie ważny. Powinien być poprzedzony szczegółowym badaniem, analizą jej stanu zdrowia aż od chwili narodzin i analizą chorób występujących w rodzinie. Jeśli jednak córka jest zdrowa i nie planuje seksualnej inicjacji, z wizytą można się wstrzymać do 18. roku życia. Przypomnijmy sobie swoją pierwszą wizytę u ginekologa. Co czułyśmy, rozkładając szeroko nogi przed obcym człowiekiem? Przedwczesne doświadczenia tego typu mogą negatywnie rzutować na późniejsze życie, także seksualne, i lepiej oszczędzić ich naszym córkom.

– Jakie środki antykoncepcyjne zaleca pani młodym pacjentkom, skoro pigułki nie są najlepszym rozwiązaniem?
– Nie jestem przeciwniczką pigułek i zalecam je, ale dopiero po uprzednim dokładnym zbadaniu pacjentki. Proszę też kobiety, żeby potem bardzo dokładnie obserwowały reakcje swojego ciała. Bóle głowy, brzucha, depresja czy spadek libido mogą mieć swoje źródło w przyjmowanych hormonach. A jeśli pacjentka z różnych przyczyn nie może przyjmować pigułek lub jest za młoda na ich stosowanie, zalecam prezerwatywy i naturalne metody zapobiegania ciąży. Antykoncepcja to skomplikowana sprawa. Nie można przepisywać wszystkim jednakowych tabletek czy zalecać takich samych metod.

Preeti Agrawal - doktor nauk medycznych, specjalista II stopnia z ginekologii i położnictwa. Obszarem jej zainteresowania jest medycyna holistyczna i psychosomatyczna. Prowadzi praktykę lekarską, wygłasza wykłady, prowadzi warsztaty. Jest autorką bestsellerowych książek: „Kobieta i natura”, „Odkrywam macierzyństwo”, „Menopauza: mity i rzeczywistość”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Odetchnij na "Łące Leśmiana" – rusza V edycja letnich wydarzeń kulturalno-edukacyjnych

"Łąka Leśmiana" to plenerowa instalacja na zielonym skwerze przed Muzeum Polin na Muranowie, która jest miejscem spotkań, wydarzeń kulturalnych i rekreacyjnych. (Fot. materiały prasowe)
Spotkajmy się w plenerze i online, by zwolnić i odetchnąć w ten piękny, wakacyjny czas. Zatrzymajmy się i zrelaksujmy na "Łące Leśmiana" – zielonej plenerowej instalacji przed Muzeum Polin w Warszawie. W złapaniu oddechu i kontakcie z przyrodą pomoże wyjątkowy program, w tym cykl mindfulness, wydarzenia literackie czy warsztaty miejskiego ogrodnictwa. "Łąkę Leśmiana" otworzy koncert online zespołu Tęskno oraz pokaz filmów Pollywood w kinie Muranów. Wydarzenie potrwa od 26 czerwca do 31 sierpnia.

Muranowska "Łąka Leśmiana" zawita po raz kolejny także w naszych domach. Tegoroczna edycja będzie bowiem miała formę hybrydową. Dzięki przeniesieniu części naszych wydarzeń do sieci będzie można w nich uczestniczyć z każdego zakątka Polski.

Otwarcie "Łąki Leśmiana" uświetni koncert online zespołu Tęskno. To nagradzany, unikalny projekt wokalistki, kompozytorki i autorki tekstów Joanny Longić. Marzycielskie kompozycje z pogranicza alternatywnego popu będą zapowiedzią relaksującej atmosfery pozostałych łąkowych wydarzeń. Zespół zagra znane i lubiane utwory z obu swoich płyt.

'Łąkę Leśmiana' otworzy koncert online zespołu Tęskno, unikalnego projektu wokalistki, kompozytorki i autorki tekstów Joanny Longić. (Fot. materiały prasowe)"Łąkę Leśmiana" otworzy koncert online zespołu Tęskno, unikalnego projektu wokalistki, kompozytorki i autorki tekstów Joanny Longić. (Fot. materiały prasowe)

W tym roku spotkaniom patronować będzie nie tylko Bolesław Leśmian, ale szerokie grono pisarzy, artystów, filmowców i naukowców, których poznać będzie można w nowo otwartej galerii "Dziedzictwo". Julian Tuwim, Józef Agnon, czy Billy Wilder to tylko niektóre z nazwisk, które Muzeum Polin przypomni podczas V edycji "Łąki Leśmiana".

Wokół tematów literackich będziemy spotykać się w formie hybrydowej. Uczestnicy przekonają się, że klasyka jest stale obecna w wyobraźni twórców współczesnych, a Agnieszka Matan (komiczka, improwizatorka i stand-up’erka) oraz Grzegorz Uzdański (komik i improwizator, autor strony "Nowe wiersze sławnych poetów" oraz powieści "Wakacje" i "Zaraz będzie po wszystkim") w ramach „Stand-up Matan | Uzdański: Bardzo ciekawe osoby” udowodnią, że potrafi być także całkiem zabawna. Przewodnicy poprowadzą przez Warszawę śladem Bolesława Leśmiana podczas spaceru miejskiego "Idzie poeta - niebieski wycieruch", zaś wesoła lokomotywa zabierze na spotkania z literaturą również najmłodszych, którzy co tydzień będą mogli spotkać się z innym bohaterem wierszy Tuwima w ramach warsztatów dla rodzin "Lokomotywą przez Łąkę".

Na "Łące Leśmiana" nie może zabraknąć dobrego kina. Tym razem spotkamy się z wybitnymi twórcami filmowymi o polsko-żydowskich korzeniach, którzy mieli ogromny wkład w budowanie potęgi Hollywood. Przygotowano "pollywoodzkie" pokazy filmowe, zarówno w uwielbianym przez wszystkich, klimatycznym Kinie Muranów, jak i w scenerii plenerowej. Muzeum zaprasza również na Gwiazdy Pollywood - pokaz filmów w kinie Muranów oraz Kino letnie: Przegląd filmów Billy’ego Wildera.

Jak co roku będzie można zrelaksować się podczas zajęć jogi na Łące Leśmiana, gimnastyki dla seniorów metodą Moshe Feldenkraisa oraz warsztatów ogrodniczych "Sąsiedzka rabatka". Razem z miejskim ogrodnikiem, Łukaszem Skopem, uczestnicy dowiedzą się, jakie rośliny, które w swojej poezji wymieniał Bolesław Leśmian. Jednocześnie otrzymają szereg praktycznych porad, jak sadzić, pielęgnować i wykorzystywać poszczególne gatunki roślin.

Jak co roku będzie można zrelaksować się podczas zajęć jogi. (Fot. Maciek Jaźwiecki)Jak co roku będzie można zrelaksować się podczas zajęć jogi. (Fot. Maciek Jaźwiecki)

W złapaniu oddechu i równowagi pomoże ćwiczenie uważności w ramach specjalnego cyklu mindfulness "poŁĄCZenie" przygotowanego we współpracy z Polskim Instytutem Mindfulness. Będzie można skorzystać zarówno z krótkich spotkań online: Złap oddech - Czym jest mindfulness i świecka medytacja?, Uważność na poezję - co łączy poezję i medytację?, jak i wspólnie praktykować uważność na zielonej "Łące" w plenerze podczas warsztatów: Jak praktykowanie uważności może wspierać kreatywność?, PrzeŁĄCZ się z trybu działania na tryb bycia z naturą.

Na zakończenie "Łąki Leśmiana" odbędzie się muzyczne pożegnanie wakacji z zespołem Tęskno. Tym razem muzycy wystąpią z nowo opracowanymi i zaaranżowanymi przez artystkę Joannę Longić wierszami Zuzanny Ginczanki.

W 2017 roku, w okrągłą rocznicę urodzin i śmierci Bolesława Leśmiana (1877-1937) Muzeum Polin rozpoczęło projekt, inspirowany jego twórczością, pod nazwą "Łąka Leśmiana". To plenerowa instalacja na zielonym skwerze przed Muzeum Polin na Muranowie, która jest miejscem spotkań, wydarzeń kulturalnych i rekreacyjnych.

  1. Kuchnia

Brytyjski trifle z truskawkami

Trifle z truskawkami (fot. iStock)
Trifle z truskawkami (fot. iStock)
Często nie trzeba wiele, by znaleźć się w niebie. Truskawy z bitą śmietaną i biszkoptami są ewidentną przepustką do smakowego raju. Choć temat to tak ograny i tak beznadziejnie nudny, to jednak z rozkoszą, co sezon, sięgam po to banalne rozwiązanie.

Taki deser przygotowuję odkąd sięgam pamięcią, ale dopiero kilka lat temu dotarło do mnie, że to brytyjski wynalazek, znany jako trifle. Idea wynalazku jest zatem następująca: w szklanym naczyniu układamy warstwę ciasta (najczęściej biszkoptowego), którą skrapiamy alkoholem (zgodnie z brytyjską tradycją powinno być to półwytrawne sherry, ale równie dobrze można wykorzystać tokaj, porto, brandy, koniak, rum, calvados lub któryś z naszych ulubionych likierów.) Następnie przykrywamy ją owocami, a na te z kolei wykładamy krem angielski lub bitą śmietanę. W miarę wysokości naczynia, warstwy powtarzamy. Wierzch dekorujemy bitą śmietaną i owocami. Do garnirowania można również użyć prażone migdały i orzechy. Owoce wykorzystywać możemy dowolne. Dziś zapraszam na bardzo letnią odsłonę z truskawkami.

Składniki - w ilości odpowiadającej posiadanemu przez nas szklanemu naczyniu:

  • świeże truskawki
  • biszkopty
  • śmietana kremówka 36%
  • cukier puder do posłodzenia śmietany
  • alkohol (sherry, brandy, rum, porto)
  • listki mięty do dekoracji

Truskawki myjemy, pozbawiamy szypułek i kroimy na połówki. Śmietanę kremówkę ubijamy z dodatkiem cukru pudru. Biszkopty układamy na dnie szklanego naczynia. Obficie skrapiamy je alkoholem. Na to kładziemy warstwę owoców, na której umieszczamy bitą śmietanę. Kolejność powtarzamy, na ile pozwoli nam na to wysokość naczynia. Wierzch dekorujemy truskawkami oraz listkami mięty.

  1. Kultura

Orły 2021 rozdane

23. gala wręczenia Orłów. Na zdjęciu Mariusz Wilczyński, reżyser animowanego filmu
23. gala wręczenia Orłów. Na zdjęciu Mariusz Wilczyński, reżyser animowanego filmu "Zabij to i wyjedź z tego miasta". Obraz wyróżniony został w kategoriach: najlepszy film, najlepszy scenariusz, najlepszy dźwięk oraz najlepsza muzyka. (Fot. materiały prasowe)
Za nami gala wręczenia Orłów 2021, najważniejszych nagród w polskim przemyśle filmowym. Kto okazał się wielkim zwycięzcą? Do kogo trafiły statuetki? Prezentujemy pełną listę tegorocznych laureatów.

W poniedziałek 21 czerwca na Torze Wyścigów Konnych Służewiec w Warszawie odbyła się 23. gala wręczenia Orłów, nagród Polskiej Akademii Filmowej nazywanych „polskimi Oscarami”. Uroczystość, podobnie jak wiele innych wydarzeń kulturalnych, musiała zostać przełożona ze względu na panującą pandemię koronawirusa.

Największym wygranym wieczoru okazał się film "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", który otrzymał najwięcej, bo aż siedem statuetek. Obraz wyróżniono za reżyserię (Jan Holoubek), główne role aktorskie (Piotr Trojan i Agata Kulesza), drugoplanową rolę męską (Jan Frycz), a także charakteryzację i montaż. Reżyser filmu został wybrany również tegorocznym Odkryciem roku.

Nagrodę dla najlepszego filmu odebrał natomiast Mariusz Wilczyński za "Zabij to wyjedź z tego miasta". To pierwszy raz w ponad dwudziestoletniej historii Orłów, kiedy Polska Akademia Filmowa nagrodziła w tej kategorii pełnometrażową animację. Tytuł doceniono także za najlepszy scenariusz, dźwięk oraz muzykę (tu uhonorowano zmarłego w 2007 roku Tadeusza Nalepę).

Nagrodę za najlepszą scenografię otrzymał Christopher Demuri oraz Lech Majewski („Dolina Bogów”), a za najlepsze kostiumy Katarina Strbova-Bielikova („Szarlatan”). Michał Englert („Śniegu już nigdy nie będzie”) i Piotr Sobociński jr („Jak najdalej stąd”) otrzymali nagrodę ex aequo za najlepsze zdjęcia, a grająca w “Jak najdalej stąd” Kinga Preis wyróżniona została Orłem za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą. Najlepszym filmem dokumentalnym został „Wieloryb z Lorina” (reż. Maciej Cuske), najlepszym serialem fabularnym „Król” Jana P. Matuszyńskiego, a najlepszym filmem europejskim „Nędznicy” (reż. Lajd Ly). Nagrodę Publiczności otrzymał z kolei film Jana Komasy „Sala samobójców. Hejter”. Laureatem Orła za Osiągnięcia Życia został Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz.

W trakcie gali pożegnano również ludzi kina, którzy zmarli w ostatnim roku, m.in. Piotra Machalicę, Krzysztofa Kowalewskiego, Ryszarda Kotysa, Zygmunta Malanowicza i Wojciecha Pszoniaka.

Prezentujemy pełną listę tegorocznych laureatów.

Polskie Nagrody Filmowe Orły 2021 rozdane

Najlepszy film: Zabij to i wyjedź z tego miasta – reż. Mariusz Wilczyński

Najlepszy film europejski: Nędznicy – reż. Lajd Ly

Najlepszy filmowy serial fabularny: Król – reż. Jan P. Matuszyński

Najlepsza reżyseria: Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepszy scenariusz: Mariusz Wilczyński – Zabij to i wyjedź z tego miasta

Najlepsza główna rola kobieca: Agata Kulesza – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepsza główna rola męska: Piotr Trojan – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepsza drugoplanowa rola kobieca: Kinga Preis – Jak najdalej stąd

Najlepsza drugoplanowa rola męska: Jan Frycz – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepsze zdjęcia: Piotr Sobociński jr – Jak najdalej stąd, Michał Englert – Śniegu już nigdy nie będzie

Najlepsza scenografia: Christopher Demuri, Lech Majewski – Dolina Bogów

Najlepsza charakteryzacja: Liliana Gałązka, Mirela Zawiszewska – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepsze kostiumy: Katarina Štrbová-Bieliková – Szarlatan

Najlepsza muzyka: Tadeusz Nalepa – Zabij to i wyjedź z tego miasta

Najlepszy dźwięk: Franciszek Kozłowski – Zabij to i wyjedź z tego miasta

Najlepszy montaż: Rafał Listopad – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Odkrycie roku: Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Najlepszy film dokumentalny: Wieloryb z Lorino, reż. Maciej Cuske

Nagroda publiczności: Sala Samobójców. Hejter, reż. Jan Komasa

  1. Psychologia

7 nawyków skutecznego działania, czyli jak wzmacniać wewnętrzną siłę i spójność

To dobre nawyki stanowią różnicę w jakości naszego życia. Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. „Doskonałość nie jest jednorazowym aktem, lecz nawykiem”, pisał Arystoteles. (Fot. iStock)
To dobre nawyki stanowią różnicę w jakości naszego życia. Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. „Doskonałość nie jest jednorazowym aktem, lecz nawykiem”, pisał Arystoteles. (Fot. iStock)
Działać skutecznie, osiągać cele. A jednocześnie pielęgnować spokój i radość, głębokie związki z innymi. W jaki sposób połączyć te jakości; wzmacniać wewnętrzną siłę i spójność? Przeprowadzono mnóstwo badań na ten temat. To dobre nawyki stanowią różnicę w jakości naszego życia. Mistrzostwo jest nawykiem.

Ani dnia bez kreski – mówili mi malarze. Ani dnia bez napisania kartki tekstu – to pisarze i dziennikarze. Ani dnia bez ćwiczeń przy drążku – baletnice. Mistrzostwo osiąga się wytrwałym szlifowaniem umiejętności, talentu i pasji, zapewniali mistrzowie, z którymi robiłam wywiady w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat. Mistrzostwo zawodowe, ale i mistrzostwo życia. Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. „Doskonałość nie jest jednorazowym aktem, lecz nawykiem”, pisał Arystoteles. Pomocna może być tu metafora natury, gospodarstwa rolnego, w którym najpierw trzeba posiać, aby zebrać plon. Jesteśmy częścią natury, podlegamy takim samym jak ona pierwotnym cyklom. Jest taka stara maksyma: „Siej myśl – zbieraj działanie. Siej działanie – zbieraj nawyk. Siej nawyk – zbieraj charakter. Siej charakter – zbieraj los”. Co siejemy? Jakie nawyki wzmacniamy? Jaki charakter kształtujemy? Bo tu chodzi o charakter – mocny i dobry. Nie o osobowość, wizerunek. Łatwo się pomylić.

Wolność między bodźcem a reakcją

Stephen R. Covey, autor bestsellerowej pozycji „7 nawyków skutecznego działania”, zaczyna od tego podstawowego rozróżnienia – charakter to nie osobowość. Żyjemy w czasach kultu osobowości, którą można kształtować poprzez szybkie techniki wpływania na innych i strategie władzy: jak mówić, jak się zachowywać, aby dopiąć swego. Rozsądek podpowiada, aby wątpić w głębszy sens takich praktyk. Przypomina się znane powiedzenie: To, kim jesteś, krzyczy tak bardzo, że nie słyszę, co mówisz.

Dobra wiadomość jest taka, że wiemy już – na podstawie rozwijającej się przez dziesiątki lat wiedzy psychologicznej i badań nad optymalnym kierunkiem wewnętrznego rozwoju – że można kształtować nawyki, które stają się nasionami szczęśliwego, spełnionego życia. Kiedy ćwiczymy coś dzień po dniu przez miesiąc, utrwalamy w sobie nawyk robienia tego. Zmieniają się połączenia neurologiczne w mózgu, a czynność ta dosłownie zapisuje się w komórkach ciała czy – jak potocznie mówimy – wchodzi w krew. Wiemy już, jakie nawyki warto kształtować. Covey pisze o siedmiu absolutnie podstawowych. Trzy pierwsze dotyczą kształtowania mocy wewnętrznej, trzy kolejne – mocy współdziałania z innymi. Siódmy – samoodnowy. Zaczynamy od nawyku proaktywności. Jego sens jest prosty, sprowadza się ni mniej, ni więcej tylko do stwierdzenia, że każdy z nas jest odpowiedzialny za własne życie. Znaczy to, że między bodźcem a reakcją zawsze istnieje przestrzeń naszej wolności, i tylko od nas zależy, jak zareagujemy na to, co się dzieje. Rani nas nie to, co nam się przytrafia, lecz nasza reakcja na zdarzenie. Najcięższe doświadczenia mogą być tyglem, w którym hartuje się nasza siła.

Ćwiczenie nawyku proaktywności zaczynamy od zauważania tego, co mówimy. „Och, gdybym tylko…”, „gdybym była młodsza, zdolniejsza…”, „no cóż, muszę…”. Staramy się zatrzymać gdybanie, obwinianie i osądzanie siebie i innych, rozprawianie o słabościach i wadach. Podejmujemy zobowiązania i wywiązujemy się z nich. Gdy zorientujemy się, że widzimy problem „na zewnątrz”, przypominamy sobie, że… właśnie takie myślenie jest problemem. Jeśli ćwiczymy naszą mikroskopijną wolność dzień po dniu, zwiększamy ją pomału. Ale jeśli nie robimy tego, zanika; znów jesteśmy we władzy opinii innych, stereotypów, wzorców kultury, płytkich przyjemności i uzależnień.

Rezygnowanie z głęboko zakorzenionych skłonności, takich jak odkładanie spraw na później, niecierpliwość, osądzanie, wymaga zaangażowania. Co sprawia, że się angażujemy?

Zaglądam do trumny. Ja w niej leżę!

Idę na pogrzeb bliskiej mi kobiety. Zbliżam się do kościoła, wchodzę do środka, widzę trumnę, a wokół niej ludzi – rodzinę zmarłej i przyjaciół. Podchodzę do trumny, zaglądam do środka i nagle… staję twarzą w twarz ze sobą! To ja leżę w tej trumnie! Za chwilę ci, którzy przyszli na mój pogrzeb, pożegnają mnie, mówiąc, jaką byłam żoną, matką, siostrą, córką, przyjaciółką; jakim byłam człowiekiem. Słucham uważnie. Co słyszę? Co chciałabym usłyszeć?

Drugi nawyk to – zaczynaj z wizją końca. Wyobrażanie sobie własnego pogrzebu jest otrzeźwiające i orzeźwiające; jest punktem odniesienia, według którego będziemy oceniać wszystko inne. Jeśli głęboko zastanowimy się, co chcielibyśmy usłyszeć na własnym pogrzebie, znajdziemy swoją definicję szczęścia i sukcesu. Skoro wiemy, co jest dla nas najważniejsze, i mamy tę wizję w głowie, możemy codziennie robić to, co naprawdę się liczy. Zaczynanie z wizją końca opiera się na założeniu, że wszystko tworzy się dwa razy – najpierw w umyśle – to pierwszy proces tworzenia, potem fizycznie – to drugi proces. Kim więc chcę być i co chcę robić? Spróbujmy sporządzić na piśmie deklarację własnej misji, osobistą konstytucję, i czytać ją codziennie przez miesiąc. I obserwujmy, jak zmieniają się uczucia, zachowania, styl bycia; jak niepostrzeżenie zmienia się nasze życie.

Wymień jedną czynność, którą mogłabyś robić, a nie robisz, na co dzień, a co kolosalnie poprawiłoby twoje relacje z bliskimi? Co dałoby podobne rezultaty w życiu zawodowym? Trzeci nawyk to „robienie najpierw tego, co najważniejsze”. Covey powołuje się na badania dotyczące „wspólnego mianownika sukcesu”. Okazuje się, że tych, którzy osiągnęli sukces, łączy nie ciężka praca, szczęście czy odpowiednie stosunki – choć te sprawy są ważne – ale nawyk działania w zgodzie z priorytetami. Ludzie sukcesu rzeczy najważniejsze wykonują w pierwszej kolejności. Żadne impulsy, płytkie pragnienia czy chwilowe nastroje nie są w stanie tego zmienić. Gorące wewnętrzne „tak!” pozwala powiedzieć „nie” wszystkiemu innemu.

Nawyki czwarty, piąty i szósty dotyczą satysfakcjonujących relacji z ludźmi, skutecznej komunikacji, współdziałania, rozwijania myślenia w kategoriach: „wygrana – wygrana”, empatycznego słuchania, ćwiczenia postawy „najpierw staram się zrozumieć, dopiero potem dążę do tego, by być zrozumianą”. Cierpliwości, otwartości.

Nawyk siódmy to nawyk troski o samoodnowę we wszystkich wymiarach naszego życia – fizycznym, intelektualnym, emocjonalnym i duchowym. Potrzebujemy systematycznie, wciąż i wciąż, zgłębiać naturalne prawa rozwoju i wzrostu, którym podlegamy. Czasami będziemy popełniać błędy, pisze Covey, być może czasem poczujemy się zażenowani. Jednak zauważanie codziennych zwycięstw – choćby na początku niewielkich – wzmocni naszą motywację. Rezultaty przyjdą na pewno. Siejemy ziarno, cierpliwie je pielęgnujemy, wyrywamy chwasty. Cieszymy się wzrostem i rozkwitem, a w końcu niezrównanym, wybornym smakiem owocu spójnego i efektywnego życia. Nie ma lepszej inwestycji.

  1. Kuchnia

W upały pijmy lassi!

Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
33 stopni Celsjusza w cieniu. Jak przeżyć? Zwiewna sukienka w kwiaty, słomkowy kapelusz, hektolitry wody i... rozpaczliwe poszukiwanie chwili wytchnienia. Znacie to?

Ku pokrzepieniu rozpalonych serc i ciał, moje myśli biegną w bardziej skwarne zakątki świata. Ot, takie Indie na przykład. Tam mają przecież jeszcze cieplej! Czerwiec to sam środek pory monsunowej, więc nie dość, że wściekle parno, to jeszcze leje jak z cebra. Nie ma czego zazdrościć. Można współczuć. Świadomość, że gdzieś jest gorzej, od razu poprawia mi nastrój. W ramach solidarności ze wszystkimi dręczonymi upałem, wznoszę toast szklaneczką lassi: cieszmy się z tego, co mamy! Zauroczona orzeźwiającą mocą mango lassi z wanilią i kardamonem, postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu hinduskiemu specjałowi. Od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. Ogromną popularność zawdzięcza swoim niesamowitym właściwościom przynoszenia ulgi podczas upału, co w takim kraju jak Indie, jest na wagę złota.

Tradycyjne lassi to mieszanka mleka, jogurtu i wody różanej, przyprawiona kminem, kardamonem, chili lub garam masala. Bardzo osobliwą odmianą tego napoju jest bhang lassi, mająca w swoim składzie wyciąg z liści i kwiatów konopi indyjskich. Obecnie szalenie modne są owocowe wersje na słodko. Prym wśród nich wiedzie mango lassi, którym raczę się regularnie przy takiej aurze jak dziś.

Mango lassi z wanilią i kardamonem

  • mleko 1 szklanka
  • gęsty jogurt naturalny 1 szklanka
  • cukier z prawdziwą wanilią 1 opakowanie
  • miód 1 łyżka lub do smaku
  • mango 1 dorodna sztuka
  • cynamon mielony ½ łyżeczki
  • kardamon mielony ½ łyżeczki

Mango obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do blendera. Wlewamy mleko i jogurt. Dodajemy cukier waniliowy oraz miód. Całość miksujemy. Napój przelewamy do szklanek lub pucharków. Posypujemy mieszanką cynamonu z kardamonem. Podajemy schłodzony. Z podanych składników otrzymamy niemałą, romantyczną porcję dla dwojga.