1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Artur Andrus: „Wesołość jest podejrzana. A smutek? Lepiej, żeby był nieduży. Taki smuteczek”

Artur Andrus: „Wesołość jest podejrzana. A smutek? Lepiej, żeby był nieduży. Taki smuteczek”

Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Do smutku powinno się dorastać. Dzieci niech sobie będą wesołe, ale już na drugim roku studiów człowiek powinien trochę posmutnieć. Dlaczego na drugim? Nie wiem, ale wydaje mi się, że na pierwszym to jeszcze za wcześnie.

Cukiernia na dworcu w Katowicach. Wchodzę. Po coś na podróż. W gablocie są wystawione różne słodkości, ale najbardziej zaintrygowały mnie „Wesołe grzybki”. Na wagę. Truskawkowo-bananowe albo toffi.

Dobrze, że coś wesołego można sobie kupić na dworcu. I złagodzić smutek pożegnań. Gdyby kiedyś też były tak dostępne, być może Skaldowie do piosenki „Na wszystkich dworcach świata” dodaliby taki fragment: „Zanim wyruszy twój pociąg szybki/ Kupię ci jeszcze wesołe grzybki”.

Szwagier twierdzi, że jego kolega przyniósł kiedyś do pracy grzybki, po których było bardzo wesoło, ale z tego, co wie, nie kupił ich w cukierni na dworcu.

Wesołość jest podejrzana. Kiedy do klasy wchodził nauczyciel i pytał: „A co tu tak wesoło?”, wiedzieliśmy, że za chwilę wesoło nie będzie. Z drugiej strony – użycie tego przymiotnika ma zachęcić. I zapewnić, że będzie miło, sympatycznie, „fajosko”. W pewnym osiedlowym domu kultury w Warszawie działa Klub Wesołego Pędzelka – to zajęcia plastyczne dla dzieci. Kilkadziesiąt lat temu triumfy święciła audycja radiowa „Wesoły autobus”.

Sam, kiedy zaczynałem medialną karierę w radiowęźle II Liceum Ogólnokształcącego w Sanoku, wymyśliłem tytuł: „Kącik wesołej piosenki”. „Kącik” dlatego, że radiowęzeł składał się z dwóch głośników ustawionych w kącie korytarza, „piosenki”, bo miały być nadawane piosenki, a „wesołej” miało zachęcić, żeby ktoś tego chciał posłuchać. Teraz „Zakątek pieśni smutnej” uważałbym za tytuł ciekawszy. I „Smutny autobus”. I Klub Smutnego Pędzla – zajęcia dla dorosłych z zamalowywania zbyt wesołych obrazów. I „Smutne grzyby”. Wszystko to mi jakoś teraz bardziej pasuje.

Smutek z wiekiem ładnieje. Oczywiście głównie wtedy, gdy się patrzy na ten smutek z pewnej odległości. Kiedy dotyczy człowieka bezpośrednio, już taki ładny nie jest.

Do smutku powinno się dorastać. Dzieci niech sobie będą wesołe, ale już na drugim roku studiów człowiek powinien trochę posmutnieć. Dlaczego na drugim? Nie wiem, ale wydaje mi się, że na pierwszym to jeszcze za wcześnie.

A czy potem powinno się ze smutku wyrastać? Na przykład na drugim roku Uniwersytetu Trzeciego Wieku? Trzeba uważać z tym powrotem do wesołości, bo blisko do śmieszności. Podobno Agnieszka Osiecka bała się, że zostanie śmieszną staruszką. Tę obawę przypominała często Maria Czubaszek, mówiąc, że Agnieszce udało się nie zostać śmieszną staruszką, a ona (Marysia), niestety, taką jest. Kiedyś pojechała na spotkanie autorskie do biblioteki. A w sali dzieci z pierwszej i drugiej klasy podstawówki. Marysia opowiadała: „Te dzieci myślały, że przyjechała Maria Konopnicka!”.

Lepiej, żeby smutek był nieduży. Taki smuteczek. Jak u Jeremiego Przybory: „melancholijka maleńka”, „małe zmartwionko”. Żeby można było się z nich wydostać, jedząc „Wesołe grzybki” czy wsiadając w „Wesoły autobus” albo udając się w „Kącik wesołej piosenki”.

Szwagier wczoraj lekko posmutniał, bo dowiedział się, że przyjedzie mamusia. A jak mamusia przyjeżdża, zaczyna się wyciąganie najintymniejszych spraw z jego dzieciństwa. Na przykład ostatnio opowiadała, że kiedy się pytało siedmioletniego szwagra (wtedy jeszcze, co prawda, szwagrem nie był, ale już się zapowiadał na ciekawą postać), kim chciałby zostać, jak dorośnie, odpowiadał: „Faryzeuszem”. Kiedy go dzisiaj pytamy, dlaczego, odpowiada, że nie wie. Że chyba słowo mu się podobało. A słyszał je ciągle w kościele. I myślał, że to coś pomiędzy fotografem i fryzjerem. Takie historie wyciąga na światło dzienne mama szwagra nazywana w rodzinie „Wesołą wdówką”. Bo mąż wprawdzie zdrowy, ale już trzeci.

Artur Andrus, Mistrz Mowy Polskiej, dziennikarz, poeta, autor piosenek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE