1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seriale
  4. >
  5. Oblicza współczesnej męskości. Najciekawsze role w polskich serialach

Oblicza współczesnej męskości. Najciekawsze role w polskich serialach

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Małgorzata Major - Oblicza współczesnej męskości. Najciekawsze role w polskich serialach

00:00
15s
0,5 x
15s
„Męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać” śpiewała Alicja Majewska. Tekst napisany przez Wojciecha Młynarskiego w 1980 roku, nie jest już reporterskim zapisem rzeczywistości, a pewnym o niej wspomnieniem. Polskie seriale minionych lat pokazują nam, że męskość doczekała się swojej redefinicji i wychodzi z kanonu. Dzięki temu, zarówno na ekranie telewizora, jak i poza nim, obserwujemy dekonstrukcję męskości. Silny i milczący typ, którym bardzo chciał zostać Tony Soprano, odchodzi do lamusa.

Co ciekawe, Tony Soprano (James Gandolfini) z kultowej „Rodziny Soprano” już blisko trzydzieści lat temu (serial zadebiutował w telewizji HBO w 1999 roku) przeczuwał, ale wciąż walczył z tym, że nie ma jednego wzorca męskości. Oglądał amerykańskie kino złotej ery Hollywood marząc, że pewnego dnia stanie się tak samo kompletnym mężczyzną jak bohaterowie, których podziwiał. Chciał być silny, milczący, skupiony na celu i odważny. Rzeczywistość jednak mówiła co innego – na co dzień skory do plotek, momentami rubaszny, wesołkowaty typ z wieloma kompleksami i lękami. Wiele z tych ostatnich zawdzięczał matce Livii. Był niebezpieczny, zwłaszcza gdy się bał. Tchórzliwy Tony zastraszał, zabijał, nie miał litości. W serialu Davida Chase’a widzimy jak rozpada się ten przeterminowany wzorzec męskości. Tony zaciekle o niego walczy.

Na polskim gruncie także mieliśmy „męskich mężczyzn”. Wizerunek ten skutecznie ugruntowały filmy Władysława Pasikowskiego, z kultowymi „Psami” na czele. Z czasem jednak, męskość została skutecznie „odbita” i wyemancypowana przez nowe pokolenia twórców. W polskich serialach obserwujemy coraz bardziej zróżnicowane męskie postaci, które uciekają od prostych podziałów na silnych i tchórzliwych, przystojnych bądź szpetnych. Przyjrzyjmy się kilku takim bohaterom.

Tinder płonie. W Siedlcach

Na gruncie polskiej komedii, słuszne zainteresowanie od kilku lat wzbudza serial „The Office PL”. Produkcja Canal+ miała pod górkę od czasu pierwszego zwiastuna. Nie przypadł do gustu fanom amerykańskiego „The Office”. Okazało się jednak, że nie był on reprezentatywny dla serialu. Produkcja w reżyserii Macieja Bochniaka ma kilku scenarzystów: Łukasza Sychowicza, Kubę Rużyłłę, Mateusza Zimowodzkiego i Mateusza Płochę (jeden odcinek napisała też Karolina Norkiewicz). Humor opiera się na cringe’u znanym z wersji amerykańskiej, ale jest dopasowany do polskich realiów. Twórcy zdołali w dużej mierze odciąć się od wielkich poprzedników i zbudować własnych, rodzimych bohaterów. Żenujący żart stanowiący esencję serialu doskonale wpisuje się w nasze polskie „tu i teraz”, więc śmiejąc się z bohaterów, często śmiejemy się z samych siebie. Lub płaczemy nad sobą.

Dwie postaci zasługują na szczególne wspomnienie. Michał Holc (w tej roli Piotr Polak) to odpowiednik Michaela, znanego z amerykańskiej wersji serialu. Prezes Holc bardzo chce uchodzić za erudytę i człowieka wielu talentów. Zależy mu na tym, żeby imponować pracownikom, znać odpowiedzi na wszystkie pytania, dowodzić elokwencji i uchodzić za młodszego niż w rzeczywistości jest. Odważna kreacja aktorska Polaka sprawia, że Holc wzbudza w nas żal i frustrację równocześnie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Desperackie próby udowodnienia innym, że jest wart ich uwagi, przypominają o współczesnym problemie wielu ludzi w jego wieku – epidemii samotności. Zwłaszcza wśród mężczyzn. Michał bywa zarozumiały zupełnie bez powodu, arogancki, pewny siebie (również bez uzasadnienia w faktach), a równocześnie złakniony towarzystwa, przyjaciół i rodziny. W odcinku świątecznym sezonu trzeciego widzimy, jak bardzo jest samotny. Po śmierci matki nie ma żadnej bliskiej rodziny, a ta daleka, która zaprasza go na wigilijną kolację z poczucia obowiązku, nie ma i raczej nie chce mieć z nim żadnej relacji. Jest kompletnie wyalienowany i dlatego tak bardzo zależy mu na świątecznej celebracji w pracy. Spotyka się to z niezrozumieniem pracowników marzących o dniu wolnym.

W Michale skanalizowano wiele problemów współczesnych mężczyzn. Bohater pokazuje, że bardzo pragnie przyjaźni i bliskości, a gdy ją otrzymuje, nie potrafi jej docenić. Odtrąca życzliwe mu osoby, myli dobre intencje z interesownością, nie potrafi czytać motywacji innych osób. Tę cechę łączy z innym bohaterem uniwersum, czyli Darkiem Wasiakiem (Adam Woronowicz).

Kiedyś to były czasy

Darek dość niespodziewanie stał się jednym z ulubionych bohaterów „The Office PL”. Mężczyzna po pięćdziesiątce, konserwatywny, unikający internetu i mediów społecznościowych, zakochany w przeszłości, to wspaniały punkt wyjścia do opowiadania o kondycji polskich mężczyzn. Wasiak kapitalnie zagrany przez Woronowicza pokazuje, jak bardzo w Polakach zakorzeniona jest pamięć o „starych dobrych czasach”. Dla pokolenia X i boomerów, kiedyś było lepiej. Dzisiaj nie jest dobrze. Ale kiedyś to były czasy.

Darek wspomina przeszłość, wręcz nią żyje, czego dowodzi jego garderoba, wystrój mieszkania, hobby i styl życia. Jest kwintesencją okopania się na jednej pozycji, z której nie chce się ruszyć o krok. Widać to w jego poglądach, relacjach z kolegami z pracy i z żoną. Wobec szefa idioty zawsze pokorny, nawet za bardzo, wobec kolegów pogardliwy, chyba że wyczuje jakiś interes. W stosunku do kobiet protekcjonalny, czasem pobłażliwy, rzadko doceniający ich pracę. Zarówno Wasiak, jak i Holc pokazują mężczyzn odchodzących do lamusa. Nieskorych do kompromisów, narcystycznych, przekonanych o swojej nieomylności mizoginów tęskniących za czasami, gdy kobiety siedziały w domach.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„The Office PL” po równo kpi z młodszych pokoleń oraz kobiet, Wasiak i Holc nie są wyjątkiem. Jednak ci bohaterowie pokazują problem w komunikacji międzygeneracyjnej. Są zamknięci, nieskorzy do otwarcia na nowe (zwłaszcza Wasiak). Ich postawy są źródłem komizmu, ale w gruncie rzeczy oglądając bohaterów dopada nas śmiech przez łzy. Twórcy dotykają prawdy o życiu naszych rodzin, wielopokoleniowych relacjach i wzajemnym niezrozumieniu.

Najsłynniejszy Jan Paweł

Jakub Rużyłło zasłynął jako jeden ze scenarzystów „The Office PL”, ale jest również autorem popularnego serialu Netfliksa zatytułowanego „1670”. Rużyłło, ponownie w komedii, tym razem w dekoracjach historycznych z XVII wieku opowiada o tym, jacy jesteśmy. Główny bohater serialu to szlachcic Jan Paweł Adamczewski (w tej roli Bartłomiej Topa). Mieszka z rodziną w Adamczysze, a jego sąsiadem jest znienawidzony Andrzej, posiadacz drugiej połowy Adamczychy (przynajmniej do pewnego czasu).

Jan Paweł pragnie zostać najsłynniejszym Janem Pawłem w historii, co jak wiemy, nie uda się. Wiele to jednak mówi o ego bohatera, jego pragnieniu władzy i typowej dla szlachty polskiej tamtego czasu – bucie i arogancji. Rytm życia rodziny Adamczewskich wyznaczają pory roku, ale nie dlatego, że sami ciężko pracują. Nie, oczywiście, że nie. Po prostu muszą pilnować chłopów pańszczyźnianych, żeby ci dla nich i na nich sumiennie pracowali.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Serial napisany jest w sposób ironiczny i prześmiewczy, postać Jana Pawła to nie tylko kpina z polskiej szlachty, ale i ze współczesnych „januszy biznesu” eksploatujących pracowników i zarabiających na ich desperacji. Przeszłość miesza się w serialu z teraźniejszością. Jan Paweł jest nośnikiem ponadczasowych cech, które kiedyś doprowadziły do rozbiorów Polski, a obecnie utrudniają budowę społeczeństwa obywatelskiego.

Bohater jest w konflikcie z sąsiadem, podczas sejmiku jako jedyny głosuje inaczej niż zgodna reszta. Jest pieniaczem, dezorganizuje życie we wsi, jak i we własnym domu. Nie potrafi przyznać się do błędu, wszyscy są winni, tylko nie on. Nawet gdy obcina komuś palec, to przecież palec sam jest sobie winien itd. itp. Bohater równie dobrze mógłby być boomerem, współczesnym politykiem, sprzedawcą na giełdzie z używanymi samochodami. Jest kwintesencją polskich bolączek – pieniactwa i poczucia nieomylności. A jak wiadomo, te postawy niejednokrotnie zaprowadziły nas na manowce. Mężczyzna jest tym typem w kręgu znajomych, w imieniu którego wszyscy czują się zażenowani, tylko nie sam zainteresowany. Skąd my to znamy?

„1670” to serial wykpiwający nasze społeczne przywary, ale i wnikliwie przyglądający się współczesności. Prawdopodobnie dlatego został tak dobrze przyjęty przez widzów. W sierpniu platforma Netflix pokaże trzeci sezon produkcji.

Na serio i na faktach

Nie tylko komedia pokazuje oblicze współczesnej męskości. W listopadzie 2025 roku oglądaliśmy długo wyczekiwany serial Jana Holoubka pt. „Heweliusz”. Produkcja Netfliksa opowiada historię katastrofy promu Heweliusz z 1993. Wówczas tragicznym zdarzeniem żyła cała Polska. Serial sprawił, że ponownie media dyskutowały o wypadku promu i na nowo zainteresowały tym Polaków. Dla pokolenia Z mogło to być pierwsze zetknięcie z informacją o katastrofie, ponieważ gdy zdarzenie miało miejsce, większość obecnych trzydziestolatków dopiero się rodziła.

Dlatego też reportaże i podcasty opowiadające o Heweliuszu na nowo wzbudziły zainteresowanie. Serial inspirowany faktami, opowiada fikcyjne losy wielu postaci, za wyjątkiem kapitana Ułasiewicza, którego nazwisko pozostaje w serialu niezmienione (kapitan zatonął na mostku, nie próbował się ratować). Serial wzbudził zachwyt scenami katastroficznymi, ale i ciekawie napisaną historią i wieloma perspektywami.

W „Heweliuszu”, podobnie jak w piosence wspomnianej we wstępie, „męska rzecz być daleko”. Mężowie i ojcowie płyną promem, niektórzy jako członkowie załogi, inni jako kierowcy ciężarówek przeprawiający się ze Świnoujścia do Ystad. Postać kapitana Andrzeja Ułasiewicza (Borys Szyc) to kwintesencja bohaterstwa. Czując odpowiedzialność za przebieg wydarzeń na mostku, Ułasiewicz podejmuje decyzje o pozostaniu na nim, godząc się ze swoją śmiercią. Płaci najwyższą cenę za błędy popełnione przez załogę i jego własną naiwność. Uznał, że niedawno mianowany oficer, samodzielnie podoła zadaniu. Co warte podkreślenia, kapitan to postać realnie żyjąca, a równocześnie napisana jak rasowy bohater literacki. Jego tragiczna śmierć przywodzi na myśl inne przykłady z literatury i sztuki, gdy bohater czując odpowiedzialność, decydował się zapłacić najwyższą cenę.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Komisja Izby Morskiej w Szczecinie bardzo surowo ocenia decyzje bohatera, można uznać więc, że nieobecni nie mają racji, a także że potrzebny jest klasyczny chłopiec do bicia. Dramat tej postaci to również dramat rodziny Ułasiewiczów, żony i córki, mierzących się medialną nagonką i skutkami śledtwa.

W „Heweliuszu” najciekawszym męskim bohaterem jest jednak oficer Witold Skirmuntt (w tej roli Konrad Eleryk). Ocalały z katastrofy, tchórz czy bohater? Jedyna osoba, która wie, co się wydarzyło. Skirmuntt to fikcyjny bohater, ale jak wskazują badacze katastrofy, inspirowany konkretną postacią. Mężczyzna krótko przed feralnym rejsem awansował na oficera. Ma żonę i dziecko, dopiero co wprowadził się do niewykończonego jeszcze domu. Życie wydaje się dobre i łaskawe. Wszystko zmienia się w nocy z 13 na 14 stycznia 1993.

Skirmuntt przeżył, ale cierpi na PTSD. Nikt go nie diagnozuje, nie doradza wizyty u psychiatry. Mężczyzna musi sobie radzić ze wszystkim sam. Lata dziewięćdziesiąte nie było łaskawe wobec męskiej psychiki. Nie dopuszczały, że mąż i ojciec może potrzebować pomocy. Depresja i stany lękowe nie omijają mężczyzn. Ale nawet po katastrofie oficer zostaje ze wszystkim sam. Dostaje małe zadośćuczynienie finansowe, myśli o powrocie do pływania, jednak tragiczne wydarzenia nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Odurza się alkoholem, walczy z bezsennością, miota się jak zwierzę w klatce. Nie wie co ze sobą zrobić. Z żoną nie rozmawia, koledzy nie żyją, a nikt inny nie rozumie, z czym się mierzy. Częściowo otwiera się przed kapitanem Binterem (Michał Żurawski, który kilkakrotnie kradnie show Elerykowi), niestety nie potrafi powiedzieć mu wszystkiego. Poczucie odpowiedzialności za prom, ale i za rodzinę, wzajemnie się wyklucza. Bohater nie wie, wobec kogo powinien być lojalny. Gubi się w poczuciu winy i żałobie. Za kolegami, promem, ale i za dawnym sobą. Za czasami „przed”, które już nie wrócą.

Twórcy serialu nie nazywają problemów Skirmuntta wprost, jednak czerpiąc z najnowszej wiedzy, mamy świadomość, iż bohater jest w poważnym kryzysie zdrowia psychicznego. Nie powinien ani pracować, ani zeznawać w sądzie. Jego osąd jest zaburzony poczuciem winy. Ocalał, a w swoim odczuciu nie zasłużył na to. Kreacja aktorska Eleryka dobitnie przypomina o epidemii męskiej depresji i problemach psychicznych, które nie rozejdą się po kościach, ani nie znikną z czasem. Wymagają diagnozy i leczenia.

Dawno temu w Szopienicach

Michał Żurawski w ostatnim czasie zagrał dwie wyraziste role serialowe. Obydwie dla Netfliksa. Pierwsza to wspominany wyżej kapitan Piotr Binter mający duże znaczenie w przebiegu śledztwa dotyczącego zatonięcia Heweliusza. Druga natomiast to postać esbeka Huberta Niedzieli w serialu „Ołowiane dzieci”.

Żurawski w serialu Pieprzycy wciela się w postać oficera SB, a jego zadaniem jest spacyfikowanie lekarki głośno mówiącej o epidemii ołowicy wśród szopienickich dzieci. Produkcja, podobnie jak „Heweliusz”, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Mowa o roku 1974, kiedy lekarka rejonowa w dzielnicy Katowic, Szopienicach, odkrywa wysoką zachorowalność wśród dzieci mieszkających obok huty. Zaczyna prowadzić badania, a potwierdzają jej najgorsze obawy.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jako że huta to karmicielka rodzin w Katowicach, władze nieprzychylnie patrzą na działania lekarki. W serialu postać doktor Jolanty Wadowskiej-Król gra Joanna Kulig. Bohaterka nosi nazwisko rzeczywistej lekarki, która odkryła ołowicę i walczyła o poprawę warunków życia w Szopienicach. Żurawski gra postać fikcyjną, ale za to jaką! To klasyczny samiec alfa, jakże odmienny od typowych esbeków znanych z filmów i seriali. Niedziela jest inteligentny, elokwentny, ma ambicje wyjechać do Warszawy i cynicznie pogrywa ze swoim szefem, aby osiągnąć prywatne cele. W przeciwieństwie do większości filmowych oficerów Służby Bezpieczeństwa, ubiera się stylowo, dobrze wygląda i początkowo wzbudza zaufanie.

Niedziela jest przebiegły i bezwzględny, ale przy tym niejednoznaczny. Sporo w nim odcieni szarości. Duża w tym zasługa aktora, doskonale odnajdującego się w postaciach dojrzałych mężczyzn, kryjących w sobie mrok.

Raz na queerowo

Na zakończenie chciałabym przedstawić postać Filipa z serialu „Proud” w reżyserii Karola Klementewicza. Nowość HBO ledwie zadebiutowała, a zebrała sporo pozytywnych recenzji w kraju i na świecie. W końcu bowiem doczekaliśmy się queerowego serialu pełnego ciekawych bohaterów, różnych perspektyw i dobrze napisanej obyczajowości. Serial zwyciężył w marcu francuski festiwal Series Mania, polscy widzowie w napięciu oczekiwali na premierę, niestety łyżką dziegciu dla osób LGBT+ okazały się słowa aktora wcielającego się w główną rolę. Ignacy Liss w wywiadach unikał rozmowy o sojusznictwie wobec środowiska queerowego, mimo że zagrał postać geja. Więcej mówił o kwestiach obyczajowych niż sytuacji osób LGBT w Polsce, co nie spodobało się części widzów.

Nie zmienia to jednak faktu, że serial w nowatorski sposób mówi nie tylko o życiu geja w Polsce, ale i o adopcji dzieci przez osoby homoseksualne. Filip musi dorosnąć do bycia ojcem swojej niespełna rocznej siostrzenicy, po tym gdy umiera jej matka. Dla młodego bohatera to prawdziwa lekcja życia. Dotychczas żył lekko i beztrosko. Pracował jako model, dużo imprezował, romansował, bawił się i delektował Warszawą.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Nagle musi zejść na ziemię. Nie tylko zmienić swój styl życia, ale i stać się opiekunem dziecka. Równocześnie przechodzi też proces żałoby. Serial pokazuje jego rodzinę z wyboru oraz próby odnalezienia się w nowej sytuacji, także prawnej. Dla Filipa to prawdziwy kubeł zimnej wody. I powrót do traumy własnego dzieciństwa. Wciąż emocjonalnie nierozliczonego. Oglądanie nieheteronormatywnego bohatera w roli ojca to nowe doświadczenie dla widza polskiego serialu. Niezależnie od intencji twórców, „Proud” wkracza na nowe wody. Śmiało pokazuje bohatera, dla którego długo nie było miejsca w polskiej telewizji.

„Proud” pokazuje, że bohater ma prawo do miłości i ojcostwa, do budowania własnej rodziny. Przez lata postaci nieheternomormatywne były w polskich produkcjach przemilczane, albo spychane na margines. W końcu doczekaliśmy się głównego bohatera geja, który nie przeprasza za to, że żyje i jak żyje.

Na polskiej mapie serialowej jest miejsce dla każdego bohatera. Męskość nie jest już pokazywana w jeden, stereotypowy sposób. Bohaterowie doczekali się zróżnicowanych, barwnych historii nieograniczających ich jedynie do wizerunku „silnego i milczącego typa”, od którego zaczęłam swoje rozważania.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE