1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. W pisaniu trzeba być elastycznym. Wywiad z Wojciechem Chmielarzem

W pisaniu trzeba być elastycznym. Wywiad z Wojciechem Chmielarzem

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
„Osiedle marzeń” to czwarta już książka o przygodach komisarza Mortki. Poprzednia część cyklu, „Przejęcie” przyniosła autorowi Nagrodę Wielkiego Kalibru. Z Wojciechem Chmielarzem rozmawiamy o tym, jak przywiązać czytelnika do bohatera, i czym - oprócz pisania - musi zajmować się zawodowy pisarz.

Niedawno został pan zawodowym pisarzem. Co to zmienia? Zostałem zawodowym pisarzem trochę z przymusu, ponieważ zostałem zwolniony z poprzedniej pracy. W tym momencie musiałem podjąć decyzję, co dalej. Stwierdziłem, że może to jest znak od życia, żeby spróbować. Co to zmienia? Przede wszystkim to, że do tej pory podchodziłem do pisania dużo bardziej na luzie, znaczy: książka wyszła, to wyszła – fajnie, sprzedała się, to się sprzedała – też fajnie, angażowałem się dużo mniej, ponieważ nie było to dla mnie źródło utrzymania. Teraz jest inaczej, muszę się skupić na pisaniu, ale też na wszystkim, co się z pisaniem wiąże, a z czego czytelnicy nie zdają sobie może sprawy. Mam wrażenie, że pisanie to jeden z nielicznym zawodów, które mają jeszcze romantyczną otoczkę: dobry autor się obroni, dobra książka dotrze do czytelnika sama. To niestety nie jest prawda, na rynku książki, a na rynku kryminałów szczególnie – choć może tak mi tylko się wydaje, bo nie znam innych – cholernie ważne jest, żeby się dobrze wypromować, żeby w tej masie autorów nie utonąć, żeby wbić się do głowy czytelnikom. To wymaga ciężkiej codziennej pracy. Dlatego od kiedy zostałem zawodowym pisarzem, to paradoksalnie chyba dużo mniej piszę niż wtedy, kiedy nim nie byłem.

„Osiedle marzeń” to już efekt koncentracji wyłącznie na pisaniu?
„Osiedle marzeń” to w dużej mierze dziecko równoległe, miałem wtedy normalną pracę. Zawodowym pisarzem jestem dokładnie od końca kwietnia tego roku, więc niedługo.

Mówi pan o presji, która towarzyszy pisarzom zawodowym, ale czy to nie jest naturalna droga, że w pewnym momencie trzeba się zdecydować?
Mój problem polegał na tym, że bardzo lubiłem swoją pracę w tak zwanym wywiadzie gospodarczym. Zajmowałem się badaniem wizerunku i reputacji firm na podstawie ogólnie dostępnym informacji. Ta praca wymagała roboty dziennikarskiej, grzebania, rozmów, sprawdzenia faktów. Robiliśmy to na przykład na zlecenie funduszy inwestycyjnych, które szykowały się do przejęcia jakiejś firmy i chciały wiedzieć, czy ich potencjalny kontrahent nie jest zamieszany w jakieś ciemne sprawki, czy nie ma „trupów w szafach”. To było bardzo interesujące. Lubię rozwiązywać zagadki, a właśnie tym się zajmowaliśmy. Oczywiście decyzja o przejściu na zawodowe pisarstwo jest spełnieniem marzeń. Miałbym do siebie duży żal, gdybym tego nie zrobił. Faktycznie, w pewnym momencie trzeba zobaczyć, czy da się radę pisać na serio, czy sobie odpuścić i godzić się na pozostawanie z boku życia literackiego. Zobaczymy, czy ta zmiana wyszła mi na dobre czy nie. Wcześniej czułem dużo większy luz. Teraz muszę nauczyć się iluś rzeczy, które musi robić autor, żeby stworzyć markę. Widzę, że pisarze, którzy się tym zajęli, są do przodu, a ja muszę ich teraz gonić.

Czy teraz będzie pan musiał szybciej pisać?
Nie chciałbym. Jestem autorem, który potrzebuje mniej więcej roku, żeby napisać jedną dobrą książkę. Mógłbym pisać szybciej, dałbym radę wydawać trzy, cztery powieści rocznie, ale czy byłyby dość dobre? Raczej nie. Chcę dawać swoim czytelnikom jak najlepsze książki. Przejście na zawodowstwo to dla mnie przede wszystkim szansa, żeby pisać lepiej, żeby mieć więcej czasu na wymyślenie fabuły, na szlifowanie języka. Zawsze mi tego brakowało, bo musiałem oddać książkę w terminie i nie miałem czasu posiedzieć nad nią tyle, ile bym chciał. Czytałem z zazdrością wywiady, w których inni autorzy mówili, że siedzą przy klawiaturze co dzień po osiem-dwanaście godzin. Ja miałem średnio dwie godziny dziennie i to wieczorem, po przyjściu z pracy, kiedy byłem już zmęczony. Cały czas zastanawiałem się, co by było, gdybym miał takie możliwości jak oni: wstawał rano, wypijał kawę i wypoczęty siadał do napisania. Co ja bym napisał?

Teraz zakłada pan jedną książkę rocznie. A jak długo powstawała pierwsza, „Podpalacz”?
„Podpalacz” paradoksalnie powstawał szybciej, pisałem go w totalnej gorączce, przez kilka miesięcy. Sytuacja była o tyle ciekawa, że wcześniej pisałem przez kilka lat książkę, powieść obyczajową z mocnym wątkiem kryminalnym, której nikt nie chciał wydać. To mnie bardzo ubodło, myślałem, że skoro włożyłem tyle wysiłku w coś, co się do niczego nie nadaje, to może trzeba zrezygnować z marzeń o pisaniu i zająć się czymś, co mi wychodzi. Ale wtedy wpadłem na pomysł „Podpalacza” i stwierdziłem, że spróbuję jeszcze raz. I „Podpalaczem” szybko zainteresowało się wydawnictwo Czarne. Jestem im bardzo wdzięczny, bo zainwestowali dużo pracy i energii w tę książkę. Pierwsza wersja była dużo gorsza niż efekt finalny. Trzeba było zobaczyć to „coś” głębiej i chcieć pracować z autorem. Dużo się nauczyłem najpierw od pani Moniki Sznajderman, potem od redaktora, z którym współpracowałem. Ten proces ukształtował mnie jako pisarza.

„Osiedle marzeń” skończył pan wiosną, czy od tego czasu pracuje pan już nad dalszym ciągiem przygód Mortki?
Nie, teraz pracuję na nową książką z cyklu gliwickiego, o „najgorszym detektywie w Polsce”, Dawidzie Wolskim. Jest prawie w połowie gotowa, mam nadzieję, że w ciągu miesiąca, dwóch będę ją w stanie skończyć. Podczas pisania przychodzi moment takiego zaangażowania w fabułę, że pisze się dużo szybciej niż na początku. Chyba jestem na tym etapie. Moim marzeniem jest, trochę wbrew temu, co mówiłem wcześniej, żeby w przyszłym roku ukazały się dwie książki: jedna w pierwszej połowie roku, druga – w drugiej, czyli kolejna część Wolskiego i kolejna część Mortki.

Skoro jesteśmy przy Wolskim, to po co pan stworzył tego bohatera? Jakub Mortka ograniczał pana, znudził się?
Nie, nie znudził mi się ani mnie nie ograniczał. Wolski narodził się z pewnej potrzeby, a mianowicie po „Przejęciu”, czyli trzeciej książce z Mortką, zacząłem myśleć o kolejnej. Zacząłem ją nawet pisać, ale po paru stronach poczułem, że znowu wychodzi mi „Przejęcie”: te same pomysły, frazy, dialogi. Mój mózg był tak przyzwyczajony do pewnego „rytmu mortkowego”, że miałem problemy z wymyślaniem nowych rzeczy. A nie chcę być autorem, który pisze cały czas tę samą książkę. Potrzebowałem czegoś nowego, potrzebowałem historii z bohaterem takim jak Wolski: bezczelnym, egoistycznym, miejscami głupim, lekkomyślnym, takim, który nie musi się przejmować konsekwencjami swoich czynów. Mortka jest odpowiedzialny, inteligentny, nie robi głupot, a Wolski może zrobić najdurniejszą rzecz i to będzie uzasadnione psychologią postaci! On daje mi wolność, nie musi się oglądać na zasady, na przepisy. A przy tym jest to inny gatunek opowieści, te historie są trochę makabryczne, bardziej mroczne i bardziej skupione na pojedynczych bohaterach. Kiedy przygotowuję książkę o Mortce, zawsze chcę poruszyć jakiś ważny problem społeczny. Czy mi się udaje, to już zupełnie inna kwestia… W przypadku Wolskiego chcę pisać kameralną powieść o konkretnych ludziach, nie w tym znaczeniu, że siedzą zamknięci w jednym pokoju, ale tym, że skupiam się na nich, a nie na tle społeczno-polityczno-genderowo-obyczajowym.

Wolskiemu daje pan przyzwolenie na wiele i to jest poniekąd pomysł na niego. Mortka z kolei to wyrobnik i z tego, co czytałam, nie chciał pan, by był jakoś szczególnie przetrącony czy zdziwaczały, więc jak utrzymać uwagę przy takim bohaterze?
Wydaje mi się, że Mortka właśnie brakiem przetrącenia, wielkiego hobby czy wielkiej misji bardzo kupił czytelników. Czytelnicy są do niego bardzo przywiązani. Może wynika to z tego, że to zwykły facet, który chce dobrze wykonywać swoją pracę, i to wszystko. Żaden z niego superbohater. Mam wrażenie, że moda na różne przetrącenia, wady, mroczne historie w kryminale prowadzi do karykaturalnych efektów, chwilami wręcz niewiarygodnych. Brakuje nam zwykłych postaci, o których możemy powiedzieć: „to mógłbym być ja” albo „to mógłby być ktoś, kogo znam”. Z tego, co wiem, policjanci też lubią Mortkę. Za tę jego normalność.

I temu normalnemu facetowi dodał pan mocno dziwaczną towarzyszkę, Sucha jest bardzo charakterystyczna.
Tak, ona ma swoją dziwaczną przeszłość. W pewnym momencie stwierdziłem, że chciałbym mieć mocną i wyraźną postać kobiecą, policjantkę. To musiała być postać, która będzie w kontrze do Mortki. Przy czym musimy sobie powiedzieć, że policja cały czas jest instytucją patriarchalną, kobiety mają trudniej niż mężczyźni. I zacząłem się zastanawiać, jak ma wyglądać taka kobieta, która chce za wszelką cenę udowodnić zachowaniem, że jest równie dobra jak faceci. Ale to jedna z twarzy Suchej, nie pokazałem jej jeszcze całej.

Czy zdarza się panu, że postaci trochę wymykają się spod kontroli? Nie pierwszoplanowe oczywiście, ale te w tle.
Jest na odwrót: łatwiej zapanować nad drugoplanowymi niż pierwszoplanowymi. Ale generalnie mówimy trochę złym językiem - gdy padają takie pytania, powtarzam, że to są przecież wymyślone ludziki, one nie żyją własnym życiem. Ale faktycznie jest coś takiego, że przy pisaniu orientuję się, że jakaś postać nie postąpiłaby tak jak zaplanowałem. To naturalne, zdążyłem lepiej ją poznać, bardziej ją wymyślić, nadać jej cechy.

Na ile więc trzyma się pan planu?
Planu się trzymam, ale zostawiam sobie pewną swobodę. Ślepe przywiązanie do planu powieści jest błędem, bo każdy plan w każdej dziedzinie życia w pewnym momencie sypie się. Z pisaniem jest tak samo. Trzeba umieć być elastycznym.

Czy jest pan w stanie czytać kryminały innych autorów dla przyjemności?
To już nie dla mnie. To jest to zawsze czytanie z próbą podpatrzenia tego, co ktoś wymyślił i dlaczego mu to wyszło albo nie. To jest mój zawód, tego się nie da uniknąć.

Pańska ostatnia książka „Osiedle marzeń” ma zakończenie, które jest właściwie otwarciem. I musimy czekać rok, żeby się dowiedzieć, co dalej.
Jak mówiłem, teraz będzie kolejna część Wolskiego. Potem chcę zakończyć pięcioksiąg o Mortce i zastanowić się, co dalej.

Ale Mortka przeżyje czy nie wiemy jeszcze tego?
Nie planuję go zabijać, bo ten bohater mnie nie znudził i czytelnicy chcą jeszcze o nim czytać , ale chciałbym zrobić wielki finał pewnej historii, która zaczęła się już w „Podpalaczu”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych, które warto przeczytać

Polecamy najlepsze powieści obyczajowe  - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Polecamy najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wielowątkowe historie, wzbudzające cały wachlarz emocji oraz ciekawi bohaterowie i ich przeżycia, które mogłyby się przytrafić każdemu z nas. Powieści obyczajowe pokocha każdy, kto chce oderwać się od swojej szarej codzienności w inną, mniej lub bardziej, szarą codzienność. Polecamy dobre książki obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. 

"Zjadacz czerni 8" Katarzyna Grochola

Katarzyna Grochola, 'Zjadacz czerni 8', Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe) Katarzyna Grochola, "Zjadacz czerni 8", Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe)

Najlepsze książki obyczajowe - jaki autor jako pierwszy przychodzi na myśl? Z pewnością Katarzyna Grochola! Jej najnowsza powieść "Zjadacz czerni 8", która swoją premierę będzie miała 10 lutego, to historia oczywiście o miłości. Misterna mozaika postaci, miejsc i zdarzeń. Zaskakujący splot ludzkich losów, których tylko z pozoru nic nie łączy. I ON – zjadacz czerni. I tajemnicze 8. Historie bohaterów łączą się we wzór, który dla nich pozostaje nierozpoznany, a mimo to ma sens, jak wiele sytuacji, miejsc i zdarzeń w naszym życiu. Miłość nie jest jednowymiarowa, określona i zamknięta w ramie. Nie sprowadza się tylko do tęskniących za czułym dotykiem kochanków. Jest szansą na człowieczeństwo, mimo wszystko i na przekór. I jeśli podejmiemy próbę zrozumienia drugiego człowieka, może zdarzyć się cud. I o tym jest ta poruszająca powieść obyczajowa. O tęsknocie, nadziei i głębokim sensie przypadków, za które nie zawsze jesteśmy wdzięczni losowi.

"Droga, którą przeszłam" Agata Przybyłek

Agata Przybyłek, 'Droga, którą przeszłam', Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe) Agata Przybyłek, "Droga, którą przeszłam", Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe)

"Zamruczę ci" Agata Bieńko

Agata Bieńko, 'Zamruczę ci', Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe) Agata Bieńko, "Zamruczę ci", Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe)

Pod kołami samochodu Pauli ginie czarny kot, któremu niechcący odebrała ostatnie – siódme – życie. Właścicielka kota, stara cyganka, rzuca na dziewczynę klątwę. Z początku ta nic sobie z niej nie robi, jednak po roku ma za sobą trzy nieudane związki, niezliczone kłótnie, a do tego jej młodsza siostra właśnie planuje ślub! Nawet jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka Zosia, która „zna się na takich rzeczach”, niewiele może zdziałać. Grzegorz jest cenionym i zabójczo przystojnym ginekologiem mającym wokół siebie wianuszek kobiet także po pracy. To typowy gracz, który nie potrafi i nie chce zaangażować się w poważny związek. Dla Pauli miał być przygodą na jedną noc pozwalającą chociaż na chwilę odpędzić jej ponure myśli. Los jednak sprawia, że ciągle na siebie wpadają, mimo tego, że kompletnie nie potrafią się dogadać. Grzegorz nie zamierza stracić z oczu pięknej Pauli, a ta planuje wykorzystać go w nieustającej wojnie z matką, która nie chce dać jej spokoju. "Zamruczę ci" to powieść obyczajowa z przymrużeniem oka i nutką erotyzmu.

"Rozmowy z przyjaciółmi" Sally Rooney

Sally Rooney, 'Rozmowy z przyjaciółmi', Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe) Sally Rooney, "Rozmowy z przyjaciółmi", Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść Sally Rooney, irlandzkiej pisarki, której międzynarodową sławę przyniosła książka "Normalni ludzie", na podstawie której powstał serial dostępny na platformie HBO. "Rozmowy z przyjaciółmi" to pozycja na pograniczu powieści obyczajowej i literatury pięknej. Mieszkająca w Dublinie Frances ma dwadzieścia jeden lat i chłodny umysł obserwatorki. Jest studentką i początkującą pisarką; ze swoją najlepszą przyjaciółką i byłą dziewczyną Bobbi występuje na slamach poetyckich. Przypadkowa znajomość z Melissą, popularną dziennikarką, której mąż Nick jest aktorem, otwiera im drzwi do świata pięknych domów, hałaśliwych przyjęć i wakacji w Bretanii. Gdy Frances i Nick niespodziewanie zbliżają się do siebie, błyskotliwa i stroniąca od uczuć Frances musi po raz pierwszy zmierzyć się ze swoimi słabościami. Premiera książki odbędzie się 24 lutego.

"Powrót" Nicholas Sparks

Nicholas Sparks, 'Powrót', Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe) Nicholas Sparks, "Powrót", Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe)

Nicholas Sparks - mistrz romantycznych historii oraz autor, którego praktycznie każda pozycja reprezentuje najlepsze książki obyczajowe. Jego najnowsza powieść "Powrót" utrzymana jest w duchu "I wciąż ją kocham" i "Pamiętnika". Ukrywający się przed światem lekarz i dwie kobiety, których sekrety zmienią jego życie… Trevor Benson nie zamierzał wracać do miasteczka New Bern w Karolinie Północnej. Głównie dlatego, że nie przewidywał, że podczas misji wojskowej, gdzie był lekarzem, dojdzie do tak strasznego wypadku jak ten, w którym został ranny. A wtedy stara, odziedziczona po dziadku chata, wydała mu się idealnym schronieniem. Trevor zdecydowanie nie przewidywał też, że w New Bern znajdzie kogoś, kto poruszy jego serce. Kiedy jednak spotyka Natalie, zastępczynię miejscowego szeryfa, nie może przejść obok niej obojętnie. Ale nawet gdy wydaje się, że Natalie odwzajemnia jego uczucia, nadal pozostaje zadziwiająco odległa… A Trevor zastanawia się, co kobieta ukrywa. Jego pobyt w New Bern dodatkowo komplikuje obecność ponurej nastolatki, Callie, która mieszka w przyczepie kempingowej przy drodze. Trevor ma nadzieję, że Callie wie coś o tajemniczej śmierci jego dziadka i za wszelką cenę próbuje wyciągnąć od niej wskazówki, które mogłyby rzucić na nią nowe światło. Nieustępliwa chęć poznania prawdy pozwoli Trevorowi zrozumieć prawdziwe znaczenie miłości i przebaczenia. I da mu ważną lekcję – o tym, że w życiu, aby iść naprzód, często musimy wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.

  1. Kultura

Autor kryminałów Bernard Minier o swoich książkach i procesie twórczym

Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Bernard Minier, autor serii kryminałów o komendancie Martinie Servazie w roli głównej, kładzie duży nacisk na prawdopodobieństwo wydarzeń. Każdą powieść dokładnie dokumentuje, a szczegóły śledztwa omawia z policjantami. Pytamy go o wydaną ostatnio „Dolinę” oraz o to, jak jego bohater i cała Francja zmieniły się przez dekadę, która upłynęła od premiery pierwszej części cyklu.

„Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe) „Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe)

W pańskich książkach mamy całą plejadę złożonych charakterów i temperamentów. Począwszy od głównego bohatera – komendanta Martina Servaza. Czytelnicy musieli czekać prawie osiem lat, żeby poznać jego historię. Czy pan od początku wiedział, jaki dokładnie będzie, czy także ewoluował on w pańskiej wyobraźni?
Jeśli dobrze pamiętam, bo seria ma już 10 lat, przeszłość Servaza została przywołana już w pierwszej książce z cyklu, „Bielszy odcień śmierci”. Dowiadujemy się tam, że jego rodzice już nie żyją, zresztą matka zmarła w dość przerażających okolicznościach. To stało się bez wątpienia traumą towarzyszącą bohaterowi przez całe życie, bo nigdy tak do końca nie wyrastamy z dzieciństwa, zwłaszcza po takich doświadczeniach. Oczywiście Servaz ewoluuje w miarę rozwoju fabuły, nie przygotowałem dla niego ścieżki rozwoju, bo nie planuję dokładnie, co będzie w kolejnych książkach. To zależy także w dużej mierze od osób, które spotyka na swojej drodze, jak w ostatnio wydanej „Dolinie”, gdzie wreszcie u jego boku pojawia się kobieta, Léa. To tak jak w życiu, nie wiemy, co przydarzy się nam jutro, kogo poznamy, w którą stronę skręcimy. I staram się zachować taką spontaniczność i pewną niewiadomą także w powieściach. Wracając do naszego bohatera, to od czasów „Kręgu” wiemy także, jak skończył jego ojciec, który nigdy nie doszedł do siebie po śmierci żony. Wpadł w alkoholizm i popełnił samobójstwo. To syn znalazł jego ciało. Czyli historię Servaza znamy tak naprawdę dość dobrze od dawna.

Tak, ale dopiero w „Siostrach” poznajemy początki jego kariery.
Owszem, w pierwszej części powieści jesteśmy świadkami pierwszego śledztwa, w którym uczestniczy Servaz. Zresztą jego zawodowym mentorem jest dość niepoprawny policjant, cierpiący na pewną odmianę borderline. Servaz – co zawsze podkreślam – to ktoś zwyczajny, normalny, kto zostaje skonfrontowany z nadzwyczajnymi okolicznościami. Chciałem w ten sposób uniknąć, mówiąc w dużym uproszczeniu, stereotypowego bohatera kryminału, czyli detektywa pijaka, przemocowego, który ciągle balansuje na krawędzi. Nie, Servaz jest kimś, kogo moglibyśmy mieć w rodzinie czy wśród przyjaciół. Czytelnik mógłby powiedzieć, że zna kogoś takiego. Mimo to oczywiście jest stawiany w sytuacjach, które same z siebie popychają go do ostateczności. Praca w policji, zwłaszcza w wydziałach kryminalnych, pozwala poznać najbardziej brutalną i mroczną część natury ludzkiej, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na osobowość. Nie można się nie zmienić, pozostać nienaruszonym, pracując przez lata w takich warunkach.

Jednak pański bohater zachowuje dużo wrażliwości. Kobieta, z którą spotyka się w „Dolinie”, jest lekarką, pracuje na oddziale dziecięcym, gdzie spotyka się z wszelkimi odmianami cierpienia. Martin zastanawia się, jak Léa jest w stanie to znieść, choć przecież jako policjant wiele widział.
Mimo że sami możemy unieść pewne rzeczy, zastanawiamy się, jak inni to robią. Martin kocha tę kobietę, a kiedy kogoś kochamy, bardziej niepokoimy się o niego niż o siebie samych. Léa jest silna, stanowi dla Martina opokę, punkt zaczepienia. Ma wreszcie kogoś, na kim może się oprzeć. I dlatego myśli: „ja dam radę, ale jak ona może znieść takie rzeczy?!”. Nie uważam się za kogoś nadwrażliwego, jednak, myśląc o lekarzach w szpitalach dziecięcych, zastanawiam się, jak oni są w stanie być świadkami takiego cierpienia, dzień po dniu. To wymaga bardzo silnej konstrukcji psychicznej.

W otoczeniu Servaza jest wiele innych silnych kobiet.
To nie było zamierzone, w trakcie pisania zorientowałem się, że w książce jest sporo silnych postaci kobiecych, które pojawiły się spontanicznie. W „Dolinie” mężczyźni są słabsi od kobiet, to one nadają kierunek wydarzeniom. Mamy Irène z żandarmerii, którą znamy z „Bielszego odcienia śmierci”, jest pani mer miasteczka, która o nie walczy,  jest Léa, która wspiera Servaza. Sam znam wiele silnych kobiet, jednak nie chcę w żaden sposób generalizować, bo literatura opiera się na jednostkach, ich życiu społecznym, prywatnym, intymnym. A jednostki to przeciwieństwo ogółu. To one zwyciężają w powieściach.

Jednostka żyje w społeczeństwie, w określonym środowisku. Życie bohaterów „Doliny” też jest zanurzone w rzeczywistości. Porusza pan aktualne problemy społeczne we Francji, jak agresja wobec policji, dewastowanie kościołów.
Chciałem przedstawić, co zresztą znajdzie się także w kolejnej części cyklu, którą właśnie piszę, obraz dzisiejszej Francji. Nie zapominajmy, że pod koniec 2018 roku i w 2019 roku przeżyliśmy bardzo poważny kryzys społeczny, nazywany ruchem żółtych kamizelek. Demonstracje w całym kraju obywały się w weekendy przez całe miesiące. W Paryżu doszło do zamieszek, zniszczono Łuk Triumfalny, Pola Elizejskie. Manifestacja mieszkańców zamkniętej doliny, którzy zaczynają się burzyć, to odbicie tych wydarzeń.

Zależy panu, żeby fikcja była silnie osadzona w rzeczywistości, a czy także z punktu widzenia geografii? Dorastał pan w Pirenejach, czy dobrze zna pan okolice, o których pisze, czy to raczej wytwór wyobraźni?
Bardzo dobrze znam Pireneje, u ich podnóży spędziłem pierwsze 18 lat życia. Studiowałem w Tuluzie, często tam wracam, znam tamtejszą komendę, regularnie spotykam się z miejscowymi policjantami. Często wymyślam miejsca, które nie istnieją, ale są podobne do prawdziwych, ponieważ te nigdy do końca nie odpowiadają moim potrzebom. Puszczam wodze wyobraźni, ale zawsze na bazie tego, co istnieje w naturze. Na przykład elektrownia wysoko w górach, która pojawiła się w „Bielszym odcieniu śmierci” funkcjonuje naprawdę, jednak gdzie indziej. Generalnie bardzo inspiruję się rzeczywistością, tyle że potem robię syntezę.

Zanim zaczął pan pisać, pracował pan w urzędzie celnym. Czy tamte doświadczenia przydają się jakoś w pisaniu?
Nie, w żaden sposób się do nich nie odnoszę. Przede wszystkim dlatego, że to zupełnie inny rodzaj pracy, inne uprawnienia. A poza tym działanie policji bardzo zmieniło się od tego czasu. To część administracji, która przeszła największą transformację. Widać to bardzo dobrze w „Siostrach”, które toczą się w dwóch epokach. Pierwsza część to lata 90., kiedy śledztwa były bardziej tradycyjne – są przesłuchania, przyznanie do winy. Natomiast w drugiej, rozgrywającej się obecnie, liczą się przede wszystkim ślady DNA, nagrania z kamer czy analiza połączeń komórkowych.

Pracuję w ten sposób, że zbieram informacje, robię dokumentację, rozmawiam z aktywnymi policjantami, pytam ich o szczegóły, które planuję, a oni mi mówią, czy to jest możliwe, czy nie. A jeśli jest możliwe, to jak to przeprowadzić. W „Dolinie” na przykład opisuję przesłuchanie przed komisją dyscyplinarną w policji. I w rzeczywistości wygląda ono tak jak w książce, rozmawiałem z policjantami, którzy mają za sobą takie przesłuchania, i opowiadali mi szczegółowo, jak wygląda procedura i jak silnej przemocy psychicznej byli poddawani. Panuje atmosfera strachu. Odniesienie do faktów jest dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o śledztwo.

A na czym polega relacja policji i żandarmerii? W Polsce nie mamy takiego rozróżnienia, a w pańskich powieściach pojawia się rodzaj napięcia między nimi.
W uproszczeniu policja działa w miastach, żandarmeria – na wsiach, choć są od tego wyjątki. I jeszcze do niedawna jedni podlegali pod ministerstwo spraw wewnętrznych, drudzy – pod ministerstwo obrony. Zdarzają się wspólnie prowadzone śledztwa, ale w zasadzie obie służby bardzo ze sobą rywalizują i wzajemnie opowiadają kawały o sobie. Żandarmi to wojskowi, są postrzegani jako bardziej zdyscyplinowani, dwa najbardziej znane dziś laboratoria są w strukturach żandarmerii, nie policji. Jeśli w powieściach − co podkreślam − policja jest postrzegana lepiej, to dlatego, że żandarmeria mimo wszystko zachowuje image z czasów Louisa de Funèsa i żandarmów z Saint-Tropez sprzed 50 lat. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale pokutuje.

Wracając do „Doliny”, to mam wrażenie, jakby Servaz odnalazł wreszcie trochę spokoju, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi powieściami, gdzie cały czas się o niego bałam, z pewnością nie jako jedyna. Bo co jeszcze mu się przydarzy...
Oczywiście musi przejść swoje, ale zaczyna żyć spokojniej. Ma koło siebie synka Gustava, więc zajmuje się chłopcem, co składa na niego nową odpowiedzialność, poza tym jest Léa. Tak, mniej się boi, jest mniej samotny. Wcześniej był jak pies czy kot bez właściciela, sam postrzegał siebie jak bezdomne zwierzę. Chciałem dać mu towarzyszkę, dom, trochę życia rodzinnego. Dlatego też, że nie mam ochoty pisać ciągle tego samego, ale i − jak powiedziałem – w życiu wszystko się zmienia i tak musi być też w książkach.

Rzeczywiście, od kiedy się pojawił, minęła dekada.
I nie można zapominać, jak bardzo zmieniła się przez te lata Francja. To już nie ten sam kraj, co w „Bielszym odcieniu śmierci”. Tytułowa „Dolina” to swoisty mikrokosmos, w którym są i piekarnia, i księżna de Guermantes. Odzwierciedla podzieloną Francję, w której społeczeństwo jest rozrywane z każdej strony. Mnożą się podziały społeczne, religijne, polityczne, to zresztą nie tylko problem Francji.

Zawsze zazdrościłam Francuzom umiejętności spokojnego dyskutowania mimo dzielących ich różnic.
To się skończyło. Widać to na przykładzie coraz bardziej agresywnych manifestacji czy w Internecie. W mediach społecznościowych pojawiają się tylko przeciwstawne wizje świata, kiedy ktoś wyraża jakąś opinię, jest dosłownie rozszarpywany przez tych, którzy myślą inaczej. Nie ma mowy o dialogu, od razu pojawiają się groźby, obelgi. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce...

Podobnie, co oczywiście nie jest żadnym pocieszeniem. Powiedział pan, że pisze kolejną książkę. Czy będzie się odnosić do czasów pandemii?
Tak, toczy się obecnie, podczas drugiej fali lockdownu we Francji. Wszyscy noszą maseczki, zatem i policjanci. Oczywiście nie bez przerwy, ale często, i podczas pisania uświadomiłem sobie, jakie to rodzi trudności. Wcześniej pisałem na przykład, że ktoś się uśmiechnął, a dziś nie mogę, bo przecież ukrywa to pod maską. Pozostaje tylko kontakt wzrokowy.

I kiedy ta powieść się ukaże?
Wiosną 2021 roku, kiedy będziemy już po drugiej fali.

„Dolina” także miała się ukazać wczesną wiosną, ale premiera została przesunięta.
Tak, ale miałem dużo szczęścia, bo sezon był bardzo krótki. Książka wyszła w maju jako pierwszy tytuł autora bestsellerów, zaraz po zakończeniu izolacji. Nie wiem, jak w Polsce, bo na przykład w Hiszpanii było inaczej, ale we Francji ludzie się wprost rzucili do księgarń. Pewnie już ich zmęczyło oglądanie seriali, więc sprzedaż książek była bardzo dobra. I to trwało przez całe lato, ale jesień znów przyniosła zamknięcie księgarń, więc premiery wrześniowe nie miały tyle szczęścia. A książka ma bardzo krótki żywot, nie da się już tego nadrobić.

Bernard Minier, francuski pisarz kryminałów. Zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). W 2019 roku Minier został laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Kultura

Książki, na które czekamy w 2021 roku

10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Literatura pomaga przetrwać nawet najtrudniejsze czasy. Bieżący rok będzie obfitował w nowości wydawnicze, na które warto zwrócić uwagę już teraz. Przedstawiamy nasz wybór 10 książek, na które czekamy w 2021 roku. Od fascynujących biografii, poprzez powieści i opowiadania, aż po ważne książki o tematyce ekologicznej i feministycznej. 

"Ziemia obiecana" Barack Obama, Wydawnictwo Agora

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

To bezapelacyjnie jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Książka, która w Stanach Zjednoczonych tydzień po premierze sprzedała się w 1,7 mln egzemplarzy. "Ziemia Obiecana" to autobiograficzna książka Baracka Obamy, pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Barack Obama jest człowiekiem bardzo otwartym. To polityk dojrzały, którego ukształtowały różne sytuacje, z którymi przyszło mu zmierzyć się podczas piastowania najwyższego stanowiska w Białym Domu. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych przeszedł ogromną przemianę. Z młodego, poszukującego własnego miejsca na arenie politycznej człowieka zmienił się w przywódcę światowej potęgi. To autobiograficzna, refleksyjna, a miejscami bardzo osobista historia – wycinek z życia Baracka Obamy. Polskie wydanie książki ukaże się 17 marca nakładem Wydawnictwa Agora.

Sigrid Nunez, "Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag", Wydawnictwo Pauza

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

"Mój rok relaksu i odpoczynku" Otessy Moshfegh był jedną z najpopularniejszych książek w okresie pandemii. Tym razem Wydawnictwo Pauza wyda zbiór jej opowiadań. „Tęsknota za innym światem” ukaże się najprawdopodobniej w maju. To trzecia książka amerykańskiej pisarki, która ukaże się w polskim tłumaczeniu. W 2015 roku pisarka znalazła się w finale Nagrody Bookera za powieść „Byłam Eileen”.

"Dzienniki 1956-1958" Agnieszka Osiecka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Na każde wydanie "Dzienników" Agnieszki Osieckiej czekam równie niecierpliwie. "Dzienniki 1956-1958" to ostatni tom jej młodzieńczych zapisków autobiograficznych. To świadectwo pokolenia ogołoconego przez okupację i stalinizm z dziecięcej beztroski, to wypowiedź dziewczyny, która straciwszy najlepsze lata na zebraniach ZMP-owskich, bardzo nie chciała, a w końcu też nie umiała dorosnąć. "Jestem młodą kobietą, a koło mnie tylu jest zmarłych, jakby przetoczyło się przez moje łóżko powstanie listopadowe" - pisała Osiecka. W zapiskach autobiograficznych z lat 1956–1958 i z 1970 roku Agnieszka Osiecka dokonuje bezlitosnej autoanalizy i psychoanalizy własnego pokolenia. Rozlicza się ze światem, stawia sobie niewygodne pytania, nie unika gorzkich diagnoz, wreszcie też – pisze testament. I nie są to gesty jednokrotne, tylko "typowe" dla niej sposoby rozładowywania napięcia i radzenia sobie z bólem i smutkiem. Lata 1957 i 1970 to dla autorki "Okularników" czasy szczególnie trudne - szósty tom dzienników i zapisków zbiera życiowe doświadczenie Agnieszki Osieckiej w opowieść zaskakującą: pełną nieoczekiwanych kontrapunktów i jeszcze bardziej niespodziewanych puent.

"Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy", Lisa Appignanesi, Wydawnictwo Marginesy

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Historia narzucanych kobietom norm, podwójnych standardów i kategorii zbyt ciasnych, by pomieścić ludzkie życie. W XIX wieku zaburzenia psychiczne kobiet wzbudzały w lekarzach (mężczyznach) niepokój, który często przeradzał się w lekceważenie. Jeszcze nie tak dawno dręczone przez własne umysły pacjentki mogły liczyć co najwyżej na zakucie w kaftan, kąpiele lecznicze albo wizytę egzorcysty. Lisa Appignanesi w samym centrum tej wstrząsającej opowieści umieszcza kobiety, których życie i emocje coraz częściej stawały się przedmiotem badań lekarzy, jak choćby Freuda, Junga i Lacana, którzy opracowali dla nich nowe terapie. Pojawiają się one zarówno jako pacjentki – Mary Lamb, która w napadzie załamania nerwowego rzuciła się na matkę z nożem, Sylvia Plath i Virginia Woolf, latami dręczone przez nawracającą depresję, czy Zelda Fitzgerald i Marilyn Monroe, stopniowo pokonywane przez własne uzależnienia i kompleksy – jak i terapeutki, z Anną Freud oraz Melanie Klein na czele. To także opowieść o tym, jak przez lata objawy i diagnozy dopasowywały się do modnych diagnoz, oraz o tym, jak terapie przynosiły sukcesy lub zawodziły. Wszystko to pozwala szerzej spojrzeć nie tylko na delikatne zagadnienie zdrowia psychicznego na przestrzeni wieków, ale także – a może przede wszystkim – na rolę i miejsce kobiet w całym tym szaleństwie.

"Przewóz" Andrzej Stasiuk, Wydawnictwo Czarne

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, w 2021 wydamy dla Was dużo świetnej polskiej prozy. M.in. Olgi Hund, Ziemowita...

Opublikowany przez Wydawnictwo Czarne Czwartek, 31 grudnia 2020

"Przewóz" to najnowsza, a zarazem pierwsza od siedmiu lat, powieść Andrzeja Stasiuka, która zostanie wydana przez Wydawnictwo Czarne w marcu. Jak podaje portal onet.pl, powieść "zabierze czytelników nad wieś nad Bugiem w środku upalnego czerwca 1941 r. Z jednej strony rzeki stoją Niemcy, z drugiej Rosjanie, pośrodku zaś wiejski przewoźnik z jednego brzegu na drugi przewozi nocą wszystkich, którzy mają pieniądze. Żydowskie rodzeństwo chowa się w lesie tuż obok chłopaków z partyzantki, plutonowy Siwy każe liczyć nadciągające niemieckie czołgi, a oczy pewnego małego chłopca zapamiętują to wszystko do późnej starości".

Rebecca Solnit, "Matka wszystkich pytań", Wydawnictwo Karakter

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Rebecca Solnit to jedna z najwybitniejszych amerykańskich eseistek, historyczek i feministek. W najnowszej książce analizuje rozmaite formy opresji, jakiej poddawane są kobiety – od pomijania, onieśmielania, dyscyplinowania po przemoc psychiczną i fizyczną. Szczególne miejsce poświęca mechanizmowi uciszania. „Przemoc wobec kobiet to często przemoc wobec naszych historii i głosów" – pisze Solnit. W książce upomina się o prawo kobiet do samostanowienia, wolności wyboru, pełni praw reprodukcyjnych, a także o stworzenie nowego kanonu literackiego, który nie będzie mizoginiczny. Wyjątkowo mocno wybrzmiewa tekst na temat aborcji: „W obecnej skrajnie antyaborcyjnej atmosferze (…) kobieta w porównaniu z płodem w jej macicy nie ma żadnej wartości, mimo że ponad połowa tych płodów wyrośnie na kobiety, które także kiedyś zostaną uznane za bezwartościowe w porównaniu z kolejnym pokoleniem potencjalnych płodów”. Premiera 17 lutego.

"Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna" Filip Zawada, Wydawnictwo Znak

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść finalisty Nagrody Literackiej Nike 2020. Samolubny i zgryźliwy, szowinista starej daty i samozwańczy mentor. Dziadek Szczepan. Dnie spędza na starej kanapie z ukraińskiego burdelu, a nocami terroryzuje sąsiadów rykiem saksofonu. Tymczasem jego wnuk, bohater tej historii, dopiero wchodzi w świat dorosłych ludzi. Wkrótce się przekona, że spadki mogą być niezwykle kosztowne dla spadkobierców. Filip Zawada, autor "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", niebanalnie, przejmująco dosadnie i bezczelnie szczerze pokazuje, jak niebezpiecznie jest zgrywać bohatera, w szczególności przed samym sobą. Opowiadając o miłości i przemocy, mistrzowsko balansuje na granicy tragedii i komedii. Udowadnia, że jego głos jest absolutnie niepodrabialny i wyjątkowy w polskiej literaturze.

"Shuggie Bain" Douglas Stuart

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

"Shuggie Bain” to debiutancka powieść Douglasa Stuarta, szkocko-amerykańskiego pisarza oraz projektanta mody, za którą w ubiegłym roku zdobył Nagrodę Bookera. Historia oparta jest na wydarzeniach z dzieciństwa autora. Opowiada o młodym chłopcu, dorastającym w Glasgow w latach 80., którego wychowuje matka alkoholiczka. Mimo choroby matki chłopiec za wszelką cenę walczy o normalne życie. Debiut pisarza zachwycił krytyków na całym świecie, a książkę porównuje się do "Małego życia" czy "Historii przemocy", opowiadających o losach miłości w czasach ogromnej próby.

"Jak uniknąć katastrofy klimatycznej" Bill Gates, Wydawnictwo Agora

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

Bill Gates, jeden z największych światowych wizjonerów i filantropów, z pomocą ekspertów z dziedziny fizyki, chemii, biologii, inżynierii, nauk politycznych i finansów opracował plan działań, które należy podjąć, aby powstrzymać katastrofę klimatyczną. Wnioski zamknął w książce "Jak uniknąć katastrofy klimatycznej", której światowa premiera będzie miała miejsce 16 lutego. Tego samego dnia książka ukaże się również po polsku w Wydawnictwie Agora. Bill Gates wyjaśnia, dlaczego musimy pracować nad zerową emisją gazów cieplarnianych. Szczegółowo opisuje również, co musimy zrobić, aby ten niezwykle ważny cel osiągnąć. Opisuje innowacje i technologie, które już pomagają w redukcji. Wskazuje też co możemy zrobić aby funkcjonowały one skuteczniej. Przybliża nowe przełomowe technologie oraz kto i jak nad nimi pracuje. Wreszcie, przedstawia konkretny, praktyczny plan osiągnięcia celu, jakim jest osiągnięcie zerowej emisji. Nie tylko politykę, którą powinny przyjąć rządy, ale także to, co my jako jednostki możemy zrobić, aby wesprzeć nasze rządy, pracodawców i siebie nawzajem w tym kluczowym zadaniu.

  1. Kultura

Najchętniej czytane w 2020 roku - 10 wywiadów ze znanymi pisarzami i pisarkami

Wśród najlepszych tekstów Zwierciadła 2020 roku są również wywiady ze znanymi pisarkami i pisarzami. (Fot. iStock)
Wśród najlepszych tekstów Zwierciadła 2020 roku są również wywiady ze znanymi pisarkami i pisarzami. (Fot. iStock)
W tym roku na naszych łamach rozmawialiśmy ze słynnymi pisarkami i pisarzami. Opowiadali nam nie tylko o swojej twórczości, ale również dzielili się refleksjami dotyczącymi obecnej rzeczywistości.

Przypominamy 10 inspirujących rozmów z literatami z całego świata.