1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Sekrety kobiecości według malarki z SWPS

Sekrety kobiecości według malarki z SWPS

Od 22 marca w Galerii Wysokich Napięć SWPS zagości wystawa aktów kobiecych.

Nagie, odważnie patrzące w przyszłość, zawstydzone, zamyślone lub śniące – zmysłowa galeria portretów różnych kobiet. Większość z nich została namalowana techniką akrylową. Przeważają żółcie, czerwienie i szarości. Całość została zebrana pod wspólnym tytułem „Sekrety kobiecości”. Forma przekazu jest prosta, a jednak pełna emocji – takie jest malarstwo Marty Kozińskiej-Lipińskiej, artystki malarki i studentki z SWPS, i to jest jej hołd dla kobiecości i jej tajemnic.

Jak pisze dr Astrid Bahamond Panama – krytyk i historyk sztuki w katalogu do wystawy malarstwa Kozińskiej-Lipińskiej „Matices de Mujer”, która odbyła się w Carolina Azcarraga Galeria de Arte w San Salvador w 2006: – Autorka używa żywej plamy barwnej, uproszczona forma jest paradoksalnie zdominowana przez nieregularność, tło podtrzymujące postaci jest abstrakcyjne. W jej pracach jest napięcie, ruch, faktura i równowaga.

Wernisaż wystawy 22 marca o godz. 17.30. Prace można oglądać do 13 kwietnia 2012 r.

Projekt Kultura Wysokich Napięć SWPS

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Obraz "Tak" Agaty Bogackiej - najdrożej sprzedana praca artystki

"Tak", obraz Agaty Bogackiej. ( Fot. Desa Unicum / Paweł Bobrowski)
Słynny obraz Agaty Bogackiej został sprzedany na aukcji Desy "Sztuka Współczesna. Nowe Pokolenie po 1989" za 100 000 zł. To najdrożej sprzedana praca tej artystki.

Obraz Agaty Bogackiej nosi tytuł "Tak", przedstawia ni mniej ni więcej siusiającą kobietę. Sportretowanie tak intymnej sytuacji wzbudzało od lat wiele kontrowersji. Praca bowiem nie jest nowa, pochodzi z 2003 roku i była po raz pierwszy pokazana na wystawie "Ja krwawię" w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

Obraz został wystawiony na aukcji "Sztuka Współczesna. Nowe Pokolenie po 1989" obok prac takich artystów jak Piotr Uklański, Norman Leto, Radek Szlaga, Marcin Maciejowski, czy Maurycy Gomulicki. Wobec jednak licznych kontrowersji wobec pracy Bogackiej, które można było czytać choćby w komentarzach na Instagramie pod postem Desy Unicum zapowiadającym aukcję, to ona miała być hitem. I tak też się stało. Obraz "Tak" został wylicytowany za kwotę ponad 100 000 złotych, czyli dwukrotnie większą niż przewidywano.

Agata Bogacka to jedna z najbardziej znanych polskich artystek. Ma bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, styl. Jak czytamy w katalogu aukcyjnym Desy Unicum "kompozycje Bogackiej zbudowane są przy pomocy wyraźnego konturu oraz płaskiej plamy barwnej. Artystka redukuje wszelkie detale, postać czyni schematyczną, jakby wyciętą z szablonu, umieszczając ją w pustych przestrzeniach". Znawcy sztuki określają twórczość Agaty Bogackiej jako rodzaju egzystencjonalnego autoportretu, zapisu intymnych stanów samotności.

Agata Bogacka brała udział w wielu wystawach indywidualnych i grupowych w Polsce i zagranicą. Jej prace znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych oraz państwowych instytucji, takich jak CSW Zamek Ujazdowski, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Fundacja Sztuki Polskiej ING, Bank Austria Creditanstalt. Mieszka i pracuje w Warszawie.

  1. Kultura

Wyhaftuj mi świat

 Portrety z serii Black (Fot. archiwum artystki)
Portrety z serii Black (Fot. archiwum artystki)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Hafciarstwo to jej artystyczne przeznaczenie. Odkryła je niedawno, przyglądając się poduszkom, które otrzymała od babci Anastazji. Igłą i nićmi maluje emocje, ludzkie twarze i ciała. Jako pierwsza w Polsce realizuje haft w animacji filmowej. Rozmowa z artystką Ewą Cieniak.

Zajmujesz się hafciarstwem - na czym dokładnie polega ta technika? W uproszczeniu to ozdabianie tkanin i innych powierzchni kolorowymi nićmi. Fascynujące jest to jakie możliwości dają dwa proste narzędzia - igła i nitka.

Dziś nie jest to zbyt popularna dyscyplina, jak na nią wpadłaś? To było wielkie zaskoczenie w moim życiu. I spełnienie. Jeszcze nie tak dawno nie miałam z haftem nic wspólnego i nie zgadłabym, że to będzie tak bardzo „moja” technika. Momentem iluminacji było dostrzeżenie na nowo piękna haftowanych poduszek, które dostałam od babci Anastazji. Dzięki nim wróciłam do sztuki i tworzenia.

Masz artystyczne wykształcenie? Tak. Skończyłam liceum plastyczne w Łodzi oraz studia na wydziale grafiki warsztatowej na Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie. Zaraz po studiach zaczęłam pracę w agencji reklamowej Saatchi & Saatchi jako dyrektorka artystyczna. Tworzyłam kampanie reklamowe, wymyślałam je a potem nadzorowałam ich powstawanie, od strony artystycznej. Ale to, co dawało mi największą satysfakcję wówczas, to wymyślenie projektów zaangażowanych społecznie. Najbardziej jestem dumna z wymyślenia postaci Pajacyka dla Polskiej Akcji Humanitarnej. W międzyczasie współtworzyłam dwie marki odzieżowe. Od kilku lat prowadzę warsztaty artystyczne, wymyślam i koordynuję projekty współpracując z ośrodkami kultury i organizacjami pozarządowymi. Na początku 2019 roku zatęskniłam za tworzeniem.

I sięgnęłaś po igłę i nici. Tak. Zamiast po farby i pędzel, sięgnęłam po nici i igłę. Od tamtej pory hafciarstwa uczę się cały czas. Eksperymentując na swoich pracach. To technika, która daje wiele możliwości - pozwala mi na realizowanie projektów zarówno malarskich, graficznych, jak również instalacji. W zależności od tego, jaki efekt chcę osiągnąć, stosuję różne narzędzia. Najczęściej używam kordonka, ale robię też projekty, w których stosuję włóczki. Jeśli chcę stworzyć portret – wybieram blejtram (płótno naciągnięte na ramy) lub korzystam z kawałka materiału zamocowanego tymczasowo na tamborku. Zdarzyło mi się haftować na fotelu bujanym, siedziskach krzeseł, lampie i na maseczkach ochronnych. Gdy chcę zrobić projekt bliższy grafice, wyszywam kontur. Innym razem gęsto nakładam kolorowe nici. Ostatnio eksperymentuję z pozostawianiem końcówek nici i supełków po prawej stronie, przez co zaczęła zacierać się granica pomiędzy tym, co jest frontem, a co tyłem obrazu. I to mi się bardzo podoba.

Czasem stosuję nić pojedynczą, innym razem podwójną. Jeśli chcę stworzyć portret przy użyciu tylko jednego koloru – jak w przypadku portretów z serii „Drzewo genealogiczne” – „rzeźbię” twarz za pomocą wielokrotnych przeszyć. Buduję trójwymiarową strukturę, która w efekcie przypomina relief. Staram się przy każdym projekcie podchodzić do tematu w nieco inny sposób, chcę żeby kolejne prace były przygodą i odkrywaniem. Większość z nich układa się w cykle. Lubię to, bo dzięki temu z pacy na pracy mogę ulepszać swoją technikę, a jednocześnie powiedzieć coś więcej, niż byłoby to możliwe przy okazji pojedynczego dzieła.

Jola (Fot. archiwum artystki) Jola (Fot. archiwum artystki)

Jola - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Jola - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Seria Heads. (Fot. archiwum artystki) Seria Heads. (Fot. archiwum artystki)

Haftujesz portrety na zamówienie. Łatwiej wyhaftować uśmiech czy smutek? Portrety to niemal 100 proc. mojej twórczości. Przyglądanie się twarzom, emocjom, które na nich widać, a potem przenoszenie ich na płótno to ogromna radość, ale też wyzwanie. Bo jest pewien rodzaj niepokoju związanego z tym – czy się ta portretowana osoba rozpozna, polubi, zaakceptuje. Do tej pory tylko raz usłyszałam, że ktoś na zamówionym portrecie nie był zadowolony z tego, że za mało się uśmiecha… Cóż, ja mam takie przekonanie, że na obrazach uśmiechy się nie sprawdzają. Sama nie chcę patrzeć na siebie „wiecznie” uśmiechniętą. Chyba wolę spokojny wyraz twarzy i pogodne spojrzenie. Zupełnie inaczej jest w przypadku mojego projektu „Emocje”, czyli cyklu haftów na krzesłach, gdzie jest miejsce nawet na bardzo wyrazisty uśmiech.

Wyjaśnij na czym polega projekt „Emocje” z krzesłami i ich ambasadorami? Na siedziskach sześciu krzeseł wyhaftowałam twarze znanych aktorów: Adama Drivera, Meryl Streep, Jacka Nicholsona, Glenn Close, Violi Davis, Mahershala Ali. Na ich twarzach widać smutek, gniew, radość, tęsknotę, pewność siebie, zdziwienie. Słowa opisujące emocje pojawiają się w języku angielskim – tak, by korespondowały z osobami, które na nich przedstawiam. Wybrałam aktorów, których lubię i cenię, i którzy kojarzą mi się (często poprzez ich najwybitniejsze role) z daną emocją. Ich zadaniem jest dodać odwagi odbiorcy do większej swobody w ich wyrażaniu. Krzesła są obiektami prowokatywnymi - mogą oglądającego instalację zaskoczyć, zaintrygować, rozbawić, oburzyć. Są zaproszeniem do tego, by na takim krześle usiąść i poczuć daną emocję. Potem może także zastanowić się, czy sami mamy do tej emocji dostęp, akceptujemy ją. A w efekcie, czy pozwalamy sobie na jej wyrażenie i jak to przebiega. Po sobie wiem, że większa świadomość własnych emocji przełożyła się na większy spokój i lepsze relacje z innymi.

Krzesła emocji. (Fot. archiwum artystki) Krzesła emocji. (Fot. archiwum artystki)

Przyznam, że największe wrażenie zrobiły na mnie kolekcja „anatomia” i efekty trójwymiarowości, które udało Ci się tam osiągnąć. Projekt anatomiczny rozpoczął się nieco przypadkowo. W trakcie realizacji „Drzewa Genealogicznego” – serii portretów wykonanych w całości białą nicią na białym tle – pomyślałam, a co by się stało, gdyby tak zajrzeć pod skórę, pod powierzchnię? I wówczas powstała pierwsza praca – „Moja lewa ręka”. Tu, tak jak w białych portretach – jest biała dłoń na białym tle. Tylko jej fragment jest pozbawiony skóry. Widać żyły, mięśnie, ścięgna. Efekt tak bardzo mi się spodobał, że szybko zaczęłam tworzyć kolejne prace, w których „odkrywałam” inne fragmenty ciała ludzkiego: policzek, szyję, ramię, bark, plecy, stopę. Wielką radość sprawia mi za każdym razem, gdy nićmi oddaję strukturę mięśni, grafikę żył, sieć ścięgien. Uważam, że nici i haft idealnie nadają się do pokazywania układu mięśniowego - pozwala na pokazanie kontrastu jaki jest pomiędzy monochromatyczną białą częścią obrazu, a częścią kolorową - mięśniową. Niedawno zgłosiła się do mnie pani, która zamówiła stworzenie dwóch obrazów, w tym portretu dla swojego nastoletniego syna fascynującego się anatomią. To była wielka przyjemność stworzyć coś, co będzie zarówno cieszyć oko jak i uczyć. Sama dzięki haftowaniu projektu anatomicznego – wiele się dowiedziałam o anatomii ludzkiego ciała. To jest kolejny, po wspomnianych wcześniej studiach emocji – profit z tego co robię.

Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki) Moje lewe ramię - zbliżenie. (Fot. archiwum artystki)

Aktualnie pracujesz nad animacją… Otrzymałam stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację filmu animowanego. „Tabula Rasa” - to roboczy tytuł krótkiego, około dwudziestosekundowego filmiku, w której ilustracje będą wyhaftowane. Od dawna marzyło mi się zrealizowanie takiego projektu - „uruchomienie“ haftu. Znalazłam tylko kilka podobnych projektów na świecie – to mnie jeszcze bardziej zmotywowało do poszukiwania sposobu, żeby swój pomysł zrealizować. Niedługo od wypowiedzianego w eter życzenia – pojawiła się możliwość. MKiDN w ramach programu stypendialnego „Kultura w sieci” ogłosiło nabór, na który się zgłosiłam i.. dostałam stypendium. Cieszę się, że zdobyłam zaufanie i finansowanie mojego pomysłu. To dodaje skrzydeł.

W filmie Tabula Rasa postać bohaterki pojawia się, wypowiada tytułową frazę dwukrotnie i znika. Żeby powstał nawet krótki film – potrzebnych jest wiele ilustracji. Żeby rozpocząć haftowanie, potrzebowałam najpierw sfilmować swój pomysł, stworzyć prototypową - rysunkową animację. Obecnie jestem na półmetku haftowania poszczególnych plansz. Po zakończeniu tego etapu przyjdzie czas na sfotografowanie i połączenie ilustracji w programie komputerowym oraz zaanimowanie ich i udźwiękowienie. Projekt realizuję od początku sierpnia, myślę, że w drugiej połowie października będzie można zobaczyć w sieci efekty mojej pracy. W trakcie realizacji wzrósł mój apetyt na robienie kolejnych, bardziej złożonych animacji. W przyszłości marzy mi się, współpraca z firmą produkującą animacje trwające więcej niż kilkadziesiąt sekund.

Najbliższa wystawa prac Ewy Cieniak odbędzie się w Galerii Apteka Sztuki w Warszawie w dniach: 14.10.2020 - 14.11. 2020

Galeria "Apteka Sztuki" to miejsce niezwykłe - działa nie tylko z miłości do sztuki, ale też daje zatrudnienie 24 osobom z niepełnosprawnościami, będąc Zakładem Aktywności Zawodowej Stowarzyszenia Otwarte Drzwi. Leczy otwartością i rehabilituje poprzez obcowanie z pięknem. 

Autoportret w okularach. (Fot. archiwum artystki) Autoportret w okularach. (Fot. archiwum artystki)

  1. Kultura

Surrealistki - malarki, które nie dały o sobie zapomnieć

Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
„Fantastyczne kobiety” – to byłby dobry tytuł dla nowego serialu o superbohaterkach. Tym razem nie chodzi jednak o telewizyjny show, lecz o wystawę.

Jej premiera miała miejsce w Schirn Kunsthalle we Frankfurcie w przededniu wybuchu pandemii. Wystawę otwarto, żeby wkrótce potem zamknąć ją na czas sanitarnego lockdownu. Na szczęście „Fantastyczne kobiety” powracają, by wybrzmieć w pełni. Tym razem w kultowym muzeum Louisiana pod Kopenhagą.

Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Tytułowe „Fantastic women” to surrealistki. Kobiety, które współtworzyły jeden z najważniejszych i zarazem najbardziej szalonych nurtów sztuki XX wieku. Wkład artystek w surrealistyczną rewolucję był ogromny i zarazem długo marginalizowany. Teraz odkrywamy go na nowo i okazuje się, że surrealistyczne artystki na swój sposób naprawdę były superbohaterkami.

Wyliczanka

Ta historia zaczyna się w zdewastowanej pierwszą wojną światową Europie lat 20. ubiegłego wieku. Mówimy o jednym z najbardziej burzliwych momentów w dziejach zachodniej cywilizacji. Upadły XIX-wieczne cesarstwa i królestwa, tradycyjny porządek się skompromitował. Po 1918 roku europejskie społeczeństwa próbują wymyślić się na nowo, zarówno w sensie politycznym, jak i artystycznym. Mnożą się nowe kierunki w sztuce. Surrealizm okaże się jednym z najistotniejszych. Jest czymś więcej niż kolejnym stylem. Surrealiści marzą o szeroko pojętej rewolucji. Nie chodzi tylko o zmianę systemu politycznego, lecz także o przewrót w dziedzinach wyobraźni, seksualności, mitologii. Inspiracji szukają więc w równym stopniu w marksizmie, co w pismach Freuda, Carla Gustava Junga, w ezoteryce, magii, snach.

Epidemia surrealizmu, która wybuchła na gruncie literatury, szybko rozprzestrzeniła się na sztuki wizualne. Max Ernst, Salvador Dalí, Joan Miró, Óscar Domínguez, René Magritte, Man Ray – od tych nazwisk zaczynała się wyliczanka sztandarowych surrealistycznych artystów w tradycyjnej (czytaj: patriarchalnej) historii sztuki. No dobrze, a kobiety?

Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Cudowne i niepokojące

„Problem kobiety stanowi to, co jest na świecie najbardziej cudowne i niepokojące” – powiadał nieformalny „papież” ruchu André Breton w „Drugim manifeście surrealizmu”. Na czym polegał ów „cudowny” i „niepokojący” problem?

Problemem podstawowym był seksizm i mizoginia, którą przesycona była międzywojenna kultura, włącznie z ówczesną awangardą. Ruch surrealistyczny nie był wyjątkiem. On również był w gruncie rzeczy męskim klubem. Wiele wypowiedzi i przekonań czołowych surrealistów razi współczesne ucho maczyzmem. Z drugiej strony – nie można wrzucać Bretona i jego kolegów do jednego worka ze wszystkimi seksistami ich czasów. W XX-wiecznym modernizmie były takie kierunki jak choćby futuryzm, którego teoretycy zupełnie otwarcie deklarowali pogardę wobec kobiet. W ruchu surrealistycznym artystki nie mogły wprawdzie liczyć na równe szanse z mężczyznami, ale i tak surrealizm pozostawał najbardziej sfeminizowaną frakcją międzywojennej awangardy.

Frida Kahlo, Leonor Fini, Leonora Carrington, Toyen, Meret Oppenheim, Dora Maar – to tylko niektóre z fantastycznych kobiet, które na różnych etapach swojej twórczości znalazły się w orbicie surrealizmu. Co przyciągało je do tego ruchu? Najkrótsza odpowiedź brzmi: seksualność.

Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Śnią, patrzą, dominują

Surrealiści mężczyźni nie byli wolni od charakterystycznych dla sztuki ich czasów tendencji do uprzedmiotawiania, fetyszyzowania, mitologizowania oraz demonizowania kobiet. A jednak spośród wszystkich modernistycznych kierunków napędzany teoriami Freuda surrealizm pozostawał najbardziej otwarty na kwestionowanie tradycyjnych kategorii płci. Surrealiści na długo przed powstaniem gender studies rozpoznawali wywrotową moc erotyki i intuicyjnie przeczuwali, że rewolucji kulturalnej oraz politycznej nie będzie bez rewolucji seksualnej. Dlatego w ruchu mogło się znaleźć miejsce dla takich postaci jak Claude Cahun, queerowa fotografka, która w autoportretach zacierała podział na męskie i żeńskie, pokazując, że tożsamość płciowa jest czymś, co jednostka może swobodnie kreować. Prezentowane na wystawie wizjonerki malarstwa, takie jak Leonor Fini czy Leonora Carrington, potrafiły przechwycić męskie fantazje – figurę femme fatale czy erotyczne fetysze – i przerobić je na swoje własne, feministyczne narzędzia. W ich onirycznych obrazach kobiety nie są biernymi obiektami męskich spojrzeń i fantazji. To one fantazjują, to one śnią, patrzą i dominują. Surrealiści, idąc tropem psychoanalizy, fascynowali się mitologią. Prace surrealistek również pełne są mitologicznych figur: kobiet sfinksów, kobiet lwic, modernistycznych bóstw emancypacji.

Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wyjście z cienia

Man Ray nazwał artystkę Meret Oppenheim muzą surrealizmu. Modernistyczna sztuka uchylała furtkę dla kobiet, ale przez to wejście do świata sztuki wpuszczano przede wszystkim muzy, kochanki i żony modernistów. Wiele surrealistek również kroczyło tą drogą. Jednak artystki takie jak Frida Kahlo czy wieloletnia towarzyszka życia Picassa – Dora Maar nie tworzyły dzięki wsparciu swoich partnerów artystów, lecz raczej na przekór nim, walcząc, by wydobyć się z ich cienia. „Fantastyczne kobiety” nie zadowoliły się rolami muz ani maskotek awangardy. Studiując twórczość uczestniczek tej wystawy, nie sposób nie dostrzec, że ich surrealizm jest nie tylko równie wizjonerski i śmiały, co propozycje męskich luminarzy ruchu. Jest także inny. Surrealizm postulował wyzwolenie wyobraźni. Surrealistki poszerzyły ten postulat, ogłaszając wyzwolenie wyobraźni kobiecej. A od rewolucji w dziedzinie fantazji zaczyna się każda rzeczywista rewolucja.

Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wystawa „Fantastic Women. Surreal Worlds from Meret Oppenheim to Frida Kahlo” w Louisiana Museum of Modern Art w Humlebæk w Danii potrwa do 8 listopada. 

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Kultura

Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki polskiej na Allegro

Leonarda Art Gallery, Andrzej DUDI Dudziński, grafika z cyklu _I znowu daliśmy się zaskoczyć_, 2020
Leonarda Art Gallery, Andrzej DUDI Dudziński, grafika z cyklu _I znowu daliśmy się zaskoczyć_, 2020
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Tysiące dzieł sztuki, wystawionych przez artystów i galerie z całej Polski, można licytować na aukcjach w ramach Targów Sztuki Dostępnej.

Założeniem Targów Sztuki Dostępnej jest górny limit cenowy. Nic nie może tu kosztować więcej niż 5 tys. zł. To atrakcyjna propozycja dla miłośników sztuki, gdyż wśród propozycji można znaleźć to sygnowane odbitki prac słynnych polskich malarzy między innymi Edwarda Dwurnika, Jana Dobkowskiego, Jana Wilkonia, Tadeusza Dominika, a także znanych plakacistów i uznanych artystów reprezentujących inne dziedziny sztuki.

W ofercie galerii sztuki warto zwrócić uwagę na kolekcjonerskie perełki. Leonarda Art Gallery sprzedaje plakaty legendarnego Rosława Szaybo, gwasze Andrzeja Cisowskiego oraz limitowaną edycję 12 grafik mistrza Andrzeja Dudzińskiego pt. „I znowu daliśmy się zaskoczyć”. Galeria ArtKomiks.pl proponuje bogatą ofertę czołowych światowych twórców działających w gatunku custom bootleg toys (zabawki kolekcjonerskie). Na Licytację Specjalną galeria przeznaczyła jedną z figurek słynnego artysty kryjącego się pod pseudonimem KAWS, z edycji przygotowanej dla MoMA z okazji indywidualnej wystawy w 2017 roku. Cena wywoławcza obiektu to 3 tys. zł.

Artyści występujący na Targach indywidualnie reprezentują różne pokolenia i środowiska. Nie zabraknie nazwisk już znanych i cenionych, takich jak Joanna Sarapata czy Piotr Czajkowski, który specjalnie na Targi przygotował nowy zbiór rysunków ze swojego słynnego cyklu METRO. Dla wielbicieli street artu sensacją jest obecność na Targach Młodego Drona, postaci kultowej w kręgu grafficiarskim. Wystawia on na sprzedaż najnowsze prace wykonane w technikach litografii i sitodruku.

Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki

  1. Psychologia

Jak sztuka wpływa na nasz umysł?

"Psyche i Kupidyn" Antonia Canovy. (Fot. iStock)
Dla twórcy jest ukochanym dzieckiem, dla kolekcjonera – przedmiotem pożądania, a dla mózgu dzieło sztuki to obiekt jak każdy inny...  O to, czy sztukę trzeba rozumieć, żeby się nią zachwycać, pytamy neuropsychologa Daniela Jerzego Żyżniewskiego.

Co się dzieje w naszym mózgu, gdy wchodzimy do Luwru?
Podobnie jak w każdym muzeum, pojawia się efekt stłoczenia i wtedy aktywność mózgu się nasila. Nie tylko w układzie wzrokowym, ale przede wszystkim w tzw. układzie limbicznym związanym z emocjami. Emocje są integralne z percepcją. Mózg nie interpretuje tego, co widzi, jako dzieła sztuki ¬ dla niego muzeum to wiele  elementów w jednym miejscu, informacji, które trzeba przetworzyć. Dlatego wyodrębnia jeden obiekt i zawęża do niego uwagę.

Na jakiej zasadzie dokonuje wyboru tego obiektu?
Tu następują reakcje szybsze i silniejsze niż nasza intencja, np. reakcja na kontrast. Jeśli coś jest silnie skontrastowane, tym szybciej i na dłużej przykuwa naszą uwagę. Podobnie większe obiekty silniej oddziałują niż mniejsze, ale zdarza się, że mały, silnie skontrastowany obraz wygra z dużym, ale stonowanym.

Czyli dzieje się to poza sferą umysłu?
To jest właśnie umysł. Mózg tworzy umysł, umysłem są wszystkie funkcje naszego mózgu. Percepcja wzrokowa i uwaga to  funkcje poznawcze, czyli też są składnikami umysłu. Z tej perspektywy to, co silnie skontrastowane, jest ważne dla przetrwania, bo pozwala nakierować uwagę na obiekt w przestrzeni i rozstrzygnąć, czy jest dla nas zagrażający, czy nie. Jeśli ocenimy go jako bezpieczny, to można zbliżyć się, by wyłaniać kolejne elementy dookreślające, np. jego kształt. Przy czym im bardziej obiekt jest konkretny (np. stół), tym łatwiej jest rozpoznawalny i tym szybciej opada napięcie. Im dłużej trwa rozpoznawanie obiektu, tym większe napięcie w nas wywołuje.

Na początku pojawia się lęk?
Nie, to raczej zaskoczenie i znieruchomienie, które sprawiają, że nasza uwaga wychwytuje bodziec, a mózg sonduje, czy ten bodziec jest znany, czy nie. To banalne kryterium, ale konieczne do identyfikacji. Jeżeli to się nie uda, to ze znieruchomienia można przejść w oddalanie się, a nawet w ucieczkę. Z kolei jeśli bodziec zostanie zidentyfikowany i oszacowany jako bezpieczny, to mijamy go albo podchodzimy z zaciekawieniem. Temu cały czas towarzyszą emocje.

Czy już wtedy włącza się ocena estetyczna? Czy dylemat ogranicza się do wyboru między podejść a uciekać?
Schemat: zbliżyć się albo oddalić jest pierwszy. Estetyka to inna kwestia. Żeby stwierdzić, czy coś jest estetyczne, trzeba najpierw odczuć z tego powodu przyjemność, a więc trzeba się zbliżyć. Do tego konieczne jest jedynie poczucie, że bodziec nie jest dla nas zagrażający. Dlatego wszystko może być estetyczne. Lepiej mówić, że coś nam się podoba albo nie. A spodobać się też może wszystko, jeśli tylko wywoła wewnętrzną akceptację.

Z  badań nad związkiem osobowości z preferencjami w kwestii sztuki wynika, że osobowość nie wpływa na to, co wybieramy w sztuce, ale na to, z jakiego powodu to coś wybieramy. W tym kontekście „Czarny kwadrat na białym tle” Kazimierza Malewicza czy „Puszki z zupą firmy Campbell” Andy'ego Warhola mogą być uznane za dzieła sztuki, bo nie jest ważne, co to jest, ale dlaczego takie jest, z jakich powodów i dla jakich celów jest pokazywane przez artystę i wybierane przez odbiorców.

Jakie to mogą być powody?
Rozmaite, emocjonalne oraz intelektualne. Im coś jest bardziej dla kogoś poruszające, tym chętniej wybierane. Poruszające w różnym kierunku. Jeśli ktoś czuje się zaskoczony lub wystraszony, to nie znaczy, że to odrzuci. Emocjonalność jest uwarunkowana indywidualnie.

Czyli sztuki nie trzeba rozumieć?
Sztuki nie trzeba rozumieć, żeby na nią reagować, ale trzeba ją rozumieć, żeby ją preferować! Nie musimy wiedzieć nic o tym, co oglądamy, by zareagować percepcyjnie na zasadzie: zbliżyć się czy oddalić, chcę czy nie chcę, podoba mi się czy nie podoba. Natomiast gdy chcemy stwierdzić, czy to nas interesuje, wybierać, poszukiwać, poszerzać horyzont – potrzebujemy już rozumieć kontekst twórczy i odbiorczy. Dzieła uznawane za kontrowersyjne nie są rozumiane, ale nie są też ignorowane. Są atakowane. Głównie z powodu znieruchomienia i niechęci. Wystarczy, że coś jest nowe lub nowe i jednocześnie odpychające. Żeby jednak stwierdzić, czy to ma wartość  komunikatywną, trzeba już rozumieć, po co to jest, a nie tylko dlaczego takie jest.

Malarstwo brytyjskiego artysty Francisa Bacona może w pierwszym kontakcie wywołać niechęć. Rozmazane formy, ciemne, prawie brudne barwy, zniekształcone postaci... Jednak  zdobywając więcej informacji, możemy odkryć, że cykl jego portretów papieskich nawiązujących do XVII-wiecznego portretu Innocentego X, autorstwa Diega Velázqueza, jest celowym dialogiem z portretem w malarstwie. Jest odwołaniem do portretu człowieka upozowanego, jego „maski”, jak twierdzi znany niemiecki teoretyk sztuki Hans Belting. Bacon rozsadza twarz krzykiem niczym granatem. Pozbawia ją fasadowego spokoju i przekracza w ten sposób granice portretowania. To nowatorstwo. Jeżeli zrozumiemy ten dialog z obrazem prowadzony za pomocą innego obrazu, to zyskujemy inną perspektywę. Możemy tę twórczość oswoić, zbadać, na ile nadal nas odrzuca, a na ile ciekawi. Mózg ciągle się uczy i przeformułowuje.

Czy ten pierwszy bodziec, który wywołuje w nas awersję bądź nie, możemy uprościć do kategorii „ładny–brzydki”?
Raczej: „chcę–nie chcę”. Czy podążam za moją uwagą, podchodzę, zaciekawiam się, czy nie podążam, oddalam się, ignoruję. To naturalna reakcja na wszelką nowość. Tym gorzej, gdy nowym bodźcem jest bodziec awersyjny. Kategoria ładny–brzydki jest nacechowana złudzeniami, że istnieje jedyne słuszne kryterium patrzenia na rzeczywistość.

Ale na tej samej zasadzie ktoś może chcieć, a inny nie...
Bodziec nowy, a zwłaszcza awersyjny, wywołuje w pierwszej chwili odruch „nie chcę”, ale to nie musi oznaczać, że coś jest nieładne.

Jakie więc bodźce są awersyjne?
Wszelkie wywołujące wrodzony wstręt, np. krew, fekalia i inne wydzieliny, a także wywołujące wstręt nabyty, np. seks, śmierć, zniekształcenia ciała. Może nas odpychać coś budzącego już same skojarzenia z tymi kategoriami. Wstręt jest kształtowany społecznie. Zatem i sztuka przedstawiająca, i abstrakcyjna mogą być awersyjne. Sztuka abstrakcyjna jest w trudniejszym położeniu, bo wywołuje napięcie tylko dlatego, że nie wiadomo, co przedstawia, dopóki tego nie ustalimy.

W jednej z klinik w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono ciekawy eksperyment z udziałem pacjentów i personelu, którzy nie wiedzieli, na czym będzie polegał. A polegał on na tym, że w pomieszczeniu, w którym przez dużą część dnia przebywali pacjenci, zawieszano różne reprodukcje, po czym przez pewien czas zostawiono puste ściany. Najpierw, przez 16 dni wisiała tam reprodukcja obrazu Vincenta van Gogha, przedstawiającego pole. Pacjenci byli zadowoleni, mówili, że obraz jest łagodny, przyjemny, dobrze reagowali na jego widok. Często spontanicznie podchodzili do ściany, komentowali go, dochodziło do częstych interakcji między nimi – rozmawiali ze sobą o wiele częściej niż wtedy, gdy nic nie wisiało na ścianie. Odnotowano także, że zmniejszyła się ilość zażywanych przez nich leków przeciwlękowych.

Na kolejnych 19 dni w sali zawieszono reprodukcję abstrakcyjnej „Konwergencji” Jacksona Pollocka. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Pacjenci chcieli zdjąć obraz, mówili, że jest wstrętny, przyprawia o ból głowy, a ilość zażywanych leków wzrosła. Na ostatnim etapie eksperymentu na ścianie pojawiło się zdjęcie sawanny. Badani znowu stali się zaciekawieni, częściej rozmawiali, byli też wobec siebie bardziej uprzejmi, zadowoleni, porównywali widok ze zdjęcia do widoku swoich rodzinnych stron, przywoływali dobre wspomnienia. W efekcie fotografia sawanny okazała się jeszcze bardziej pozytywnym bodźcem niż obraz van Gogha i nastąpiła największa redukcja dawek leków. Pod wpływem obrazu Pollocka – odwrotnie. Nie było natomiast różnicy między etapem, w którym badania byli „narażeni” na widok dzieła Pollocka, a etapem, podczas którego na ścianie nie wisiała żadna reprodukcja.

Czy to znaczy, że z perspektywy mózgu brak sztuki może wywołać taki sam efekt jak sztuka abstrakcyjna?
Może to abstrakcyjna twórczość Pollocka jest równoważna z brakiem sztuki... Badano osoby z ponadprzeciętnie nasilonym lękiem. W odpowiednich okolicznościach każdy z nas może tego doświadczyć – wtedy niezależnie od tego, czy napięcie będzie bardziej nasilone, czy mniej, to zawsze będzie miało związek z odruchowym reagowaniem według schematu: zbliżyć się lub oddalić. Bodziec abstrakcyjny wywołuje napięcie chociażby tylko z tego powodu, że nie ma odpowiednika w rzeczywistości ani w zasobach umysłowych. Znalezienie lub wytworzenie kontekstu jest sposobem na redukcję tego napięcia. Mózg potrzebuje bodźców, by tworzyć własne wrażenia i posługiwać się nimi w komunikacji z otoczeniem. Podobieństwo i kontekst są do tego celu konieczne.

Bodziec abstrakcyjny wywołuje napięcie chociażby tylko z tego powodu, że nie ma odpowiednika w rzeczywistości i nie można w zasobach umysłowych znaleźć niczego podobnego

Daniel Jerzy Żyżniewski
, psycholog, neuropsycholog kliniczny, historyk sztuki, wykładowca Uniwersytetu  Warszawskiego. Bada związki procesów mózgowych z procesem tworzenia, odbioru oraz interpretacji dzieła sztuki