1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Filmy, na które warto wybrać się do kina - poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"

Filmy, na które warto wybrać się do kina - poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"

Kadr z filmu "Obiecująca. Młoda. Kobieta". (Fot. materiały prasowe UIP)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Czasy mamy niepewne, nie wiadomo, jak długo będziemy cieszyć się z otwartych kin. A faktycznie się cieszymy, biorąc pod uwagę oblężenie, jakie sale kinowe w całej Polsce przeżywają po poluzowaniu obostrzeń. Wyszło na to, że chyba jednak jesteśmy gatunkiem stadnym, a już na pewno – że chcemy przeżywać kulturę poza domem, na żywo, a nie tylko na ekranie własnego telewizora czy komputera. Jakich filmów właśnie pokazywanych w kinach nie wolno przegapić? 

"Obiecująca. Młoda. Kobieta."

Film torpeda. Ma trafić do regularnej dystrybucji kinowej 5 marca, ale już teraz grany jest na wielu pokazach przedpremierowych w Polsce. To kolejny przypadek potwierdzający regułę, że jeśli na ekranie oglądamy Carrey Mulligan, to musi być dobre kino. Produkcje, w których ta świetna aktorka występuje, są niebanalne i nierzadko są ważnym głosem w jakiejś sprawie. Tak jest też w przypadku „Obiecującej. Młodej. Kobiety”. Bo chociaż ten film czerpie pełnymi garściami z kina rozrywkowego, gatunkowego – to połączenie thrillera z komedią romantyczną – jest jednocześnie ciekawą próbą analizy, dlaczego seksualna przemoc wobec kobiet jest tak powszechna i skąd się bierze obojętność tych, którzy są jej świadkami lub się o niej dowiadują. Mulligan gra tu Cassie, mścicielkę. Mści się na mężczyznach, którzy zgarniają ją do siebie z barów i klubów nocnych. A zgarniają dlatego, że Cassie udaje zupełnie pijaną, czekając aż któryś z troskliwych panów postanowi się nią „zaopiekować”. Wtedy daje mu nauczkę. Nasza bohaterka rzuciła niegdyś medycynę, bo na studiach zdarzyło się coś, nad czym nie potrafiła przejść do porządku dziennego. Odtąd kroczy drogą wspomnianej zemsty, aż któregoś dnia spotyka sympatycznego, porządnego faceta… Więcej nie zdradzę. Ten intrygujący film, o dziwo debiut reżyserski Emerald Fennell, aktorki i scenarzystki, znanej dotąd jako showrunnerka serialu „Obsesja Eve” – po prostu trzeba zobaczyć.

Kadr z filmu "Obiecująca. Młoda. Kobieta". (Fot. materiały prasowe UIP)

"Helmut Newton. Piękno i bestia"

Jedna z największych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych gwiazd fotografii modowej. W zeszłym roku skończyłby sto lat. Wielki prowokator, który sesję reklamową dla znanej marki ubrań czy biżuterii potrafił zamienić w skandal. Jest tu fragment o tym, jak to w odpowiedzi na propozycję sfotografowania linii męskich płaszczy, Newton stwierdził, że nie lubi pracować z mężczyznami, że są oni dla niego jak akcesoria, kapelusze czy buty. Zrobił więc sesję nagiej (oczywiście!) kobiecie, a w trenczu wystąpił sam – fotografował odbicie w lustrze – przy okazji ukazując w kadrze swoją żonę June (także fotografkę, która od ich wczesnej młodości towarzyszyła mu w życiu i pracy, współorganizując sesje zdjęciowe, kuratorując wystawy i menadżerując karierę nie tylko swoją lecz również męża). Newton zmarł w 2004 roku, za życia wzbudzał dużo kontrowersji, zarzucano mu, że na zdjęciach redukował kobiety do roli seksualnego obiektu. Nigdy się z tymi oskarżeniami nie spierał, uwielbiał pozować na diabła wcielonego, natomiast wszystkie wypowiadające się w filmie bohaterki (m.in. Isabella Rosselini, Charlotte Rampling, Claudia Schiffer) mówią, że choć namawiał je nierzadko do robienia przed obiektywem rzeczy perwersyjnych, jego metody pracy sprawiały, że sesje dawały im poczucie siły i sprawczości. Siła, władza, dominacja była zresztą głównym tematem, obsesją Newtona. O tym także jest ten film. I o dorastaniu w Berlinie, z którego Newton musiał uciekać w 1938 roku, o przekornej naturze fotografa, lękach, fascynacjach. Solidny, bardzo ciekawy dokument.

Kadr z filmu "Helmut Newton. Piękno i bestia". (Fot. materiały prasowe Best Film)

"Gniazdo"

Film, który powstał zdecydowanie w nieodpowiednim czasie. Miał przyciągnąć widzów do kin jesienią, rzeczywistość pokrzyżowała te plany, a to naprawdę niebanalna filmowa propozycja, której nie powinno się przegapić. Reżyser Sean Durkin (m.in. „Martha Marcy May Marlene”) potrafi budować napięcie. „Gniazdo” to thriller, a jednocześnie ciekawe kino obyczajowe. Durkin przygląda się rodzinie – małżeństwie z dwójką dorastających dzieci. Żona jest Amerykanką, mąż Brytyjczykiem. Poznajemy ich, kiedy mieszkają w USA, ale wkrótce on oznajmia, że ma widoki na lukratywny kontrakt i że muszą przenieść się do Anglii. Piękni, zamożni, z perspektywą jeszcze większych pieniędzy, jeszcze lepszego życia. Tymczasem przeprowadzka okazuje się ciężką próbą dla całej ich rodziny. „Gniazdo” mogłoby posłużyć jako film instruktażowy, czego unikać w związku, ale też paradoksalnie jest opowieścią o tym, że miłość i przywiązanie cementują niekoniecznie te dobre rzeczy: emocje i doświadczenia. Że czasem silniej wiążą nas ciemne sprawki i paskudne wady. Akcja toczy się pod koniec lat 80. i film estetycznie także jest retro, jakby nakręcono go na lekko spłowiałej taśmie. To wreszcie kino znakomicie obsadzone. I nawet genialny Jude Law nie jest w stanie przyćmić Carrie Coon, swojej filmowej żony. Zdecydowanie za mało jeszcze znanej, a zasługującej na Oscara.

Kadr z filmu "Gniazdo". (Fot. materiały prasowe M2 Films)

"Palm Springs"

Historia rozgrywa się w pięknych okolicznościach przyrody. A przynajmniej w pełnym słońcu, bo to w tytułowym Palm Springs. Wokoło pustynia, ale my oglądamy resort hotelowy. Z basenami, barem z kolorowymi drinkami. To tu odbywa się wesele. Wszyscy są podekscytowani z wyjątkiem Sarah, która jest naprawdę wkurzona. Ślub bierze jej siostra – młodsza, porządniejsza, nie przysparzająca rodzinie zmartwień. Sarah zamierza się z tej okazji upić i kiedy ten plan konsekwentnie realizuje, jej uwagę przyciąga on, czyli Nyles. Jest jedynym gościem weselnym nie w garniturze, tylko w bermudach i hawajskiej koszuli. Na parkiecie lawiruje z brawurą rewiowego tancerza, wszystkich zna po imieniu. Jest jednocześnie bardzo przyjazny, błyskotliwy i zblazowany. Koniec końców trafiają z Sarah na pustynię przy hotelu, a tam zamiast romantycznych uniesień dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji. I kiedy ona budzi się rano… Oto dzień wesela jej siostry: basen, drinki, słońce. I tak w kółko. To, rzecz jasna, motyw zapętlenia w czasie doskonale znany z „Dnia świstaka”, wykorzystany też niedawno w rewelacyjnym serialu „Russian doll”. Wracanie do tego samego chwytu było ryzykowne, ale  się opłaciło. Przerażenie Sarah trwa niedługo, bo Nyles już od dawna jest zapętlony w czasie i staje się jej przewodnikiem. Co im pozostaje? Wycisnąć z sytuacji, w jakiej się znaleźli, co się da. „Palm Springs” jest komedią romantyczną, przewrotną, bardzo w dobie pandemicznej rutyny aktualną.

Kadr z filmu "Palm Springs". (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

"Sound of metal"

Kolejny tytuł, który ma wejść do repertuaru kin w marcu, ale już można go oglądać w ramach organizowanych w całej Polsce pokazów przedpremierowych. Głównym bohaterem jest tu Ruben, który jako perkusista robi na koncertach naprawdę sporo hałasu. Aż któregoś dnia, tak po prostu, budzi się nie słysząc praktycznie nic. Wizyta u lekarza nie pozostawia mu złudzeń: to trwałe uszkodzenie. Nasz bohater – niespokojny duch, z burzliwą przeszłością – trafia w końcu do ośrodka dla niesłyszących, głównie takich outsiderów jak on. Gdzie szybko staje się jasne, że musi się zmierzyć nie tylko z utratą słuchu. Jeśli widzieliście zwiastun „Sound of metal”, mogliście ulec wrażeniu, że to przewidywalna opowieść o pokonywaniu własnych ograniczeń, poszukiwaniu siebie, o wchodzeniu na „właściwą ścieżkę”.  Tak, to tematy poruszane w filmie, ale z całą pewnością nakręcono go z pomysłem, świeżo, nie bez powodu zrobił furorę już na kilku festiwalach. Ciekawy jest sposób, jaki pokazuje się tu świat z perspektywy głuchego człowieka, ale to także mocno uniwersalna opowieść o wyobrażeniach, jakie mamy na swój temat, nawykach, planach, które snujemy przez lata. Które z nich naprawdę są integralną częścią nas samych? I co w ogóle „bycie sobą” znaczy? Warto ten film zobaczyć także ze względu na samego Rubena, czyli nominowanego za tę rolę do tegorocznych Złotych Globów Riza Ahmeda, którego możecie kojarzyć z serialu „Długa noc”.

Kadr z filmu "Sound of metal". (Fot. materiały prasowe M2 Films)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze