1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Głośna powieść „My Policeman” doczekała się ekranizacji. Publikujemy fragment książki

Kadr z filmu „My Policeman” na podstawie powieści Bethan Roberts (Fot. materiały prasowe)
„My Policeman” Bethan Roberts to osadzona w latach 50. historia udaremnionej namiętności i zapętlenia w miłosny trójkąt. Nic dziwnego, że powieść stała się bestsellerem i doczekała się ekranizacji. Polskie wydanie książki jest już w księgarniach, a film z Harrym Stylesem i nagrodzoną Złotym Globem Emmą Corrin – na platformie Amazon Prime Video.

Historia przedstawiona w powieści „My Policeman” jest stara jak świat. Nigdy wcześnie nie została jednak opowiedziana z taką intensywnością i takim pięknem. Queerowy klasyk Bethan Roberts, jednej z najbardziej obiecujących angielskich pisarek, przenosi czytelników do końca lat 50., czyli czasów, gdy homoseksualizm traktowano jak przestępstwo, a coming out nieuchronnie związany był z wykluczeniem społecznym i ostracyzmem. W miasteczku Brighton Marion poznaje Toma, brata swojej najlepszej przyjaciółki. Od samego początku jest nim oczarowana, ten jednak nie zwraca na nią szczególnej uwagi. Kilka lat później Tom jest już policjantem, a Marion nauczycielką. Oboje zbliżają się do siebie, spędzając wspólnie czas na nauce pływania. Dziewczyna jest zdeterminowana, żeby zdobyć serce Toma, i nie zwraca uwagi na to, że policjant być może nie odwzajemnia jej uczuć.

Pewnego dnia Tom spotyka zamożnego i wykształconego kustosza sztuki Zachodu w miejscowym muzeum – Patricka Hazlewooda, który wprowadza go do świata sztuki i miejskiego blichtru. Razem snują się po mieście, oglądają francuskie filmy, chodzą na koncerty i czytają wyrafinowaną poezję. Odwiedzają Londyn, gdzie Tom poznaje wielkomiejskie życie. Wycieczkom tym towarzyszy czasem Marion. Nie wie jednak, że między Tomem a Patrickiem rodzi się uczucie. Pomimo skrywanej namiętności, obawiając się społecznego odrzucenia, policjant decyduje się jednak wziąć ślub z dziewczyną. Po kilkudziesięciu latach ich zwyczajne życie i spokój burzy pojawienie się niespodziewanego gościa. Gdy Marion dowiaduje się o tajemnicy Toma, tykająca przez wiele lat pod powierzchnią szarej rzeczywistości bomba wybucha. Wspomnienia ożywają i łączą troje bohaterów w nierozerwalny, tragiczny miłosny trójkąt.

„My Policeman” to bolesna historia miłosna opowiedziana z dwóch perspektyw: zakochanych w Tomie delikatnej Marion, spisującej swoje doświadczenia już w latach 90., oraz Patricka, piszącego o fascynacji policjantem w latach 50. To również niepokojąca opowieść o uwikłaniu w społeczne maski źle pojętej miłości, udaremnionych marzeniach i zniweczonej nadziei, a także o tym, jak w czasie, gdy zachodni świat był u progu zmian, tak wiele wciąż było niemożliwe. To poruszająca opowieść o tęsknocie i frustracji oraz portret czasów, w których nietolerancja niszczyła życie.

Bethan Roberts stworzyła intensywną, a zarazem subtelną powieść, której fabuła oparta jest na historii wieloletniego związku pisarza E.M. Forstera z policjantem Bobem Buckinghamem oraz jego żoną May. Reżyserem ekranizacji książki wyprodukowanej przez Amazon Studios jest Michael Grandage, uznany twórca teatralny i autor filmu „Geniusz”. W rolę małżeństwa zmagającego się z kryzysem wcielają się nagrodzona Złotym Globem Emma Corrin („The Crown”) oraz charyzmatyczny muzyk i aktor Harry Styles („Dunkierka”, „Nie martw się, kochanie”). Film dostępny jest na platformie Amazon Prime Video.

Źródło: materiały prasowe wydawnictwa Wielka Litera

Fragment książki „My Policeman” Bethan Roberts, tłum. Jacek Żuławnik, wyd. Wielka Litera

Przygotowałem nam po szklaneczce brandy i usiedliśmy razem na kanapie. Próbowałem wymyślić coś, co mogłoby go jakoś pocieszyć, ale przychodziły mi do głowy same banały, więc milczałem. Powoli uspokajał się i rozluźniał.

Dolałem sobie alkoholu i w końcu odważyłem się odezwać.

– Nie jesteś tchórzem. Samo to, że tutaj przyszedłeś, świadczy o twojej odwadze.

Zajrzał do szklanki.

– Jak ty to robisz?

– Co konkretnie?

– W jaki sposób żyjesz... takim życiem?

– Ach. O to ci chodzi.

Od czego zacząć? Miałem ochotę wstać i zacząć krążyć po pokoju jak jakiś adwokat, wykładając mu prawdę o „takim życiu”, jak to ujął, mając na myśli życie zarówno swoje, jak i innych; mając na myśli rozpustników, przestępców seksualnych; tych, których społeczeństwo skazywało na izolację, strach i nienawiść do samych siebie.

Ale powstrzymałem się. Nie chciałem wystraszyć chłopaka.

– Nie mam wielkiego wyboru. Po prostu jakoś to się toczy – zacząłem. – Z czasem człowiek uczy się... – Urwałem. Czego się uczy? Bać się nieznajomych i nie ufać nawet tym, z którymi jest blisko? Udawać wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe? Że samotność jest nieunikniona? Że kochanek, z którym spotyka się od ośmiu lat, nigdy nie zostaje na dłużej niż jedną noc, że z każdym dniem coraz bardziej oddala się od ciebie, aż w końcu wyłamujesz drzwi do jego pokoju i znajdujesz jego leżące na łóżku zimne, szare, oblepione zaschniętymi wymiocinami ciało.

Nie, nie tego.

Może więc chodzi o to, że mimo tego wszystkiego myśl o „normalności” napawa cię bezbrzeżnym przerażeniem?

– Człowiek uczy się żyć tak, jak może. – Pociągnąłem długi łyk brandy i dodałem: – Tak, jak musi. – Nie myśleć o Michaelu. Najgorszy był zapach. Słodka, gnijąca bliskość śmierci wskutek przedawkowania leków. Ależ banał. Wygrali, przyszło mi do głowy, kiedy trzymałem jego biedne, piękne ciało w ramionach. Pozwolił im wygrać.

Wciąż mam mu to za złe. Nadal jestem na niego wściekły.

– Nigdy nie myślałeś o tym, żeby się ożenić?

Zachciało mi się śmiać, ale powstrzymała mnie jego poważna mina.

– Była kiedyś pewna dziewczyna – przyznałem z ulgą, że mogę się skupić na czymś innym. – Sporo nas łączyło. I niewykluczone, że dopuszczałem możliwość... ale nie. Wiedziałem, że to na nic. Alice. Dawno nie pojawiała się w moich wspomnieniach. Zeszłej nocy główne miejsce zajmował mój policjant, ale potem wszystko powróciło: ten okres w czasie studiów na Oksfordzie, kiedy wydawało mi się, że małżeństwo z Alice może się okazać najlepszym rozwiązaniem problemu. Dobrze nam było ze sobą. Nawet chodziliśmy na tańce, chociaż po kilku tygodniach wyczułem, że pragnie czegoś więcej. Nie mogłem jej tego dać. Niemniej była pogodna, życzliwa, otwarta, wręcz wolna od uprzedzeń. Wydawało mi się, że z taką żoną jak Alice u boku mógłbym wyrwać się z kręgu mniejszości. W prosty sposób zyskałbym poważanie. Miałbym kogoś, kto by się mną opiekował, nie żądając zbyt wiele w zamian. Kto być może nawet zrozumiałby, gdyby raz na jakiś czas zdarzyło mi się zbłądzić... Lubiłem ją. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wiele małżeństw opiera się na czymś znacznie bardziej kruchym niż zwykła sympatia. Ale wtedy Michael i ja zostaliśmy kochankami. Biedna Alice. Myślę, że wiedziała, co – a raczej kto – mnie od niej odciąga, lecz mimo to nigdy nie zrobiła mi sceny. One nie były w jej stylu – i również za to ją ceniłem.

– Planuję ślub – powiedział mój policjant.

– Planujesz? – Nabrałem powietrza. – To znaczy, że jesteś zaręczony?

– Nie. Ale myślę o tym.

Odstawiłem szklaneczkę.

– Nie ty pierwszy. – Próbowałem się roześmiać. Jeśli potraktuję temat lekko, może szybciej z niego zejdziemy. A im prędzej go porzucimy, tym łatwiej mój policjant zapomni o tej całej niedorzeczności i wylądujemy w łóżku. Jego zachowanie nie było dla mnie zaskoczeniem; spotkałem się z czymś takim kilka razy. Szczera heterorozmowa po skonsumowaniu znajomości. „Nie jestem pedziem. Wiesz o tym, prawda? Mam żonę i dzieci. To mi się nigdy wcześniej nie zdarzyło”.

– Co innego myśleć, a co innego naprawdę to zrobić – podsumowałem, wyciągając rękę w stronę jego kolana.

Ale on nie słuchał. Chciał rozmawiać.

– Któregoś dnia trafiłem na dywanik u szefa. Wiesz, o co mnie spytał? „Kiedy zamierzasz uczynić jakąś dziewczynę żoną szanowanego policjanta?”.

– Co za bezczelność!

– To nie była pierwsza tego typu uwaga... „Niektórym kawalerom – powiedział – trudno piąć się po szczeblach kariery w tej jednostce”.

– I co ty na to?

– Nic, bo co? Wiadomo, że po aresztowaniu szefa wszystkich nas zaczęli mocniej cisnąć... Musimy być bez skazy.

Czułem, że ta afera nie wyjdzie nam na dobre.

– Mogłeś mu powiedzieć, że jesteś za młody na żeniaczkę, a poza tym to nie jego broszka.

Roześmiał się.

– Słyszysz, co mówisz? „Broszka”.

– Co jest nie tak z „broszką”?

Pokręcił głową.

– Mnóstwo chłopaków żeni się wcześniej niż ja. – I spójrz, co się potem z nimi dzieje.

Wzruszył ramionami. Popatrzył na mnie z ukosa.

– Ale nie byłoby tak źle, prawda?

Rzucił to tak ewidentnie celowo, niby na poczekaniu, że od razu wiedziałem, iż ma na myśli kogoś konkretnego. Zapewne tę nauczycielkę, o której wspomniał, kiedy pokazałem mu „Ikara”. W innym wypadku po co w ogóle by o niej mówił? O, jaki byłem głupi.

– Chodzi o tę dziewczynę, o której mi opowiadałeś, prawda? – odparłem najpogodniej, jak umiałem.

Przełknął ślinę.

– Na razie to nic poważnego. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi. Kłamał.

– Tak czy owak, chciałbym ją poznać.

Wiem, że nie mam wyboru. Mogę udawać, że ona nie istnieje, ryzykując tym samym, że go stracę – albo przejść przez tę próbę i zachować dla siebie choć odrobinę mojego policjanta.

Mogę nawet postarać się zniechęcić go do tej kobiety.

Umówiliśmy się zatem, że wkrótce przyprowadzi ją do muzeum. Specjalnie nie ustaliłem żadnej konkretnej daty, bo żywiłem żałosną nadzieję, że może zapomni o wszystkim.

Zgodził się dalej pozować. Namaluję ten portret, choćby nie wiem co.

Polecamy książkę: „My Policeman” Bethan Roberts, tłum. Jacek Żuławnik, wyd. Wielka Litera.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze