Małgorzata Major - [TYTUŁ ROBOCZY] Film i serial pokazują tę historię zupełnie inaczej. Jedna ekranizacja stawia na romans, druga na społeczne przemiany
00:00
18:05
Niebawem wielbiciele powieści „Lalka” autorstwa Bolesława Prusa otrzymają dwie nowe ekranizacje. Najpierw zobaczymy serial Netflixa z Sandrą Drzymalską i Tomaszem Schuchardtem w rolach głównych, a następnie film z udziałem Kamili Urzędowskiej i Marcina Dorocińskiego. Nie będą to pierwsze adaptacje tej niezwykle popularnej lektury. W 1968 roku Wojciech Jerzy Has stworzył film zatytułowany „Lalka”, a dekadę później Ryszard Ber serial pod tym samym tytułem.
Beata Tyszkiewicz to nasza pierwsza filmowa Izabela Łęcka i do dzisiaj – dla wielu – rola aktorki stanowi jedyną i najdoskonalszą kreację słynnej postaci literackiej. Aktorka zagrała szlachciankę zdystansowaną i ostrożną, niepopadającą w przesadę. W pierwszej połowie filmu w reżyserii Wojciecha Hasa jest niewidoczna, pojawia się w kluczowych momentach, jak wizyta w sklepie u Wokulskiego, wyścigi konne oraz pojedynek kupca z baronem Krzeszowskim (w tej roli Wiesław Gołas). To zaskakujące, że Izabela nie jest ciągle na pierwszym planie, czego możemy spodziewać się w serialu Netflixa. Zwiastun mówi nam wprost, że to Łęcka będzie naszą przewodniczką po Warszawie i roku 1878.
Izabela w wydaniu Tyszkiewicz jest nieodgadniona, ale często też szczerze się uśmiecha. Aktorka w scenach z Mariuszem Dmochowskim, który zagrał Stanisława Wokulskiego, buduje dystans.
Bohaterowie nie okazują sobie żadnych uczuć, są oficjalnie uprzejmi, czasem Łęcka komentuje poczynania mężczyzny z przekąsem. Gdy w rozmowie na temat sprzedaży kamienicy Łęckich Izabela przyznaje wprost Stanisławowi, że wie, iż to on jest nowym właścicielem, mężczyzna czuje się upokorzony i – jak sam mówi – rozdrażniony słowami kobiety: „Dlaczego pan tak bardzo interesuje się naszymi sprawami?”. Wokulski zdenerwowany wyjeżdża do Paryża.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Polska literatura wraca na ekrany. Czy nowe „Lalki” przebiją sukces „Znachora”?
Ekranizacja Hasa w wielu aspektach wierna jest literackiemu oryginałowi, choć po premierze w 1968 roku krytycy zarzucali jej zbyt duże odstępstwa od powieści Prusa. Film zebrał mieszane recenzje, nie był to entuzjastyczny odbiór, jakiego prawdopodobnie spodziewali się twórcy.
Krytycy pisali m.in., że film to „romans w rupieciarni” (słowa te pochodzą od Jana Słodowskiego), a Eugeniusz Grzybowski ze smutkiem stwierdził, że z ekranizacji „zniknęły problemy społeczne, które tak absorbowały wielkiego pisarza, że dał świadectwo prawdzie o czasach, w których żył”.
Zaskakujące, jak bardzo zmienia się po latach odbiór filmu. Współczesny widz z pewnością dostrzeże, że w obrazie Hasa reżyser skupia się w dużej mierze na przedstawieniu przemian społecznych drugiej połowy XIX wieku. Obserwujemy relacje arystokratów, ich podupadłe majątki i życiową niezaradność. Pycha kroczy przed upadkiem, a zarozumiali szlachcice idealnie to odzwierciedlają. Planują wakacje, huczne obchody świąt, wyjazdy do Paryża, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, kto za to zapłaci. Równocześnie pogardzają Wokulskim, mimo jego talentów do pomnażania majątku.
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że film za mało miejsca poświęca owemu „romansowi w rupieciarni”, niewiele dowiadujemy się o poglądach Łęckiej, jej przekonaniach i marzeniach. Podobnie jest z Wokulskim. To dwoje obcych sobie, ale i nam, ludzi.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Dorociński jako Wokulski, Urzędowska jako Łęcka. Są nowe zdjęcia i pierwszy plakat wyczekiwanej „Lalki”
W filmie Hasa ważniejsze od romansu, czy nawet mezaliansu, są kwestie techniczne, naukowe i społeczne. Widzimy, jak rozwija się sprzedaż w sklepie Wokulskiego, kim są jego subiekci i jakie mają poglądy. Równie ważne jak to, co reprezentuje Ochocki (Jan Machulski), są jego wcześniejsze przełomy naukowe i dążenie do nowych osiągnięć mających wpływ na życie współczesnych społeczeństw.
Uczucia Wokulskiego doprowadzają go do znaczących wydatków, nie podoba się to jego przyjacielowi Ignacemu Rzeckiemu (Tadeusz Fijewski). Mówi, że na ulicy słychać, że kupiec za dużo wydaje, wspiera znacząco Łęckich, nie mając widoków na odzyskanie pieniędzy. Stanisław jako sprzedawca i inwestor zawsze wykazywał się rozsądkiem i ostrożną kalkulacją. W kontaktach z Łęcką traci głowę.
Gdy mężczyzna poznaje Kazimierę Wąsowską (w tej roli Kalina Jędrusik) i rozmawia o swoich uczuciach, kobieta z rozsądkiem podchodzi do jego wyznań, ale widzi, że bohater nie cofnie się przed niczym, żeby ożenić się z Łęcką.
Patrząc na tę relację ze współczesnej perspektywy, może nas to dziwić, ponieważ Izabela i Stanisław w ogóle się nie znają. Mają o sobie wyobrażenia i przypuszczenia, na co trafnie zwraca uwagę Wąsowska w rozmowie z Łęcką.
fot. materiały prasowe
Dmochowski wiele gra mimiką, drobnymi gestami. Jego bohater jest milczący, skoncentrowany na celu, ale na dobrą sprawę nie wiemy, skąd u niego wzięło się uczucie do Izabeli. Dlaczego tak bardzo chce być przez nią zaakceptowany i dostrzeżony? Nie widać w nim gotujących się emocji, tylko powściągliwość.
Co prawda, gdy kładzie głowę na torach w geście samobójczym, nic nie może być bardziej dosłowne. Wciąż jednak nie wiemy, co ujęło go w Izabeli tak dalece, że gotów był ze sobą skończyć, gdy zrozumiał, że kobieta nigdy nie odwzajemni jego uczuć. W tym momencie odezwał się w nim romantyk, chociaż przez większość czasu przemawiał jako pozytywista.
Jak już wspomniałam, Has niewiele mówi nam również o samej Izabeli. Film sprzed blisko sześćdziesięciu lat zupełnie inaczej rozkłada akcenty niż zapowiadany serial Netflixa. Łęcka nie dostała przestrzeni na rozwój. Najprawdopodobniej wynikło to z ogromnego materiału literackiego, który trzeba było zmieścić w filmie trwającym niecałe trzy godziny.
fot. materiały prasowe
Z uwagi na wspomniane ograniczenia czasowe film wymaga od widza znajomości literatury Prusa, ponieważ nie daje nam szansy na dogłębne poznanie najważniejszych postaci. Nagle między Wokulskim a Łęcką pojawia się rozmowa, wspólny spacer i wspólna podróż pociągiem. Całą historię jego starań i problemów finansowych Łęckich musimy sobie sami dopowiedzieć i wyobrazić.
Wojciech Jerzy Has stworzył „Lalkę” klasyczną i ostrożną, ale wprowadził skróty i zmiany fabularne. Napisał scenariusz we współpracy z Kazimierzem Brandysem. Wybitna filmoznawczyni Alicja Helman doceniała rolę Beaty Tyszkiewicz.
Podkreślała, że Izabela jest „pełna wspaniałej kobiecości, ciepła, uczucia”. Z perspektywy czasu można jednak dostrzec, że jest bohaterką mało wyrazistą, co pokazała kolejna ekranizacja z główną rolą Małgorzaty Braunek.
Zwolennicy filmu Hasa, w tym krytyk Janusz Plisiecki, wskazywali, że film mógł być zbyt wymagający względem widza. Zdaniem krytyka „formuła filmu Hasa okazała się zbyt trudna intelektualnie. Odbiorcy oczekiwali od adaptacji realistycznych obrazów warszawskiej rodzajowości i nieudanego romansu kupca z hrabianką”. Brzmi to jak przytyk w stonę kompetencji widza, a nie krytyka efektów pracy reżysera.
fot. materiały prasowe
Inaczej sprawa wygląda z serialem „Lalka” w reżyserii Ryszarda Bera, wyemitowanym premierowo w okresie od 17 września do 12 listopada 1978 roku w TVP1. Składa się z dziewięciu odcinków z dużą precyzją odzwierciedlających powieść Bolesława Prusa. Ekranizacja uznawana jest za dotychczas najwierniejszą literackiemu oryginałowi.
Pierwszy odcinek rozpoczyna się podobnie jak powieść, od rozmowy przy piwie na temat przeszłości Wokulskiego. W warszawskiej pijalni rozmawiają radca Węgrowicz, ajent Szpro i fabrykant powozów Deklewski. Radca przypomina drogę, jaką przeszedł Wokulski – od podawania piwa, przez pracę subiekta, do właściciela sklepu po starym Minclu. Dzięki temu zostajemy wprowadzeni w warszawską rzeczywistość drugiej połowy XIX wieku. Poznajemy język rozmówców, ich poglądy, spojrzenie na współczesność i relacje kupieckie.
Małgorzata Braunek jako Izabela Łęcka jest wyrazista, pewna siebie i spostrzegawcza. Nie ukrywa, że rozumie motywacje Wokulskiego i szybko orientuje się w sytuacji.
Widzi, jak kupiec buduje relacje z jej ojcem. Dowiaduje się, że wykupił jej serwis i srebra rodowe. Nie brakuje jej determinacji i zaradności. Duża w tym zasługa scenariusza autorstwa Aleksandra Ścibora-Rylskiego i Jadwigi Wojtyłło. Tekst podąża za literacką myślą Bolesława Prusa.
Kreacja aktorska Braunek odświeża wizerunek Łęckiej i, w przeciwieństwie do roli Tyszkiewicz, bliższa jest naszym współczesnym wyobrażeniom o tym, kim jest bohaterka.
fot. materiały prasowe
Wokulski w słynnej scenie pożegnania ze sklepem Hopfera zostaje uwięziony w piwnicy przez kpiących mieszczan, kupców i klientów, którym nie podobała się jego śmiałość, ambicja i życiowa zaradność. Jak pisze w pamiętniku subiekt Ignacy Rzecki (wspaniała rola Bronisława Pawlika): wydobywanie się z piwnicy przez Wokulskiego (młodego Wokulskiego zagrał w serialu Andrzej Precigs) jest symbolem jego życia. Stanisław – zdaniem subiekta – ciągle wydobywa się na wierzch. Odejście ze sklepu Hopfera było przełomem w jego karierze zawodowej i stało się początkiem dalszych osiągnięć kupieckich.
Bohater znosił wiele upokorzeń i zniewag, a to od kupców, a to od arystokratów, ale potrafił otrząsnąć się z niepowodzeń i konsekwentnie realizować swoje plany. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to postać podobna do innych serialowych antybohaterów, jak choćby Don Draper z „Mad Men”. Obydwaj są self-made menami.
W serialu Bera poznajemy zarówno bieżące wydarzenia, jak i wspomnienia Rzeckiego skrupulatnie spisywane w słynnym pamiętniku. Bronisław Pawlik idealnie wpisuje się w wizerunek subiekta, który w serialu ma 55 lat (to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż literacki oryginał, gdzie czterdziestoletni Rzecki uchodzi za starca). Bohater wspomina ożenek przyjaciela z panią Minclową, wdową po właścicielu sklepu. Pracowali tam razem Rzecki oraz Wokulski. Subiekt opisuje swoje zaskoczenie decyzją kompana. Wokulski pytał przyjaciela, czy osądza jego decyzję, czy kpi z niego. Nie wiemy dokładnie, co motywowało Stanisława. Najprawdopodobniej była to chłodna kalkulacja życiowa, jak i zawodowa. Potrzebował stabilizacji finansowej i widoków na rozwój handlowy.
fot. materiały prasowe
Po śmierci Minclowej wdowiec popadł w apatię, a może nawet w depresję. To pokazuje, że nie był jedynie łowcą posagów, co tym bardziej czyni Wokulskiego postacią niejednoznaczną. Bohater bywał porywczy, czemu dał wyraz, zwalniając subiekta Mraczewskiego (w tej roli Jan Englert). Zwolnił młodzieńca za niestosowne uwagi pod adresem Łęckiej. Mraczewski spodziewał się od niej liściku zapraszającego na wieczorne schadzki. Był pewien, że dama jest nim zainteresowana, co rozsierdziło Wokulskiego. Zwłaszcza że młody subiekt opowiadał o tym w sklepie, zamiast zajmować się swoimi codziennymi obowiązkami. Ignorował przy tym obecność szefa. Jakież było więc jego zdziwienie, gdy Stanisław zapowiedział mu, że musi szukać sobie nowego zajęcia.
Zderzenie dwóch postaw, młodego subiekta i doświadczonego kupca, pokazuje nie tylko różnicę charakterów, ale i wyobrażenia o tym, co wypada mówić publicznie. Wokulski był dyskretny i milczący, z kolei Mraczewski, przekonany o swojej atrakcyjności i uroku, chętnie chwalił się relacjami z kobietami. Kamas i Englert wypadli znakomicie w starciu międzypokoleniowym, postawy nowoczesnej i beztroskiej zderzonej z powściągliwą dyskrecją.
Kupiec był mężczyzną nieodgadnionym. I tutaj znowu można przytoczyć podobieństwo do Dona Drapera. Obydwaj mężczyźni, ciężko doświadczeni wojną, świadomi, że mogą liczyć tylko na siebie, są zaradni, ambitni i zdeterminowani.
Fascynujące, że zarówno bohatera literackiego Prusa, jak i postać z serialu Matthew Weinera tak wiele łączy. Wokulski, ze swoim XIX-wiecznym pragnieniem nowoczesności, zgłębiania wynalazczości i dążenia do rozwoju, podobny jest do Drapera, który wymyślił siebie na nowo i swoją kreatywność wykorzystał do zbudowania życia od początku, na własnych zasadach.
fot. materiały prasowe
Bohater często wygłasza swoje poglądy. Gdy spotyka w kościele kurtyzanę (jak mówi Rzecki: nierządnicę) i chce jej pomóc, po rozmowie z nią mówi przyjacielowi: „Nigdy jeszcze nie spotkałem podobnego bydlęcia, chociaż znam dużo bydląt”. Mówi o tym, że społeczeństwo musi się przebudować od fundamentów aż do szczytu, albo zgnije. Nie rozumie, że trudne położenie bohaterki ukształtowało jej spojrzenie na świat i zmusiło do desperackiej walki o przetrwanie. Bydlętami nazywa również trójkę rzezimieszków, którzy próbują go okraść podczas spaceru.
Kupiec miał zdroworozsądkowe podejście do interesów i dostarczania klientom najbardziej opłacalnych towarów, co dziwi arystokratów, gdy chce wejść z nim w spółkę. Podejmuje też działania charytatywne, chętnie wspiera potrzebujących, ale jego największą działalnością „charytatywną” pozostaje rodzina Łęckich. Pomoc szlachciance prowadzi go do utraty płynności finansowej. Przed czym zresztą ostrzegał go Rzecki. Pokazuje to dobitnie, że uczucie do Izabeli było źródłem jego zguby.
Izabela mówi o Wokulskim, że jest zabawny, czego nie rozumie jej towarzyszka spaceru. Łęcka ma na myśli zachowania kupca, które ją bawią, mimo że ich zamysł jest zgoła inny.
Mężczyzna stara się być uprzejmy i kurtuazyjny wobec dam. Ona widzi w nim jednak przede wszystkim zdesperowanego kupca. Mówi ciągle o jego czerwonych dłoniach wzbudzających odrazę. Nie dostrzega w nim dżentelmena i mężczyzny godnego jej ręki.
fot. materiały prasowe
W serialu nie brakuje również wątku antysemityzmu. Subiekt Lisiecki (Wojciech Pokora) krytykuje Szlangbauma (Piotr Fronczewski), zatrudnionego w sklepie przez Wokulskiego. Sprzedawca komentuje obecność starozakonnego. Kpi, mówiąc, że czuje wszędzie czosnek i cebulę. Stanisław daje mu za to reprymendę, ale Lisiecki nadal w rozmowach z Rzeckim wygłasza krytyczne opinie o żydowskim sprzedawcy.
Nierówne traktowanie poszczególnych grup społecznych jest jednym z ważniejszych wątków serialu, jak i pierwowzoru literackiego. Kurtyzany, robotnicy, rzemieślnicy są traktowani przez szlachtę jako zło konieczne, mimo że bez pracy ich rąk, arystokraci nie potrafiliby przeżyć ani jednego dnia.
fot. materiały prasowe
W serialu Bera oglądamy znamienitą obsadę. Każda rola, nawet epizodyczna, zagrana jest wyśmienicie. Warto wspomnieć, że kuzyna Starskiego gra Roman Wilhelmi, baronową Krzeszowską – sama Alina Janowska, a ojca Łęckiej – doskonały Emil Karewicz. W postać Ochockiego wcielił się Janusz Gajos. Wokulski poprowadził z nim rozmowę o życiu mężczyzny, poszukiwaniu miłości i ambicjach zawodowych. Porównywał się do młodszego od siebie mężczyzny, który również tęsknił za małżeństwem, a miał znacznie więcej zalet i przywilejów niż kupiec.
Konstatacja ta doprowadza Wokulskiego do rozgoryczenia. Skoro Ochocki nie znalazł kobiety swojego życia, to jak Wokulski może o tym marzyć?
Przełamanie relacji między Wokulskim i Łęcką następuje na wyścigach konnych. Bohater mówi swojemu dżokejowi: „Musimy wygrać, niechaj bowiem klacz padnie”. To okrucieństwo pokazuje, jak bardzo jest zdesperowany, aby zaimponować Łęckiej, nie licząc się ze stanem zwierzęcia, które dopiero co kupił od Krzeszowskich. Konie były tylko rozrywką dla znudzonej arystokracji. Dzisiaj trudno podzielać tę perspektywę, gdy wiemy, jak wiele cierpienia znoszą w trakcie wyścigów.
Serial to drobiazgowa panorama życia Warszawy, od najniższych do najwyższych warstw. Widzimy, jak zmienia się wielonarodowa stolica choć Polski nie ma na mapach, jak rozkwitają nastroje antysemickie i jak arystokracja powoli traci swoje przywileje. Świat się zmienia, a Wokulski próbuje dotrzymać mu tempa.
Łęcka, pogubiona w swoim życiu na pokaz i dążeniu do jego wygodnej kontynuacji, nie wie, jaki kierunek obrać. Wydaje się sama nie rozumieć, czego tak naprawdę chce dla siebie, a czego dla aprobaty otoczenia. Bohaterowie nie mogą znaleźć swojego szczęśliwego zakończenia. Najpewniej z tego powodu „Lalka” jest tak ważną powieścią dla polskiego czytelnika.
Ważna jest także przyjaźń, poczucie lojalności między Rzeckim, a Wokulskim oraz ambicja, która bywa dotkliwa w skutkach.
fot. materiały prasowe
Film „Lalka” w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa dostępny jest na platformie Canal+. Serial „Lalka” w reżyserii Ryszarda Bera dostępny jest w ofercie TVP VOD.