„Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem…” Filmowa ekranizacja Netflixa sprawiła, że o „Szeptaczu” Alexa Northa znów jest głośno. Nic dziwnego – czytelnicy wracają do bestsellerowej powieści w poszukiwaniu trzymającego w napięciu, mrocznego thrillera. Dlaczego więc tak wielu z nich mówi o rozczarowaniu? Czy „Szeptaczowi” rzeczywiście warto poświęcić jesienny wieczór?
Powieść „Szeptacz” Alexa Northa ukazała się w 2019 roku i szybko stała się bestsellerem „New York Timesa”. Ta historia aż prosiła się o ekranizację: mamy spokojne z pozoru miasteczko skrywające mroczną przeszłość, seryjnego mordercę i zaginione dziecko, a obok tego – opowieść o stracie, rodzicielstwie i trudnej relacji ojca z synem.
Pod koniec sierpnia 2026 roku film z gwiazdorską obsadą (Robert De Niro, Adam Scott, Michelle Monaghan) trafił na Netflixa i błyskawicznie znalazł się wśród najchętniej oglądanych tytułów platformy. Ale choć wielu widzów chwali klimat produkcji i kreacje aktorskie, inni narzekają na brak oryginalności i przewidywalność fabuły. Warto przy tym pamiętać, że ekranizacja nie jest wiernym przeniesieniem powieści – twórcy zmienili niektóre wydarzenia i inaczej rozłożyli akcenty, m.in. na relacje między bohaterami. Zdaniem części czytelników nie wyszło to historii na dobre, ale nie brakuje też głosów, że film wypada znacznie lepiej niż powieść. Zacznijmy jednak od tego, o czym właściwie jest thriller Alexa Northa.
Czytaj także: „Szeptacz” to nowy thriller Netflixa. Czy dorówna literackiemu oryginałowi?
Tom Kennedy po nagłej śmierci żony próbuje ułożyć sobie życie na nowo razem z synem Jake’em. Ich relacja nie należy jednak do najłatwiejszych. Ojciec i syn przeprowadzają się więc do spokojnego, jak mogłoby się wydawać, Featherbank, licząc na to, że właśnie tam uda im się uporać z traumą.
Problem w tym, że Featherbank ma przeszłość, o której trudno zapomnieć. Dwadzieścia lat wcześniej seryjny morderca porwał i zamordował tu pięciu małych chłopców. Prasa nazwała go Szeptaczem, ponieważ miał zwyczaj szeptać nocą pod oknami swoich przyszłych ofiar.
Kiedy po latach znika kolejne dziecko, mieszkańcy miasteczka zaczynają się bać, że koszmar właśnie powrócił. Prowadzący śledztwo detektywi szybko dostrzegają niepokojące podobieństwa do dawnej sprawy, a Tom i Jake przekonują się, że mimo usilnych prób od przeszłości nie zawsze da się uciec.
(Fot. materiały prasowe)
Odpowiedź – jak zwykle brzmi – to zależy. W tym przypadku: to zależy od tego, czego oczekujesz od książki. Wielu czytelników zachwyca się atmosferą powieści, relacjami między bohaterami i towarzyszącemu lekturze poczuciu niepewności. „Szeptacz całkowicie mnie kupił. Od początku czułam napięcie i niepokój, a im dalej w historię, tym trudniej było mi ją odłożyć. Świetnie wykreowani bohaterowie, dopracowany każdy szczegół i atmosfera, która robi swoje. Nie znalazłam tu żadnego słabego punktu, za to dostałam dokładnie to, czego oczekuję od dobrego thrillera. Dla mnie rewelacja i zdecydowanie książka warta przeczytania” – napisała jedna z czytelniczek, a jej opinia nie jest odosobniona. W końcu nie bez powodu „Szeptacz” stał się bestsellerem. North wpadł na pomysł, który potrafi uruchomić wyobraźnię, a historia sprawnie łączy kryminalną zagadkę z opowieścią o stracie, lęku i rodzicielstwie.
Jest jednak pewne „ale”. Jeśli sięgasz po „Szeptacza”, oczekując, że co kilkadziesiąt stron dostaniesz zaskakujący plot twist, który wywróci całą historię do góry nogami, możesz poczuć niedosyt. North znaczną część uwagi poświęca bowiem atmosferze, psychice bohaterów i ich wzajemnym relacjom. „Sam koncept miał możliwość rozwinięcia się w coś niesamowitego, tylko w mojej opinii zabrakło napięcia. Sama historia wciągała, ale momenty, które miały budować ten stan, że mrowi cię w kręgosłupie i zaraz coś się wydarzy, kompletnie tego nie robiły. Czasami był nadbudowany dreszczyk niepokoju, ale nie dawało to kompletnie żadnej satysfakcji. Kulminacja wydarzeń na końcu była dosłownie zlana” – piszą czytelnicy. „Po książce, o której przez lata słyszałem tyle dobrego, spodziewałem się czegoś więcej” – dodają.
I właśnie tutaj może pojawić się rozczarowanie współczesnego czytelnika, przyzwyczajonego do thrillerów, które nieustannie podbijają stawkę, podrzucają fałszywe tropy i oferują zmieniający wszystko finał. „Szeptacz” wybiera spokojniejsze tempo: zamiast zaskakiwać na każdym kroku, powoli osacza atmosferą zagrożenia, a kryminalną zagadkę splata z historią o stracie, lęku i przemocy. Jeśli więc szukasz powieści w stylu Freidy McFadden – szybkiej, opartej na częstych zwrotach akcji i stale podważającej to, co wydaje się oczywiste – możesz się zawieść. Jeśli jednak masz ochotę na mroczną, klimatyczną historię, w której zbrodnia jest równie ważna jak to, co dzieje się w głowach bohaterów, warto dać Alexowi Northowi szansę.
Czytaj także: Ta powieść sprzedała się już w 4,5 mln egzemplarzy na świecie. Trudno uwierzyć, że o mały włos, a by się nie ukazała