Patrycja Fijałkowska - Japończycy nazywają to „Ma”. Wieki temu odkryli, że spokój rodzi się, gdy nie walczymy z „negatywną przestrzenią”
00:00
08:47
Nie lubimy pustych miejsc. Ani w kalendarzu, ani w domu, ani w życiu. Kiedy coś się kończy, natychmiast szukamy zastępstwa. Kiedy nie znamy odpowiedzi, próbujemy ją jak najszybciej zdobyć. A może właśnie to „pomiędzy” jest nam niezbędna?
Lęk to zmora naszych czasów i wcale się nie dziwię. Zmienne tylko się mnożą, a nasze mózgi (według aktualnej wiedzy) od ponad 300 tys. lat pozostają takie same. Życie jest coraz szybsze i bardziej dynamiczne, wymagania coraz wyższe, marzenia coraz większe. Częściej zmieniamy przyjaciół, pracę, miejsce zamieszkania. Jakby tego było mało, bezustannie atakują nas kolejne złe wiadomości ze świata – wojny, kryzysy, katastrofy, skandale polityczne.
Każdy próbuje się jakoś ratować. Leki, terapia, ćwiczenia oddechowe, rytuały i kolejne triki z TikToka obiecują upragnioną ulgę. Wiem, bo sama ciągle szukam i testuję. Zdarzyło mi się nawet wypróbować wszystkie sposoby z jednej z bestsellerowych książek o walce z lękiem. Nie zadziałał żaden.
Im więcej czytam i piszę o psychologii, im dłużej sama zmagam się z lękiem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zmiana przekonań jest podstawą tej lękowej piramidy. Rozważam/przypuszczam/podejrzewam, że jeśli nie przeprogramujemy sobie kilku rzeczy w mózgu, wszystkie „sprytne metody” będą tylko drapać po powierzchni problemu.
Jeśli tak jak ja stale próbujesz dotrzeć do źródła swojego lęku, mam dla ciebie ciekawą ideę. Dowiedziałam się o niej z tekstu eseistki i pisarki Marii Popovej. Opisała w nim japońskie ma, czyli moment „pomiędzy”. Gdzie tu lęk? Moim zdaniem w samym środku.
Pomyśl chwilę, gdzie rodzi się twój lęk. Czyżby nie w „pomiędzy”? Pomiędzy niewiedzą a wiedzą, pomiędzy niezrobieniem a zrobieniem, pomiędzy tym, co jest teraz, a tym, co nadejdzie?
Wszystko chcemy domknąć, wyjaśnić, zaplanować, potwierdzić, wiedzieć. Chcemy pozbyć się ma, które jest wbudowane w życie.
Boimy się, bo jeszcze nie wiemy. Stale czekamy na jakiś wyrok. Dostaniemy tę pracę czy nie? Wypadniemy dobrze czy źle? Uda się nam czy poniesiemy porażkę? Walczymy z tym z czego rodzi się życie.
Ma to pustka, zmiana i niepewność, a z ich nieakceptacji powstaje się lęk.
Popova ujęła to zdecydowanie piękniej: „Za wszelką cenę opieramy się tej płodnej, migotliwej przestrzeni »pomiędzy« – tej, która zachęca nas, byśmy zgodzili się na niewiedzę i dzięki temu dotknęli pulsującego serca rzeczywistości czymś większym niż samo rozumienie”.
Wróćmy jeszcze do punktu wyjścia, czyli spojrzenia Japończyków. Czym dla nich jest ma? Popova cytuje fragment książki „The Art of Living in an Impermanent World” autorstwa Ann Tashi Slater.
„Ma oznacza „przerwę”, „odstęp” albo „otwarcie” – zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Często określane jako negatywna (pusta) przestrzeń, w rzeczywistości ma pozytywny charakter, ponieważ może dać początek czemuś nowemu”.
Nie byłabym sobą, gdybym, czytając to, od razu nie pomyślała o koncepcji energii. Mówią o niej myśliciele, duchowi przewodnicy, Lana Del Rey i ja. Otóż uwaga: każdy ma ograniczoną przestrzeń energetyczną. Zanim nie zrobimy w niej miejsca na nowe, to nowe nie nadejdzie.
„Bardzo wierzę w to, że czasem trzeba zamknąć drzwi, przekręcić klucz, wyrzucić go… i właśnie wtedy do naszego życia może wejść coś dobrego” – Lana del Rey.
(ang. "I'm a big believer in… you have to close the door, lock it, throw away the key… and that's when the good stuff moves in".)
Problem tkwi w tym, że tuż po „zrobieniu miejsca” przestrzeń na pewien czas wypełnia pustka. Przerwa między jedną relacją a drugą, między końcem jednego etapu a początkiem następnego, między znanym a nieznanym, starym a nowym. A my zniecierpliwieni ludzie współcześni postrzegamy ją jak torturę i karę. Usilnie próbujemy jej uniknąć.
Często stajemy więc w miejscu, choć znaki na ziemi i niebie, podpowiadają, aby ruszyć. Dusimy się, kulimy, chowamy głowę w piasek – byle tylko nie znaleźć się w tym straszliwym ma. Tym samym, w którym Japończycy widzą coś pięknego, potrzebnego, metafizycznego.
W „pomiędzy” jest nowe życie. „Pomiędzy” jest niezbędne i nieuniknione, ale też przerażające.
Ludzki los od zawsze był oparty na „pomiędzy”. Zawsze na coś czekamy, zawsze jeszcze czegoś nie wiemy, zawsze stoimy na granicy tego, co było, i tego, co nadejdzie. Tylko teraz wiele z nas, czuje, że „dostało” już o jedno „pomiędzy” za dużo. To mogła być choroba bliskiej osoby, kryzys w związku, wychodzenie z uzależnienia, utrata pracy. I to dodatkowe ma przelało czarę goryczy (czytaj lęku). Powiedzieliśmy wtedy błagalnym lub rozzłoszczonym tonem „Już nie udźwignę więcej”.
Ale więcej przecież i tak nadejdzie.
Kiedy byłam młodsza wyobrażałam sobie życie jako wspinaczkę na wielką górę. Naiwnie wierzyłam, że kiedy już na nią wejdę, będę mogła sobie po prostu usiąść z kanapką i herbatę, patrzeć na wszystko z góry i spokojnie żyć aż nadejdzie kolejne wcielenie.
Mimo że jestem już po trzydziestce dopiero od kilku lat coraz zaczynam się godzić z tym, że to tylko ułuda. Czeka mnie jeszcze nieskończona liczba (pisząc ładnie) wyzwań i chwil ma. Żadne modlitwy i techniki manifestacji raczej tego nie zmienią.
W trudnym chwilach wracam myślami do innej japońskiej idei kintsugi, czyli „łączenia złotem”. Chodzi o sztukę naprawiania potłuczonych naczyń za pomocą laki z dodatkiem złota, srebra lub platyny. W ten sposób zamiast wyrzucać je czy ukrywać pęknięcie, uznajemy je za atut i podkreślamy. Ta filozofia stała się metaforą akceptowania swoich blizn i trudnych doświadczeń. że blizny oraz trudne doświadczenia mogą stać się źródłem siły i piękna.
Teraz dokładam do kintsugi ma. Tylko jak sobie to ma wyobrazić? Popova podsuwa nam na myśl japońskie wnętrza, w których „pustka” pełni kluczową rolę i cytuje architekta Kengo Kumę:
„W tradycyjnej japońskiej przestrzeni najważniejsza jest pustka. Taki rodzaj pustej przestrzeni nazywamy „ma”. W pustce możemy poczuć zmianę światła, upływ czasu, zmianę zapachu, temperatury… Pustka i ludzkie ciało współpracują ze sobą, pozwalając nam czegoś doświadczyć”.
Na koniec Popova znowu cytuje Slater.
„Znak oznaczający ma składa się z »bramy« (門) oraz »słońca« (日): 間. Przywołuje obraz światła przenikającego przez wejście lub drzwi – ideę, którą zasugerował Jun’ichirō Tanizaki w swoim eseju o japońskiej tradycji estetycznej Pochwała cienia. »Światło z ogrodu przedostaje się ledwie dostrzegalnie przez drzwi pokryte papierem« – pisze Tanizaki – »i właśnie to pośrednie światło nadaje pomieszczeniu jego urok«”.
Gdy ogarnie mnie lęk, będę więc myśleć o ciemnym, pustym pokoju, do którego bardzo powoli wpada światło.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: Maria Popova, „How to Break Free from the Tyranny of Certainty: The Japanese Concept of »Ma«, themarginalian.org [dostęp 12.09.2026].