1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Polska literatura wraca na ekrany. Czy nowe „Lalki” przebiją sukces „Znachora”?

Polska literatura wraca na ekrany. Czy nowe „Lalki” przebiją sukces „Znachora”?

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Odsłuchaj artykuł

Małgorzata Major - Polska literatura wraca na ekrany. Czy nowe „Lalki” przebiją sukces „Znachora”?

00:00
15s
0,5 x
15s
We wrześniu obejrzymy dwie ekranizacje powieści „Lalka”. Dzieło Bolesława Prusa wróci w formie filmu realizowanego przez Gigant Films we współpracy z TVN WBD oraz serialu Netfliksa. Znamy już obsady obydwu produkcji, ale wciąż nie wiemy, w jaki sposób twórcy opowiedzą historię Wokulskiego, Rzeckiego i Ochockiego. Wiele pytań dotyczy także losów Izabeli Łęckiej.

Ekranizacje literatury od lat niezmiennie cieszą się zainteresowaniem producentów filmowych i telewizyjnych. To w końcu gwarancja frekwencji związana ze szkolnymi wycieczkami do kina. Przenoszenie dzieł literackich na ekran to także ryzyko, zwłaszcza w przypadku „Lalki”. Mamy bowiem dwie głośne ekranizacje. Film pochodzi z roku 1968 i został wyreżyserowany przez Wojciecha Jerzego Hasa (ze słynnymi rolami Mariusza Dmochowskiego i Beaty Tyszkiewicz). Druga natomiast to serial z 1977 roku w reżyserii Ryszarda Bera z rolami Jerzego Kamasa i Małgorzaty Braunek. Minęło jednak blisko pięćdziesiąt od premiery serialu Bera, więc spojrzenie kolejnego pokolenia na dzieło Prusa może być odświeżające dla literackiej klasyki. Dlatego tak wielkie oczekiwania pokładamy zarówno w filmie Kawalskiego z Kamilą Urzędowską w roli Łęckiej, jak i serialu Maślony z udziałem Sandry Drzymalskiej. Nowe czasy wymagają kolejnych interpretacji losów Izabeli Łęckiej.

Spis treści:

  1. „Znachor” wczoraj i dziś
  2. Cwaniak i dorobkiewicz, czyli Nikodem Dyzma
  3. Żebrowski i „Pan Tadeusz”
  4. Dwie „Lalki” w jednym roku
  5. Nowa „Ziemia obiecana”?
  6. Literatura dla dziewcząt
  7. Kto następny?

„Znachor” wczoraj i dziś

Netflix ma już doświadczenie w przenoszenie dzieł polskiej literatury na ekran. W 2023 oglądaliśmy film „Znachor” w reżyserii Michała Gazdy. To trzecia z kolei ekranizacja dzieła literackiego Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Pierwsza powstała w roku wydania powieści, czyli w 1937, a ta najpopularniejsza w 1981. Film z główną rolą Leszka Lichoty zaskoczył pozytywnie zarówno krytyków, jak i widzów. Mimo że fani wersji filmowej z 1981 byli sceptycznie nastawieni. W końcu rola Jerzego Bińczyckiego stanowi najpopularniejsze wcielenie słynnego znachora. Na szczęście Leszek Lichota zagrał tę postać inaczej niż poprzednik.

Aktor, podobnie jak Bińczycki, posiadał idealne warunki fizyczne do roli profesora Wilczura, który utracił pamięć, a następnie jako Antoni Kosiba wędrował po kraju, szukając zarobku u właścicieli ziemskich. Spalony słońcem, dobrze zbudowany, z siwą brodą sprawiał wrażenie idealnego robotnika i pomocnika, a nie lekarza z ogromnym doświadczeniem. Siłą każdego z filmów jest tekst Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, ale każdy z kolejnych twórców adaptacji, dostosowywał go do swoich czasów. Wersja z 1981 jest bardzo melodramatyczna, podczas gdy film Michała Gazdy jest bliższy emocjom współczesnego widza.

„Znachor” to opowieść o przyzwoitości, szlachetnym sercu i nadziei, że los będzie nam sprzyjał. Profesor Rafał Wilczur długo czekał, aż sprawiedliwość go odnajdzie, ale w końcu się udało. Mimo że wersja książkowa różni się w szczegółach od filmów, to główna myśl pozostaje ta sama. Odkrycie prawdy o tożsamości Wilczura lawinowo rozwiązuje wiele innych zagadek. To także opowieść o miłości ojca do córki, sile więzi rodzinnych i etycznym kompasie działającym niezależnie od okoliczności życiowych.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Bez ucha do dialogów, obsady i wyczucia potrzeb widowni, żadna ekranizacja nie może się udać. „Znachor” to dzieło literackie, które co kilka dekad prowokuje twórców do reinterpretacji. Mało kto wyobraża sobie ramówki telewizyjne bez emisji „Znachora” Jerzego Hoffmana w dniu 1 listopada, albo podczas świąt Wielkiej Nocy. Polacy sami wpisali tę produkcję w świąteczne kalendarze.

Cwaniak i dorobkiewicz, czyli Nikodem Dyzma

Powieści Dołęgi-Mostowicza z uniwersalnym przesłaniem trafiały do kolejnych pokoleń czytelników. Profesor Wilczur był człowiekiem godnym szacunku, w przeciwieństwie do pewnego cwaniaka i dorobkiewicza. Mowa oczywiście o bohaterze „Kariery Nikodema Dyzmy”. Serial Marka Nowickiego i Jana Rybkowskiego z 1980 roku, z udziałem wybitnego aktora Romana Wilhelmiego zyskał ogromną popularność nie tylko wśród widowni oglądającej premierę. Doczekał się bowiem powtórnych emisji w TVP. Opowieść o karierowiczu bez żadnych kwalifikacji, który dociera na sam szczyt krajowej władzy, zafascynowała odbiorców, ponieważ dotyczyła rzeczywistości Polaków, zwłaszcza po 1989 roku. Z tego samego powodu powstał film „Kariera Nikosia Dyzmy” w 2002 roku. Główną rolę zagrał Cezary Pazura, a całość wyreżyserował Jacek Bromski.

Nikodem Dyzma to postać aktualna, niezależnie od epoki. Cwany karierowicz pozbawiony skrupułów idzie po trupach do celu. Z łatwością dopasujemy te cechy do wielu polityków różnych czasów, a coraz częściej również celebrytów i osobowości internetowych. Od premiery filmu Bromskiego minęły już 24 lata, więc to idealny moment na kolejnego bohatera, który rozpycha się łokciami nie licząc z uczuciami innych ludzi. Czy tym razem Dyzma powinien być influencerem?

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Żebrowski i „Pan Tadeusz”

Równie głośną premierą, co „Kariera Nikodema Dyzmy”, była produkcja Andrzeja Wajdy zatytułowana „Pan Tadeusz”. Film z 1999 roku zachwycił obsadą, wystąpili m.in. Grażyna Szapołowska, Alicja Bachleda-Curuś, Michał Żebrowski, Bogusław Linda, Daniel Olbrychski i Andrzej Seweryn. Obraz stał się nie tylko idealnym celem wycieczek szkolnych, ale i okazją do świeżego spojrzenia na dzieło wieszcza Adama Mickiewicza.

Film Wajdy sprawił, że kariera Żebrowskiego nabrała tempa i awansował do pierwszej ligi aktorów swojego pokolenia. W tym samym roku premierę miał też obraz „Ogniem i mieczem”, w którym aktor zagrał Skrzetuskiego. To kolejna ekranizacja dzieła literackiego w reżyserii Jerzego Hoffmana. Domknęła ona trylogię literacką Henryka Sienkiewicza. Reżyser w 1969 roku zrealizował „Pana Wołodyjowskiego”, a pięć lat później „Potop”. Trzy filmy Hoffmana do dzisiaj obecne są w ramówkach telewizyjnych przy okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Twórczość Hoffmana na stałe wpisała się w rodzimy pejzaż kulturalny. A role Tadeusza Łomnickiego, Magdaleny Zawadzkiej i Mieczysława Pawlikowskiego pozostały niezapomniane mimo upływu ponad pięćdziesięciu lat. Podobnie było z obsadą „Potopu”, gdzie Daniel Olbrychski wcielił się w rolę Kmicica, a Małgorzata Braunek w postać Oleńki Billewiczówny.

Dwie „Lalki” w jednym roku

„Lalka” wzbudza równie duże emocje, co trylogia Sienkiewicza. Powieść Bolesława Prusa ma ogromne znaczenie dla polskiej kultury, nie tylko jako lektura szkolna, ale jako ważna diagnoza kondycji polskiego społeczeństwa końca XIX wieku. Nie brakuje także retrospekcji do okresu powstania styczniowego i młodości Wokulskiego, a także postaw trzech idealistów. Dyskusja o systemie wartości to jeden z kluczowych wątków powieści Prusa. Nie bez powodu tak chętnie ekranizują ją kolejni twórcy filmowi.

Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej wypadła znakomicie. W tym roku w roli Izabeli zobaczymy dwie aktorki. Jak już wspominałam wyżej, w filmie WBD wystąpi Kamila Urzędowska, a Marcin Dorociński zagra Wokulskiego. Towarzyszyć im będzie Marek Kondrat w roli Ignacego Rzeckiego. Z kolei w serialu Netfliksa Izabelę zagra Sandra Drzymalska, a partnerować jej będzie Tomasz Schuchardt oraz Dariusz Chojnacki.

Zwiastun serialu w reżyserii Pawła Maślony zdradza, że obejrzymy „Lalkę” unowocześnioną, nieokiełznaną, odważną. Na pierwszy plan wysuwa się brawurowa Izabela Łęcka, która nie chce być zależna od mężczyzn, a sama o sobie stanowić. Kwestia awansu społecznego Wokulskiego będzie drugim istotnym elementem. Zwiastun sugeruje, że możemy spodziewać się śmiałych decyzji interpretacyjnych klasycznej powieści i skupienia na współczesnej perspektywie. Łęcka w wydaniu Drzymalskiej jawi się jako kobieta, która wie czego chce i nie boi się po to sięgać. Zdecydowana, odważna, pewna siebie.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Z kolei zwiastun filmu w reżyserii Macieja Kawalskiego pokazuje Łęcką jako delikatną i eteryczną damę, czyli przeciwieństwo Drzymalskiej. Oznacza to, że najprawdopodobniej otrzymamy zupełnie odmienne spojrzenia na „Lalkę”, dzięki temu zarówno film, jak i serial zyska własną widownię. Biorąc pod uwagę fakt, że serial będzie miał premierą 16 września, a film 30 września, nagromadzenie emocji w związku z obydwiema produkcjami w jednym miesiącu, będzie ogromne.

Z pewnością daty premier nie są przypadkowe i wpisują się w rok szkolny. Uczniowie po powrocie z wakacji, chętnie pójdą do kina. Zatem sukces frekwencyjny filmu Kawalskiego jest bardzo prawdopodobny. Inaczej wygląda sytuacja z serialem Netfliksa. W tym wypadku zainteresowanie uczniów i nauczycieli nie wpłynie znacząco na ilość wyświetleń, ponieważ platforma działa w innym modelu biznesowym i nie sprzedaje biletów na seans, a jedynie odnawialną co miesiąc subskrypcję. Jeśli nauczyciele zdecydują się oglądać z uczniami serial w ramach zajęć szkolnych, nie oznacza to pomnożenia odsłon, bo wciąż liczyć się będzie jedno konto, a nie to ile osób siedziało przed ekranem. Z pewnością jednak chętnych na seans z Drzymalską i Schuchardtem nie zabraknie.

Nowa „Ziemia obiecana”?

W polskiej literaturze mamy ogromną ilość fantastycznych dzieł, które czekają na nową adaptację. Netflix poza „Znachorem” i „Lalką” sięgnął jeszcze po „Pana Samochodzika i templariuszy”, co jednak zakończyło się niepowodzeniem i rezygnacją z kontynuacji. W tym przypadku również mówimy o nowej ekranizacji, ponieważ znany jest serial z 1971 roku zatytułowany „Samochodzik i Templariusze” z główną rolą Stanisława Mikulskiego. Jak widać, czasem Netflix nie osiąga zamierzonych celów, ale nie zraża się tym i próbuje dalej. Zwiastun serialowej „Lalki” sugeruje raczej sukces podobny do „Znachora” niż porażkę w stylu „Pana Samochodzika i templariuszy”. Możemy jedynie zgadywać, po jaką powieść gigant streamingu sięgnie po premierze „Lalki”. Tytułów nie brakuje. „Ziemia obiecana”, „Wesele” albo „Noce i dnie” to ponadczasowe dzieła, które przy dobrej adaptacji mogą zachwycić nowych widzów.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Trudno udawać, że rzeczywistość wokół nas się nie zmieniła. Widać to doskonale na przykładzie „Ziemi obiecanej”, która w reżyserii Andrzeja Wajdy jest dziełem o mężczyznach spychającym kobiety na drugi plan i sprowadzających je do roli pobocznej. Słynne sceny z Kaliną Jędrusik również dzisiaj wyglądałyby inaczej. Podobnie jak relacja Borowieckiego z Anką. Zresztą czytając o tym, jak funkcjonował plan zdjęciowy filmu, obecnie wiele z tych rzeczy nie mogłoby się wydarzyć.

W filmie obserwujemy ciężki los łódzkich włókniarek. Nie dość, że wiele godzin pracują ponad siły, są też zmuszane przez właściciela fabryki do pracy seksualnej. Co warte podkreślenia, gdy Wajda kręcił w 1974 roku „Ziemię obiecaną”, zdjęcia powstawały w działających fabrykach. Twórcy byli zadowoleni, ponieważ nie musieli płacić statystkom za wykonaną pracę. Kręcili ujęcia z prawdziwymi włókniarkami, również te z nocnych rautów. Trudno nie dostrzec w tym podwójnego wykorzystania kobiet – pierwotnego, które opisał Reymont i wtórnego, dokonanego przez Wajdę. Wspominał o tym Olbrychski w jednym z wywiadów: „Wtedy łódzkie fabryki pracowały. Mieliśmy dźwięk maszyn, bezpłatnych statystów. Łódzkie kobiety na co dzień pracowały przy tych maszynach. Wystarczyło je tylko przebrać w śliczne fartuszki z końca XIX wieku. Założyły je zamiast brzydkich, roboczych drelichów. One nie przerywały pracy, a my graliśmy”.

To ironia losu, biorąc pod uwagę wymowę prozy Reymonta. Dlatego tym bardziej zastanawia, jak dzisiaj wyglądałaby zarówno praca nad „Ziemią obiecaną”, jak i reinterpretacja powieści po ponad pięćdziesięciu latach od premiery filmu Andrzeja Wajdy.

Literatura dla dziewcząt

Na polskim rynku brakuje również nowych ekranizacji literatury dziecięcej i młodzieżowej. Co prawda w 2023 oglądaliśmy „Akademię Pana Kleksa”, ale wciąż brakuje nowych wersji powieści Kornela Makuszyńskiego, jak choćby „Panna z mokrą głową”, „Awantura o Basię”, czy „Szaleństwa panny Ewy”. Z pewnością nowe spojrzenie na literaturę dla dziewcząt ożywiłoby nieco zakurzone powieści pisarza.

„Panna z mokrą głową” doczekała się ekranizacji filmowej w 1994 roku, czyli ponad trzy dekady temu. Film wyreżyserował Kazimierz Tarnas, a w głównej roli wystąpiła Paulina Tworzyańska. Aktorka rok później wystąpiła także w „Awanturze o Basię”, ponownie w reżyserii Tarnasa. W 2006 roku Tworzyańska po raz trzeci wystąpiła u Tarnasa, tym razem w filmie „Szatan z 7 klasy”.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Film „Szaleństwa panny Ewy” zadebiutował w 1984 roku. Obraz wyreżyserował nie kto inny, jak Kazimierz Tarnas, a główną rolę zagrała Dorota Latos. Pytanie, czy ktoś przejmie od niego pałeczkę. Na pewno jest to duże wyzwanie, ponieważ przykład „Pana Samochodzika i templariuszy” Netfliksa, udowodnił że trudno jest przełożyć język powieści z 1966 roku tak, aby był atrakcyjny dla współczesnej młodzieży. Twórcy w takim wypadku zawsze muszą odpowiedzieć na pytanie, dla kogo jest nowa ekranizacja. Czy dla dorosłych widzów, którzy wychowali się na literaturze Nienackiego i Makuszyńskiego? A może dla nastolatków i dzieci dotychczas nieznających tych historii. Bez dobrze określonej grupy docelowej takie przedsięwzięcie może zakończyć się katastrofą. Inaczej jest w przypadku „Lalki”, skierowanej zarówno do widza młodego, jak i dojrzałego.

Jest kilka dzieł, które do dzisiaj uchodzą za wzorcowe realizacje literackich pierwowzorów, jak „Wesele” Andrzeja Wajdy z 1972 roku, będące ekranizacją dramatu Stanisława Wyspiańskiego, a także „Chłopi” Jana Rybkowskiego z 1973 roku. Niezapomniane role wykreowali w filmie m.in. Emilia Krakowska i Władysława Hańcza. W „Weselu” oglądaliśmy wspaniałą kreację Ewy Ziętek, Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Łapickiego. Trudno wyobrazić sobie nową, współczesną realizację, ale na pewno przyjdzie moment, w którymś ktoś podejmie rękawicę.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Kto następny?

Dzieła Wajdy, Hoffmana, czy Rybkowskiego realizowane w latach 70. korespondowały z ówczesnymi problemami społecznymi, ale były na tyle uniwersalne, że pół wieku później wciąż nas zachwycają. Nowe realizacje byłyby obarczone koniecznością zmierzenia się z sukcesem wielkich poprzedników. Nie znaczy to jednak, że są skazane na porażkę, co udowodnił „Znachor” Michała Gazdy.

W oczekiwaniu na dwie nowe „Lalki”, warto wrócić do filmu i serialu, żeby porównać we wrześniu, jak zmienił się język opowieści i komu kibicujemy w nowych ekranizacjach, Wokulskiemu, czy jednak Łęckiej? Czasy się zmieniły, a interpretacje razem z nimi. Jedno jest pewne, czeka nas ekscytująca jesień. Nie tylko dla wielbicieli twórczości Bolesława Prusa, ale dla każdego kto ceni dobre kino.

Czytaj także: Quiz o serialu „Ranczo”: sprawdź, jak dobrze znasz ukochany serial Polaków!

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE