Dla jednych matka głupich, dla innych ostatnie z nieszczęść, które dzięki Prometeuszowi nie wypadło z puszki Pandory. A XX-wieczna
filozofia – po okresie nazywania jej ułudą i zbędną emocją – znów widzi w niej narzędzie rozwoju. O etycznej roli nadziei w naszym życiu
pisze prof. Lilianna Kiejzik.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025
Gdy nieraz pytam studentów rozpoczynających studia na coachingu o wskazanie różnic między psychologiem a coachem, odpowiadają najczęściej, że psycholog „grzebie się” w przeszłości, a coach daje nadzieję na przyszłość. Ale gdy chcę dopytać, jak pojmują pojęcie „nadzieja”, zaczynają się problemy.
Rozumiemy bowiem intuicyjnie, że jest ona szansą na sukces, życzeniem zaistnienia czegoś, na co czekamy i chcemy, aby nastąpiło. Gdy jednak wiemy ze stuprocentową pewnością, że coś się zdarzy, odczuwamy podniecenie, radość, nadzieja jest nieobecna. Ale nieobecna jest także wtedy, gdy wiemy, że prawdopodobieństwo zaistnienia jakieś stanu rzeczy wynosi zero. To wszystko prawda, z tym że to określenia psychologiczne. A coaching pojawił się wtedy, gdy kozetka psychologa przestała wystarczać, gdy człowiek zwrócił się w kierunku filozofii i jej zasobów, tam szukając lekarstwa i pomocy. Zastanówmy się zatem nad zdefiniowaniem nadziei w sensie filozofii, nie psychologii.
Zacznijmy od mitologii. Otóż w tradycji greckiej pojęcie elpis (czyli nadzieja) nie zawsze miało pozytywne konotacje.
W jednej z bardziej znanych wersji mitu orfickiego o powstaniu człowieka czytamy, że gdy tytan Prometeusz ulepił już jego figurkę i tchnął w nią życie z iskier ukradzionych z rydwanu boga słońca, zaczął o niego dbać. Oszukał Zeusa, wykradając mu ogień i dając go człowiekowi, aby ten mógł ogrzać się i spożywać ciepłe posiłki. Rozzłościł tym najwyższego boga, który postanowił go ukarać, posyłając na ziemię piękną Pandorę.
Ta miała rozkochać w sobie Prometeusza i obdarzyć go zamkniętymi w puszce, jaką ze sobą niosła, nieszczęściami. Mądry Prometeusz przejrzał zamiary Zeusa i wygnał Pandorę, ale ona nie dała za wygraną, dotarła do innego tytana, który poprosił ją o otwarcie puszki. I tak choroby, nieszczęścia oraz wszelkie zło rozlały się na ród ludzki. Widząc to, Prometeusz pobiegł za Pandorą i zatrzasnął puszkę w momencie, gdy pozostało w niej jeszcze jedno, ostatnie nieszczęście – właśnie nadzieja. Tym sposobem uratował ludzkość. Zapytamy: w jaki sposób?
Mitologia tłumaczy to następująco. Mimo tak wielu nieszczęść, które trapią ród ludzki, mimo chorób, wojen, tragedii i klęsk ludzie nie popełniają zbiorowego samobójstwa, żyją nadal. Człowiek – swoisty „produkt” Prometeusza uosabiającego rozum – góruje nad Zeusem – personifikacją bezwzględnej mocy.
Chociaż człowiek wie, że nie jest w stanie wyzwolić się spod władzy kosmicznej konieczności, ma jednak nadzieję na sukces, na usunięcie konkretnego zła. Ma nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej. A ma ją dlatego, że jej nie poznał. I choć płonne są nadzieje na ostateczną i całkowitą likwidację zła i nieszczęść tego świata, to każdy sukces w walce o usunięcie jakiegoś konkretnego zmartwienia czy choroby trapiącej ludzkość jest krokiem naprzód, daje podstawy do dalszego podążania wyboistą drogą postępu. Mimo że nie wiemy, czym jest nadzieja, gdyż pozostaje ona zamknięta w puszce Pandory na wieczność.
Gdy pojawiła się filozofia, podkreślała racjonalne składniki elpis. Przeszłość jest domeną pamięci, teraźniejszość – postrzeżenia, a przyszłość – oczekiwania. A ponieważ możemy planować przyszłość, kierować się intelektem, nie emocjami, które zafałszowują widzenie świata, nadzieję wiążemy z pozytywnością, z radością. Może zatem nadzieja nie jest złem, ale szlachetnym bóstwem, jakie pozostało człowiekowi w sytuacji, gdy wszyscy inni bogowie i wiodący liczne spory mędrcy przenieśli się do krainy absurdu.
Dalsze pozytywne rozumienie nadziei przyniosły wieki średnie i judaizm. Jest ona zawsze oczekiwaniem dobra, a opiera się na przymierzu, jakie bóg Jahwe zawarł z wybranym narodem, który wyzwolił z niewoli egipskiej.
Nauka biblijna, inaczej niż filozofia grecka, opiera się na oczekiwaniu spełnienia przyszłej obietnicy. Tutaj nadzieja to osobiste zaufanie do Boga, sięga też poza granice śmierci człowieka.
Nadzieja jest oczekiwaniem na zmartwychwstanie, a wraz z nim na sprawiedliwość. Dla Augustyna (IV wiek) była jedną z najważniejszych kategorii. Oznaczała dobre, przyszłe rzeczy, życie szczęśliwe po śmierci, oglądanie Boga oczami duszy. Była cnotą obok dwóch innych: wiary i miłości.
W późniejszej filozofii temat ten nie był, lub rzadko był, podejmowany. Spinoza (XVII wiek) opisywał nadzieję nawet jako zbędną emocję, wprowadzała bowiem do życia niepokój, niepotrzebnie je komplikując. Także inny wielki myśliciel epoki, Thomas Hobbes, w „Lewiatanie” mówił o nadziei ironicznie, odnosząc ją do zaspokojenia apetytu. Filozofowie oświeceniowi mieli jeszcze gorsze zdanie o nadziei, uważając, że nas oszukuje, prowadzi na manowce i odurza jak wino, tylko pozornie ułatwiając życie. A Fryderyk Nietzsche w XIX wieku, nawiązując do mitu o Pandorze, powiadał, że nadzieja jest ułudą, a naprawdę tylko przedłuża nasze męki.
Filozofowie w XX wieku powrócili do tematu nadziei, dostrzegając w niej ważny element sprzyjający poszukiwaniu spełnienia naszych planów. Nie ma ona prowadzić nas jednak do jakiejś idealnej przyszłości, ale pomóc doskonalić samych siebie. I tak weszła nadzieja do problematyki etycznej, przy czym do różnych etyk: chrześcijańskiej i do tak zwanych etyk niezależnych.
Wszyscy zdajemy sobie bowiem sprawę, że nasze życie przebiega w relacjach z różnymi dobrami i polega na osiąganiu tych, które mają nas doskonalić, chronić nasze istnienie, umożliwić wolitywne realizacje. Mówiąc prościej, nasze życie jest drogą prowadzącą do celu najwyższego, jakim jest szczęście. Ale nie szczęście rozumiane jako dobrobyt materialny, bogactwo, zaszczyty czy przyjemności. Prawdziwe szczęście to działanie wedle rozumu. Inaczej – rozumna działalność. Ta prosta zasada wypowiedziana po raz pierwszy przez Arystotelesa wydaje się wciąż aktualna.
Nadzieję możemy również definiować jako relację osobową. I tak rozumiana jest najbliższa coachingowi. Coach skupia się bowiem całkowicie na drugim człowieku, na jego dobrostanie. A dla człowieka dobrem adekwatnym będzie zawsze drugi człowiek. Wszystkie inne dobra, to znaczy dobra nieosobowe, są czymś niższym. Niemożliwa jest z nimi komunikacja, a to ona nas humanizuje, pozwala wzajemnie się poznawać, rozwija intelektualnie.
Dlatego relacje osobowe są specyficzne, nigdzie indziej niespotykane, wyjątkowe. Ich specyfiką jest to, że opierają się na transcendentalnych, wymykających się naszym ludzkim doświadczeniom, własnościach prawdy i dobra, na oczywistym istnieniu osób, czyli na fakcie ich realności.
Relacje osobowe, najczęściej nazywane wiarą, nadzieją i miłością, są najbardziej pierwotne. Wywołują w nas nastawienie do dalszego rozpoznawania i poznawania osób, podejmowania w stosunku do nich określonych działań. Pozwalają nam otwierać się na drugiego człowieka, akceptować go, odnosić się do niego z życzliwością, rozumieć. W tym układzie nadzieja, jako zwieńczenie wiary i miłości, będzie oczekiwaniem pewnej wzajemności ze strony drugiej osoby, partnerstwa, empatii i pozytywności.
Oczywiście relacja osobowa nie jest łatwa. Życie ludzkie przebiega bowiem w kontekście różnych dóbr i wybieraniu tych, które nas doskonalą. Ale o poprawności wyborów przekonujemy się dopiero po czasie.
Dlatego tak ważna jest znajomość filozofii. Gdyż wszystko, co jest w nas, istniało już w jakiejś postaci w przeszłości. Ludzie zawsze mieli bowiem tylko jedno zadanie: zbudować społeczeństwo, które może żyć.
Dlatego siły, które były w naszych przodkach, tkwią i w nas. Nic się nie zmieniło. Musimy tylko odnaleźć elementy, z których zbudujemy (teoretyczny) model istniejących w dawnych społecznościach relacji. A potem wystarczy ten model „nałożyć” na nasze społeczeństwo. Dostrzeżemy wtedy, co w nas jest dobre, a co powinniśmy poprawić, by funkcjonować w zgodzie ze światem. Ta recepta twórcy antropologii kulturowej Claude’a Lévi-Straussa nie straciła na znaczeniu.
Prof. Lilianna Kiejzik, prof. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyki „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”