Festiwal Góry Literatury rozpoczął się pierwszym publicznym odczytaniem przez Olgę Tokarczuk fragmentu jej najnowszej powieści. Książka ma tytuł „Świata jest za dużo”, ukaże się jesienią 2026 r. i ma być najbardziej osobistą i zarazem ostatnią pozycją pisarki w karierze.
„Bomba. Krótkie życie bomby od początku było marne” - oto pierwsze zdania, które noblistka przeczytała podczas spotkania w Zamku Sarny na inauguracji Festiwalu Góry Literatury - i od razu zafascynowała nimi czytelników.
Narracja najnowszej książki prowadzona jest bowiem z perspektywy bomby i wiedzie nas przez styczniowe popołudnie 1945 roku. Spadając z samolotu, bomba obserwuje miasto w wojennej rzeczywistości – przysypane śniegiem dachy, ruiny, rzekę i kolejne eksplozje. To nietypowe otwarcie zapowiada charakterystyczny dla Tokarczuk sposób opowiadania, w którym głos otrzymują także ci, którzy zwykle pozostają poza centrum narracji:
„Urodzona gdzieś w dalekich fabrykach na wschodzie, wśród chłodu i brzydoty, w halach, gdzie w huku maszyn pracowali wygłodzeni niewolnicy, dorastała w wagonach pociągów i ciemnościach magazynów. Zobaczyła świat tylko raz tamtego dnia, w styczniowe popołudnie 1945 roku. Ujrzała go z góry, gdy otworzył się brzuch samolotu i gdy została wypchnięta w mroźne powietrze. To była zdumiewająco krótka inicjacja. Miasto z góry wyglądało na struchlałe ze strachu”
- Olga Tokarczuk, „Świata jest za dużo”
Podczas wydarzenia zaprezentowano również okładkę książki. Pisarka zwróciła uwagę, że nawiązuje ona stylistyką do plakatów z lat 40. XX wieku, korespondując z tematyką powieści.
Czytaj także: Olga Tokarczuk w wywiadzie dla „Zwierciadła”: „To zupełnie inny świat”
Jak zdradził Waldemar Popek, zastępca redaktora naczelnego Wydawnictwa Literackiego, którego nakładem ukaże się powieść, najnowsza pozycja zachowuje wszystkie najważniejsze cechy twórczości noblistki.
Czytelnicy znajdą w niej rozbudowaną narrację, liczne odniesienia literackie, połączenie wielkiej historii z losami jednostek oraz charakterystyczne dla autorki skupienie na detalach i mikroświatach.
Jednym z najważniejszych tematów książki jest powojenna fala migracji, wywołana zmianami granic oraz dramatyczną sytuacją milionów ludzi po zakończeniu II wojny światowej. Tokarczuk pokazuje te wydarzenia z perspektywy wykraczającej poza antropocentryczne spojrzenie, dzięki czemu znane fakty historyczne nabierają nowego znaczenia.
Czytaj także: Olga Tokarczuk: „Pierwszy raz w życiu brakuje mi słów, by nazwać to, co dzieje się wokół”
Kluczowym miejscem akcji jest bliski sercu autorki Dolny Śląsk. Ważną rolę odgrywają Wrocław i Wałbrzych, ale pojawiają się także mniejsze miejscowości regionu. Na tym jednak nie koniec - bohaterowie przemierzają również Lwów, Drohobycz, Triest oraz Buenos Aires. Akcja prowadzi czytelników wzdłuż Dniestru i Odry, przez góry i niziny, obejmując zarówno wydarzenia sprzed kilkudziesięciu i kilkuset lat, jak i współczesność.
Wydawnictwo Literackie określa „Świata jest za dużo” jako „powieść konstelacyjną i panoptykalną”, w której znalazło się wszystko to, za co czytelnicy cenią twórczość polskiej noblistki.
Według zapowiedzi będzie to jednocześnie najbardziej osobista książka Tokarczuk. Dolny Śląsk staje się w niej sceną jednego z największych eksperymentów społecznych w historii Europy, jednak autorka wychodzi daleko poza granice regionu i Polski, opowiadając o doświadczeniu migracji, pamięci oraz historii w uniwersalnym wymiarze.
Waldemar Popek nie krył entuzjazmu wobec nowej publikacji.
– Noblistka napisała świetną, ważną, przejmująco aktualną powieść. Są tu bohaterowie, którzy zostaną w nas na długo, może na zawsze. Literatura do przeżywania, wielokrotnego czytania i interpretowania
– podkreślił.
Powieść „Świata jest za dużo” ukaże się 14 października nakładem Wydawnictwa Literackiego. Będzie to pierwsza nowa powieść Olgi Tokarczuk od kilku lat i jedna z najbardziej wyczekiwanych premier literackich tej jesieni.
Czytaj także: Olga Tokarczuk zaskoczyła wyznaniem o sztucznej inteligencji. Noblistka ujawniła, że korzysta z AI przy pracy nad tekstem