fbpx

Animacje dla dorosłych

Animacje dla dorosłych
fot. materiały prasowe / Kadr z filmu "Iluzjonista" w reżyserii Sylvaina Chometa

Film animowany dawno już przestał kojarzyć się z bajkami dla grzecznych dzieci. Wciąż jednak zachowuje w sobie młodzieńczą świeżość. Tego typu kino nie daje się wtłoczyć w sztywne ramy, a swoim jedynym ograniczeniem czyni fantazję konkretnych twórców. Dzięki temu stanowi idealną przestrzeń dla autorskich wizji, formalnych eksperymentów i światopoglądowych manifestów.
O tym, że podobne myślenie funkcjonuje również w naszym kraju najlepiej świadczy rumuńsko – polska koprodukcja „Crulic – droga na drugą stronę”. Współprodukowany przez Wrocławianina Arkadiusza Wojnarowskiego film w reżyserii Ancy Damian został świetnie przyjęty na zakończonym niedawno festiwalu w Locarno.

Zaproszenie do eksperymentu

Zachwyt szwajcarskiej publiczności jest w pełni zrozumiały. „Crulic…” może się podobać choćby ze względu na twórcze wykorzystanie formuły animowanego dokumentu. Technika, która kilka lat temu zadecydowała o wielkim sukcesie izraelskiego „Walca z Baszirem” stanowi coś więcej niż efektowny zabieg formalny. Posłużenie się animacją zwiększa groteskowy wymiar przywoływanej w „Crulicu…” prawdziwej historii. Film Damian przypomina o głośnym przypadku obywatela Rumunii zmarłego w wyniku głodówki, którą rozpoczął w związku z osadzeniem go w krakowskim areszcie. Opowieść o Claudiu Crulicu jest nie tylko protestem przeciwko bulwersującym potraktowaniu jednostki przez system cywilizowanego europejskiego kraju. To przede wszystkim brutalnie szczery i jaskrawo ironiczna komentarz na temat rzeczywistości zdominowanej przez całkowity brak empatii.

Drogę od opisu konkretnego zdarzenia do uniwersalnej refleksji przebywa również wspomniany „Walc z Baszirem”. Film Ariego Folmana stanowi dla tego twórcy formę bolesnej podróży do własnej przeszłości. Reżyser powraca myślami do roku 1982, gdy wraz z tysiącami innych izraelskich żołnierzy bezczynnie przyglądał się masakrze na palestyńskich uchodźcach dokonanej przez członków libańskiej „Falangi”. Użyta do opisu tych wydarzeń stylistyka filmu animowanego zaskakuje i dezorientuje widza. Dzięki temu idealnie współgra z wizją reżysera, który zawiera w „Walcu z Baszirem” utrzymane w duchu eksperymentów Alaina Resnaisa rozważania na temat ludzkiej pamięci. Folman celowo pokazuje opisywane wydarzenia jako absurdalne i nierzeczywiste, by zastanowić się, czy nasza psychika może być zdolna do całkowitego wyparcia wstydliwej przeszłości.

Technika filmu animowanego użyta w celu wykoślawienia, wzięcia w nawias i przedefiniowania własnych wspomnień nie jest autorskim pomysłem Ariego Folmana. Na podobnej zasadzie funkcjonuje choćby silnie oparte na wątkach autobiograficznych „Persepolis” w reżyserii Marjane Satrapi. W ekranizacji własnego komiksu artystka ponownie spogląda na okres swojego dzieciństwa. Dojrzała refleksja o życiu rozdartym między przytłaczającym irańskim reżimem, a chłodną i niegościnną Europą Zachodnią zostaje w „Persepolis” skontrastowana z młodzieńczą dezynwolturą. Prosta, czarno-biała kreska dodaje filmowi Satrapi punkowej energii, anarchistycznego wdzięku i ożywczego humoru. Sprawia, że niewesołe w gruncie rzeczy rozważania zyskują nieoczekiwany posmak optymizmu.

Chuligańskie wybryki

Igranie z wpisaną w estetykę filmu animowanego dziecięcą perspektywą potrafi doprowadzić do zaskakujących rezultatów. Doskonale wiedzą o tym choćby widzowie „Miasteczka South Park”, którego nieletni bohaterowie robią wszystko, by zasłużyć sobie na pałę ze sprawowania. Z potoku wulgaryzmów, sprośności i obsceny wyłania się jednak inteligentnie ironiczny portret naszej rzeczywistości. Próby wykreowania podobnych wizji zdarzały się także w Polsce. Status młodszych kumpli chłopaków z South Park starali się uzyskać tytułowi bohaterowie „Włatców móch”. Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że z Cartmanem i spółką łączyła ich wyłącznie wulgarność.

Znacznie więcej finezji zawiera w sobie za to „Jeż Jerzy”. Napędzany rozmaitymi używkami, hip-hopową muzyką i nieposkromioną chucią tytułowy bohater wywraca do góry nogami otaczający go świat. Największą zaletą Jerzego wydaje się w tym kontekście jego specyficznie pojmowana sprawiedliwość. Niesforny Jeż jest jednakowo sarkastyczny w stosunku do polityków z prawicy i lewicy, Krakusów i Warszawiaków, celebrytów i dresiarzy.

Jerzy nie jest jedynym zwierzęciem, które z bezczelnością wdarł się do świata animacji dla dorosłych. Sławę pierwszego amerykańskiego filmu rysunkowego dozwolonego od 18 lat zyskał wyprodukowany w 1972 roku „Kot Fritz”. Postać z animacji Ralpha Bakshiego daje się scharakteryzować leń, erotoman i miłośnik miękkich narkotyków. Idealnie pasuje więc na bohatera społecznej satyry ze schyłkowego okresu rewolucji seksualnej.

Animacja jest sztuką

Animacja dla dorosłych nie pozostaje wyłączną domeną łobuzerskich ironistów. Nietypowy gatunek bywa z powodzeniem uprawiany przez twórców o skrajnie odmiennej wrażliwości. Artystyczna animacja często przyciąga do siebie autorów kina obdarzonych szczególnym zmysłem wizualnym i rozpoznawalnym od pierwszej chwili stylem. W tym kontekście nie sposób zapomnieć o wyjątkowej empatii Hayao Miyazakiego, posępnym romantyzmie Tima Burtona i surrealistycznej wyobraźni Jana Svankmajera. Dzięki swoim ostatnim filmom do grona wybitnych indywidualistów światowej animacji dołącza powoli także Sylvain Chomet. „Trio z Belleville” i młodszy o siedem lat „Iluzjonista” są przykładami jedynych w swoim rodzaju bajek dla dorosłych. Oba tytuły stanowią intrygującą mieszankę pomysłowej stylizacji retro, czarnego humoru i melancholijnego wdzięku.

Wśród mistrzów animacji dla dorosłych znajduje się również wielu naszych rodaków. Łącząca ich skłonność do eksperymentu, zamiłowanie do filozoficznych poszukiwań i uwaga przywiązywana do strony estetycznej pozwoliła krytykom na sformułowanie terminu „Polska Szkoła Animacji”. Wśród zaliczanych do jej członków reżyserów tworzących na przełomie lat 50. i 60. znajdują się między innymi Julian Józef Antonisz, Witold Giersz i Ryszard Czekała. Cenionymi na całym świecie indywidualistami byli także Walerian Borowczyk i Jan Lenica. W swoich wspólnych filmach twórcy ci potrafili znakomicie wyważyć proporcje między grozą i humorem, znaleźć metaforyczne ujście dla występujących w systemie totalitarnym konfliktów między jednostką a społeczeństwem. W „Był sobie raz” czy „Domu” udowodnili, że kino animowane może okazać się znakomitą płaszczyzną dla wrażliwości wyniesionej rodem z teatru absurdu. Ukoronowanie sukcesów odnoszonych na świecie przez polską animację artystyczną przyszło w roku 1982 wraz z Oscarem dla najlepszego krótkometrażowego filmu animowanego przyznanym „Tangu” Zbigniewa Rybczyńskiego. Awangardowy film opiera się na pomyśle wprowadzenia do przestrzeni małego pokoju 26 osób wykonujących serię powtarzalnych czynności. Mechaniczne zachowanie upodabnia bohaterów do zaprogramowanych robotów i daje się odczytywać jako krytyka rządzącej ludzkim życiem stagnacji i banalności.

Droga do niszowego, interesującego specyficzną publikę, fetowanego na własnych festiwalach świata artystycznej animacji może być skomplikowana. Warto jednak zboczyć z głównej ścieżki i podjąć trud jej odnalezienia. Opisywana rzeczywistość sprawia wrażenie kolorowej, magnetycznej, a przede wszystkim bardzo różnorodnej. Przywoływany na początku tekstu „Crulic-droga na drugą stronę” wydaje się doskonałą syntezą jej możliwości. Film Ancy Damian łączy w sobie sarkastyczny humor, buntowniczą energię i odwagę formalną. Dzięki temu przekonująco dowodzi, że również dzięki animacjom dla dorosłych film może być traktowany jako prawdziwe dzieło sztuki.

?>