fbpx

Imagine Andrzeja Jakimowskiego – recenzja

"Imagine" Andrzeja Jakimowskiego
Warszawski Festiwal Filmowy

Andrzej Jakimowski w najnowszym filmie „Imagine”, który otworzył zeszłoroczny 28. Warszawski Festiwal Filmowy, podąża obraną wcześniej ścieżką. Już nie tylko namawia, aby zatrzymać się, zmrużyć oczy i odszukać istotę relacji międzyludzkich.

"Imagine" Andrzeja Jakimowskiego
warszawski Festiwal Filmowy/więcej w galerii

Bohaterami jego najnowszego filmu są niewidomi, którzy stają się alegorią uogólnionej sytuacji człowieka, niepewnego wobec nieodkrytej rzeczywistości otaczającego świata. Poznanie jest możliwe, jak w poprzednich filmach reżysera – „Zmruż oczy” i „Sztuczkach” – dzięki skierowaniu się w głąb świata emocji i ludzkiej psychiki. W „Imagine” Jakimowski stawia kolejną zmienną – aby rzeczywiście zobaczyć, trzeba podjąć ryzyko i zaufać drugiemu człowiekowi, ale także wyobraźni.

Ian (Sam Riley znany jako odtwórca głównej roli w filmie „Control” Antona Corbijna) przyjeżdża do Lizbony, aby przekazać niewidomym dzieciom umiejętność poruszania się bez laski. Wypracowana przez niego technika echolokacji oparta na wsłuchiwaniu się w odgłosy przestrzeni określanej za pomocą klaskania, czy odgłosu kroków, budzi kontrowersje. Ryzyko upadku jest duże, liczy się jednak stawka – poruszanie się po świecie ludzi widzących bez napiętnowania, upokarzającego współczucia.

W „Imagine” wraz z dziećmi wsłuchujemy się w odgłosy mikroświata wewnętrznego podwórka kliniki, na którym odbywają się lekcje. Ważne są uwaga i skupienie, przenikliwość w odbieraniu świata dźwięków, pozwalające usłyszeć, czy porusza się po nim kobieta, czy mężczyzna, co robi dozorca, a nawet przemykającego do miski z mlekiem kota. Tego, jak sensualny dla uczniów może być świat, doświadczamy w filmie za pomocą poetyckich obrazów wykreowanych przez Adama Bajerskiego, autora zdjęć, który współtworzył już „Zmruż oczy” i „Sztuczki”.

Aktorzy „Imagine” przygotowywali się do swoich ról pod opieką niewidomych nauczycieli. Odmienne postrzeganie przez niepełnosprawnych za pomocą zmysłów jest zrekonstruowane w filmie z wiernością, do jakiej dążą filmy dokumentalne, jak „Ślepa miłość” Juraja Lehotský’ego czy „Głosy z el-Sayed” Odeda Adomiego Leshema, opowiadające o społeczności niesłyszących beduińskiego miasteczka w granicach Izraela. Obraz Jakimowskiego to przede wszystkim jednak uniwersalna opowieść o sytuacji człowieka wrzuconego w życie, podejmujące walkę o godność, ale także przełamującego lęk przed kontaktem z drugim człowiekiem. Ze swoimi zahamowaniami zmaga się piękna niewidoma Niemka Ewa (w tej roli Alexandra Maria Lara, którą w 2013 roku będzie można także zobaczyć także w filmie „Rush” Rona Howarda). Ewa pozwala Ianowi, aby stał się jej przewodnikiem po świecie ruchliwych ulic i zabieganych w ich codzienności ludzi. Uczy się od niego także czegoś więcej – aby zawierzyć obrazom swojej wyobraźni.

Młoda Niemka ma wrażenie, że słyszy odgłosy ogromnego statku. Przekroczenie murów kliniki nie ułatwia zadania sprawdzenia, czy statek rzeczywiście istnieje. Spotkani ludzie, którzy mogliby go zobaczyć, zdecydowanie zaprzeczają, że w najbliższej okolicy istnieje choćby port. Ian przekonuje jednak, że zanim doświadczymy rzeczywistości, lepiej ją sobie wyobrazić. To recepta na funkcjonowanie w świecie, w którym nie tylko to, co widzialne ma znaczenie. Jakimowski wydaje się przekonywać, że jedynym rozwiązaniem jest postawienie zakładu jak tego Pascala – zawierzając marzeniu możemy wygrać, nie próbując, tylko tracimy.

Statek z „Imagine” Jakimowskiego przywodzi na myśl piękny, obwieszony lampkami Transatlantyk Rex z „Amacordu” Felliniego, który pojawiając się, wzbudza zachwyt, otwiera przestrzeń tęsknot i marzeń, wydaje się umożliwiać ekstatyczną podróż do wyśnionych krain, aby zobaczyć to, co jest niewidoczne w codziennym doświadczeniu. Obietnica takiego poznania jest chyba najlepszą zachęta, aby zagłębić się w świat kina Jakimowskiego.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze