Krwawy wypadek czy zaplanowane zabójstwo? Nowy dokument Netflixa wraca do jednej z najbardziej wstrząsających historii ostatnich lat i pokazuje, jak cienka bywa granica między tragedią a zbrodnią. Twórcy analizują w nim historię 17-letniej Mackenzie, oskarżonej o celowe doprowadzenie do śmierci dwóch osób, jednocześnie stawiając dużo bardziej niepokojące pytania: czy współczesne społeczeństwo samo produkuje emocjonalnie niedojrzałych ludzi? I gdzie kończy się rodzicielska miłość, a zaczyna ślepa obrona dziecka za wszelką cenę?
Rankiem 31 lipca 2022 r. mieszkańców Strongsville w stanie Ohio obudziło przerażające zdarzenie: auto jadące z dużą prędkością uderzyło w ścianę budynku, zabijając dwoje młodych pasażerów. Za kierownicą siedziała 17-letnia Mackenzie, która po imprezie odwoziła do domu swojego chłopaka Doma i ich przyjaciela Daviona. Kiedy na miejsce przybyła policja i ratownicy medyczni, chłopcy już nie żyli. Mackenzie, mimo poważnych obrażeń, przeżyła. Gdy jednak detektywi przeszukiwali wrak, to, co początkowo wyglądało na tragiczny wypadek, zaczęło przypominać celowe przestępstwo.
Czytaj także: 5 najlepszych miniseriali true crime dostępnych na Netflixie
Patrząc na przerażający widok zmasakrowanego samochodu, jeden z oficerów powiedział:
„To był najgorszy wypadek, jaki kiedykolwiek widziałem”.
Mackenzie do dziś twierdzi, że nic nie pamięta i wskazuje na zdiagnozowane zaburzenie ciśnienia krwi jako potencjalną przyczynę jej omdlenia.
(Fot. materiały prasowe)
Dom był 20-letnim przedsiębiorczym duchem i miał nadzieję na uruchomienie swojego biznesu. Mieszkał z Mackenzie, która wprowadziła się do niego zaledwie kilka tygodni przed katastrofą. Byli razem od czterech lat, choć ich relacja była chwiejna. Davion w chwili wypadku miał natomiast 19 lat i był zapalonym sportowcem, którego kontuzja skierowała do nieco innego kręgu przyjaciół. Jego obecność w aucie tej nocy była jednak przypadkowa: pierwotnie miał wrócić z przyjacielem, ale zmienił zdanie.
(Fot. materiały prasowe)
Po wypadku śledczy rozważali błąd kierowcy lub nadużywanie substancji psychoaktywnych. Ostatecznie badanie krwi wykazało jedynie obecność THC, a auto nie miało żadnych usterek mechanicznych i wszystko działało prawidłowo. Przełom nastąpił, gdy policja odkryła nagranie z monitoringu, na którym widać, jak w momencie wypadku auto wykonuje kontrolowany, celowy skręt, po czym pokonuje prawie pół mili z prędkością prawie 160 km/h. Rejestrator zdarzeń w aucie ujawnił też, że pedał gazu był wciśnięty do 100% przez pełne 5 sek. przed wypadkiem, bez próby hamowania.
(Fot. materiały prasowe)
We wrześniu 2022 r. brat jednej z ofiar zgłosił również detektywom, że Dom wielokrotnie próbował zerwać z Mackenzie w lipcu tego roku. Ktoś inny doniósł, że nastolatka groziła Domowi zaledwie dwa tygodnie przed wypadkiem. W listopadzie, ponad trzy miesiące po tragicznym zdarzeniu, Mackenzie została aresztowana pod zarzutem dwóch zabójstw ze szczególnym okrucieństwem. I chociaż miała 17 lat w chwili wypadku, była sądzona jako osoba dorosła i wybrała proces przed sądem. Obrona skupiała się wówczas na zdiagnozowanym u niej w 2017 r. schorzeniu, w wyniku którego można nagle stracić przytomność. Oskarżenie argumentowało natomiast, że kontrolowany skręt i ciągłe przyspieszanie wymagają zaangażowania i byłyby niemożliwe do wykonania podczas utraty przytomności. W sądzie pokazano też nagrania pokazujące, że nastolatka stawała się coraz bardziej agresywna i groziła Domowi zakończeniem związku.
Ostatecznie sędzia uznała Mackenzie winną obu zarzutów.
(Fot. materiały prasowe)
Dokument „Wypadek: Sprawa Mackenzie Shirilli” próbuje odpowiedzieć na pytanie, które od początku wybrzmiewa jak oskarżenie: czy to naprawdę był wypadek? Przez półtorej godziny twórcy prowadzą więc widza przez historię zdarzenia, relacje świadków, rodzin i organów ścigania, a także proces sądowy i społeczny spektakl, jaki wyrósł wokół sprawy Mackenzie. To zatem produkcja dobrze przygotowana formalnie, choć chwilami bliżej jej do internetowego true crime’u niż pełnoprawnego dokumentu śledczego.
Czytaj także: Poznała go na Tinderze, a potem odkryła, że jest mordercą. Nowy serial true crime to koszmar każdej kobiety i nowa obsesja widzów Netflixa
Narrację mądrze podzielono jednak na trzy wyraźne akty. Pierwszy rekonstruuje wydarzenia i odpowiada na podstawowe pytania: kto, co, gdzie i kiedy. Drugi skupia się na samej Mackenzie oraz tym, jak była postrzegana przez otoczenie. Trzeci natomiast oddaje głos jej samej (dziewczyna zgodziła się na wywiad, aby przedstawić własną wersję historii) – dzięki temu dokument ogląda się z zaciekawieniem, a napięcie utrzymuje się niemal do końca.
Najciekawsze w filmie nie jest jednak samo śledztwo, ale portret środowiska, które mogło doprowadzić do tragedii. To przede wszystkim opowieść o ślepym rodzicielstwie, wychowaniu bez granic i pielęgnowaniu narcystycznych cech dziecka. Rodzice Mackenzie sprawiają wrażenie ludzi całkowicie odklejonych od rzeczywistości – tłumaczą każde zachowanie córki, usprawiedliwiają jej występki i zdają się nie dopuszczać do siebie myśli, że ich dziecko mogło być zdolne do czegoś złego. Jedno zdanie wypowiedziane w filmie szczególnie zapada w pamięć: „nigdy nie potrzebowała dyscypliny”. Trudno o bardziej wymowny przykład wychowawczej ślepoty.
Dokument mocno sugeruje też, że odpowiedź na pytanie „dlaczego do tego doszło?” należy szukać właśnie w domu rodzinnym, gdzie zabrakło wpajania podstawowych wartości: odpowiedzialności, moralności, szacunku do życia i konsekwencji własnych działań. Pokazuje także, jak niebezpieczne może być wychowanie oparte na nieustannym utwierdzaniu dziecka w przekonaniu o własnej wyjątkowości i bezkarności. To zatem mocna opowieść o kulcie własnego ego, roszczeniowości i obsesji na własnym punkcie.
(Fot. materiały prasowe)
Twórcy dotykają też problemu „tiktokizacji” społeczeństwa. Social media są tu zatem nie tylko tłem, ale częścią mechanizmu budującego narcystyczną osobowość i emocjonalną niedojrzałość. Nastolatkowie żyją bardziej pod publiczkę niż naprawdę, kreując własne iluzje i cyfrowe bańki – szkoda jednak, że film jedynie sygnalizuje temat, zamiast go pogłębić wraz z ekspertami, którzy mogliby szerzej wyjaśnić wpływ social mediów na psychikę młodzieży.
To zresztą największy problem filmu: dokument stawia wiele pytań, ale nie zawsze jest zainteresowany ich analizą. Czy Mackenzie była socjopatką? Czy zrobiła to celowo? Czy byłaby gotowa zaryzykować własne życie, aby skrzywdzić drugą osobę? Film pozostawia widza samemu sobie. Z jednej strony to zaleta, bo każdy może wyrobić własną opinię, z drugiej jednak czuć niedosyt i brak głębszej refleksji psychologicznej. Na szczęście twórcy nie zapominają o ofiarach. W kulturze, która częściej skupia się na sprawcach niż ofiarach, film poświęca sporo miejsca pamięci Doma i Daviona oraz ich bliskim, a to ważny kontrapunkt dla historii, która mogłaby stać się wyłącznie kolejnym medialnym spektaklem.
Czytaj także: Wciągające dokumenty true crime na Netflixie. Obejrzysz je w jeden wieczór, ale zapamiętasz na długo
Nie jest to zatem kino wybitne ani szczególnie odkrywcze, ale potrafi wciągnąć i zostawia z niepokojącymi pytaniami o współczesne wychowanie, wpływ social mediów i granice rodzicielskiej odpowiedzialności. To bardziej opowieść o społeczeństwie produkującym emocjonalnie niedojrzałych narcyzów niż klasyczny kryminał. I właśnie dlatego warto go obejrzeć – nawet jeśli odpowiedzi, których szukamy, film ostatecznie nie daje.
Dokument „Wypadek: Sprawa Mackenzie Shirilli” obejrzeć można na platformie Netflix.