Martyna Harland - Grażyna Torbicka: „Szukanie siebie to zadanie na całe życie”. Ten polski film pokazuje to wyjątkowo pięknie
00:00
08:09
„To bohaterka, która mnie fascynuje, którą podziwiam. Jest momentami słaba, ale też bardzo silna zarazem” – o roli Leny Góry i o przesłaniu filmu „Imago” mówi Grażyna Torbicka w rozmowie z Martyną Harland.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 12/2024.
Martyna Harland: „Imago” Olgi Chajdas i Leny Góry to dla mnie najbardziej świeży i inspirujący film roku 2024. Został nagrodzony na festiwalu w Gdyni, ale nie to jest najważniejsze – po prostu jest filmoterapeutycznym numerem jeden, bo film pokazuje, co oznacza żyć w zgodzie ze sobą. Bardzo czekałam na tę premierę. A co ciebie w nim najbardziej poruszyło?
Grażyna Torbicka: Pod koniec padają słowa: „Ja nie chcę cię wcale zmieniać, ty też, proszę, mnie nie zmieniaj. Chcę, żebyś mnie po prostu polubiła, żebyśmy były kumpelkami i żebyśmy miały wspólnie dobry film”. Mówi je bohaterka, grana przez Lenę Górę, do swojej maleńkiej, dopiero raczkującej córeczki. To jest piękne i cały film jest drogą dojścia do tych dwóch zdań, które poruszyły mnie najmocniej!
Nie zapominajmy o kontekście, w którym rozgrywa się akcja – to koniec lat 80. W zapyziałej Polsce, na Wybrzeżu, rozwija się alternatywna scena muzyczna, gdzie Ela szuka swojego miejsca, bo jest tam wolnościowa energia. Na co dzień cała jej rodzina: matka, ojciec, dwie siostry i sześciu braci – z których dwóch akurat jest w więzieniu – tłoczy się na 40 metrach kwadratowych. To świat, do którego Ela czuła się niedopasowana. Spędza dużo czasu w swoim pokoju, wpatruje się w ścianę, medytuje, więc zostaje uznana za wariatkę i wywieziona do szpitala psychiatrycznego.
Tymczasem ona po prostu chce być sobą...
I dlatego szuka przestrzeni na swoją wolność – zaczyna śpiewać w punkowej kapeli. Jednak nie tylko ona jest oryginalna, bardzo dobrze oddany jest przełomowy moment historii, o którym już wspomniałam. Duża w tym zasługa reżyserki Olgi Chajdas, z kolei muzyka stworzona przez Smolika i zagrana przez Zakaz Kąpieli daje poczucie bezgraniczności, tego, że zawsze można próbować znaleźć coś poza tym, co jest ci narzucone.
Jeśli chodzi o szpital psychiatryczny, to jest on przedstawiony w sposób stereotypowy, jako miejsce opresyjne, jednak z przymrużeniem oka.
Kobiety w szpitalu są w pasiastych piżamach i każda z nich ma inną ksywę napisaną na plecach. Te sceny przypomniały mi „Lot nad kukułczym gniazdem” Miloša Formana. Mam wrażenie, że nadal wiele jest jeszcze do zmiany w szpitalach psychiatrycznych. Rozmawialiśmy na ten temat na naszym festiwalu BNP Paribas „Dwa Brzegi”, po dokumencie „Nic nie czuję” Anity Bugajskiej i Janusza Schwertnera, pokazującym, w jak złym stanie jest psychiatria dziecięca w Polsce.
W „Imago” widzimy, że świat zewnętrzny uznał Elę za „nienormalną” tylko dlatego, że jest bardziej wrażliwa, oryginalna i nie idzie z głównym nurtem.
Wiem, że wielu ludzi wyszło z kina z poczuciem: ależ to ciężar!
Jest tu oczywiście silnie obecny smutek, bo ten film uświadamia, że ludzie, którzy chcą robić sztukę czy widzieć świat inaczej, mają pod górkę. Może dzisiaj jest z tym łatwiej, choć sama nie wiem... Wszystko chyba zależy od rodziny. Myślę, że Ela ma tu bratnią duszę tylko w swojej matce, granej przez Bogusławę Schubert.
Ale jak to? Przecież matka jest bardziej zainteresowana ekranem telewizora.
A widzisz, ja jednak widzę w niej bratnią duszę, bo wyobrażam sobie, że w młodości była dokładnie taka jak Ela, tylko nie miała tyle szczęścia i siły. A może świat wokół był inny, nie było tej przestrzeni muzycznej undergroundowej, więc uciekła w co innego. Myślę, że matka nie tylko zna Elę; ona ją widzi i rozumie, obie są sobie bliskie.
Pamiętasz moment, gdy dziewczyna wychodzi z psychiatryka? Kładzie głowę matce na ramieniu, dla niej to ważne. Wtedy zobaczyłam, że ich relacja wcale nie jest taka zła czy destruktywna. Tylko dzięki niej Ela jest zdolna potem powiedzieć swojej córeczce te dwa zdania, o których już wspomniałam. Dla mnie to jest wspaniałe, wzruszałam się za każdym razem, gdy widziałam tę scenę.
A mnie porusza też, że mamy takie fajne młode aktorki! Powiedzmy jeszcze coś ciepłego o Lenie jako aktorce, bo myślę, że na to zasługuje. Przypomnijmy, że gra tu swoją mamę – Ela Góra jest legendą trójmiejskiej sceny punkowej, w dodatku współtworzyła scenariusz.
Też uważam, że Lena jest znakomita, całkiem inna w naszym pejzażu. Oczywiście mamy znakomite aktorki, ale kiedy na nią patrzę w tym filmie, to mam wrażenie, jakby nie grała, tylko zapraszała nas do swojego świata.
Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy miałaś takie samo poczucie, że wreszcie zobaczyłaś jakąś świeżą, zupełnie inną bohaterkę w kinie polskim?
Dla mojego pokolenia taką postacią była Agnieszka z filmu „Człowiek z marmuru” Andrzeja Wajdy, którą zagrała Krystyna Janda. Wszystkie chciałyśmy być takie! Chodziło głównie o jej postawę, o to, w jaki sposób dążyła do tego, co chciała zrealizować, jak mocno była zdeterminowana.
To zupełnie inna bohaterka niż Ela, pochodziła z innego środowiska, była inaczej osadzona, jednak te dwie kobiety łączy dążenie do tego, by żyć swoim życiem, a nie oddawać je komuś innemu. Pamiętam, że zakochałam się wtedy w Agnieszce. A potem sama zrobiłam to, co ona w filmie, i w pewnym momencie odeszłam z telewizji.
Kto z nas nie ma czegoś do naprawienia czy przegadania z rodzicami... Terapeuci radzą, żeby zobaczyć swojego rodzica jak człowieka, zanim jeszcze wszedł w rolę matki lub ojca. Lena spojrzała tu na swoją matkę z empatią. Dla kogo „Imago” może być filmoterapeutyczne?
Ela jest dla mnie najmocniejszą postacią w tym filmie, na jej portret składa się relacja nie tylko z matką, lecz także z jej braćmi, z muzykami Zakazanej Kąpieli, a potem także relacja z córeczką. To bohaterka, która mnie fascynuje, którą podziwiam; jest momentami słaba, ale też bardzo silna zarazem.
Dlatego uważam, że to film dla wszystkich, którzy szukają swojej drogi w życiu albo zastanawiają się, czy ta, którą kiedyś wybrali, nadal jest aktualna.
Szukanie siebie to zadanie na całe życie i warto to robić, a nie usiąść i biadolić. I choć to bohaterka kobieca, to moim zdaniem ten film powinni zobaczyć również mężczyźni. Ela to typ kobiety, jakiego wielu mężczyzn się boi. Tymczasem chodzi o to, by zauważyć, zrozumieć i uszanować, że takie kobiety chcą po prostu być niezależne, co wcale nie oznacza, że odrzucają partnerstwo.
Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyczka filmowa, dyrektorka artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym.
Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka