Grupa przyjaciółek w średnim wieku wybiera się na babski weekend, aby uczcić 50. urodziny jednej z nich. Dawne animozje szybko dają jednak o sobie znać. Reżyserski debiut aktorki i komiczki Amy Poehler z 2019 roku to prosta, ale zaskakująco życiowa historia, poruszająca temat starzenia się i upływu czasu. Jeśli szukasz więc lekkiego, ale niegłupiego filmu z dobrą obsadą i zabawnymi dialogami do obejrzenia w jesienny wieczór, ten ciepły komediodramat z masą refleksji na temat przemijania, może okazać się idealnym wyborem.
Abby (Amy Poehler), mimo protestów swojej przyjaciółki Rebekki (Rachel Dratch), postanawia uczcić jej 50. urodziny niezapomnianym weekendowym wypadem. Wraz z trzema innymi przyjaciółkami udają się więc do kalifornijskiej doliny Napa, miejsca słynącego z najpiękniejszych winnic w kraju. Abby, zamiast luźnego relaksu przy winie, chce jednak, aby kobiety trzymały się ścisłego harmonogramu. Wszystkie jednak zmagają się z własnymi problemami: Rebecca ma problemy z mężem; Naomi (Maya Rudolph) martwi się o zdrowie; odnosząca sukcesy bizneswoman Catherine (Ana Gasteyer) czuje się wykluczona; Val (Paula Pell) szuka miłości; a przygnębiona pisarka Jenny (Emily Spivey) jest po prostu nieszczęśliwa w życiu. Po kilku kieliszkach wychodzi więc na jaw, że na przyjaźni kobiet nie brakuje rys. I że 50. urodziny to dla każdej z nich coś więcej niż tylko okazja do świętowania.
(Fot. materiały prasowe)
„Gorzkie wino” to zabawa i urocza komedia o pięciu przyjaciółkach w średnim wieku, które przez lata tworzyły niezwykle zgrany zespół, a teraz wybierają się na babski wyjazd z okazji 50. urodzin jednej z nich i próbują odtworzyć to, co miały kiedyś. Wino pomaga. Stare urazy – niekoniecznie. Film zręcznie balansuje więc między komedią a ciepłym dramatem o przyjaźni i kryzysu wieku średniego. Amy Poehler stawia przy tym przede wszystkim na rozmowy, relacje, piękne widoki i chemię między aktorkami, które prywatnie również znają się i przyjaźnią od lat, co wnosi do każdej sceny niesamowitą autentyczność. Pokazuje też, że czas nie czeka, przyjaźnie nie zawsze są łatwe, a na pewne życiowe zmiany nigdy nie jest za późno. Pięćdziesiątka to natomiast nie koniec zabawy, lecz dobry moment, aby spojrzeć na siebie z dystansem, rozliczyć się z przeszłością i odważyć się na nowy początek.
(Fot. materiały prasowe)
Najmocniejszym elementem filmu jest bowiem obsada, w skład której wchodzi niemal cała żeńska ekipa legendarnego amerykańskiego programu rozrywkowego „Saturday Night Live”. Poehler występująca tu w podwójnej roli – gwiazdy filmu i reżyserki – świetnie sprawdza się zarówno na ekranie jako główna organizatorka wyjazdu, która musi mieć wszystko pod kontrolą, jak i autorka projektu, która precyzyjnie buduje każdą scenę.
(Fot. materiały prasowe)
Dratch jako Rebecca jest emocjonalnym sercem historii, natomiast Rudolph w roli zmęczonej mamy czwórki dzieci, i Gasteyer jako pracoholiczka Catherine, mają najlepsze sceny komediowe. Występująca na drugim planie Tina Fey kradnie każdą scenę, a Jason Schwartzman jako gospodarz domu dodaje całej historii jeszcze większego komizmu.
(Fot. materiały prasowe)
Film zebrał jednak mieszane recenzje. Krytycy docenili co prawda obsadę i autentyczną chemię między aktorkami, wskazując jednocześnie na zbyt spokojne tempo i scenariusz, który nie do końca wykorzystuje potencjał. „Gorzkie wino” to bowiem propozycja dla tych, którzy lubią ciepłe komedie w klimacie slow. Napa Valley wygląda przepięknie, a aktorki na ekranie wnoszą energię, jakiej często brakuje innym produkcjom o kobietach po 50. Owszem, film gubi się momentami w nadmiarze wątków, ale zdecydowanie ma swój klimat. Nie jest to więc wielkie, ambitne kino, ale miła historia, która odpręża, zapewnia dobrą zabawę i wywołuje uśmiech na twarzy – idealna na babski wieczór lub do obejrzenia w pojedynkę po ciężkim dniu, dla fanów ekipy SNL i nie tylko.
„Gorzkie wino” można obejrzeć na Netflixie.