31 grudnia 1999 r. Uzbrojony mężczyzna wchodzi do studia telewizyjnego i bierze zakładników. Jego celem jest wejście na wizję podczas tzw. prime time’u, czyli największej oglądalności. Ten trzymający w napięciu dramat psychologiczny to jednak nie tylko opowieść o niezrównoważonym terroryście, ale przede wszystkim o przejmującej samotności, potrzebie akceptacji i walce z własnymi demonami.
To opowieść o żądzy sławy i obłędzie rozgrywającym się wprost na oczach kamer. Akcja filmu rozgrywa się ostatniego dnia 1999 r. 22-letni Sebastian (Bartosz Bielenia) dostaje się z bronią w ręku do studia telewizyjnego i bierze dwoje zakładników (Magdalena Popławska, Andrzej Kłak). Ma tylko jedno żądanie: wejście na antenę na żywo, zaraz po głównym serwisie informacyjnym, czyli podczas największej oglądalności. Chce powiedzieć telewidzom coś ważnego i dla swojego przekazu jest gotów zaryzykować wszystko.
(Fot. materiały prasowe)
Historia zamachu terrorystycznego rozgrywająca się w małej przestrzeni konfrontuje więc widza z pytaniem: co główny bohater tak naprawdę chce przekazać i co doprowadziło go do podjęcia tak desperackich, ekstremalnych wręcz kroków?
Popławska i Kłak zakładnikami Bieleni. Mało który polski thriller tak trzyma w napięciu
To zdecydowanie nie jest typowa historia o niezrównoważonym terroryście. „Prime Time” to przede wszystkim wymowny dramat psychologiczny o pozbawianiu głosu tych, którzy nie załapali się na potransformacyjny awans społeczny, a także milenijne lęki i frustracje, subtelna krytyka płytkich priorytetów społeczeństwa, próba rozliczenia się z mitami lat 90. oraz koszmar jednostki uwikłanej w postPRL-owską rzeczywistość zamknięte w formie rasowego, elektryzującego thrillera, który dobrze ogrywa miejsce i czas, budzi ciekawość, świetnie buduje napięcie i potrafi przykuć do ekranu przez cały seans.
(Fot. materiały prasowe)
Owszem, ludzka bezsilność i irytacja na świat przyjmuje tu radykalną formę, która mocno wystawia widzów na próbę. Paradoksalnie jednak tworzenie niedopowiedzeń i brak ukierunkowania emocji głównego bohatera pozwala tu na wiele interpretacji. Jednocześnie interesująco wypadają relacje między zakładnikami i porywaczem oraz negocjatorami, a klimat ciasnego studia telewizyjnego i toczącej się rozgrywki tworzy spójną, kameralną opowieść, a także emocjonujący teatr sensacji z nieoczywistym finałem.
(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Co natomiast o filmie sądzą widzowie? Większość głosów zachwytu dotyczy przede wszystkim pierwszoplanowego występu Bartosza Bieleni: „Bielenia po raz kolejny pokazał kunszt aktorski”; „Hipnotyczne oczy Bieleni pokazują niemy krzyk zapomnianych, którzy chcieli choć raz dojść do głosu”; „Bielenia kradnie całe show, dosłownie”. Poza tym, chwalony jest również scenariusz i sposób, w jaki twórcy wykorzystują suspens:
„Ogląda się pod ciągłym napięciem”; „Wciągnął od samego początku i nie puścił do samego końca”; „Piątek dostarczył piekielnie intensywne kino. Nie mogłem oderwać wzroku”.
Te głosy mówią same za siebie i naprawdę nie trzeba dodawać niczego więcej.
„Prime Time” obejrzeć można na platformie Netflix.