fbpx

Hedy Lamarr – piękny umysł

Grała tak dużo, że praktycznie nie schodziła z planu. Jak wytrzymać tak zabójcze tempo? Wytwórnie miały na zmęczenie gwiazd swoje sposoby. Hedy przyjmowała ogromne ilości leków pobudzających. (Fot. Forum)

Chciała być znaną aktorką i nią została. To marzenie się na niej zemściło. Jednak biografia Hedy Lamarr ma swój happy end. Dożyła czasów, kiedy zaczęto o niej mówić i pisać już nie jak o ofierze złotej ery Hollywood, lecz o wynalazczyni, która przyczyniła się do postępu technologicznego.

Jest 20 stycznia 1933 roku. Adolf Hitler wie już, że za kilka dni zostanie nowym kanclerzem Rzeszy i przejmie w państwie pełnię władzy. Ma więc wszelkie powody do radości, a jednak tego właśnie dnia jest wściekły. Przyczyną jego złego humoru jest „Ekstaza”, bezwstydny film Gustava Machatego. A może nawet bardziej chodzi o dziewczynę grającą główną rolę. Niespełna 19-letnią, piękną, bynajmniej nie aryjskiej urody. W filmie widać ją nagą, całkiem przekonująco odgrywającą orgazm. Hitler jest oburzony i zniesmaczony, zakazuje wyświetlania „Ekstazy” na terytorium Rzeszy. Ciekawe, w jaką furię wpadłby, wiedząc, że dokładnie siedem lat później ta sama dziewczyna, znana już wtedy jako hollywoodzka piękność, opracuje wynalazek, który mógł odmienić bieg historii. I doprowadzić do upadku nazistów znacznie wcześniej, niż to się faktycznie stało.

Co powie Hitler

Zanim stała się Hedy Lamarr, nazywała się Hedwig Kiesler. Jedynaczka z zamożnej wiedeńskiej rodziny żydowskiej. Miała pokojówkę, guwernantkę, można się domyślać, że ją rozpieszczano, skoro tuż po tym, jak kończy 16 lat, oznajmiła rodzicom, że przerywa naukę, by poświęcić się aktorstwu. I jeszcze w tym samym 1930 roku zadebiutowała w filmie „Pieniądze na ulicy”. To może nie wybitna kreacja, ale Kiesler przykuła uwagę i widzów, i reżyserów na tyle, że w roku następnym otrzymała propozycje czterech kolejnych ról.

Wiedeń początku lat 30. z pewnością nie był miastem pruderyjnym. Najbardziej rozrywkowe miasto Europy. Wystawy, koncerty i, rzecz jasna, kabarety wypełnione ludźmi praktycznie całą dobę, przy stolikach gangsterzy dobijający targów z politykami, przemysłowcy flirtujący z aktorkami, wszystko to w rytmie jazzu, uważanego wówczas za wysoce nieprzyzwoity. „Wiedeń ma zbyt dużą kulturalną siłę przyciągania” – będzie wkrótce narzekać Hitler, bezskutecznie próbując nadać podobną rangę Berlinowi. Młodziutka Hedwig bryluje na wiedeńskich salonach, jej kariera wspaniale się zapowiada. Do czasu, kiedy przyjmie rolę we wspomnianej „Ekstazie”. Może i oglądano ten film w Wiedniu na zamkniętych pokazach, może i robił na świecie furorę – wychwalał go między innymi Henry Miller, reżyser Machatý dostał za niego nagrodę na Biennale Filmowym w Wenecji, a w paryskim Théâtre Pigalle „Ekstaza” nie schodziła z ekranu przez 22 tygodnie – tyle że w coraz bardziej zależnej od Berlina Austrii liczyło się przede wszystkim zdanie Hitlera. Hedwig z dnia na dzień staje się więc postacią niewygodną, niemile widzianą, filmowcy nie mają odwagi proponować jej ról.

Kadry z zakazanego przez Hitlera filmu „Ekstaza” z 19-letnią Hedy, wtedy jeszcze Hedwig Kiesler (1933). (Fot. Getty Images)

Wizyty w fabryce broni

W 1933 roku zmienia także stan cywilny. Wychodzi za mąż za niejakiego Fritza Mandla. Starszy od niej o 13 lat bogaty przemysłowiec dorobił się na handlu bronią i zajmuje się nowymi technologiami wojskowymi, które jego firma projektuje i sprzedaje III Rzeszy. Co Hedwig w nim widzi? Tu sprawa jest złożona. Jedną z najbardziej dokuczliwych wad Mandla jest jego chorobliwa zazdrość. Całymi dniami trzyma żonę pod kluczem, zabiera ze sobą nie tylko na oficjalne przyjęcia, lecz także na wizytacje do fabryk i laboratoriów. Mandl stara się zadbać o to, żeby o dotychczasowym aktorskim dorobku Hedwig zapomniano. Do legendy przeszło, jak próbował wykupić wszystkie rozesłane po świecie kopie „Ekstazy” – na szczęście bezskutecznie, choć wykładał sporą gotówkę.

Jakie znaczenie miało to, że był nazistą? Austria, wzorem Niemiec, stawała się krajem coraz brutalniejszego antysemityzmu, nad żydowską rodziną Kieslerów krążyło widmo prześladowań. Małżeństwo z Mandlem w pewnością chroniło Hedwig, zwłaszcza że jej mąż był człowiekiem bardzo wpływowym, znającym osobiście nazistowskich przywódców, podobno także Hitlera.

A jednak z biegiem czasu stawało się jasne, że nawet wpływy męża to niedostateczna ochrona. Z miesiąca na miesiąc atmosfera w kraju się zagęszczała, nie brakowało przypadków wydawania władzom żydowskich współmałżonków. 13 marca 1938 roku Hitler oficjalnie wcielił Austrię do III Rzeszy. A 24-letnia Hedwig Kiesler postanowiła uciec.

Lamarr w obiektywie Toni Frissell po pierwszym hollywoodzkim sukcesie w filmie „Algier” (1938). (Fot. Getty Images)

Niebo z akcentem

Jak sama wspominała, uśpiła w tym celu pilnującą ją pokojówkę, dosypując jej czegoś do herbaty. Uciekła pociągiem do Paryża. Przez jakiś czas miała z czego żyć, bo zabrała ze sobą kosztowności, którymi hojnie obdarowywał ją Mandl. Tylko co dalej, jak przetrwać w tak trudnych czasach? Wkrótce trafiła do Londynu, gdzie przebywał akurat Louis Burt Mayer – jeden z szefów hollywoodzkiej wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer przyjechał do Europy w poszukiwaniu nowych talentów. Hedwig wystarała się o spotkanie. Początkowo rozmowy szły opornie, bo film „Ekstaza” był zakazany także w USA, ale koniec końców wynegocjowała odpowiednią stawkę i wraz z Mayerem znalazła się na statku płynącym do Hollywood.

Ameryka tamtych lat była nie mniej purytańska niż III Rzesza. A jednak, mimo skandalizującej reputacji, Hedwig (a właściwie już Hedy Lamarr, bo pod takim pseudonimem pojawiła się w Hollywood), została przez branżę filmową przyjęta życzliwie. Jeszcze w tym samym roku zagrała u boku Charlesa Boyera i Sigrid Gurie w kasowej produkcji „Algier”, która spodobała się widzom, natychmiast więc pojawiły się kolejne propozycje ról dla Hedy. Wystąpiła też między innymi z Clarkiem Gable’em w „Gorączce nafty” i „Towarzyszu X”, z Judy Garland w „Kulisach wielkiej rewii”, grywała ze Spencerem Tracym. Nawet jeśli nie stała się pierwszoplanową gwiazdą, była bardzo znana. Na każdym kroku podkreślano jej urodę. Filmy z udziałem Lamarr reklamowano jako produkcje z „najpiękniejszą kobietą w Hollywood”. Zgodnie z obowiązującą w tamtych czasach manierą dziennikarze nazywali ją też „marzeniem 50 milionów mężczyzn” czy „niebem z akcentem”. Bez wątpienia miała w sobie coś wyjątkowego. To ona wiele dekad później będzie inspiracją dla Ridleya Scotta – pierwowzorem zmysłowej kruczowłosej Ruth z kultowego „Łowcy androidów”. Ona także (razem z Jean Harlow) zainspirowała Boba Kane’a do stworzenia słynnej komiksowej serii „Catwoman”.

Jaki mamy dzień?

Sukces miał swoją cenę. Lamarr kręciła średnio cztery filmy rocznie, co oznaczało, że praktycznie nie schodziła z planu. „Zazwyczaj nie wiedzieliśmy, jaki jest dzień ani która godzina, bo kręciliśmy także w weekendy” – wspominała. Jak wytrzymać tak zabójcze tempo? Wielkie wytwórnie miały swoje sprawdzone sposoby. Hedy korzystała z usług między innymi Maxa Jacobsona, który do historii przeszedł jako „Dr Feelgood” lub „Miracle Max”. Ten zatrudniany przez studio MGM lekarz specjalizował się w zapewnianiu wyczerpanym sławom chwil chemicznego szczęścia, a ze swoimi problemami zwracali się do niego Truman Capote czy Marlena Dietrich. Hedy regularnie przyjmowała ogromne ilości leków, na przemian pobudzających i uspokajających, do tego dochodziły alkohol i narkotyki. Pełna hipokryzji branża chętnie plotkowała też o jej życiu erotycznym. Miała opinię nimfomanki. Wyszła za mąż jeszcze pięć razy, sama przyznała się do setki kochanków. Mówiła: „Nie chcę być przez mężczyzn czczona. Chcę, by reagowali na mnie cieleśnie, i chcę ich odrzucać”.

W 1944 roku skończyła trzydziestkę. Jak na standardy Hollywood nie była już najmłodsza, czuła na plecach oddech konkurencji. W połączeniu z niemal permanentnym odurzeniem bądź kacem tworzyło to mieszankę mocno depresyjną. Zwłaszcza że z biegiem czasu pojawiało się coraz mniej filmowych propozycji. Jej kariera blakła, coraz częściej brakowało Hedy pieniędzy. Lata 50. to już czas w jej życiu mroczny i pełen frustracji. Uzależnienia sporo kosztowały, zaczęła się obsesja na punkcie zabiegów upiększających i operacji plastycznych, nieraz przyłapywano ją na sklepowych kradzieżach. Upadek Lamarr musiał być uderzający, skoro w 1966 roku Andy Warhol nakręcił film „Hedy” – historię schyłku popularności, pełną gorzkiej ironii.

Nie miała nawet pojęcia, że w czasie, kiedy rozgrywał się jej dramat, w wojskowych laboratoriach trwały prace nad wynalazkiem jej pomysłu, który kilka dekad później miał zmienić codziennie życie ludzi.

Hedy na plaży podczas festiwalu w Wenecji (druga połowa lat 50.). (Fot. Forum)

Spotkanie przy winie

Wiemy, że lubiła wymyślać nowinki z różnych dziedzin. Stworzyła na przykład tabletkę musującą, która rozpuszczona w wodzie nadawała jej smak zbliżony do coca -coli, myślała o urządzeniu pomagającym osobom starszym i z niepełnosprawnością ruchową przy korzystaniu z wanny. Ale do historii przeszedł zupełnie inny jej wynalazek. Na ten pomysł wpadła prawdopodobnie już w trakcie małżeństwa z Mandlem. W fabrykach jej męża pracowano nad urządzeniami służącymi do naprowadzania pocisków i torped metodą radiową. Hedy wiedziała, że stosowane wówczas metody są niedoskonałe, bo radiowy sygnał przeciwnik mógł zakłócić, wysyłając swój, na tej samej częstotliwości. Już wtedy myślała o lepszych rozwiązaniach, ale dopiero w Stanach pojawiła się okazja, żeby wrócić do tematu. Kluczowe okazało się przypadkowe spotkanie George’a Antheila, muzyka, eksperymentatora, którego awangardowe kompozycje potrafiły wywoływać uliczne zamieszki. Antheil był nie tylko muzycznym wizjonerem, ale też zdolnym technikiem, sprawnie przetwarzającym istniejące instrumenty bądź tworzącym zupełnie nowe, w poszukiwaniu świeżych brzmień. Oboje pochodzili z Europy Środkowej, oboje zetknęli się z grozą III Rzeszy, niezobowiązująca rozmowa przy butelce wina szybko zamieniła się w konkretną dyskusję nad kwestiami technicznymi. Okazało się, że Lamarr ma doskonały pomysł, jak zwiększyć skuteczność alianckiego ostrzału, Antheil zaś potrafi pomysł ten zrealizować pod kątem technicznym. Kilka kolejnych tygodni oboje spędzili w hotelowym pokoju, pracując nad wynalazkiem.

Pomysł był taki: żeby uniemożliwić zakłócenie radiowego sygnału naprowadzającego pociski, należy emitować go na zmiennych częstotliwościach. Antheil postanowił zastosować perforowane paski od pianoli – uzyskiwał w ten sposób możliwość nadawania na 88 częstotliwościach, dokładnie tylu, ile klawiszy liczy pianola. 10 czerwca 1941 roku Lamarr i Antheil złożyli wniosek patentowy systemu FHSS (Frequency Hopping Spread Spectrum), a po jego uzyskaniu natychmiast przekazali go armii amerykańskiej.

I co? I nic. Armia nie zdecydowała się wcielić pomysłu w życie, choć zaledwie pół roku później japoński atak na Pearl Harbor sprawił, że USA przystąpiły do wojny. Chyba jednak już wówczas przeczuwano, że pomysł Lamarr i Antheila może mieć w przyszłości jakieś znaczenie militarne, skoro go utajniono. Po raz pierwszy zdecydowano się na jego wykorzystanie dopiero podczas blokady Kuby, ale na swój globalny sukces musiał czekać jeszcze dobre trzy dekady.

W latach 90. zwrócono uwagę, że FHSS może doskonale sprawdzać się nie tylko w kwestiach militarnych, ale we wszystkich technologiach związanych z łącznością bezprzewodową. Prace nad udoskonaleniem systemu ruszyły ostro do przodu, w efekcie nastąpił rozwój Internetu, telefonii komórkowej. Gdyby nie pomysł Lamarr, nie byłoby Wi-Fi, Bluetootha, GPS-u i dziesiątków rzeczy, bez których dziś trudno wyobrazić sobie życie.

Bogata już byłam

Antheil tego nie dożył – zmarł pod koniec lat 50. Za to Hedy zdążyła jeszcze zobaczyć globalne skutki swojego młodzieńczego pomysłu, a nawet skorzystać na nich zarówno finansowo, jak i, a może przede wszystkim, wizerunkowo. Na przełomie lat 80. i 90. jeśli ktoś jeszcze o Lamarr pamiętał, to głównie w związku z nagłaśnianymi przez prasę kradzieżami sklepowymi. Hedy kreowano na jedną z wielu ofiar złotej ery Hollywood, postać godną współczucia, a jednocześnie żałosną.

I nagle nazwisko ponadosiemdziesięcioletniej gwiazdy wróciło w zupełnie innym kontekście. Stała się symbolem technologicznego postępu. W 1998 roku firma Corel wykorzystała twarz Hedy Lamarr na okładce CD z programem „Corel Draw”. Nawiasem mówiąc – bezprawnie, co kosztowało Corela 5 milionów dolarów i znowu uczyniło Hedy osobą majętną. To akurat nie było, według niej, aż tak istotne. „Bogata już byłam” – mawiała często z lekceważeniem. Zmarła dwa lata później, w styczniu 2000 roku, na granicy XXI wieku, który tak wiele jej zawdzięcza.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze