fbpx

Ile razy ktoś cię okłamał? Wywiad z Niną Majewską-Brown o jej najnowszej książce „Kłamstewka”

Ile razy ktoś cię okłamał? Wywiad z Niną Majewską-Brown o jej najnowszej książce "Kłamstewka"
"Kłamstewka" to 17 książka Niny Majewskiej-Brown. (Fot. materiały prasowe)

Z pozoru lekka historia, w której z impetem spadają na nas kolejne nieprawdopodobne zdarzenia. A najbardziej szokującym zdaniem książki jest to umieszczone na samym końcu: „Ta historia po części wydarzyła się naprawdę”. – Każdy nosi jakąś tajemnicę, niektórzy niejedną – mówi Nina Majewska-Brown, autorka powieści „Kłamstewka”. 

Dla kogo, pani zdaniem, jest książka „Kłamstewka”?
Dla każdej kobiety, ku przestrodze.

Ku przestrodze przed tytułowymi kłamstewkami?
Tak, po części. Tę książkę napisałam między innymi dlatego, że sama zetknęłam się z kłamstwem, którego zupełnie się nie spodziewałam. Okazało się, że moja wieloletnia przyjaciółka za moimi plecami produkuje na mój temat różne plotki i ploteczki, dzieląc się moimi sekretami. To był dla mnie emocjonalny szok, mocno to przeżyłam i długo nie mogłam się pozbierać. Próbowałam poukładać to sobie w głowie i wtedy pomyślałam, że właściwie każdy z nas żyje otoczony różnego rodzaju kłamstwami. Biorąc pod uwagę, że człowiek statystycznie kłamie trzy razy dziennie, możemy zupełnie nie wiedzieć, z kim tak naprawdę mamy do czynienia, z kim się przyjaźnimy. Napisałam tę książkę ku przestrodze, żebyśmy bardziej zawierzali sobie i swojemu odbiciu w lustrze, a nie temu, co widzimy w oczach innych.

Ile w „Kłamstewkach” jest prawdziwych historii z życia?
Historia z „Kłamstewek” tak naprawdę wydarzyła się po wielekroć. Jest ulepiona z doświadczeń moich znajomych, przyjaciół, osób, które są wokół mnie, i oczywiście z moich własnych przeżyć. W książce dość mocno wybrzmiewa motyw stalkingu. Miałam stalkera, który wiedział o mnie absolutnie wszystko, począwszy od tego, w co jestem w danym dniu ubrana, dokąd wychodzę i co robię, z kim się spotykam. Świadomość, że ktoś doskonale wie, co robię i gdzie jestem, była dla mnie tak osaczająca i dojmująca, że to zmieniło moje postrzeganie świata. Sprawiło, że stałam się bardzo ostrożna.

Stała się pani bardziej nieufna?
Ludzie polegają na różnych schematach. Żyjemy w przekonaniu, że ksiądz równa się dobry, siostra zakonna – miłosierna, psychiatra – radzi sobie ze wszystkim. Tymczasem każdy z nas ma dwie twarze. A często nawet więcej. Problem z kłamstwami zaczyna się na bardzo elementarnym poziomie. Nosimy w sobie określone wyobrażenie własnej osoby, mamy świadomość swoich wad i niedoskonałości i to jest ta pierwsza twarz. Drugą twarzą jest to, jakie wrażenie chcemy zrobić na innych, jak chcemy być postrzegani. Każdy nosi jakąś tajemnicę, niektórzy niejedną.

Pola, główna bohaterka „Kłamstewek”, zawodowo zajmuje się rozgryzaniem tych tajemnic – jest psychiatrą.
Mojej bohaterce z premedytacją przypisałam zawód psychiatry, żeby pokazać, że nawet jeśli jesteśmy świetni w teorii i pomagamy innym, wydaje nam się, że wiemy o świecie więcej niż przeciętny człowiek, bo znamy pewne mechanizmy i jesteśmy w stanie pewne sprawy bardziej obiektywnie ocenić, to przestaje mieć znaczenie w momencie, kiedy włączają się emocje. Na przykład miłość, zazdrość, poczucie straty, strach i wiele innych. Okazuje się, że Pola, psychiatra, w takiej sytuacji wcale nie jest mądrzejsza od przeciętnego człowieka i również daje się zwieść albo wkręcić w pewne sytuacje.

Zresztą Pola w tej historii zatacza bardzo duże koło. Od początku psychoterapeutycznie tłumaczy sobie swoją rzeczywistość – to, że nie ma faceta i że jest jej dobrze samej. Tymczasem niespodziewanie zakochuje się w kimś, kto wydaje się spełnieniem marzeń, a nosi w sobie tak mroczną tajemnicę, że może ona nawet zagrażać jej życiu. I dzieje się tak, że Pola zamiast szczęścia w sobie, poszukuje akceptacji na zewnątrz i dowartościowuje się tym, co słyszy od ukochanego. A finalnie, po wyjściu na jaw prawdy, wraca do punktu wyjścia. Nadal jest niepewna, zagubiona i jeszcze bardziej samotna niż na początku i znowu psychoterapeutycznie musi sobie wytłumaczyć, że miejsce, w którym się znalazła, też może być dobre i „wygodne”.

Pewnie każdy z nas, w jakimś momencie swojego życia, także zatoczył takie koło.
W moim odczuciu dzieje się tak, ponieważ nie potrafimy być szczęśliwi sami ze sobą. Szczęścia poszukujemy zawsze gdzieś indziej, przeglądamy się w opiniach ludzi dookoła, nie w sobie. W szkole uczyło się nas wielu rzeczy, ale nikt nie uczył nas, jak kochać siebie. Ja jestem z tego pokolenia, w którym dziewczynki wychowywało się na skromne panienki, które stoją w kąciku i nie odzywają się, kiedy dorośli rozmawiają. Od tych schematów nie potrafimy się odkleić. Cały czas pokutuje w nas duszne: „co ludzie powiedzą?”. A gdybyśmy kochali samych siebie, mieli zbudowaną pewność siebie i przekonanie co do własnej wartości, byłoby nam łatwiej obiektywnie postrzegać świat i bardziej się chronić.

Pod pozornie lekką historią „Kłamstewek” kryje się wiele istotnych tematów. Ważnym wątkiem jest motyw depresji.
Sama mam depresję, leczę ją od wielu lat. Pisanie książek w pewnym sensie uratowało mi życie, bo pisząc swoją pierwszą powieść, uciekłam od otaczającej mnie rzeczywistości w inny świat, który sama wykreowałam. Depresja nas wręcz otacza, nie mamy świadomości, jak dużo osób się z nią boryka. Za kilka lat przewiduje się kolejną pandemię – właśnie depresji, i to może być choroba, której jako społeczeństwo po prostu nie udźwigniemy. Ale o tym w ogóle nie mówimy.

Oswajanie ludzi z tematem depresji jest więc taką cichą misją tej książki?
Tak, przez wszystkie swoje książki staram się zapalać małe światełka w tunelu i pokazywać kobietom, że nie są same. Gdy otwarcie powiedziałam, że mam depresję, zgłosiło się do mnie wiele kobiet, które też na nią cierpią. Uważam, że o depresji trzeba głośno mówić, żeby wszyscy w końcu wiedzieli, że nie ma w tym nic złego. Tymczasem w świecie, w którym żyjemy, gdy boli głowa, to idziemy do lekarza i bierzemy tabletkę, a jak boli dusza – zamykamy się w sobie i nie szukamy pomocy. Często wstydząc się społecznej oceny, że byliśmy u psychiatry czy psychologa.

Albo idziesz przez życie, albo życie wlecze cię za sobą. Wybór wydaje się prosty, ale jednak czujemy opór przed szukaniem pomocy w gabinecie specjalisty.

Napisałam w książce, że depresja często chodzi na wysokich obcasach, z makijażem i luksusową metką. Nie zdajemy sobie sprawy, że ludzie, którzy z pozoru wiodą wspaniałe życie, w środku mają mrok, strach. To, że o tym nie mówią, to jedna sprawa, ale drugą sprawą jest to, jak my na to reagujemy. Zdanie „mam depresję” paraliżuje ludzi, chyba woleliby usłyszeć, że ktoś ma raka, bo z tą chorobą już się oswoili. Gdy usłyszą o depresji, czują się zobowiązani do zrobienia czegoś albo boją się, że zostaną o coś poproszeni, obciążeni zwierzeniami, zmusi się ich do wyjścia ze strefy komfortu. Najczęściej więc znikają, bo nie wiedzą, co powinni powiedzieć czy zrobić. To trudne, ale trzeba o tym mówić.

Czy pisanie o tak trudnych tematach wymaga od pani szczególnego przygotowania?
Zawsze pisząc książkę, robię dokładny research. Bez względu na to, czy piszę na trudne historyczne tematy czy powieść obyczajową, posiłkuję się konsultacją psychologa. Przygotowując się do „Kłamstewek”, rozmawiałam nie tylko z psychologiem, ale również z policją.

Kilka dni temu w poście na Facebooku napisała pani: Pisanie „Kłamstewek” otworzyło mi oczy i sprawiło, że inaczej postrzegam świat i ludzi, i to chyba jedno z najbardziej pozytywnych doznań. Czuję się silniejsza i pewniejsza siebie, chyba trochę mniej się boję, więcej dostrzegam i doceniam, więcej odpuszczam, mniej się przejmuję. Czy ta książka była również formą autoterapii?
Tak. Po pierwsze, chciałam przepracować tę sytuację z moją przyjaciółką, o której wspominałam wcześniej. Po drugie, punktem wyjścia do napisania „Kłamstewek” był fakt, że dałam sobie prawo do mówienia „nie”. Doszłam w końcu do tego, że przecież nie ma nic złego w tym, co myślę i czuję. Zaczęłam bardziej słuchać intuicji, która zawsze była obok mnie, jednak czasem robiłam jej na przekór. To „nie” dało mi siłę. Nie gram w gierki, które toczą się dookoła mnie. Jestem szczera. A gdy wyczuwam fałsz, po prostu odchodzę, znikam.

Czy podejmując w swoich książkach tak ważne tematy, chce pani trochę odczarować utarte przekonanie o literaturze kobiecej?
Nawet o najtrudniejszych tematach staram się pisać z lekkością, z dowcipem, bo nie chodzi o wywoływanie kolejnych traum. Rzecz w tym, by pokazać, że świat nie jest oczywisty. Literatura kobieca jest napiętnowana, zawsze się słyszy, że to są książki tylko o miłości, głupie harlequiny. A przecież to historie o życiu, o tym, co jest nam bliskie. Mam takie swoje powiedzenie, że niemal każdy facet marzy o porsche – ciągle o nim czyta, chce wiedzieć o tym samochodzie dosłownie wszystko. Znakomita większość mężczyzn w porsche nigdy w swoim życiu nawet nie usiądzie. Co więc złego w tym, że kobiety czytają o swoich marzeniach: o tym, czego nie mają, a bardzo chciałyby mieć: o miłości, akceptacji,  poczuciu bezpieczeństwa, własnej wartości? I właśnie o tym piszę. O naszych marzeniach, strachu, lękach. Daję do zrozumienia, że takie kłopoty nie są unikatowe, że wiele kobiet ma podobne, że czytelniczki nie są same. Co więcej, dodaję otuchy, głęboko wierząc, że z każdej opresji jest jakieś wyjście. Jeśli jesteś w miejscu lub sytuacji, których nie możesz zaakceptować, to przynajmniej postaraj się zmienić swoje podejście do nich. Może właśnie to pokaże ci ścieżkę wyjścia. I chyba dlatego panie tak pokochały moje książki, bo zwyczajnie się w nich odnajdują.

I pamiętajmy, że życie kiedyś przemknie nam przed oczami, zróbmy wszystko, by było warte obejrzenia.

Ile razy ktoś cię okłamał? Wywiad z Niną Majewską-Brown o jej najnowszej książce "Kłamstewka"
Nina Majewska-Brown, „Kłamstewka”, Wydawnictwo Bellona.
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze