fbpx

Kultura Liberalna: O komiksie Dzieci i ludzie Marzeny Sowy o Sandrine Revel

Marzena Sowa, "Dzieci i ludzie"
mat. prasowe

Marzena Sowa zaistniała jako scenarzystka wydaną pierwotnie na rynku frankofońskim serią „Marzi”, której recenzją debiutowałem na łamach „Kultury Liberalnej”.

Marzena Sowa, "Dzieci i ludzie"
mat. prasowe

Dzięki sześciu dotychczas opublikowanym tomom (w Polsce były to trzy wydania zbiorcze), które zilustrował Sylvain Savoia, autorka podbiła serca czytelników zarówno na obczyźnie, jak i w ojczyźnie.

W minionym roku nakładem Centrali ukazało się polskie wydanie jej najnowszego komiksu „Dzieci i ludzie”. Siłą rzeczy nie sposób uniknąć porównań między nową pozycją a poprzednią serią. W obu bowiem przypadkach bohaterami są dzieci. W „Marzi” było to komiksowe alter ego samej autorki odbywające autobiograficzną, sentymentalną podróż do Polski lat 80. W „Dzieciach i ludziach” mówić możemy bardziej o bohaterze zbiorowym: chociaż mamy do czynienia z twarzami i imionami jednostek, tak naprawdę liczą się losy, postawy i przeżycia grupy. W dodatku akcja rozgrywa się nie w znanej dzisiejszym 30- i 40-latkom rzeczywistości schyłkowego socjalizmu, lecz w przerażającym, odległym czasowo kraju, gdzie dzieciom puszcza się filmy o Stalinie i zwraca do nich per „wy” bądź „towarzyszu”.

Rzeczywistość „Dzieci i ludzi” jest zupełnie inna. O ile świat Marzi, przynajmniej w polskim wydaniu, był kolorowy i jednak radosny, nawet jeżeli tylko dzięki dziecięcej nieświadomości, o tyle świat Wiktora, Agaty i ich rówieśników to miejsce szare, ponure, ciemne, trochę straszne. Niemały wpływ na to mają rysunki Sandrine Revel, która chociaż porusza się w stylistyce podobnej co Savoia, to jednak prezentuje zupełnie inny styl. Jej kreska bardziej zbliżona jest do rysunków Rutu Modan czy chociażby Marjane Satrapi. Czytelnikom, którzy znają te autorki, automatycznie musi skojarzyć się nie tylko oprawa graficzna, ale też świat przedstawiony w ich komiksach – dużo poważniejszy, dużo mroczniejszy, bardziej cyniczny. W pewien sposób wszystko w nim jest jakby niedokończone, niepełne, ale jednocześnie ulotne, jakby umowne, istnieje jakaś szara zasłona, która coś skrywa. I tak rzeczywiście jest.(…)

Autor Bartek Biedrzycki. Ciąg dalszy artykułu na stronie Kultury Liberalnej