fbpx

Początek końca: Karen Thompson Walker, „Wiek cudów”

Początek końca: Karen Thompson Walker, „Wiek cudów”
wydawnictwo Znak

Katastrofa przyszła niespodziewanie, ale niezbyt gwałtownie. Skradała się krok po kroku. Zaczęło się od tego, że doba wydłużyła się o kilka minut.

wydawnictwo Znak

Kilka minut dłuższy dzień, kilka minut dłuższa noc – nic wielkiego. Ale potem kilka minut zmieniło się w kilkanaście, kilkadziesiąt… I nagle nie było wiadomo, na którą godzinę dzieci posyłać do szkoły, o której kłaść się spać i ile razy dziennie podlewać trawnik. W słonecznej Kalifornii życie powoli zaczęło odbiegać od norm, do których wszyscy już się przyzwyczaili.

Ekonomiści radzili nie zmieniać zegarków i pozostać przy 24-godzinnej dobie, nawet jeśli w samo południe miałyby panować kompletne ciemności. Ekolodzy namawiali do życia zgodnie z naturą, a nie z zegarkiem, czyli dłuższego czuwania po dłuższym niż zwykle śnie. Świadkowie Jehowy z kolei doszli do wniosku, że zbliża się apokalipsa. I ta ostatnia opcja najbardziej przekonała ptaki, eukaliptusy i walenie – zaczęły chorować i umierać. Ludzie też. Zbliżający się koniec świata – przynajmniej takiego świata, jakiego znamy – opisany jest z perspektywy nastolatki, która próbuje żyć normalnie. Ale żyć normalnie po prostu się nie da. Zwłaszcza, że nie tylko Ziemia zmieniła swoje zwyczaje, zrobili to także rodzice, którzy zatracili zasady moralne, bo czy warto się ich trzymać, gdy przyszłość jest kompletnie nieprzewidywalna?

Wciągająca powieść, która próbuje nas przekonać, że globalne ocieplenie, dziura ozonowa czy zatrucie środowiska nie jest totalną abstrakcją. Hollywood zakupiło już prawa do ekranizacji.

Karen Thompson Walker, „Wiek cudów”, Znak 2012