Filip Springer: Suchość w Łodzi

Filip Springer: Smutek na Gocławiu

Bywa i tak, że w jednym miejscu jest tu wiosna, w drugim lato. Mówią to naukowcy. Badali temperaturę i wilgotność powietrza w całym mieście. Wychodziło im, że wsiadając do tramwaju i przejeżdżając kilka przystanków można zmienić porę roku. Gdzie indziej jest to możliwe?
Mówiła mi kiedyś M., że to jedyne miasto, w którym jest letnia depresja. Nie wierzyłem. To podobno z braku wody. Gdy tylko zaczynają się upały, życie cichnie, chowa się w cieniu. Ci, którzy mogą, opuszczają miasto. Suche mury zwielokrotniają żar. Pamiętam, jechałem kiedyś ulicą Nawrot w lipcowe przedpołudnie, była sobota, a ja byłem zmęczony i chciałem napić się coli. Słońce przepalało rzeczywistość, a ja pedałowałem wytrwale na pożyczonym góralu, żeby gdzieś kupić zimną puszkę. I nigdzie nie było, i myślałem, że się zapłaczę. W cieniu bram stali pijani ludzie.

Ilekroć tu przyjeżdżam, czymś się jednak zachwycam. Nie jest to jednak zachwyt perwersyjny, taki, jak ten, który dopadł mnie w Zgorzelcu czy Bytomiu. W tym zachwycie nie ma nic z chęci ucieczki. Tutaj jest szczere oczarowanie, ciekawość i chęć poznania.

Tak było, gdy dowiedziałem się, że Łódź leży nad osiemnastoma rzekami. Niektóre z nich to raczej rzeczki, inne to takie większe lub mniejsze strumienie. Ci sami naukowcy, którzy badali łódzkie wyspy ciepła, ustalili też, że przy pewnym wysiłku i trosce o rzeki, każdy z blisko 700 tysięcy mieszkańców tego miasta mógłby mieć teren zielony, z płynącą wodą w zasięgu 5 minut spaceru od domu. Urwało mi głowę. Kto jeszcze tak ma? Może Wrocław.

Chciałem zobaczyć te rzeki, więc tam pojechałem. Chodziłem wzdłuż ich suchych koryt, chodziłem ich dnem, patrząc pod stopy na żółty piasek albo wyślizgane kamienie. Sfotografowałem mostki, prowadzące znikąd donikąd. Potem gdzieś przeczytałem, że na jednym ze stawów, nie większym od piłkarskiego boiska, jeszcze do niedawna odbywały się uroczystości związane z Dniami Morza. Organizował je oddział Ligii Morskiej i Rzecznej w Łodzi. Dni Morza! Jak to brzmi! W tej suchej Łodzi, mieście nad smutkiem i rozpaczą, w której wody do stawów dolewa się z wodociągu, bo rzeki nie dają rady ich napełnić. W tym mieście obchodzi się Dni Morza!

Dopiero wtedy zrozumiałem słowa M. o tej letniej depresji.