fbpx

Artur Rojek: Jestem w drodze

Pisanie jest straszne. Myślę, że jeśli na kilkadziesiąt piosenek które napisałem, dziesięć jest dobrych, to dużo – Artur Rojek szczerze o przeszłości, o tym, za kogo się uważa i co dalej z nim i Myslovitz
Zrobiłeś już staro-noworoczny rachunek sumienia? Kiedy widzieliśmy się przed świętami, powiedziałeś, że potrzebujesz na to chwili.

Nie, raczej nie. Myślałem sobie bardziej o rzeczach, które chciałbym zrobić w tym roku, albo które powinienem ulepszyć. Zastanawiam się tylko nad tym co będzie, bo przeszłość jest dla mnie zamknięta.

Pytam o to, bo jeszcze w zeszłym roku zamierzałem przycisnąć Cię, żebyś zweryfikował swoje działania i odniósł się do swojego statusu jako głosu pokolenia. Interesuje cię w ogóle, jak jesteś postrzegany?

Rzeczywiście mnogość tych projektów jest duża. Z jednymi jestem blisko związany, nad innymi muszę jeszcze sporo popracować. Natomiast kompletnie nie czuję tego, o czym mówisz. Głos pokolenia? Odbieram to tak, że w momencie kiedy biorę się za jakiś pomysł, zastanawiam się nad tym, jak bardzo mogę wykorzystać sytuację, w której jestem. Nie egzaltuję się tym ssaniem na moją osobę, nawet tego nie widzę. Staram się korzystać z tego, co mam. Dzięki temu realizuję swoje cele, m.in. OFF FESTIWAL. Od samego początku wszystko szło pod prąd, popularne media odwracały się od tego pomysłu już na starcie. Jednak postanowiłem, że zrobię wszystko, by jednak zainteresować je alternatywnym festiwalem. Pobudzało mnie, że było to na przekór wszystkiemu. No i się udało !

Są tacy którzy twierdzą, że sukces tego festiwalu zawdzięczam mojej popularności.

Oczywiście to bzdura. Popularnych osób w naszym kraju jest całkiem sporo, a tylko nieliczni potrafią ryzykować, angażując swoją pozycję w takie projekty, które z jednej strony mogą im przynieść chwałę, a z drugiej – doszczętnie pogrążyć.

Kiedy występowałem jako twórca, chodziło mi o to, by każdy mógł zapamiętać koncert jako coś wyjątkowego na długo. Koncert był dla mnie jak trening sportowy, na którym dawałem z siebie wszystko. Bardzo lubiłem improwizować i namawiałem na to resztę chłopaków z zespołu. Dzięki temu wychodziły z nas emocje, których często się nie odczuwa – zupełnie wyjątkowe. Krew często lała mi się z palców, a pod nogami miałem kałużę potu. Uwielbiałem tę skrajność, hałas, złość, którą mogłem wykrzyczeć. Nie zawsze wychodziło tak, jak chcialem. Miałem wtedy kaca. Czułem się, jakby moja praca nie do końca była dobrze wykonana. W ostatnich latach działalności Myslovitz powtarzało się to częściej. Miałem wrażenie, że sam siebie oszukuję. Wiele razy schodziłem ze sceny z uczuciem wstydu. Nie wiem. Może zbyt wiele oczekuję. W każdym razie męczy mnie to do dzisiaj.

Artur, ja bym to nazwał autentycznością. To pierwsza odkryta karta, jaką wyciągnąłeś z przygotowanej na tę rozmowę talii. Fajnie, że nie oszukujesz. To, o czym mówisz, jest niezmiernie rzadkie, dlatego chyba rozumiesz uwagę, z jaką się ciebie słucha.

Wydaje mi się, że jestem w dosyć specyficznym położeniu, jeśli chodzi o moją drogę artystyczną. A co do Myslovitz, to jest to przedsięwzięcie, dzięki któremu wiele rzeczy udało się zrealizować. Jednak, szczerze powiedziawszy, muszę zweryfikować wiele spraw które dotyczą mnie w zespole.

Można o tym przeczytać w książce Leszka Gnoińskiego, Myslovitz. Życie to surfing.

Ona wiele mówi. Myślę też, że tam można znaleźć klucz do prawdopodobnej przyszłości naszego zespołu. Natomiast, wracając do pytania, to nie wiem, do czego można jeszcze wykorzystać zainteresowanie moją osobą. Na razie jestem na etapie, że pewne rzeczy się zamykają, a kolejne rozpoczynają. Na pewno chciałbym poszukać nowej artystycznej drogi dla siebie. Mam też chwile, kiedy zastanawiam się czy nie powinienem z tym skończyć.

Masz dosyć koncertów i zajmowania się muzyką w leksykalnym tego słowa znaczeniu?

Trudno mi powiedzieć. To jeszcze nie ten etap. Nie mogę czegoś zanegować, bo niedługo może się okazać, że robię w innej formie to, czego niby miałem dosyć. Może powinienem się na chwilę zahibernować.

2012 rok to będzie ten czas, kiedy wejdziesz do kabiny kriogenicznej?

To specyficzny dla mnie rok. Z jednej strony obawiam się nadchodzących zmian. Wręcz śnią mi się po nocach. A z drugiej jest to ekscytujące.

Konkret, na miły bóg!

Jestem w drodze.

Odczuwasz fizyczne zmęczenie między sezonami, czyżbyś marzył o feriach i wypoczynku?

Tak. Do tej pory nie za bardzo potrafiłem żyć, nie pracując. Nawet kiedy nie pracuję, to myślę o pracy i to również traktuję jak wysiłek. Jednocześnie jestem dosyć neurotyczny, dlatego moje myśli nie są poukładane. Wszystkie te rzeczy się ze sobą mieszają. Jednocześnie mam ciągłe uczucie niedosytu. Tak jakbym przez całe życie próbował sobie coś udowodnić. To nie wynika tylko z pasji, jaką jest dla mnie muzyka, bo mógłbym pasjonować się muzyką kupując jedynie analogi i słuchając ich w domu. A ja chcę czegoś więcej. Chcę wychodzić do ludzi z tą pasją. Czuję się wtedy lepiej, widząc, że zrobiłem coś, co nie jest innym obojętne. Ja sam nie jestem też obojętny sobie. Składowa wychowania, relacji z rodziną, talentów i pasji.

Ta odkryta tu dziś autentyczność to najlepsza składowa Twojego wizerunku. Poddajesz go remanentowi? Panujesz nad nim?

Przez wiele lat trudno było mi poruszać kwestię mojego życia prywatnego i do dziś właściwie nadal tak jest. Ale teraz udzielam wywiadów w bardziej otwarty sposób niż kiedyś. Kieruję się tu bardziej instynktem niż kalkulacją. Wcześniej pewne rzeczy nie przechodziły mi przez gardło. To oczywiście ma związek z większą pewnością i swobodą. Wreszcie, oprócz tego, że jestem artystą, mam też rodzinę i nie chcę się niszczyć w imię swoich wewnętrznych rozterek zawodowych i uprzykrzać życia moim bliskim. Staram się znaleźć tu jakąś spójność. To dla mnie prawdziwa lekcja życia.

Rynek wreszcie dowartościował Cię tak, że opuściłeś gardę? Coś sobie chyba udowodniłeś patrząc na szafę nagród i ścianę dyplomów.

Daje to człowiekowi jakieś potwierdzenie, a jednocześnie nie trzymam tego w wyjątkowych miejscach.

Czy czegoś jeszcze potrzeba Twojemu wizerunkowi?

Nie zastanawiam się szczególnie nad swoim wizerunkiem. Jeśli czegoś mi brakuje, to bardziej składowej życia zawodowego, której jeszcze nie spenetrowałem. Pomijam prywatne historie. Wydaje mi się, że mógłbym pozwolić sobie na odejście od estetyki popularnego artysty i zagłębienie się w coś wcześniej mi dalekiego.

Chodzi o to żeby nagrać bez melodii coś, czego nie da się słuchać?

Bynajmniej. Fajnie byłoby jednak trochę oddalić się od siebie ale niekoniecznie w niezrozumiałym kierunku. Pierwszym krokiem ku temu był projekt Lenny Valentino. Przez następne 10 lat już nic takiego nie zrobiłem. Pamiętam, jak w 1985 roku pojechałem na Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych do Szczecina i zdobyłem tam złoty medal na 400 metrów kraulem. Po tym sekcja pływacka, która powstała w 1979 roku, stała się chlubą miasta, sponsorowała to kopalnia, wiec traktowano nas strasznie poważnie. W wieku 12 lat byłem traktowany jak mała gwiazda. Zostałem postawiony na stół i wszyscy śpiewali mi Sto lat. To było bardzo przyjemne, Moja mama otrzymała od dyrektora kopalni książeczkę z talonem na magnetofon itd. W tamtych czasach było to dość nobilitujące. Natomiast nikt nie zadał sobie pytania, jak ja się z tym czuję, czy wiem, że oczekiwania będą rosły albo czy sprawiło mi to w ogóle frajdę. Pamiętam, że od tego czasu aż do końca mojej pływackiej przygody przed maturą borykałem się z olbrzymim piętnem tego, co się stało wtedy.

Wydaje mi się, że coś podobnego przeżywałem po ukazaniu się Uwaga, Jedzie Tramwaj. Oczywiście gdybym nie robił niczego oprócz Lenny Valentino, może jakoś odnalazłbym tę drogę. Ale ja tłumaczyłem sobie to tak, że powtórzę to za rok albo dwa, bo teraz muszę się zająć Myslovitz i całkowicie się temu poświęcić. Żadna inna płyta Myslovitz oprócz naszego debiutu nie ma dla mnie takiego znaczenia, jak Uwaga jedzie tramwaj Lenny Valentino. Zdaję sobie sprawę że Z Rozmyślań Przy Śniadaniu była płytą przełomową, a Miłość W Czasach Popkultury była bardzo popularna. Jednak nie ma to dla mnie aż takiego znaczenia jak te dwie płyty.

Koncert w Brukseli z okazji objęcia przez Polskę Prezydencji w Unii Europejskiej graliście ze względu na wizerunek?

Bardzo lubię Brukselę. Cieszyłem się, że tam jadę. W zasadzie, pomijając koncert, pamiętam, że przed wyjazdem zrobiłem sobie listę sklepów z płytami i zaraz po próbie pobiegłem do miasta szukać tych sklepów (śmiech). Natomiast koncert sam w sobie był bardzo miły, przyszło wielu Polaków i świetnie się bawili. Przywitał nas szef Parlamentu Europejskiego, znakomicie nas zapowiedział stwierdzając, że OFF FESTIWAL jest najlepszy na świecie. Jasne, że to prestiżowa rzecz, grać z okazji nadania nazwy ” jakiemuś miejscu” w pobliżu parlamentu, ale nie postrzegałem tego w kategoriach wizerunkowych. Może z perspektywy czasu zatęsknię za tymi nobilitującymi momentami, ale nie jest to jednak cel sam w sobie.

To nie jest stereotypowy portret gwiazdy rocka.

Każdy postrzega mnie inaczej, choć zakładam że jest grupa osób, które widzą mnie wciąż tak samo. To nie jest kwestia tego, że nauczyłem się taki być. Jeśli chcę coś bardzo zrobić, to idę w obranym kierunku każdą możliwą ścieżką. Kiedyś pomyślałem sobie że chyba nie jestem stworzony do działalności zespołowej. W grupie jest o wiele ciężej przenieść dalej swoją wizję i cel. Nie jestem też typem Steve’a Jobsa , który za wszelką cenę chce dominować innych. Jeśli ktoś nie chce, idę dalej sam.

Przypomniała mi się historia piosenki To nie był film. Zawsze jesteś dobrze zrozumiany w swoich intencjach?

To dosyć specyficzny przykład, dlatego że wizerunkowo jestem postrzegany jako ten, który w Myslovitz robi wszystko. To nie jest tak. Ja ten zespół założyłem, ściągnąłem do niego muzykó, ale jednocześnie dałem możliwość tworzenia i pisania piosenek. Kompozycja była moja, ale tekst napisał Przemek Myszor. Wokół tego toczyła się późniejsza dyskusja

W swojej pracy bywasz reakcjonistą. Wówczas, przy tamtej piosence, sprzeciwiliście się przemocy. Nadal masz ochotę tak stanowczo zajmować stanowisko na jakiś temat?

Nie jestem obojętny i lubię być przekorny. Imponuje mi droga pod prąd. A jeszcze bardziej, kiedy kogoś przeciągam w tym na swoją strone.

Co Cię dotyka?

Wkurza mnie kiedy ktoś mówi mi, że kwestiom artystycznym nie jest po drodze z popularnością. Wiem że to niełatwe połączenie, ale kiedy udaje się czegoś takiego dokonać to długo pozostaje to pamiętane. Jestem w tych kwestiach niezmienny i wierzę w wysoką wartość. Jest to dla mnie bardzo istotne.

Co pozwala zachować Ci umiar w tych emocjach?

Wszystko przechodzi przez mojego wewnętrznego krytyka. Zanim podzielę się tym z kimś publicznie, musi to przejść przeze mnie. To długi proces. Teksty są dla mnie katorgą. Pisanie jest straszne. Nienawidzę tego robić. Analizuję, dobieram słowa i najczęściej jestem z tego niezadowolony. Myślę, że jeśli na kilkadziesiąt piosenek które napisałem, dziesięć jest dobrych, to dużo.

Będzie jakaś wielka feta na Twoje czterdzieste urodziny czy depresja nadciąga?

(śmiech). Taką chęć odwrócenia świata do góry nogami z elementami depresyjnymi przeżyłem, kończąc trzydziestkę. Myślę że ten rok będzie dla mnie bardzo istotny. Według chińskiego kalendarza to rok wielkich zmian. Mam nadzieję że tak będzie.

A jakim jesteś tatą?

Staram się być dobrym.

Rozmowa odbyła się 3 stycznia w Warszawie

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze