Najnowsza płyta T.Love, Old is gold

T.Love, Old is Gold
mat.prasowe

„Oglądasz zdjęcia z wielu miejsc, mieliśmy dobry czas” – śpiewa Muniek Staszczyk na „Old is Gold”. I choć tego typu wersy mogą sugerować nostalgiczne roztrząsanie minionego, płyta T.Love jest raczej nowym otwarciem.

T.Love, Old is Gold
mat.prasowe

Choć na polskiej scenie rockowej obecni są od lat, dziś traktuje się ich zwykle jako coś już minionego, relikt przełomu wieków, ciekawostkę z czasów, gdy telewizje muzyczne puszczały teledyski, a nie wszystko poza nimi. „Chłopaki nie płaczą” to wciąż obowiązkowy element miejskich ślubów i kolonijnych dyskotek, a „Jest super” wraca do telewizji przy okazji kolejnych wyborów powszechnych. Może czasem jeszcze radiowa Trójka przypomni, że „Mówili o nim King”. Kto jednak w tym roku przed świętami wybrał się do sklepu z płytami, mógł mocno się zdziwić – oto bowiem wśród bestsellerów widniało „Old is Gold”, nowy T.Love, wcale nie składankowy. Mało tego, dwupłytowy.

Skąd ta zadziwiająca płodność? Najwyraźniej Muniek Staszczyk z kolegami uznali, że mają coś nowego do powiedzenia. I rzeczywiście tak jest. Tytuł albumu może mylić – to złote to wcale nie minione przeboje, a klasyka muzyki, na której artyści wychowali się kilka dekad temu. „Old is Gold” jest oczywistym hołdem złożonym Cashowi, Elvisowi, Dylanowi, pełnym cytatów, zapożyczeń, odniesień. Choć Staszczyk nie jest tak oczywisty, jak Maleńczuk, który po prostu spolszczył cashowskiego „Highwaymana”, to wcale nie kryje się ze swoimi inspiracjami, choćby dedykując jeden z utworów samemu Dylanowi.

Na pierwszy rzut oka zadziwia, ile „Zygmunt S., lat 49” ma w sobie złości, którą wykrzykuje w kolejnych numerach (najwięcej jej chyba w poetycko-wulgarnym utworze „Moja kobieta”). Czy ta cała masa przekleństw, którymi strzela na lewo i prawo, ogłaszając, co sądzi na temat Facebooka, to sposób na radykalne odmłodzenie się? Może i tak. Muniek zawsze emanował młodością, żywiołowością. I choć dziś jego „muza” i „czaaadu!” wydają się być sformułowaniami z poprzedniej epoki, które hipsterska publiczność wyśmieje, mnie rozpiera duma. Bo w całym tym kotle nowej muzyki, za którą nie sposób nadążyć, nagle okazuje się, że jeden z moich ulubionych zespołów z czasów liceum wciąż nie jest obciachowy.

T.Love „Old Is Gold”, EMI

Więcej o nowościach muzycznych czytaj TUTAJ