1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. „Lubię, jak śpiewają koła, kiedy jedziemy”. Papusza - cygańska poetka

„Lubię, jak śpiewają koła, kiedy jedziemy”. Papusza - cygańska poetka

Papusza w dialekcie Cyganów szczepu Polska Roma znaczy „lalka”. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie)
Papusza w dialekcie Cyganów szczepu Polska Roma znaczy „lalka”. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Gdy w 1950 roku ukazały się jej wiersze, pisano, że „Papusza to zjawisko na skalę światową”, pierwsza w pełni świadoma cygańska poetka. Jednak wśród swoich nie znalazła przebaczenia. Mówili, że zdradziła naród cygański, wydała jego tajemnice. Zrozpaczona powtarzała: „Gdybym się nie nauczyła czytać i pisać, ja, głupia, byłabym szczęśliwa”. 

Gdy w 1950 roku ukazały się jej wiersze, pisano, że „Papusza to zjawisko na skalę światową”, pierwsza w pełni świadoma cygańska poetka. Jednak wśród swoich nie znalazła przebaczenia. Mówili, że zdradziła naród cygański, wydała jego tajemnice. Zrozpaczona powtarzała: „Gdybym się nie nauczyła czytać i pisać, ja, głupia, byłabym szczęśliwa”. Jej historia doczekała się ekranizacji - film "Papusza" w reżyserii Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze, można teraz oglądać na platformie Netflix i TVP VOD. 

Prawdziwego imienia i nazwiska Bronisława Wajs używała tylko w urzędach, nikt w taborze tak się do niej nie zwracał. Dla wszystkich była Papuszą, co w dialekcie Cyganów szczepu Polska Roma znaczy „lalka”. Przydomek świetnie do niej pasował – była drobna i delikatna jak laleczka. Roztaczała wokół siebie niezwykłą aurę. Zawsze trochę nieobecna, zamyślona, z błąkającym się na ustach uśmiechem. Jak wszystkie Cyganki splatała włosy w warkocze. Upinała je z tyłu głowy, wkładała czerwone korale i złote kolczyki. Na czarno-białych fotografiach nie widać, jaka była piękna. Na archiwalnych nagraniach także jej śpiewny, słodki głos jest nieco zniekształcony. Słychać za to, że zaciągała ze wschodnim akcentem. I że nawet na najprostsze pytania odpowiadała tak, jakby układała wiersze.

Pan z Warszawy

Zjawiska literackiego zwanego Papuszą nie byłoby bez jego odkrywcy, wybitnego cyganologa, literata, tłumacza z wielu języków, badacza twórczości Brunona Schulza – Jerzego Ficowskiego. To on przedstawił cygańską poetkę światu. W jednym ze swoich esejów napisze: "Miałem szczęście poznać Papuszę. Papusza miała nieszczęście poznać mnie".

Spotkali się w 1949 roku. Tabor Wajsów – Cyganów muzykantów – obozował wtedy na Pomorzu Zachodnim. Było tak: zaprzyjaźniony z Wajsami Polak przyprowadził do obozu młodego Ficowskiego, który jeździł po kraju i badał zwyczaje Cyganów, zbierając materiały do swojej pracy naukowej. Powiedział, że chłopak jest z Warszawy i że to poeta. – Poeta? My też mamy swoją poetkę – śmieje się jeden z Cyganów. – To tamta, co stoi przy harfie. Wołamy na nią Papusza. Ona układa pieśni z własnej głowy.

Wieczorem przy ognisku „pan z Warszawy”, jak zaczynają o nim mówić Cyganie, prosi poetkę, żeby coś zaśpiewała. Papusza jest nieufna, milczy. Wykrztusi tylko, że jej pieśni są nic niewarte. Takie tam dziecięce wierszyki. Dopiero kilka dni później powie swoim śpiewnym, hipnotycznym głosem: – Ja, proszę pana, bardzo lubię, jak śpiewają koła, kiedy jedziemy. I jak deszcz stuka w budę, kiedy śpię. To jest też moja muzyka i czasem słowa same mi się do niej układają.

Pokazuje mu pisaną po romsku poezję i wspomnienia spisane po polsku. Ficowski jest oczarowany i zaskoczony. Wśród Cyganów z pokolenia Papuszy umiejętność pisania i czytania to rzadkość. Od tej pory są nierozłączni. On notuje wszystko, co od niej usłyszy. Namawia Papuszę, żeby spisywała wiersze i wysyłała mu je do Warszawy. W każdym z listów, aż do tego ostatniego, najbardziej tragicznego, Papusza zwraca się do Ficowskiego „pszałoro”, czyli „braciszku”.

Męża, Dionizego Wajsa (z lewej), Papusza wprawdzie nigdy nie pokochała, ale została z nim do jego śmierci. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie) Męża, Dionizego Wajsa (z lewej), Papusza wprawdzie nigdy nie pokochała, ale została z nim do jego śmierci. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie)

Lekcje za kury 

Ficowskiego fascynowała nie tylko poezja, ale i niezwykły życiorys Papuszy. Próbował ustalić datę jej urodzenia. W papierach raz jest to maj 1910 roku, raz sierpień 1908. Papusza ma własną wersję: rok 1909, miesiąc nieznany. Lublin albo Grodno. Ale nie urodziła się w mieście, tylko w obozowisku, w lesie, jak wszyscy jej krewni. W swoim pamiętniku zanotowała: „Ojca nie pamiętam, miałam pięć lat, jak umarł mi na Syberii. Mamusia wyszła po ośmiu latach za Wajsa Jana. Było mi dobrze na jedno, a na drugie było mi źle. Bardzo się chciałam uczyć czytać, ale rodzice nie dbali o mnie. Ojczym był pijak, w karty grał, matka nie miała pojęcia, co nauka i czy trzeba, czy nie dziecko uczyć. Prosiłam dzieci, co chodzą do szkoły, żeby mi pokazały kilka liter”.

Papusza miała wtedy już koło 12 lat i niepohamowaną ciekawość świata. Była pojętną uczennicą, szybko prześcignęła nieletnich nauczycieli. Potrzebowała kogoś bardziej doświadczonego. Blisko miejsca, gdzie koczował jej tabor, mieszkała sklepikarka. Papusza czasem jej wróżyła. Ale tamta nie chciała uczyć za darmo. Papusza w zamian za lekcje kradnie dla niej kury. Cyganie zaczęli się podśmiewywać: „Oho! Będziesz pani nauczycielka!”. Niektórzy są dla niej okrutni: „Pluli na mnie, a ja nieraz się zapłakałam i swoje robiłam, co mi się podobało”.

Jako nastolatka wiedziała, że gazety można kupić w małych budkach stojących na ulicy. Ale skąd się bierze książki? Biblioteka jest niedaleko. Jednak wypożyczona powieść okazuje się tak nieciekawa, że Papusza ma zamiar skończyć z książkami. Dopiero jedna z okolicznych gospodyń, której wróżyła, radzi: – „Hrabina Cosel”, „Trędowata”, „Pan Wołodyjowski”. To są dopiero powieści!

Narzeczona za garnitur

Cyganie przestali narzekać, że czyta. Bo i wróżba dzięki książkom szła jej o wiele lepiej niż innym. Słownictwo było bogatsze, więcej wiedziała o świecie i ludziach. Ale Papusza ma już 15 lat, najwyższy czas wydać ją za mąż. Kandydat jest starszy od niej o dekadę. Ten związek trwa bardzo krótko, bo świeżo upieczony mąż trafia do więzienia. Nie wróci już do Papuszy. Wkrótce zacznie o nią zabiegać inny mężczyzna. Dionizy Wajs – poważany, jeden z najbogatszych ludzi w taborze. Tylko że ona wcale go nie chce. On grozi, że zabije ją i siebie. Nie robi to na Papuszy żadnego wrażenia. „Dysiek” ucieka się więc do podstępu. Wie, że Papusza ma słabość do jego brata Niuńka. Ten za obietnicę nowego garnituru i butów zwodzi Papuszę. Porywa i „przekazuje” bratu. Kochliwa z natury Papusza nigdy nie obdarzy swego męża prawdziwym uczuciem, ale zostanie z Dionizym aż do jego śmierci. Będzie go traktowała bardziej jak ojca niż męża. Nic dziwnego, różnica wieku między nimi wynosiła ponad 30 lat. A on? Nawet jako 80-letni starzec kochał ją po swojemu. Powtarzał: „Ty mi kamienia na mój grób nie kładź. I tak mi ciężko. Posadź kwiaty. Jak nie do mnie, to do tych kwiatów, żeby je podlać, przyjdziesz”.

Wiele razem przejdą. Cudem przetrwali wojnę, w której zginęło kilkaset tysięcy ich cygańskich rodaków. Po wyzwoleniu ich tabor opuszcza ukochany Wołyń, który został wcielony do ZSRR, i wraz z innymi repatriantami kierują się na Ziemie Odzyskane.

Cztery lata później Papusza poznaje Ficowskiego. Wróci on do taboru Wajsów jeszcze kilkanaście razy. I za każdym razem większość czasu spędzać będzie z Papuszą. Podejrzewano, że mają romans. Pewnie tak było. Ficowski potrafił docenić kobiecą urodę, a starsza od niego o kilkanaście lat Papusza nadal była zjawiskowo piękna. Tylko ta szpecąca szrama na policzku, ślad po dawnej miłości, kara dla młodziutkiej mężatki za zdradę. Teraz nie miałby kto jej ukarać. Dionizemu nie w głowie już były dawne porywy serca. Poza tym bardzo lubił Ficowskiego. Dobrze się rozumieli. Także dlatego, że „pan z Warszawy” mówi po cygańsku, jest ze wszystkimi zaprzyjaźniony. Nieufni wobec obcych Cyganie rozmawiają z nim jak ze swoim. Nikt z obozu Wajsów nie podejrzewa, że już wkrótce rozpęta w ich świecie prawdziwą burzę.

Rok 1930. Papusza (stoi w środku) wśród swoich. Za 20 lat uznają ją za zdrajczynię, jednak z taboru nie wykluczą. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie) Rok 1930. Papusza (stoi w środku) wśród swoich. Za 20 lat uznają ją za zdrajczynię, jednak z taboru nie wykluczą. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie)

Ukarać zdrajczynię!

Jest rok 1950. Wszystko zaczyna się od wywiadu z Ficowskim w miesięczniku „Problemy”. Rozmowa dotyczy nowo odkrytej poetki cygańskiej i cygańskiego folkloru. Nie ma ani słowa o tym, że jakakolwiek informacja o obyczajach czy języku pochodzi od Papuszy (Ficowski znał wielu Cyganów z różnych taborów i szczepów). Nie wiadomo, jak wieść o tej rozmowie trafiła do niepiśmiennych na ogół romskich taborów ani jak zrodziła się plotka, że to właśnie Papusza jest wszystkiemu winna. Ten wywiad oznaczał dla niej spore kłopoty. Zaczęły się pogróżki i oskarżenia. Wielu Cyganów osobiście chciało wymierzyć jej karę za zdradzanie sekretów, na szczęście niewielu wiedziało, gdzie dokładnie przebywa tabor Wajsów i jak poetka wygląda. Potem było już tylko gorzej. Papusza wie z listów od Ficowskiego, że na rynku wkrótce pojawi się jego książka „Cyganie polscy”. Na końcu autor umieścił mały słowniczek cygańsko-polski. To w oczach Cyganów najcięższa z możliwych zdrad: słowa mają dla nich znaczenie niemal magiczne, przez wieki obcy nie rozumieli ich znaczenia. W akcie rozpaczy „zdrajczyni” pisze ostatni, pełen goryczy list do „braciszka”: „Powiedzą, że Papusza Dziuklory (suka). A może kiedyś w świecie zrozumieją, że ja nic złego nie zrobiłam”.

Nie ma odtąd spokoju. Wajsowie nieraz musieli się bić z innymi taborami o jej honor. Dlaczego starszyzna w taborze Wajsów jej nie wykluczyła? Dlaczego nie wyklęto jej, jak to się zwykle robiło w podobnych przypadkach? Wajsowie uznali, że los dostatecznie ją pokarał. Papusza ma już wtedy za sobą niejeden pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Niepokojące objawy zaczęły się, jeszcze kiedy była nastolatką. Nadwrażliwa, niespokojna, cierpiała na chwilowe utraty świadomości, stany depresyjne. Potem przyszły ataki szału, nawet halucynacje. Nagonka po publikacjach Ficowskiego pogłębiła ten stan.

Dokładnie w tym samym czasie w „niecygańskim” świecie Papusza wyrasta na literacką gwiazdę. Dostaje nagrody, odbywa spotkania autorskie, daje wywiady. Koresponduje z Tuwimem, który jej poezją „zaraził się” od Ficowskiego. Nigdy się nie spotkają, ale przez kilkanaście miesięcy, aż do śmierci pisarza, będą do siebie regularnie pisać. Listy od Tuwima Papusza zniszczy wraz z wieloma swoimi wierszami w jednym z ataków szału.

Kilkanaście lat przed śmiercią Papusza staje się symbolem dawnej taborowej kultury. Cieszy się wśród Cyganów ogromnym szacunkiem. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie) Kilkanaście lat przed śmiercią Papusza staje się symbolem dawnej taborowej kultury. Cieszy się wśród Cyganów ogromnym szacunkiem. (Fot. Archiwum Muzeum Etnograficznego w Tarnowie)

Życie na uwięzi

W końcu lat 50. tabor Wajsów nie jeździ już po Polsce. Ulega „zachętom” władzy ludowej, która prowadzi „szeroko zakrojoną akcję oddziaływania na ludność cygańską w kierunku porzucenia przez nią koczowniczego trybu życia”. Część taboru Papuszy osiada na stałe w Gorzowie Wielkopolskim. Przydzielono im zrujnowaną kamienicę. Na każdą rodzinę przypada jeden pokój. Papusza nie może wytrzymać w zamkniętym pomieszczeniu. Czuje się jak „ptak na uwięzi, który szarpie się w swojej klatce”. Powtarza, że się dusi. W nocy nie może znieść sufitu tuż nad głową. Nie potrafi spać w łóżku. Odtąd już zawsze będzie sobie ścielić posłanie na podłodze. Ale to w pierwszych miesiącach życia „na uwięzi” powstaną najpiękniejsze, najbardziej chwytające za serce wiersze o utraconej wolności. To źródło natchnienia szybko wysycha. Papusza całkowicie zarzuca pisanie i nigdy do niego nie wróci. Wkrótce schorowany i niedołężny Dionizy umiera.

Kilkanaście lat przed śmiercią Papusza staje się symbolem dawnej taborowej kultury. Cieszy się wśród Cyganów ogromnym szacunkiem. Doczeka się jednego z dwóch filmów o sobie, zdąży jeszcze na premierę musicalu, którego libretto to romantyczna wersja jej tragicznej historii. Autorem spektaklu jest pochodzący z taboru Wajsów bratanek Papuszy Edward Dębicki. Kompozytor, założyciel jednego z bardziej znanych zespołów cygańskich Terno. Premiera musicalu odbyła się w gorzowskim Teatrze im. Juliusza Osterwy. Papusza zjawia się w czarnej sukience i chuście w czerwone kwiaty. Siada na honorowym miejscu w pierwszym rzędzie. Kilku niewtajemniczonych widzów dziwi się, dlaczego starsza pani przez cały spektakl zanosi się od płaczu. Edward Dębicki pamięta też, że stara Papusza całymi dniami przesiadywała w parku. Były lata 80., okres najgorszego kryzysu, park kompletnie zaniedbany, brudno. Prosiła: – Edziu, ty jesteś taki uczony. Napisz do jakiegoś urzędu, ja oddam połowę swojego stypendium, co to mam od literatów, tylko niech umyją tu te ławki, niech trochę poporządkują.

Od czasu do czasu przychodzili jeszcze do niej dziennikarze, prosząc o wywiad. Odprawiała ich z kwitkiem. Powtarzała, że to nie jej wiersze, tylko Ficowskiego. „Gdzie ja taka głupia bym coś takiego mądrego napisała”. Dokucza jej reumatyzm. Wkrótce staje się niedołężna. W końcu siostra z Inowrocławia zabiera ją do siebie. U niej Papusza spędzi ostatnie chwile swego życia.

Umiera w 1987 roku. Kilka miesięcy po wydaniu „Demonów cudzego strachu”. Jedna z ostatnich książek Jerzego Ficowskiego w dużej mierze poświęcona jest Papuszy. Ona sama nie przeczytała już pewnie skierowanych do niej słów. „Drogo przyszło Ci, siostrzyczko, za to zapłacić, aby spełniło się twoje dawne marzenie o pozostawieniu czegoś trwałego i pięknego na świecie”. Ficowski kończy książkę jednym krótkim zdaniem. „Wybacz mi, jeśli możesz”.

Korzystałam z następujących książek Jerzego Ficowskiego: „Cyganie na polskich drogach” oraz „Demony cudzego strachu”.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła".

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).