Piotr Jaworowski – spec od billboardu

Fot. Rafał Masłow

Wokół nas reklamowa prowizorka wciskająca się w każdą wolną przestrzeń miasta. Banery z hasłami „najtaniej” i „tylko u nas” straszą na każdym kroku. Ale są też reklamy, które ogląda się jak obrazy w galerii. Piotr Jaworowski robi te drugie.
W jego portfolio znajdziecie ogromnego chińskiego smoka z łuskami, pazurami, kilkoma głowami i długim świetlistym ogonem we wszystkich kolorach tęczy (im uważniej się przyglądasz, tym więcej odkrywasz szczegółów). Tę pracę zrobił kilka lat temu dla PlayStation, reklamowała ich nową konsolę do gry. Jest też kilka wariacji na temat trampków Nike. Z jednego buta wyrasta całe miasto z drapaczami chmur, za drugim ciągnie się ogon jak u rozpędzonej komety, jeszcze inny ma skrzydełka trochę jak mityczny Hermes. Obrazek z kolorowym ptaszkiem siedzącym na śniegu przypomina tradycyjną japońską rycinę (zajawka strony internetowej). Są i butelki markowego szampana w zaskakujących dekoracjach: w lesie – obrośnięta korzeniami i liśćmi, zacumowana na dnie oceanu, wetknięta w krater wulkanu.

To reklamy dla największych marek na świecie, głównie na zagraniczny rynek. Mogliście je widzieć i nawet do głowy wam nie przyszło, że ich autorem jest Polak Piotr Jaworowski, rocznik 1986.

Rysować nie potrafię

Po pierwsze, dla ścisłości: Piotr. Chociaż jeśli go wygooglować, wszędzie funkcjonuje jako Peter. Pracuje głównie z anglojęzycznymi klientami, piszą o nim zagraniczne portale, więc używa tej wersji imienia, ale tutaj wszyscy nazywają go normalnie, po polsku.

Po drugie: nie jest spokrewniony z Piotrem Jaworowskim, profesorem warszawskiej ASP. Zdarzały się pomyłki. Piotrek śmieje się: jego prawdziwy tata pracuje jako strażnik graniczny, a on sam nigdy nie studiował na uczelni artystycznej, zresztą do sprawy jego studiów jeszcze dojdziemy.

Na razie warto wspomnieć, że wychował się w Białymstoku i że już w podstawówce uwielbiał siedzieć przed komputerem. Siedział, bo grał. Jego pierwszy obrazek powstał przy okazji jakiegoś turnieju, jeden z graczy pokazał Piotrkowi program do obróbki obrazków i zdjęć. Od tego się zaczęło. Tak się jakoś stało, że siedzenie przed ekranem i klawiaturą po to, żeby grać, niezauważalnie zamieniło się w siedzenie i rysowanie.