1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Słona karawana

Słona karawana

Od przeszło czterech wieków w malijskiej wiosce Taoudenni w morderczych warunkach wydobywa się sól. Karawany wiozą ją przez Saharę aż do rzeki Niger. Drogą wodną białe złoto Mali trafia w głąb Afryki Zachodniej.

Początek listopada w północnej części Mali to początek wypraw karawanowych. Wraz z karawaną jednogarbnych wielbłądów wyruszam z Timbuktu do kopalni soli w Taoudenni, położonej przy granicy z Algierią. Ta trwająca około 40 dni wyprawa jest wyjątkowo trudna. Dziennie pokonujemy 50 km – pieszo lub na grzbiecie wielbłąda. Harmattan, gorący, porywisty wiatr, unosi w powietrze tumany pyłu. Piasek trzeszczy w ustach, wysusza wargi, pustynne powietrze drapie w gardło. Zasady przetrwania nie zmieniły się tu od tysięcy lat. Hassan, mój przewodnik, który zna Saharę jak własną kieszeń, doskonale orientuje się w czasie i przestrzeni. Kieruje karawanę na północ, w stronę słońca. W nocy wskazuje nam drogę Gwiazda Polarna.

W 1805 roku na szlaku Taoudenni – Timbuktu miała miejsce największa tragedia karawanowa w historii: potężna burza piaskowa zasypała 2000 ludzi i 1500 wielbłądów. Po blisko 100 latach lotne piaski odsłoniły setki ludzkich szkieletów.

Hassan daje mi swoje sandały, rodzaj japonek. – Zakładaj! – krzyczy. – Bin Laden cię zobaczy!

W tej części Mali częste są porwania białych dla okupu, to tereny działania Al-Kaidy. W 2009 roku uprowadzono trzech francuskich podróżników. Władza państwa praktycznie tu nie dociera. Hassan zaciera stopami nasze ślady na piasku. Przemierzam pustynię w błękitnych szatach Tuarega. Zwój na głowie – szesz– zakrywa całą twarz. Tylko brwi wystają spod mocno ściśniętego szala, który przysłania również kark.

Kanister rewolucjonizuje afrykę

– Woda, woda! – krzyczy Hassan. Docieramy do studni. Spragnione wielbłądy mogą jednorazowo wypić nawet 100 litrów!

W temperaturze 40 stopni wchodzimy do Taoudenni. Wioska leżąca na dnie wyschniętego jeziora otoczona jest górami. Zdejmuję z Hassanem bagaże z wielbłądów. Zwierzęta ryczą. Niektórym z grzbietów leje się krew. Napełniam wodą plastikowy kanister. Podbiega do mnie jeden z kopaczy.

– Daj kanister, daj! – szarpie mnie za rękę. Kilkanaście lat temu ten pojemnik zrewolucjonizował życie w Afryce, a szczególnie w takich miejscach jak Taoudenni, gdzie nie ma kanalizacji i wodę trzeba nosić, pokonując duże odległości. Kanister, który zastąpił ciężkie gliniane lub kamienne stągwie, jest lekki i tani – kosztuje dwa dolary. Górnicy noszą w nich wodę na białych od soli barkach. Przywożą do Taoudenni papierosy, koce, aspirynę i właśnie kanistry – rzeczy poza wodą najcenniejsze. Sól wydobywano początkowo w położonej dalej na północ Taghazie, jednak po zajęciu w XVI wieku tamtejszych kopalni przez marokańskiego sułtana Ahmada I al-Mansura jeden z ludów zamieszkujących Afrykę Zachodnią – Songhajowie – rozpoczął wydobycie w Taoudenni.

 
Sól kamienna tworzy kilkanaście poziomów, z czego eksploatowane są cztery. Najwyżej ceniona, najczystsza to sól zwana al karma. Al bejzazawiera więcej domieszek innych minerałów, zaś al bit– najbardziej zanieczyszczona – jest przeznaczona dla zwierząt.

Woda za sól

Kopalnie działają nieprzerwanie od końca XVI w. Obecnie w 150 wyrobiskach pracuje około 800 mężczyzn. To głównie Maurowie, ale też przedstawiciele innych grup etnicznych zamieszkujących Mali, jak Tuaregowie, Songhajowie czy Arabowie. Niektórych przyciąga możliwość zarobku, inni odpracowują długi.

Górnicy drążą wyrobiska, zaś kamieniarze ociosują 100-kilogramowe sztaby wydobytej soli (zwane hasba) na mniejsze prostokątne płyty przystosowane do transportu karawaną. Wielbłądy, objuczone dwiema takimi płytami na każdym boku, niosą białe złoto Mali do Timbuktu, a później do brzegów Nigru, skąd drogą wodną rozprowadza się je po całym kraju.

Metody wydobycia i obróbki soli nie zmieniły się od wieków – potrzebny jest tylko kilof z krótkim ostrzem oraz woda, która służy do zmiękczania skały. Górnicy i kamieniarze muszą kupować wodę od ludzi zajmujących się jej wydobyciem i dostawą z jedynej w okolicy studni, oddalonej od wyrobisk o blisko 10 km. Za dwie płyty solne otrzymuje się 200-litrową beczkę życiodajnego płynu.

Górnicy wyciągają do mnie ręce, każdy chce aspirynę lub paracetamol. Dziennie w skwarze przepracowują po dziesięć godzin, czasami więcej. Praktycznie codziennie każdemu doskwiera ból głowy. Każde lekarstwo łagodzące ból jest tu na wagę łyka wody.

Poganiacze wielbłądów i górnicy przy blasku ogniska wyplatają z trawy wędzidła, siodła i powrozy do mocowania płyt solnych. W karawanie nie używa się sznurów, gdyż szybko zniszczyłyby się w kontakcie z solą.

Obserwuję Hassana, który szuka białego złota w głębokich na trzy metry sztolniach. Wieczorem próbuję skonsumować tutejsze jedzenie: dogonou, czyli mąkę sorgo z solą rozmieszaną w wodzie, ryż okraszony tłuszczem. W ustach czuję ziarnka piachu. Są wszędzie, sprawiają, że trudno coś przełknąć.

Po trzydniowym postoju moja karawana kieruje się na szlak powrotny. Tym razem słońce nie świeci w czoło, lecz w kark. Zmierzamy na południe.

Niezbędnik globtrotera

Przelot: Gdańsk – Paryż – Bamako – Timbuktu, kosztuje 3,5 tys. zł (w obie strony). Wiza wysyłkowa w ambasadzie Mali w Berlinie – 45 euro plus koszt przesłania paszportu oraz znaczki na odesłanie. Karawana z Timbuktu do Taoudenni i z powrotem – 1500 euro.

W Mali wymagane jest posiadanie szczepienia przeciw żółtej febrze, warto też zaszczepić się na żółtaczkę, dur brzuszny i tężec.

Ceny w Timbuktu: hotel Bouctou: miejsce na dachu – 3 tys. CFA, czyli franków zachodnioafrykańskich (1 euro = ok. 650 CFA, 1 dolar = 500 CFA). Pokój z łazienką i klimatyzacją – 7 euro.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze